Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Prezydencki Kanon Niepodległości

Prezydencki Kanon Niepodległości

30.03.2018
Czyta się kilka minut
Nie oburza mnie ten zestaw lektur ani nie martwi widomy zamysł ideologicznego wykorzystania literatury. To przedsięwzięcie raczej mnie rozczula.
Jan Matejko, Wernyhora, 1883–1884 r. PRACOWNIA FOTOGRAFICZNA MNK
C

Czytam Prezydencki Kanon Niepodległości. Utwór po utworze, fragment po fragmencie. Większość po raz kolejny, niektóre po długiej przerwie, kilka po raz pierwszy. Czytam z ciekawością nieco niezdrową, dociekając niejawnych motywów niektórych wyborów (Kochowski, Małaczewski, Wencel), dziwiąc się nieobecności wielu (Dąbrowska, Gombrowicz, Herling-Grudziński, Iłłakowiczówna, Iwaszkiewicz, Nałkowska, Prus, Strug), ciesząc się kilkoma bardziej (Fredro, Pasek, Miłosz).

Czytam, ale nie idzie mi łatwo, gdyż twórcom starczyło gorliwości na przedstawienie 44 tytułów tekstów, ale już nie na podlinkowanie ich lub załadowanie pełnych utworów na prezydencką stronę. A przecież większość adresatów Prezydenckiego Kanonu nie posiada pewnie na półkach domowych utworów Szymona Starowolskiego, Wespazjana Kochowskiego, Cypriana Godebskiego czy Eugeniusza Małaczewskiego.

Ciemny nadchodzi...

17729

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zgadzam się, ze należy mocno zastanowić się nad tym, co podsuwamy dzieciom i młodzieży do czytania. I czy przypadkiem zdegenerowani i zdemoralizowani młodzieńcy nie zechcą naśladować bohaterów literackich. Ja musiałam jako uczennica zaliczyć opis, który odepchnął mnie na całe lata od jego autora, a na całe zycie od tzw. Ciemnego Ludu. "Obdarł tedy trupa z sukmany, szmat zgrzebnych, zzuł mu buty, zabrał nawet zabłocone onuczki, owinął tymi łachmanami część broni i szybko się oddalił. Po upływie godziny wrócił, aby zabrać reszte zdobyczy. Około południa przyprowadził pare koni i wyprzegł konia kaleke. Obejrzawszy jak najstaranniej jego przetraconą noge, przyszedł do wniosku, ze jest zepsuta zupełnie. Trzeba było szkape na nic niezdatna udusic. Załozył jej tez nie zwlekając, linke na kark, przywiązał ją do wagi od orczyków, wlokącej się za parą jego koni, plunął w garść i popędził je, tnąc z całej mocy. Konie nagle szarpnęły, petlica zdusiła gardziel skazańca i zwaliła go na ziemie. Za chwile jednak moriturus zerwał się i pobiegł cwałem za ciągnącą go parą, stąpając ostrym szpicem nagiej piszczeli po blocie i po kamieniach. (...) Po południu zjawił sie z kozikiem i zdjął skóre z konia zastrzelonego przez ułanów. Została tylko do usuniecia skóra na koniu jeszcze zywym..." I tak dalej w tym miłym tonie...

Straszne. Pytam, ja nieuk poniekąd, Pani Kalino czy to wyjątek z kanonu zalecanego przez Pana Ministra Wojny byłego ? (pasuje do niego), czy może sam Najlepszy Narciarz RP poleca to naszej młodzieży?

To jest słynne opowiadanie Stefana Żeromskiego p.t. Rozdziobia nas kruki, wrony.... Nawet dziś mam opory przed czytaniem tej makabreski....

Akurat wczoraj wieczorem na kanale planete+ oglądałem ciekawy dokument o nudzie. Jednym z wątków była nuda w szkołach. Ja to od pierwszej klasy podstawówki czułem i wiedziałem, że szkoła to jak wyrok, kilkanaście lat z życia dziecka, a później młodego człowieka de facto wycięte, czas w 90% albo i więcej nie dość, że zmarnowany, to jeszcze dodatkowo nie wiadomo za jakie grzechy zamieniony na ciężką pokutę. Dzieciaki wyrywane w środku ich nocy, pakowane stadami w nudne, bezbarwne klatki, tam trzymane w bezruchu i w monotonii przerywanej jedynie dzwonkami oznaczającymi zmianę klatki. Siedź w milczeniu, nie ruszaj się, broń Boże nie śmiej, do znudzenia powtarzają nudne teksty i zadania. I tak godzina za godziną, dzień za dniem rok za rokiem. DRAMAT, prosze Państwa, dramat. To wszystko dotyka młodych ludzi, co z natury rzeczy pełni są energii i ciekawości świata, ruchliwi i weseli. Przybić do stołka, przytępić zmysły, ograniczyć aktywność mózgu. Oto nasza szkoła. p.s. W filmie pokazano, jak nuda zwiększa poziom kortyzolu, hormonu stresu. Nuda w szkołach jest wszechobecna i permanentna. Nuda w szkołach, w systemie edukacji który trwa niezmiennie od wieków chyba tylko dlatego, że obsługiwany przez wcześniej w nim wyprane z kreatywności i rozumu osobniki, ta nuda powoli ale skutecznie zabija też nasze własne dzieci. System lektur obowiązkowych to jedno z wielu, choć dosyć wyszukane, narzędzi tortur w tym systemie

Identyczne uwagi czytałam z obowiązku zawodowego w prasie i publicystyce przełomu XIX i XX wieku, kiedy kształtowały się poglądy na to, jak powinna wygladac szkola. 100 lat minęło i nie zmienił się prosty fakt, że aby czegos się dowiedzieć i nauczyć, trzeba to najpierw poznać. Żeby nauczyć się myśleć, trzeba konfrontacji ze zjawiskami, które mamy szansę ocenic itd. Alternatywa jest wychowanie naturalne zaproponowane przez J. J. Rousseau:)))

od przeszło stu lat nic się nie zmienia w edukacji - model pruski zbiera swe obłędne żniwo w naszych szkołach, doprawiony monstrualną dawką prymitywnej, ideologicznej katechezy

Myślę o Liceum im Henryka Sienkiewicza w Częstochowie, o latach 1948 - 1952. Mieliśmy wspaniałych, przedwojennych profesorów, uczyliśmy się z zainteresowaniem matematyki i fizyki, łaciny, historii (codzienność i Rodzice douczały nas programowych braków) i języka polskiego. Wtedy mówiło się, że jest to szkoła komunistyczna. Dziś wiem, jak wiele jej zawdzięczam.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]