Nad Dunajcem, na stromym wzgórzu górującym nad karpacką doliną, około 1725 r. p.n.e. pojawili się przybysze. Nie wiemy, jak sami siebie nazywali. Nie znamy ich języka, opowieści ani imion bogów, w których wierzyli. Wiemy jednak, że byli obcy. Przekroczyli Karpaty i założyli osadę w miejscu kontrolującym jeden z najważniejszych szlaków prowadzących przez góry. Następnie zrobili coś, czego nikt wcześniej na ziemiach dzisiejszej Polski nie robił. Wznieśli kamienne fortyfikacje.
Mur miał około dwóch metrów szerokości i prawdopodobnie trzy metry wysokości. Jego fasadę tworzyły wielkie, niekiedy obrobione bloki kamienne. Do środka prowadziły bramy, jedna monumentalna, druga, boczna, obrobiona sześcioma kamiennymi stelami. Trudno przecenić to, jak niezwykłym widokiem musiała być osada: kolejne duże, kamienne budowle pojawiły się na polskich ziemiach dopiero w średniowieczu, przeszło 2,5 tys. lat później.
Dla tubylców znad Dunajca to, co powstało na Górze Zyndrama w dzisiejszych Maszkowicach, musiało wyglądać jak dzieło bogów. Dziś powiedzielibyśmy – kosmitów. Ale bogowie faktycznie wraz z budowniczymi fortu mogli tutaj przybyć. Bo choć architektura osady była na naszych ziemiach tworem obcym, była zdumiewająco podobna do osad obronnych znanych z dzisiejszej Chorwacji czy Grecji. Wszystko sugeruje, że przynajmniej część jej założycieli przybyła z południa Europy.
Czy na ziemiach polskich czczono greckich bogów?
Podczas wykopalisk archeolodzy odkryli m.in. dwie niewielkie figurki wykonane z gliny. Jedna przedstawia postać z rozłożonymi ramionami, druga prawdopodobnie kobietę z rękami uniesionymi ku górze. Jak pisała archeolożka Aleksandra Wójcik, figurki z Maszkowic wpisują się w tradycję znaną od Bałkanów po Morze Egejskie.
– Przynieśli ze sobą zapewne wczesną formę religii greckiej, z okresu, kiedy jej mitologia jeszcze nie była spisana – mówi Szymon Zdziebłowski, archeolog śródziemnomorski i dziennikarz „National Geographic”, autor m.in. wydanej ostatnio książki „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”.
– Na terenie Maszkowic odkryto figurki, które ukazują kobiety i jest bardzo prawdopodobne, że mają one przedstawiać boginki. Być może w wierzeniach tych ludzi kobiety odgrywały o wiele większą rolę, zanim nie pojawił się Zeus i wszystko pomieszał – dodaje archeolog.
A to oznacza, że jakaś proto-Hera, pra-Atena czy protoplastka Ariadny mogły być czczone na ziemiach polskich kilka tysięcy lat przed tym, jak pojawił się tu Perun, o chrześcijaństwie nie wspominając.
Próba zrozumienia tego, w co wierzyli ludzie, którzy nie zostawili po sobie świętych ksiąg, tabliczek czy nawet jednego, nędznego hieroglifu, może wydawać się zajęciem beznadziejnym.
– To trochę tak, jakby mieć cztery puzzle z zestawu, który ma sto elementów. Można próbować. Wiemy, że w coś wierzono, że funkcjonował jakiś rodzaj myślenia abstrakcyjnego, ale stworzenie pełnej mitologii jest absolutnie karkołomne – podkreśla Zdziebłowski.
Jego książka jednak ma być próbą nie tylko opisania zapomnianych bóstw, wierzeń i rytuałów Słowian, lecz przede wszystkim tych bezimiennych ludów, które ziemie Polski zamieszkiwały wcześniej. Nawet zanim nastała era Homo sapiens.
Dziadowa Skała i duchowość neandertalczyków
W 1953 r. archeolodzy pracujący w jaskini Dziadowa Skała w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej odkryli niewielką, 11-centymetrową kość. Pozostałość, jak później ustalono, pochodząca z przedniej łapy młodego niedźwiedzia, nie była wyjątkowa sama w sobie, ale to, co naukowcy znaleźli na jej powierzchni – już tak.
Kość ozdobiona była 17 równoległymi nacięciami, wykonanymi w ciągu jednego dnia, jak wykazało badanie z 2024 r. zespołu prof. Tomasza Płonki z Uniwersytetu Wrocławskiego. Po co? „Te nacięcia nie mają żadnego utylitarnego uzasadnienia. Jest to jeden z nielicznych neandertalskich przedmiotów o charakterze symbolicznym” – mówił prof. Płonka portalowi Live Science.
Symbolicznym – czyli jakim? Co oznaczały nacięcia sprzed 130 tys. lat?
– Być może był to system jakiejś notacji, na przykład liczby zabitych zwierząt. Ale mogą być też związane ze sferą wierzeń. Należy pamiętać, że zdaniem naukowców w pradziejach nie było ostrej granicy między sacrum a profanum – wyjaśnia Zdziebłowski.
To, że neandertalczycy mieli jakiś rodzaj duchowości, nie jest już dziś stwierdzeniem szczególnie kontrowersyjnym. Choć z terenu Polski dysponujemy niemal wyłącznie krzemiennymi narzędziami wykonanymi przez tę populację, to znaleziska z innych części kontynentu budują obraz społeczności, która potrafiła troszczyć się o zmarłych i posługiwała się językiem.
Kluczowe znaczenie wydawała się dla nich mieć ochra – krwistoczerwony barwnik mineralny, wydobywany przez ich przodków już 350 tys. lat temu. Ten pigment, zapewne symbolizujący życie i krew, stał się fundamentem rytuałów i sztuki, a jaskinie – miejsca ciemne, wilgotne i fascynujące – mogły służyć jako przestrzeń sacrum, gdzie wkraczano, by spotkać duchy przodków (grzebanych tam zresztą często) lub wczesne bóstwa.
Co na ziemie polskie przynieśli rolnicy z Anatolii
Homo neandertalensis żyli na terenie Polski przez ok. 200-250 tys. lat. Homo sapiens przybyli nad Wisłę mniej więcej 40 tys. lat temu. Wraz z nimi pojawia się coś, czego w materiale archeologicznym jest znacznie więcej niż w przypadku neandertalczyków: sztuka figuratywna, a więc taka przedstawiająca postacie. Jeżeli kość z Dziadowej Skały pozwala jedynie domyślać się istnienia myślenia symbolicznego, to niektóre znaleziska pozostawione przez Homo sapiens wyglądają tak, jakby od początku miały znaczenie wykraczające poza codzienne życie.
Najbardziej znane są tzw. Wenus. Niewielkie figurki kobiet znajdowano od Francji po Syberię, a kilkadziesiąt odkryto również na ziemiach Polski. Szczególnie ważne okazały się odkrycia w Wilczycach koło Sandomierza, gdzie archeolodzy natrafili na wykonane z krzemienia przedstawienia kobiet sprzed około 15 tys. lat.
Co oznaczały? Tego nie wiadomo. Były zbyt małe, by pełnić funkcję posągów, i zbyt pracochłonne, by uznać je za zabawki. Od ponad wieku badacze spierają się, czy były związane z płodnością, narodzinami, kultem przodków, czy może przedstawiały istoty nadprzyrodzone. Jedno jest pewne: ludzie, którzy je wykonywali, poświęcali czas i energię na tworzenie przedmiotów niemających praktycznego zastosowania.
– Nie były narzędziami, nie widać na nich śladów użytkowania. Ewidentnie było to coś o znaczeniu symbolicznym. Co ciekawe, praktycznie nie mamy odpowiadających im przedstawień mężczyzn – mówi Szymon Zdziebłowski.
Kolejna wielka zmiana nastąpiła kilka tysięcy lat później. Nie była związana z pojawieniem się nowych bogów, lecz nowych ludzi. Około 7,5 tys. lat temu na ziemie dzisiejszej Polski zaczęli napływać rolnicy wywodzący się z Anatolii. Przynieśli z sobą udomowione rośliny, zwierzęta, nowe technologie i zupełnie odmienny sposób życia.
– To była rewolucja dla Europy. Skala tej zmiany była ogromna – podkreśla Zdziebłowski.
Wraz z rolnikami pojawiły się stałe osady i pierwsze wielkie budowle. Lokalne odpowiedniki bardziej znanych megalitycznych struktur, takich jak angielskie Stonehenge, maltańskie Ggantija i Ħaġar Qim czy irlandzki Newgrange. Pierwszym mieszkańcom ziem Polski też nie brakowało rozmachu, tylko wybrany przez nich materiał okazał się mniej trwały.
– To tzw. rondele. W naszych czasach niewiele po nich zostało, bo były wykonane z drewna. Ale potrafimy określić, jaki miały zarys – mówi autor „Bogów Polski”. – Wiemy, że miały kilkadziesiąt, czasem nawet sto metrów średnicy. Składały się z drewnianych wałów i ścian. Mogły być świątyniami, co oznaczałoby, że są starsze od Stonehenge nawet o kilka tysięcy lat. Ale mogły również stanowić miejsca zebrań, rodzaj publicznej przestrzeni dla okolicznych mieszkańców – dodaje.
Czym są polskie piramidy z Kujaw?
Jeszcze wyraźniej mieszanie się sacrum i profanum widać w przypadku monumentalnych grobowców kujawskich, czasem nazywanych „polskimi piramidami”. Nazwa jest efektowna, choć myląca. Nie przypominają one egipskich piramid, lecz ogromne wydłużone konstrukcje ziemno-kamienne, niekiedy osiągające ponad sto metrów długości. Ich budowa wymagała zaangażowania całych społeczności. Przez długi czas postrzegano je jako miejsca pochówku. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że były czymś znacznie więcej.
– To nie były tylko grobowce. To były centra ceremonialne. Przed nimi znajdowały się wielkie place, gdzie prawdopodobnie odbywały się rytuały i spotkania związane z kultem przodków. Niektóre grobowce kujawskie przypominają kształtem domy pierwszych rolników. Według części badaczy budowle przeznaczone dla zmarłych miały nawiązywać do domostw przodków, podkreślając więź między światem żywych i umarłych – tłumaczy Zdziebłowski.
Pradziejowe ziemie Polski nie były też odizolowaną od świata prowincją. W grobach z pierwszych wieków naszej ery archeolodzy odkrywali skarabeusze i inne przedmioty pochodzące z Egiptu lub wzorowane na egipskich amuletach.
– Czy oznacza to, że czczono tutaj boga Ra? To już znacznie trudniejsze pytanie. Ale pokazuje to, że wraz z ludźmi i towarami podróżowały również symbole oraz idee – zauważa Zdziebłowski.
Jak odchodzili starzy bogowie
Archeolodzy przypuszczają, że wiele ważnych dla dawnych społeczności miejsc pozostawało świętych przez stulecia, a nawet tysiąclecia. Góry, źródła, jeziora czy samotne głazy mogły wielokrotnie zmieniać swoich opiekunów. Zmieniały się religie, ale niekoniecznie miejsca, w których ludzie próbowali kontaktować się z tym, co nadprzyrodzone.
Z tej perspektywy słowiańscy bogowie okazują się nie początkiem, lecz końcem opowieści. Gdy Perun, Weles czy Świętowit pojawiają się w źródłach historycznych, ziemie dzisiejszej Polski mają już za sobą setki pokoleń ludzi wierzących w siły nadprzyrodzone.
O samych słowiańskich bogach wiemy zresztą zaskakująco niewiele. Nie zachowały się żadne święte księgi ani rodzime mity spisane przed chrystianizacją. Informacje pochodzą głównie z relacji obcych kronikarzy oraz średniowiecznych autorów chrześcijańskich. To oni wspominają o Perunie, bogu piorunów, Welesie związanym ze światem zmarłych czy Świętowicie czczonym na Rugii. Nawet w ich przypadku badacze nie są zgodni, jak wyglądał słowiański panteon i które bóstwa były rzeczywiście czczone na ziemiach dzisiejszej Polski.
A potem pojawiło się chrześcijaństwo. Chrzest Mieszka I w 966 r. bywa przedstawiany jako moment, w którym jeden świat nagle zastąpił drugi. W rzeczywistości proces ten trwał znacznie dłużej. Jeszcze ponad sto lat później dochodziło do buntów przeciw nowej religii. W latach 30. XI w. podczas tzw. reakcji pogańskiej niszczono kościoły i występowano przeciw chrześcijańskim elitom. Dla części mieszkańców kraju dawni bogowie najwyraźniej wciąż byli realni.
Jak zauważa Zdziebłowski, dla wyznawców religii politeistycznych nowe bóstwo nie było początkowo szczególnym problemem.
– Wyznawcy starych bogów mogli przyjąć z początku, że chrześcijaństwo wprowadza jeszcze jedno, nowe bóstwo – mówi Zdziebłowski.
Dawni bogowie nie zniknęli więc wraz z chrztem Mieszka I. Jeszcze przez stulecia chrześcijańskie modlitwy mieszały się ze starszymi obrzędami, a historycy mówią wręcz o okresie dwuwiary. W źródłach kościelnych z XII i XIII w. wciąż pojawiają się skargi na pogańskie praktyki, wróżby, kult świętych drzew czy składanie ofiar przy źródłach i jeziorach.
Pogańskie bóstwa odchodziły powoli. Jedne zmieniały się w demony z ludowych podań, inne rozpływały się w nowych świętach i zwyczajach. Większość po prostu została zapomniana.
Po tysiącach lat pozostały po nich tylko ślady: kilka figurek, monumentalne grobowce, zagadkowe budowle i kość młodego niedźwiedzia pokryta siedemnastoma nacięciami. Niewiele, ale wystarczająco, by mieć pewność, że historia religii na ziemiach Polski zaczęła się na długo przed Perunem.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











