MAREK RABIJ: Co otwarcie bazy w Redzikowie zmienia w obrazie bezpieczeństwa Polski?
Justyna Gotkowska: Jeśli pyta pan o znaczenie tego, co wydarzyło się 13 listopada, to jest ono raczej symboliczne. Uzyskanie gotowości operacyjnej pod parasolem NATO przez bazę w Redzikowie zostało ogłoszone już w lipcu. Uroczyste jej otwarcie było jednak ważne. W chwili, gdy w Waszyngtonie trwają przygotowania do przekazania rządów ekipie Donalda Trumpa, a Europa śledzi ten proces z niepokojem, warto było przypomnieć, że USA z Europą łączą nie tylko formalne zapisy traktatu waszyngtońskiego.
W Polsce stacjonuje do 10 tys. amerykańskich żołnierzy, a m.in. baza w Redzikowie zapewnia Europie, w tym siłom amerykańskim, ochronę przed pociskami balistycznymi o zasięgu przekraczającym tysiąc kilometrów. Ani Polska, która intensywnie buduje zdolności w zakresie obrony powietrznej, ani inne kraje Europy nie dysponują systemami mogącym zwalczać tego typu zagrożenia.
Amerykanie biorą więc nas niejako pod swoje skrzydła. Ich instalacje w Europie, w tym Redzikowo, podlegające formalnie amerykańskiej marynarce wojennej, są częścią systemu obrony antybalistycznej USA, ale też podporządkowane są pod struktury dowodzenia NATO.
Skoro mowa o US Navy, to warto wyjaśnić, czym jest baza w Redzikowie: to w gruncie rzeczy wkopany w ziemię fragment amerykańskiego okrętu rakietowego klasy Aegis.
Zgadza się, mamy tam niemal ten sam radar, co na niszczycielach rakietowych typu Arleigh Burke wyposażonych w system walki Aegis. Częścią systemu są też trzy moduły wyrzutni mieszczące łącznie 24 rakiety antybalistyczne SM-3. Redzikowo stanowi jeden z elementów amerykańskiego systemu European Phased Adaptive Approach, na który składa się podobna baza w Rumunii i radar w Turcji, wspierane przez okręty 6. Floty USA, które stacjonują w Hiszpanii.
Serwis Defence24 szacuje, że w Redzikowie Amerykanie zainstalowali uzbrojenie warte niespełna miliard dolarów. Tymczasem łączny budżet polskich programów obrony powietrznej „Wisła”, „Narew” i „Pilica” to jakieś 20 razy więcej.
Tych kwot nie warto ze sobą zestawiać. Baza w Redzikowie służy zwalczaniu określonych celów – rakiet balistycznych o zasięgu ponad 1000 km – w najwyższej warstwie obrony powietrznej. System obrony powietrznej, który buduje Polska w ramach tych trzech programów, jest dużo szerszy. Będzie zwalczać cele bardzo krótkiego (do 10 km), krótkiego (10-50 km) oraz średniego zasięgu (ponad 50 km). Zarówno samoloty, śmigłowce i drony, jak też pociski manewrujące i balistyczne o krótszym zasięgu.
Niemal rok temu Niemcy wyszły z inicjatywą budowy europejskiej tarczy przeciwlotniczej i przeciwrakietowej European Sky Shield Initiative, ESSI. Polska do niej nie przystąpiła.
Traktowałabym ESSI jako pomysł na pokazanie, że Niemcy są sojusznikiem kształtującym dyskusję o obronie Europy, i na promowanie niemieckich firm zbrojeniowych. ESSI to raczej zaproszenie do wspólnych zakupów uzbrojenia, które rząd Niemiec wysłał do europejskich partnerów z nadzieją, że duża część tych zamówień spłynie do niemieckiego przemysłu zbrojeniowego. Dla nas uczestnictwo w ESSI nie ma większego sensu, bo – jak pan zauważył – jesteśmy w trakcie budowy własnej obrony powietrznej, która w planowanym, docelowym kształcie będzie rozwiązaniem klasy światowej.
Problem w tym, że USA są zmęczone hamletyzowaniem Europy nad jej własnym bezpieczeństwem. Mógł to być wręcz jeden z czynników, które zaważyły na zwycięstwie Trumpa, który zapowiadał zmianę kursu wobec sojuszników zza Atlantyku.
Pierwsze nominacje prezydenta elekta świadczą faktycznie o tym, że nowa administracja będzie bardziej asertywna niż poprzednicy. Proponuję jednak z powściągliwością podejść do ekstremalnych scenariuszy, mówiących np. o wycofywaniu wojsk amerykańskich z Europy. NATO stanowi atut także dla USA, o czym powinniśmy aktywnie Waszyngton przekonywać.
Przypomnę, że Sojusz tylko raz uruchomił artykuł 5. i stało się to na wniosek Waszyngtonu, po atakach z 11 września 2001 r. Obecność armii USA w różnych miejscach globu od lat stanowi też kartę przetargową w rozmowach gospodarczych i politycznych Amerykanów. Donald Trump uchodzi oczywiście za osobę nieprzewidywalną i może to działać pozytywnie lub negatywnie dla europejskiego bezpieczeństwa. Warto jednak zwrócić uwagę, że sama perspektywa jego powrotu do władzy już zadziałała. W tym roku zadeklarowanego poziomu 2 proc. wydatków na obronność nie osiągnie najprawdopodobniej tylko 8 z 32 krajów Sojuszu.
Z Trumpem w Białym Domu Europa będzie musiała się zmobilizować w dużo większym stopniu niż do tej pory.
Polska zbliża się do 5 proc. PKB na obronność. Oczywiście nie po to, by się przypodobać Waszyngtonowi, mamy wojnę za wschodnią granicą. Czy zakupy broni w USA mogą wpłynąć na jakość relacji polsko-amerykańskich? Osoby z otoczenia Trumpa opisują go często jako „osobowość transakcyjną”.
Zakupy są tego elementem, ale w obozie republikańskim generalnie cieszymy się opinią sojusznika, na którym można polegać. Amerykanie też umieją liczyć i wiedzą, ile u nich wydajemy na uzbrojenie. Warto więc teraz wobec nowej administracji pokazać proaktywność, wychodzić z inicjatywami i współkształtować strategię Trumpa wobec Ukrainy, Rosji i bezpieczeństwa Europy na tyle, na ile jesteśmy w stanie to zrobić.
Z otoczenia Trumpa miał już wyjść pomysł, by w przyszłej misji stabilizacyjnej wysłać na Ukrainę wojska z krajów Europy, w tym polskie.
Musimy brać pod uwagę chęć szybkiego zakończenia tej wojny przez nową administrację. Ale też wskazywać na to, że nie może stać się to kosztem suwerenności Ukrainy z możliwością odbudowania rosyjskiego potencjału. Musimy mieć własne koncepcje, jak zapewnić bezpieczeństwo Ukrainy po ewentualnym zamrożeniu frontu, żeby za chwilę Rosja nie wznowiła wojny.
Amerykanie oczekują europejskiego zaangażowania. To oczywiste, że Warszawa w pojedynkę nie zagwarantuje bezpieczeństwa Ukrainie. Ale powinniśmy mieć własne pomysły, jak powinien wyglądać europejski wkład i nasz w nim udział.

JUSTYNA GOTKOWSKA jest wicedyrektorką Ośrodka Studiów Wschodnich, kieruje w nim Zespołem Bezpieczeństwa i Obronności.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















