Ukraina wciąż się broni: ta informacja powinna być na liście najważniejszych wydarzeń podsumowujących rok 2024.
Wprawdzie Rosjanie poczynili postępy, ale główna linia frontu wciąż przebiega w Donbasie. Ukraińcy mają coraz większe problemy, by ich powstrzymać, jednak obrona daleka jest od załamania. Głównym problemem jest zmęczenie i brak ludzi. Odchodząca administracja Bidena zadbała, by przynajmniej do wiosny 2025 r. siłom ukraińskim starczyło amunicji. Kluczowym pytaniem jest jednak, co potem.
Na czym może polegać plan Donalda Trumpa?
Wynik tej wojny zależy od trzech czynników. Po pierwsze i najważniejsze od tego, jaka będzie polityka Trumpa. Na razie sygnały wysyłane przez prezydenta elekta i jego ludzi układają się w mało konkretny plan. Zakłada on, że uda się przekonać Moskwę i Kijów do rozejmu za cenę oddania Rosji tych ukraińskich terytoriów, które dziś kontroluje, a także za obietnicę nie przyjmowania Ukrainy do NATO.
Waszyngton może zatem dążyć do takiego kompromisu, który – w jego rozumieniu – dałby obu stronom możliwość wyjścia z wojny z zachowaniem twarzy.
Czego tak naprawdę chce Władimir Putin?
Czynnik drugi, równie ważny, to zdolność Rosji do kontynuowania agresji. Kreml nie po to zaczął tę wojnę, by jedynie anektować ukraińskie ziemie, które obecnie okupuje. To bodaj główny punkt, w którym przynajmniej część Zachodu myli się co do oceny rosyjskich intencji.
Niezmiennym celem Putina jest bowiem kontrola polityczna nad całą Ukrainą i przebudowa systemu bezpieczeństwa europejskiego tak, by Rosja stała się jego ważnym „akcjonariuszem” – ze wszystkim tego negatywnymi skutkami dla całego naszego regionu.
Czy Ukraińcy chcą dalej walczyć?
Czynnik trzeci, od którego zależy wynik wojny, to zdolność Ukrainy do obrony. Ta będzie niemożliwa bez dalszego wsparcia militarnego i finansowego z Zachodu. Kijów wysyła dziś do Trumpa sygnały, iż byłby w stanie milcząco pogodzić się z tym, iż Rosja kontroluje większość Donbasu oraz część obwodów chersońskiego i zaporoskiego, i że jest gotów przystać na rozejm zgodnie z obecną linią frontu.
Jednak zarówno władze (w tym prezydent Zełenski), jak też społeczeństwo ukraińskie – choć wyniszczone trzema latami wojny – konsekwentnie odrzucają możliwość kapitulacji.
Co czeka wkrótce Europę?
Z tak zrekonstruowanych pozycji trzech stron wynika, że po objęciu urzędu przez Trumpa z inicjatywy USA dojdzie do próby rozmów, te jednak najpewniej skończą się fiaskiem. To zaś sprawi, iż wojna może wejść w nowy etap eskalacji. Otwarte jest pytanie, co wtedy zrobi Trump. Trudno sobie wyobrazić, że zechce oddać Ukrainę w ręce Putina.
Tak czy inaczej, przyszły prezydent USA z pewnością będzie chciał przesunąć więcej kosztów wspierania Ukrainy na Europejczyków. Kraje Europy, w tym Polska, staną przed wyzwaniem, do którego wciąż nie są gotowe.
Jednego możemy być pewni: w roku 2025 ta wojna pozostanie kluczowym procesem wpływającym na Europę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















