Przed Katalonią, po Katalonii

Spór Barcelony i Madrytu niepokoi Europę. Tymczasem są precedensy: nowe państwa europejskie powstawały całkiem niedawno.
Czyta się kilka minut

Niepodległość i integralność tery­torialna to kwestie, które budzą najgłębsze emocje. Rzadko kiedy też wiadomo, jak rozpoczęty już proces separacji będzie przebiegał i dokąd doprowadzi. ­Nawet Unia Europejska, uzbrojona – zdawać by się mogło – w tysiące regulacji, nie wie, co począć w przypadku rozpadu swego państwa członkowskiego. Jak pokazują ostatnie wypadki w Hiszpanii, a także tendencje separatystyczne w innych krajach, taką możliwość wypadałoby brać pod uwagę. Przyjrzyjmy się więc kilku przypadkom z niedawnej przeszłości.

SECESJA PO SŁOWEŃSKU Prawie 30 lat temu ruchy tektoniczne w Europie Środkowej i Wschodniej doprowadziły nie tylko do upadku komunizmu i Związku Sowieckiego. Rozpadać zaczęła się też socjalistyczna (choć nienależąca do bloku sowieckiego) Jugosławia.

Pod koniec 1990 r. prawie 90 proc. Słoweńców – mieszkańców jednej z kilku jugosłowiańskich republik związkowych – zagłosowało w referendum za oderwaniem się od federacji i utworzeniem własnego państwa. Frekwencja była rekordowa: sięgnęła 93 proc. Pół roku później, 26 czerwca 1991 r., słoweński parlament ogłosił niepodległość. Kolejnego dnia zaczęła się wojna z Jugosławią, która nie chciała zgodzić się na secesję swego najbogatszego regionu. Ale wojna była krótka i niezbyt krwawa: w ciągu dziesięciu dni po obu stronach zginęło kilkudziesięciu żołnierzy. Trudno to nawet porównać z krwawymi wojnami, jakie w kolejnych latach miały szarpać resztą Jugosławii.

Gdy Europa zamarła potem wobec dramatów rozgrywających się w Chorwacji, Bośni i Hercegowinie oraz Kosowie, Słowenia powoli krzepła na pozycji kraju małego, ale stabilnego, któremu bliżej do Włoch czy Austrii niż do bałkańskiego piekła. Znacznie szybciej niż w pozostałych krajach byłej już Jugosławii przebiegła jej integracja euroatlantycka: wejście do NATO i Unii.

Choć scenariusz mógł być inny: sąsiednia Chorwacja też miała referendum i deklarację niepodległości (ogłoszoną tego dnia co Słowenia). Ale kraj pogrążył się na kilka lat w wojnie z Serbami. Powodów tak odmiennej drogi obu państw można znaleźć wiele; choćby to, że Słowenia jest dość jednorodna etnicznie. W każdym razie jej przykład pokazuje, że taki proces może przebiec stosunkowo gładko (co nie znaczy, że całkiem bez ofiar).

AKSAMITNY PODZIAŁ Czechów i Słowaków nikt nie pytał, co sądzą o przyszłości Czechosłowacji, w której żyli przez większość XX w. Gdyby odbyło się referendum, większość opowiedziałaby się pewnie za utrzymaniem federacji. O rozpadzie zdecydowali politycy: 1 stycznia 1993 r. na mapie pojawiły się Czechy i Słowacja.

Czechosłowacja była państwem federacyjnym, np. w mediach używano obu języków. Jednak po aksamitnej rewolucji 1989 r. po obu stronach zaczęło narastać zniecierpliwienie. Do głosu coraz częściej dochodziło słowackie przekonanie, że Czesi chcą Słowaków zdominować. Oraz, z drugiej strony: że Czechy muszą dotować słabszą gospodarczo Słowację. Negocjacje w sprawie „aksamitnego rozwodu” prowadzili przywódcy największych wtedy partii, czeskiej ODS Václav Klaus i słowackiej HZDS Vladimír Mečiar. Obaj byli ambitni. Jak po latach stwierdził czeski dysydent i polityk Jiří Dienstbier, żaden z nich nie chciał dzielić się władzą w państwie, nawet gdyby miało być z tego powodu mniejsze. Ale podział przebiegł wzorcowo, większość spraw uregulował jeszcze parlament federalny. I choć część obywateli wciąż ma sentyment do czasów federacji, jest to już zamknięty rozdział.

SZKOCJA W ZAWIESZENIU W Katalonii na ulicach pojawiają się czasem flagi niebiesko-białe. Szkockie. Przywieźli je Szkoci, którzy przybyli, by wyrazić swe wsparcie. Demonstracje poparcia dla Katalończyków odbyły się też w Edynburgu. Z kolei podczas szkockiego referendum niepodległościowego w 2014 r. do Szkocji wybrały się katalońskie delegacje – zazdroszcząc Szkotom, że mogą głosować w spokoju.

Tu referendum odbyło się bowiem z błogosławieństwem Londynu, który był gotowy uznać każdy jego wynik. Ale, ku uldze brytyjskich władz, za secesją z Wielkiej Brytanii głosowało 45 proc., zaś za pozostaniem 55 proc. Głosowanie to miało zamknąć debatę o niepodległej Szkocji, tymczasem – niespodziewanie – otworzył ją na nowo wynik brytyjskiego referendum o wyjściu z Unii.

Większość Szkotów nie chce bowiem Brexitu: czują się wyprowadzani z europejskiej wspólnoty wbrew woli. Politycy Szkockiej Partii Narodowej mówią więc o kolejnym głosowaniu. Na razie Londyn się na to nie zgadza, chcąc najpierw uporać się z brexitowymi negocjacjami. Ale sprawa szkockiej – a może też północno­irlandzkiej – secesji nie zniknie.


Czytaj także: Kalina Błażejowska: Katalonia: Notatnik z niewypowiedzianej wojny


KROJONE NA MIARĘ Kiedy powstaje nowe państwo, zasadniczą kwestią jest uznanie go przez inne kraje i organizacje międzynarodowe. W przypadku secesji (oderwania się od większego tworu) powstaje jeszcze kwestia „dziedziczenia” członkostwa w strukturach międzynarodowych – to jedno z pytań stawianych w debacie o niepodległej Szkocji i Katalonii. Czy mogłyby automatycznie być członkami Unii, skoro spełniają wszystkie kryteria? Czy też musiałyby dopiero zabiegać o przyjęcie?

To pytanie ważne, bo Szkoci i Katalończycy są zdecydowanie proeuropejscy. Ale na razie pytanie teoretyczne, bo ważniejsze jest tu prawo lokalne i międzynarodowe – i to ono odnosi się do sporu między Madrytem a Barceloną. Według prawa międzynarodowego każdy naród ma więc prawo do samostanowienia, ale pod warunkiem, że nie zabrania go konstytucja czy inne prawo lokalne istniejącego już państwa, z którego ów nowy podmiot miałby być wyodrębniony. Na separację zezwalała konstytucja jugosłowiańska (choć nie zapobiegło to wojnie), nie zezwala zaś konstytucja hiszpańska.

Jak widać, każdy taki proces to wyzwanie: polityczne, prawne i społeczne. Historia pokazuje, że rozwiązanie zawsze będzie „krojone na miarę”. Ale z historii można też wyciągać wnioski. Dlatego Szkoci uważnie przyglądają się Katalonii (a oni wcześniej śledzili sytuację w Szkocji).

 

A tymczasem są jeszcze inni: Baskowie, Walonowie, Flamandowie...©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2017