Reklama

Popsuta Superniania

Popsuta Superniania

12.11.2018
Czyta się kilka minut
Nauczyliśmy się uważać na słowa, mówiąc o wykluczonych dorosłych. Ale dzieci ta uważność nie dotyczy. Dowodem jest nowa książka znanej psycholog Doroty Zawadzkiej.
Dorota Zawadzka ze swoją książką „Pani Doroto! Dziecko mi się popsuło!”. Kadr z filmu na youtube'owym kanale autorki
Dorota Zawadzka ze swoją książką „Pani Doroto! Dziecko mi się popsuło!” Kadr z filmu na youtube'owym kanale autorki
P

Prawie sto lat temu Janusz Korczak pisał w książce „Kiedy znów będę mały”: „Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze. Niby żartobliwy język, a przecie niedelikatny. Pędrak, brzdąc, malec, rak – nawet kiedy się nie gniewają, kiedy chcą być dobrzy. Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie”.

Korczak już wówczas dostrzegał to, co językoznawcy i badacze opisali znacznie później – że język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale też ją kształtuje, przyczyniając się do reprodukowania nierówności i uprzedmiotawiania pewnych grup ludzi.

O dyskursie rasistowskim i seksistowskim napisano już dużo, ostatnio sporo mówi się także o języku opisującym niepełnosprawność i jego wpływie na społeczne postrzeganie osób – no właśnie – „niepełnosprawnych” czy „z niepełnosprawnościami”? Zdania są podzielone nawet wśród najbardziej zainteresowanych, ale nikt już nie używa na określenie osoby dotkniętej niepełnosprawnością fizyczną słów „kaleka” czy „inwalida”, a osób upośledzonych umysłowo nie nazywa „idiotami” czy „kretynami”. Jeśli natomiast ktoś to robi, spotyka się z krytyką (jak np. Janusz Korwin-Mikke, którego każda wypowiedź na temat niepełnosprawności woła o pomstę do nieba).

Gdyby jakiś seksuolog wydał książkę pt. „Panie doktorze, żona mi nie daje”, natychmiast rozległyby się głosy słusznego sprzeciwu mówiące, że taki tytuł uprzedmiotawia kobiety i sprowadza intymną relację do świadczonej przez kobietę usługi. I na nic zdałyby się usprawiedliwienia autora, że tytuł jest cytatem z wielu wiadomości otrzymywanych przez pana doktora i rozpoczynających się właśnie tymi słowami. Wiemy, że musimy uważać na słowa, gdy mówimy o dorosłych. A co z dziećmi?

Dziesięć lat temu lektor rozpoczął trzeci sezon programu „Superniania” słowami: „Drżyjcie, urwisy, gagatki i ancymony! Wielki powrót karnego jeża jest faktem”. W każdym odcinku tego programu ukazywano dzieci w wybitnie uprzedmiotawiający sposób – niczym zepsute zabawki, które naprawić może tylko psycholog Dorota Zawadzka, telewizyjna „Superniania” – a wizerunek ten był tworzony nie tylko przez sceny, które twórcy postanowili wmontować do programu, ale także przez używany w nim język. „Urwisom, gagatkom, ancymonom” towarzyszyli „mali tyrani”, których należało „obalić”, „okiełznać” lub „poskromić”. Słowa te nie padały z ust biorących udział w programie rodziców, lecz były wypowiadane przez lektora podpowiadającego widzom, w jaki sposób należy interpretować obserwowane właśnie na ekranie sceny, i wyrażającego wprost przekaz tego programu. A przekaz był prosty: dziecko jest przedmiotem, który może się zepsuć i który da się naprawić.

Minęła dekada. Dziesięć lat promocji praw dziecka, dziesięć lat powtarzania przez rzecznika praw dziecka, Marka Michalaka, że „dziecko to człowiek”, dziesięć lat powoływania się na Korczaka przy każdej okazji. I nic się nie zmieniło, bo oto ta sama Dorota Zawadzka – będąca zresztą od lat społeczną doradczynią Michalaka – wydała właśnie książkę pt. „Pani Doroto! Dziecko mi się popsuło!”. Tytuł jest cytatem z wiadomości otrzymywanych przez autorkę. Rodzice, pisząc do pani psycholog, w ten właśnie sposób rozpoczynają opis problemów wychowawczych, a doradczyni RPD – zamiast edukować rodziców, że dziecko nie może się popsuć, bo nie jest przedmiotem – rozpowszechnia to dehumanizujące sformułowanie, ugruntowując je i utrwalając w świadomości społecznej pewnie na kolejną dekadę. Książka jest reklamowana hasłem: „Napraw swoje dziecko z Supernianią!”, co czyni uprzedmiotowienie dzieci jeszcze skuteczniejszym bez względu na to, jaki zamiar przyświecał twórcom (zakładam, że to miało być ironiczne, przewrotne albo żartobliwe, ale niestety, nie wyszło).

Faktem jest, że niekiedy autor nie ma wpływu na tytuł własnej publikacji ani sposób jej reklamowania – zajmuje się tym wydawnictwo. W tym przypadku jednak raczej tak nie było, skoro w filmie reklamującym książkę Dorota Zawadzka określa dzieci mianem „potworów”, potwierdzając tym samym przesłanie tytułu i hasła. Autorka mówi do rodziców: „nagle z aniołeczka, z grzecznego dzidziusia macie w domu potwora: źle się zachowuje, biega, skacze, krzyczy, gryzie, pluje, rzuca się na ziemię i mówi »nie«”. Najpotworniejsze jest to mówienie „nie”, bo przecież w opinii dorosłych dziecko nie ma prawa do własnego zdania, nie może wyrażać sprzeciwu, musi być zawsze posłuszne, ciche i spokojne. Słowem: grzeczne. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że „się popsuło” i trzeba je „naprawić”.

Nie należy oceniać książki po tytule i reklamie. Być może znana z promowania behawioralnych metod Zawadzka bije się na kartach tego poradnika w pierś, ze skruchą przyznaje rację Alfiemu Kohnowi, według którego time out (znany z programu „Superniania” „karny jeżyk”) „to nic innego jak więzienna izolatka”, i zapewnia, że dziecko nie może się popsuć, a tytuł, hasło i film reklamowy mają tylko na celu przyciągnięcie uwagi odbiorców i zachęcenie ich do kupna książki, której przesłanie jest zupełnie inne. Nawet jeśli tak jest, to nasuwa się pytanie, co z tą – niewątpliwie zdecydowanie większą – grupą rodziców, do których trafi wyłącznie reklama? Co z dziećmi, które poczuły się urażone i którym znów (a właściwie wciąż, bez­ustannie) dorośli odbierają podmiotowość?

„Trudno, przyzwyczailiśmy się, ale czasem przykro i gniewa takie lekceważenie”. ©

Autor artykułu

Inicjatorka kampanii „Kocham. Nie daję klapsów” i akcji „Książki nie do bicia”, specjalizuje się w tematyce praw dziecka. Doktorantka Uniwersytetu Gdańskiego, gdzie bada wizerunek dzieci w...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]