Edward Augustyn: O sprawie ks. Chmielewskiego jedni mówią: wykorzystanie, uwiedzenie. Drudzy: zakochanie się, romans dwóch dorosłych osób. Czy są jakieś kryteria oceny takich relacji?
Ks. Jacek Prusak: Wyjściowe kryteria są dwa: intencja i kontekst. Czym innym jest sytuacja, w której ksiądz ma zamiar wykorzystać drugą osobę i realizuje go przy pomocy różnych technik manipulacyjnych. Zamaskowanych np. posługą duszpasterską, podczas gdy wszystko, co robi, służy wykorzystaniu relacji do gratyfikacji własnych potrzeb. Niekoniecznie seksualnych.
A co, gdy nie ma złych intencji?
Trzeba spojrzeć uczciwie, czy w tej relacji akcent położony jest na zaspokajanie emocjonalnych potrzeb, czy towarzyszenie komuś w drodze do Boga. Jeśli ksiądz chce być powiernikiem, opiekunem, ojcem, psychoterapeutą, albo daje się zaprosić do takiej roli, to znaczy, że relacją kierują uczucia i wzajemna fascynacja.
A potem może zabraknąć dojrzałości, by się z taką sytuacją skonfrontować, nazwać ją po imieniu, gdy początkowa znajomość i więź zaczyna się zmieniać, erotyzować. Lekceważy sygnały i przesuwa granice, choćby dlatego, że ta relacja rekompensuje mu różne deficyty.
Przejdźmy do kontekstu.
W kontekście duszpasterskim zawsze większa odpowiedzialność za relację jest po stronie księdza, ponieważ jest to relacja asymetryczna ze względu na symboliczny status księdza. Nieco inna sytuacja jest, gdy relacja nawiązuje się poza kontekstem duszpasterskim, a ksiądz nie ukrywa swojej tożsamości. Wtedy czynnikiem może być ludzka słabość. Bo jeśli ukrywa, mamy do czynienia z manipulacją.
„Ludzka słabość” – często słychać to usprawiedliwienie...
Słabość jest wpisana w ludzką naturę. To trzeba wiedzieć, by nie myśleć, że my na pewno żadnej granicy nie przekroczymy. Problemem nie jest to, co czujemy, tylko to, co z tymi emocjami robimy. Czy nie lekceważymy sygnałów ostrzegawczych, czy potrafimy się wycofać z relacji, gdy widzimy, że rozwija się w złym kierunku. Czy też mówimy, że nic złego jeszcze się nie dzieje, uciekając od odpowiedzialności za to, co może się dziać – w nas albo w drugiej osobie.
Nie bądźmy naiwni i nie oszukujmy się. Jeśli ksiądz spotyka się sam na sam z kobietą, to nie po to, by pomóc jej znaleźć Boga w życiu. Raczej, by zaspokoić swoje potrzeby. Często zresztą wcale nie chodzi o miłość. Jeśli już, to do samego siebie. Osoby narcystyczne zakochane są tylko w sobie, inni są im potrzebni jedynie jako lustra, w których się będą oglądać.
Jak zapobiegać tego rodzaju manipulacjom?
Dominikanie, nauczeni na błędach własnych i innych, wprowadzają obowiązek superwizji dla księży, którzy wchodzą w długie duszpasterskie relacje, np. podejmują się kierownictwa duchowego. To ochrona dla penitentek czy penitentów, ale i dla samych duszpasterzy.
Z drugiej strony, każda osoba, kobieta czy mężczyzna, powinna pamiętać, że nie może oddawać swojego życia w ręce duchownego, że relacja z nim zawsze powinna być wtórna – nie tylko wobec jej relacji z Bogiem, ale też wobec innych relacji, jakie ma w życiu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















