Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Psychiatra rządowy

Psychiatra rządowy

18.05.2016
Czyta się kilka minut
Zadaniem psychiatry jest leczenie, a nie stygmatyzacja społeczeństwa. Wywiad dla „Do Rzeczy” szarga kodeks tego zawodu.
Ks. dr Jacek Prusak SJ / fot. Grażyna Makara
J

Jestem przecież autorytetem...” – mówi o sobie prof. Łukasz Święcicki, i w wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Do Rzeczy” („Symptomy obłędu udzielonego”, 16-22 maja) diagnozuje nie tylko swoich pacjentów, ale też Polaków o odmiennych niż on poglądach politycznych. Najcięższą postać choroby psychicznej mają jego zdaniem zwolennicy KOD, bez względu na to, z jakiej partii opozycyjnej się wywodzą, bo wszyscy są „niepewni i poszukują potwierdzenia własnej wartości, wzajemnej akceptacji”, cierpią również na „obłęd udzielony”, gdyż są zmanipulowani przez media. Wobec opozycji sugeruje zastosowanie elektrowstrząsów, bowiem poza sferami obecnego rządu i partii, która go wspiera, Polacy cierpią na „narodową skirtotymię”, która pokrewna jest cyklotymii – wahaniom nastrojów występującym u pacjentów dwubiegunowych. Eliksirem dla zachowania zdrowia psychicznego jest więc właściwa przynależność partyjna i zachowawczość (konserwatyzm), bo tylko wtedy „można zachować zdrowy balans”.

Skąd ordynator Oddziału Chorób Afektywnych Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie ma takie dane? Okazuje się, że wyciąga je z rękawa. Kilku jego pacjentów oraz historia opowiedziana mu przez brata – psychoterapeutę mają stanowić zaplecze empiryczne dla epidemiologicznej diagnozy polskiego społeczeństwa. Z kolei siebie samego, a w domyśle i swego brata, stawia za wzór zdrowia psychicznego tylko dlatego, że są konserwatystami i leczą innych. Gdyby takie „diagnozy” formułował domorosły psycholog, nie warto byłoby w ogóle zwracać na nie publicznie uwagi. Problem w tym, że wychodzą one z ust praktykującego lekarza-psychiatry, profesora i ordynatora kliniki.

Psychiatrzy, podobnie jak przedstawiciele innych zawodów, mają swoje preferencje polityczne. Bez względu jednak na nie obowiązuje ich pewien kodeks deontologiczny, także w sytuacji publicznych wystąpień. Prof. Święcicki go zszargał, nie tylko diagnozując publicznie niektórych polityków na podstawie ich wyrywkowych wypowiedzi – z którymi przecież prywatnie nie musi się zgadzać ani jako psychiatra, ani obywatel – ale obrażając Polaków mających odmienne zdanie od niego.

Nie spodziewam się po dziennikarzu prowadzącym wywiad, a niemającym pojęcia o psychiatrii, obiektywizmu. Tendencyjność niektórych jego pytań jest zapewne częścią zadania, które miał do wykonania, a „Do Rzeczy” bynajmniej nie jest wolne od stronniczości, którą tak chętnie wytyka innym. Po profesorze psychiatrii mam się jednak prawo oczekiwać, że na łamach pisma nie będzie wchodził w rolę psychiatry rządowego diagnozującego opozycję. Święcickiemu nie tylko brak podstawowej rzetelności naukowca-badacza czy akademickiego klinicysty w sądach, które formułuje, ale też zwykłej przyzwoitości. Po lekturze wywiadu odnosi się wrażenie, że nie tylko lubi się on sobą chwalić, ale że zaczyna sankcjonować swoją pozycją niebezpieczne zjawisko psychiatrii będącej na usługach rządu i partii. Trudno mi dostrzec różnicę między nim a psychiatrami diagnozującymi „bezobjawową schizofrenię” u przeciwników ustroju komunistycznego.

Święcickiemu ewidentnie pomyliło się bycie autorytetem z byciem guru. Czy nie jest to „symptom obłędu udzielonego” w ramach grupy, z którą tak silnie i jednostronnie sam się identyfikuje? Do przymiotów, które sobie przypisuje, można zgłosić wiele uzasadnionych wątpliwości. Zadaniem psychiatry jest leczenie, a nie stygmatyzacja społeczeństwa. Zadaniem naukowca jest demonstrowanie danych empirycznych, a nie podnoszenie swoich opinii do rangi udowodnionych teorii.

Ks. dr JACEK PRUSAK SJ jest psychologiem, psychoterapeutą, publicystą i członkiem redakcji "Tygodnika Powszechnego". Adiunkt w Katedrze Psychopatologii i Psychoprofilaktyki Akademii Ignatianum w Krakowie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Jezuita, teolog, psychoterapeuta, publicysta, doktor psychologii. Prorektor Akademii „Ignatianum” w Krakowie, gdzie jest także adiunktem w Instytucie Psychologii. Członek redakcji „...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Uważam, że powinno się rozpocząć akcję "cała Polska czyta" w nowej wersji. Tylko tym razem wybór powinien być ograniczony do dwóch obowiązkowych pozycji: "Pismo Święte Nowego Testamentu" i "1984" Orwela. Mam wrażenie, że wiele osób, w tym i profesor, powinno sobie przypomnieć tę lekturę.

Najpierw trzeba sobie dobitnie uświadomić, że jest to specyficzny tygodnik. Nie "Do Rzeczy", ale "Od rzeczy", a wtedy wszystko jest już jasne. Tylko w takim właśnie tygodniku mógł się ukazać wywiad z tego rodzaju osobnikiem. Konserwatyzm nie ma tu nic do rzeczy. Trzeba sobie uświadomić, że PiS ma szczególne zdolności do przyciągania miernot intelektualnych. To kolejny, niepodważalny dowód.

Ponoć Polska dzieli się na dwie kategorie ludzi. Tych zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych i tych jeszcze nie zdiagnozowanych. Pan profesor zapewne to uciekinier z placówki, którą nadzorował. Raz na ileś tam lat bywa, że pacjenci przejmują "kontrolę" nad szpitalem, to taki eksperyment mający dać nadzieję na normalne funkcjonowanie w normalnym społeczeństwie. Ale tu profesorek się był wymknął, bo uciekł i .... nie zabrał ze sobą leków

Rozważania o stanie psychicznym członków KOD-u nie można odseparować od tła, tj. szeroko z lubością prowadzonych przez media liberalno-lewicowe rozważań o stanie psychicznym Prezesa. Że taki, owaki, bo był niższy w klasie, nie ma partnerki, nie ma karty bankomatowej, mieszka w małym mieszkanku, z kotem! itd. itp. Dla mnie to było/jest wyjątkowo niesmaczne. Mnie uczono, iż taką nagonkę rozpętywali bolszewicy z braku merytorycznych argumentów. Uderzali w oponenta ad personam, poprzez wynajdowanie haków z życiorysu, prawdziwych a częściej urojonych…

No fakt. Ale niewielu z tych złośliwych liberałów obnosiło się profesorskim tytułem.

Proszę pamiętać, że odpowiadanie patologią na patologie i w ten sposób tłumaczenie wszystkiego, to był wprost "styl życia" bolszewików.

Z pewnością zdaje sobie ksiądz sprawę(a może nie?...) z faktu, że dopóki polski episkopat, a za nim wiejscy plebani i zakonni biznesmeni przemawiają z ambon głównie głosem podobnym w treści do komentowanego - nasz kraj będzie się pogrążał w obłędnych podziałach i nienawiści (przykład bpa Michalika jest bardzo charakterystyczny). No ale póki co głosy wyważone i ewangeliczne są w tej jakże wciąż jeszcze wpływowej grupie społecznej odosobnione.

Jestem przekonany, że "Ksiądz Autor", jak Pan to pięknie ujął, doskonale zdaje sobie sprawę z tego stanu rzeczy, i dlatego tak cenną społecznie i, zapewne, ewangelicznie, jest misja obrana przez Szanowną Redakcję TP - misja mówienia prawdy, zachęcania do wzajemnego szacunku i umiarkowania. Choć nie jestem religijny, to bardzo sobie to cenię, i szukam na łamach TP tej prawdziwie chrześcijańskiej inspiracji i zachęty do takiej właśnie postawy. Choć czasem to nie jest łatwe, gdy "scyzoryk się w kieszeni otwiera", gdy wokół mowa nienawiści, kłamstwo i... "grzech ignorancji". Wtedy szukam tu ukojenia, wyciszenia. Serdecznie pozdrawiam Redakcję TP.

Choć pewne skrzywienie w stronę GW (którą już od lat trudno nazwać obiektywnym głosem) jest widoczne...

Jak to było za bolszewików? Wszystko co nie z nimi to było "imperialistyczne skrzywienie"?

które tak ochoczo upomniało Panią Dr Woydyłło

ZSRR w swoim czasie bardzo lubiło wsadzać dysydentów do psychiatryków, bo przeciw wspaniałości systemu komunistycznego mógł się buntować tylko ktoś nie spełnia rozumu i wspierały to nieraz i "wielkie autorytety". Ten sam styl, ta sama jakość i taki sam kres zapewne będzie udziałem, pytanie czy przyjdzie na to czekać 70 lat? ;p
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]