Reklama

Pokolenie porno

Pokolenie porno

26.09.2016
Czyta się kilka minut
Pierwsza generacja Polaków korzystających z internetowej pornografii właśnie wkracza w dorosłość. Będzie inna od poprzednich.
Fot. Andrew Rich / GETTY IMAGES
W

Wystarczy kilkanaście osób. Nie muszą się wcześniej znać. Spotykają się w sieci. Wymieniają się ulubionymi materiałami, komentują je. Piszą opowiadania. Mówią na nie: „fanfiki” (zbitka od słów „fan” i „fikcja”). Po jakimś czasie publikują w internecie własne, amatorskie filmy pornograficzne. Na zarobku im nie zależy, chcą tylko wiedzieć, czy ktoś będzie chciał je oglądać.

Zacząć może się też inaczej. Para studentów, oboje mają po 20 lat. Jemu brakuje na coś pożytecznego, powiedzmy, że na kurs niemieckiego. Ona wymyśla, jak zdobyć pieniądze. Loguje się na portalu, na którym można dodawać własne zdjęcia i samemu je wyceniać. Z czasem zainteresowani proszą o kolejne, bardziej intymne. Kiedy przychodzi przelew, zdjęcia idą w świat. Po transakcji dziewczyna zrywa kontakt z kupującym. Na pytania: czy wykorzystała siebie, czy naraziła swój wizerunek na niebezpieczeństwo, czy...

22907

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przypominam sobie początki internetu w Polsce i zachwalanie nowego wynalazku. Jak to każdy mógłby mieć dostęp do niezmierzonych baz wiedzy, największych bibliotek świata. Nowych usług, których nawet nie potrafiono sobie wyobrazić... A rzeczywistość stała się tak przyziemna. Najbardziej poszukiwane i popularne w internecie są serwisy pornograficzne, za nimi opakowane w reklamy treści dla gospodyń domowych i ludzi bez szerszych horyzontów. Dostęp do nielicznych wartościowych informacji jest płatny. Czas wrócić do książek?

Dostęp do wielu, bardzo wielu wartościowych informacji jest za darmo. Wikipedia, Khan academy, liczne kursy publikowane przez znane i nieznane uniwersytety z całego świata, Gutenberg project, Google Cultural Institute, wirtualne muzea itp itd.

Przecież żadnego przymusu wyboru stron internetowych nie ma. Jak na razie. Każdy wchodzi tam gdzie ma ochotę lub potrzebę. A, że w naszym Kraju - Raju brakuje rzetelnie podanej wiedzy o rozrodczości człowieka, to milusińscy, starsi i młodsi, szukają jej w necie. ja się nie dziwię. Tylko naiwniacy wyobrażają sobie, że tę wiedzę może im zastąpić Pani Katechetka nakazująca kolorować obrazki i strasząca mękami piekielnymi za masturbację (tfu, nie wiem czy kogoś nie obraziłem tym słowem?). Rodzice, ciężko wystraszeni przez Księdza Dobrodzieja, również nie są chętni do rozmowy. No to młody człowiek, czując zew krwi, co jest normalne, szuka w internecie. Jedynym wyjściem jest zablokowanie dostępu do brzydkich stron. Ciekawe kiedy ten pomysł zrodzi się w głowach naszych genialnie rządzących, lub wymagających od nich odpowiednich działań?

(...)"wyjątkiem są osoby deklarujące się jako konserwatywnie wierzący; te są skłonne korzystać z pornografii niemal dwukrotnie częściej niż średnia populacji "(...) No właśnie, jak w tytule, zawsze mnie fascynowało określenie " głęboko wierzący" ( podobno pani prowadząca wiadomości w Tvp takowa jest...) Bo coż to znaczy, czy w takim razie można być płytko wierzącym? A w temacie, tak to już jest, że zwykle osoby zamknięte, poblokowane, zahamowane w swej seksualności pozornie wstrzemiężliwi i opanowali a po cichu uzależnieni od swych laptopów i smartfonów...Stąd pewnie bierze się zjawisko młodych, chrześcijańskich nieskonsumowanych małżeństw, ona zahamowana i zblokowana a on uzależniony od pornografii i nie reagujący na naturalne bodzce w postaci żywej kobity...O czasy, aleście nadeszły niewydarzone...

O problemie pornografii i jej negatywnym wpływie na relacje społecznie, wypowiadał się m.in. prof. Lew-Starowicz. I raczej tego problemu nie widział po stronie "zakonserwowanej"-w jednym z artykułów "Do Rzeczy"(46/14) można przeczytać taką jego wypowiedź: "Co gorsze, dochodzi do absurdów: nie można pozytywnie mówić o tradycyjnym modelu rodziny, bo od razu dostaje się w kość...Dzisiaj obserwujemy kilka poważnych zagrożeń na tym polu. Jedno z najpoważniejszych to pornografia, która coraz intensywniej wkracza do naszego życia...W tej chwili mamy do czynienia z wielkim przemysłem pornograficznym, który pokazuje fałszywy świat...Współczuję młodym kobietom. Teraz wielu mężczyzn ma podwójny standard seksu. Masturbują się w kontakcie z pornografią i to staje się dominującą formą ich aktywności seksualnej. To dla nich to większa frajda niż relacja seksualna z kobietą, ponieważ w tej sytuacji mogą działać egoistycznie. Nie muszą dbać o partnerkę. To rozbija relację nie tylko z tą konkretną kobietą, ale wręcz upośledza człowieka. Coraz częściej pojawia się postawa „seks dla seksu” i – co ciekawe – ta postawa zaczyna się pojawiać również u kobiet..."

Akurat prof. L. Starowicz jest tu wielkim hipokrytą, bo przez całe lata upierał się, że uzależnienie od pornografii (i szerzej, od seksu) nie istnieje. Skrzywdził w ten sposób wielu swoich pacjentów, wmawiając im, że nie powinni się leczyć ze swoich kompulsywnych zachowań. A że jest (był) największym autorytetem w tej dziedzinie w Polsce, skutki były katastrofalne. Dopiero całkiem niedawno, gdy został ze swoimi poglądami praktycznie sam, zmienił zdanie i przyznał, że uzależnienie od seksu (w szczególności pornografii) istnieje i jest coraz większym społecznym problemem.

...nawrócił. Tak więc: Alleluja!(ale niekoniecznie "i do przodu"...)

Uzależnić się można od wielu czynników. Od porno, od religii, seksu, alkoholu. Tylko co jest tym uzależnieniem? Jak ktoś współżyje z małżonką/kiem co drugi dzień to jest uzależniony czy nie? Myślę, że uzależnienia wynikają z niespełnionych potrzeb emocjonalnych. Zwykliśmy je traktować jako fanaberie, ale to coś bez czego człowiek nie jest w stanie funkcjonować. Człowiek głodny potrafi zjeść nawet drugiego człowieka. Człowiek z niespełnionymi potrzebami emocjonalnymi też nieraz ima się rozpaczliwych zachowań.

jako "chybienie celu", co można sprowadzić do zachowań pozbawionych sensu. Napiętnowanie grzechu oznacza świadome omijanie takich irracjonalnych zachowań, jako moralnie złych(bezwartościowych). Aktywność seksualna człowieka nie podlega w tym względzie żadnym ograniczeniom "co do ilości", a jedynie "co do istoty"-zachowanie seksualne człowieka może o tyle być moralnie złe, o ile ze swej istoty wyklucza prokreację

To oczywiste, że z licznych aktów seksualnych tylko jeden prowadzi do zapłodnienia, czyli wężykiem pan jednak tu określa, że ta ilość też jest "zła", no i jak para zajdzie w ciążę, to według pana, jak uprawiają seks to grzeszą, ciąża bowiem już jest, zatem dalszy seks jest w pana świecie pojęć i "bez sensu", i "nieproduktywny", nie czarujmy się, relacja w pana koncepcji w ogóle się nie liczy, liczy się tylko "produkcja".

W chrześcijańskim ujęciu prokreacja jest darem (od Boga), a nie produktem, czy wynikiem jakiegoś konkretnego zachowania człowieka. Chodzi o to by w trakcie intymnego zbliżenia, nie było rozmyślnego zamknięcia się na ten dar. Zaś w intymnym zblizeniu dwóch osób (w chrzescijanskim ujęciu) chodzi przede wszystkim o ekspresję miłości(na wzór kreatywnej miłości Boga)

Prokreacja nie jest żadnym wyjątkowym darem, gryzonie, króliki, psy, kotki są nim obdarzone w znacznie większym stopniu niż ludzie. Jedyne co mamy wyjątkowe to umiejętność tworzenia złożonych relacji i bodajże najdłuższy w świecie przyrody okres wychowywania potomstwa (w skali do długości życia), zatem też relacja. Zatem te całe bajanie o "darze" to po prostu religijna próba zezwierzęcenia relacji seksualnych człowieka (czyli ma być prokreacja/produkcja i basta). Miłość to relacja! a nie produkcja. Prokreacja jest czymś naturalnym, powszechnym, no i oczywistą oczywistością jest, że nie należy się na nią zamykać (bo wymrzemy), ale relacja to relacja, a prokreacja to prokreacja, przecinają się wzajemnie w naturalny sposób. Lepiej jest moim zdaniem gdy to prokreacja jest podporządkowana relacji, a nie odwrotnie.

...stawia tezę, że relacja, to zarazem prokreacja-już o tym wspomniałem. Można się upierać, że takie ujęcie, to "metafizyka", czy "abstrakcja"; ale wg mnie(i bardzo wielu innych ludzi), jest to uniwersalna zasada istnienia, dotycząca także "fizyki"(biologii w szczególności).

Pewność tego, że sprawy Boskie są takie jak sobie wymyśliliśmy według mnie to pycha, ja pozostanę zatem w tym względzie przy moim agnostycyzmie w tej materii, a świat będę oceniał i analizował według logiki i bez wyszukiwania super skomplikowanych absurdalnych(czyli nierealnych w rzeczywistości) hipotez.

Celebrytki, które w poniedziałek ubiorą się na czarno a później będą wrzeszczały domagając się utrzymania lub też lepiej rozszerzenia prawa do aborcji często mają własne dzieci ( czasem wnuki ). Że też tym "ciotkom" do głowy nie przyjdzie, że te dzieciaki uważnie im się przyglądają. Te dzieci w każdej chwili mogą zobaczyć w internecie w jaki sposób przeprowadza się aborcję. I patrzą - zainspirowane "heroizmem" swoich matek.

Nie bardzo rozumiem co powyższa wypowiedź ma wspólnego z treścią artykułu. Szanowny Pan, oczywiście może swe obsesje artykułować, ale niechże się Pan spróbuje, przynajmniej, tematu trzymać.

W jednym i drugim przypadku ( sprawa pornografii i aborcji ) można mówić o "zgorszeniu maluczkich" przez dorosłych. W jednym i drugim przypadku ludzie dorośli w sposób nieodpowiedzialny podejmują decyzje, które zagrażają bezpieczeństwu i zdrowiu dzieci ( mam na myśli zwłaszcza zdrowie psychiczne dzieci, które obserwują "występy medialne" swoich matek ). W jednym i drugim przypadku ważną rolę odgrywa internet. W jednym i drugim przypadku najważniejsza okazuje się wolność rozumiana tak jak ją rozumieją awangardowi artyści i celebryci. A poza tym w jednym i drugim przypadku mamy do czynienia z profanacją kobiety i kobiecości.

Coś się Szanowny tych celebrytów uwiesił? Przecież oni ani nie zmuszają nikogo, ani nie namawiają do oglądania swych wątpliwej jakości występów. Nie reklamują też, ani nie zmuszają do oglądania pornografii. Proszę pomyśleć co jest przyczyną wchodzenia w pornografię małolatów? Może jednak ciekawość swojego i swojej koleżanki ? kolego ciała? Czy może z Panią Katechetką o tym mają pogadać, czy ze zestrachanym srogimi przepisami learzem, a może przejdą spokojną edukację seksualną w ramach naszej Narodowej Szkoły? Jeszce mogliby poruszać te tematy w ramach rozmów z Rodzicami. Oczywiście w wypadku kiedy takie rozmowy są w Katolickiej Rodzinie dopuszczane. Mam jednak wrażenie , że, oczywiście wszystko to załatwiane jest na sposób " schowaj głowę w piasek", tak jak wiele innych spraw w naszym Kraju. No to co małolatom pozostaje? Wejść na stronę poleconą przez kolegę, lub wpisanie w wyszukiwarkę hasła "co się dzieje z moim ciałem" albo 'Józia - wypukłości pod sweterkiem". No i odpowiednie strony wyskoczą. Bez udziału celebrytów.

tylko daje upust swoim fantazjom w temacie.

Gdyby pan zapytał Adama Michnika co sądzi o rządach Jarosława Kaczyńskiego to zapewne odpowiedziałby: "pornografia". No więc skoro on się trzyma to ja też.

Gdyby pan zapytał Adama Michnika co sądzi o rządach Jarosława Kaczyńskiego to zapewne odpowiedziałby: "pornografia". No więc skoro on się trzyma to ja też.

Pan się nie trzyma i on się nie trzyma, ale skoro dla pana Adam Michnik to autorytet, cóż pana wybór.

I oby te dzieci doczytały, że tzw. "obrońcy życia" bardziej troszczą się o spermę gwałcicieli niż los ich ofiar i zobaczą dokąd prowadzi fanatyzm religijny. I jak się objawia "katolickie miłosierdzie". Pan wie, że według tej ustawy proponowanej przez "wzorcowych katolików", to jak ciężarna poroni mi w samochodzie, bo np. wpadniemy do dziury w asfalcie to mogę dostać 3 lata mamra?(ona oczywiście też). Hmmm ciekawe kto się odważy gdziekolwiek wieźć ciężarne? Już pominę kuriozum w którym za człowieka ma się organizm pozbawiony jeszcze jakichkolwiek komórek nerwowych (przy poczęciu jeszcze nie istnieją), ale to nie powinno dziwić, w sumie po co człowiekowi mózg? grunt, że do kościoła chodzi. ps. by było jeszcze ciekawiej, to islam jest o lata świetlne łagodniejszy w tych sprawach niż katolicyzm, islamskie uregulowania są przynajmniej w tych kwestiach logicznie uzasadnione.

... z Rumunii uwikłanej w pornobiznes(prawdopodobnie dalekiej krewnej), do ambasady RP w Bukareszcie napisałem m.in.:"...Tym metafizycznym źródłem zła, jest właśnie brak miłości-zło nie jest kategorią pozytywną w sensie "bytu substancjalnego"; zło jest brakiem dobra, jest nie-bytem, brakiem sensu. Jednak zło swoim brakiem oddziaływuje na naszą rzeczywistość pozorem istnienia i fałszem pozornej konstrukcji: kłamstwo, absurd, skandal oddziaływują dekonstruktywnie na naszą rzeczywistość. Zło staje się aktywne, gdy przyjmuje pozory dobra i zajmuje jego miejsce: "Mamona" może przyjąć pozór "Boga" prowadząc do destabilizacji tego co jest realne, a więc jest istotnie dobre. Niestety, ale nasza rzeczywistość, jest nasycona elementami "mamony", blokującą realizację dobra. Mówiąc "mamona" mamy z reguły na myśli pieniądze, które są środkiem zaspokajania naszych realnych potrzeb, ale także "ponadnormatywnych żądz". Co jest "realną potrzebą", a co "ponadnormatywną żądzą"-to rozważania na całe strony, więc krótko skonkluduję problem stwierdzeniem, że obecny system finansowo-gospodarczy oparty na pieniądzu fiducjarnym, kreowanym bankowym kredytem w oprocentowaniu tak kapitału, jak odsetek od kapitału, sprzyja społecznemu rozwarstwieniu na kapitałową akumulację z jednej strony, i na deficyt kapitałowych środków do życia po stronie drugiej(poprzez rosnacą, jednostronną akumulację kapitału), a w konsekwencji rosnący deficyt środków na zaspokajanie podstawowych potrzeb: realizacji dobra poprzez kontynuację życia w prokreacji. Mówiąc inaczej: "pracujący pieniądz" jako kumulowany w bankach kapitał, zmusza do ponadnormatywnej, zgoła niewolniczej pracy pozostających w kredytowej zależności od banków(czyli praktycznie cały system gospodarczy musi bazować na niewolniczej pracy "wyrobników"). Jednak najwiekszym złem jest nie tyle pogłębiające się rozwarstwienie na biedę i bogactwo jako 'niesprawiedliwość społeczna", ale blokowanie kumulacją kapitału środków do życia i samego życia-czyżby to efekt realizacji polityki przeciwdziałania "przeludnieniu" Ziemi? Czyżby rzeczywiście każda ideologia oderwana do istoty dobra w miłości ofiarnej, upatrywała problem w samym człowieku:"jest człowiek-jest problem; nie ma człowieka-nie ma problemu"? Oby obecnie zauważalne tendencje depopulacyjne,które dotykają między innymi i Polskę i Rumunię, nie były skutkiem zamierzonej intencji tych, co dysponują władzą pieniądza... System kredytowy zagrażajacy zyciu? Tak można powiedzieć-choćby na przykładzie Danieli-kobiety w średnim wieku, która będąc w pułapce kredytowej, zdecydowała się sprzedawać swoją pornograficzną prezentację w cyberprzestrzeni, jako zajęcia gwarantującego relatywnie wysoki przychód(podobno nawet ponad 300 $ za kilka godzin pokazu). Dla Danieli te pokazy to żadna "satysfakcja" z epatowania swoją seksualnością rzesze internetowych odbiorców-to raczej przymus finansowy dla osamotnionej kobiety z dwójką dzieci na utrzymaniu, która kredytem bankowym chciała się uwolnić ze zniewolenia "społecznego dołu", a tymczasem wpadła w bezpośrednią zależność od banku-jakże częsty przypadek tych, co wierzą w "życiową szansę" stwarzaną przez pożyczny na procent kapitał-niestety, bez zniewolenia innych, bez rabunkowej eksploatacji dóbr ziemi, nie ma spłaty kredytu... Erotyka to najpiększniejsza sfera ludzkiej aktywności:zblizenie intymne kobiety i meżczyzny w cielesnej ekspresji wzajemnej miłości i ofiarowania, prokreacja, to najprostszy i najlepszy sposób realizacji sensu dobra-kontynuacji życia. W zasadzie cała sfera ludzkiej aktywności jest podporządkowana sferze erotyki, a macierzyństwo kobiety jest u samej istoty spełnienia dobra. Jednak gdy erotyka zostaje zastąpiona jej pozorem-porneą jako aktywnością seksualną pozbawioną miłości, wzajemności i otwartości na zycie, mamy do czynienia z iście szatańską perwersją zagrażającą samej istocie życia. Niestety, ale przemysł pornograficzny wyposażony w coraz to nowe możliwości medialne, posiłkując się propagandą "emancypacji kobiety spod małżeńskiego i macierzyńskiego jarzma" i "samospełnienia się", powoduje zwyrodnienie erotyki w autystyczne samozadowolenie masturbacją przy użyciu różnych instrumentów-w tym i drugiego człowieka. Ten sposób myślenia coraz bardziej upowszechnia się u młodego pokolenia: zablokowani są na dobro i życie tak brakiem środków blokowanych przez bankowy kapitał, jak i przewrotną propagandą "samorealizacji"(nawet Bóg nie realizuje się sam, a właśnie w pośrednictwie Trójcy...). Problem Danieli(czy w ogóle problem uzależnienia kobiet od sexbiznesu) dotyczy bardzo wielu kobiet w Rumunii(w podobnej skali w Bułgarii, Rosji, Ukrainy), ale także dotyka i bogatsze kraje Europy i świata. Gdy ponad pół roku temu zacząłem odwiedzać portale erotyczne(dlaczego wszedłem na te strony, to odrębny problem zawiłości motywacji mojego działania), Daniela od razu przyciągnęła moja uwagę-tak swoim wyglądem, jak i bardzo specyficznym zachowaniem,które określiłbym jako "erotyczny powab" wolny od "porneicznego wulgaryzmu"-choć ów wulgaryzm jest narzucany prezentujacym się modelkom przez różnorodną klientelę o mniej lub bardziej perwersyjnych oczekiwaniach: erotyka już nie jako forma wyrazu miłości, ale bardziej przemocy i podkreślenia swojej dominacji nad drugim człowiekiem-to jedna z konsekwencji poddania naszego społecznego życia reżimowi komercjalizmu i wybujałego indywidualizmu oraz swoistej indoktrynacji trywializmem i duchową płycizną sekularyzacji..."

Człowiek jako istota społeczna, uduchowiona i obdarzona zmysłem artystycznym i twórczym szybko zauważył, że seks jest piękny, że ma w sobie coś z artyzmu, coś z "dzieła stworzenia" i stworzył szeroko zrozumianą Ars amandi. Niestety zjawili się prymitywni czciciele zabobonów i zapragnęli zabić te piękno i sprowadzić je z powrotem na poziom zezwierzęcenia, czyli tylko dla prokreacji i im szybciej tym lepiej. Rozdarty człowiek potem miota się na wszystkie strony i czyni dziwne rzeczy. Co do samej pornografii to jest z nią podobny problem co z Bogiem. Trudno ją zdefiniować (dla niektórych zdjęcie narzeczonej w stroju kąpielowej będzie już pornografią) jej wpływ jest głęboko niejasny, istnieje "od zawsze" (ktoś wie jak Izyda ożywiła Ozyrysa? :D), no i niemal nikt nie pozostaje obojętnym, a co za tym idzie zawsze znajdą się tacy którzy na jednym lub drugim robią poważne pieniądze dopuszczając się wszelkich możliwych oszustw. Myślę, że najpierw należałoby zdefiniować do porządku, a potem można by merytorycznie podyskutować, ale już sama próba jednoznacznego zdefiniowania jak na mój gust jest skazana na porażkę.

Czyli kondom i całe aborterskie instrumentaruim jest niezbędne dla doprowadzenia sztuki kochania do szczęśliwego finału, wieńczącego artystyczny wysiłek człowieka w tej materii? Czyżby swoisty kult nicości?

Prokreacja jest cennym elementem sztuki ars-amandi lecz nie jedynym. Budowa relacji na różnych poziomach, odkrywanie zmysłów swoich i drugiego. Doznania tak silne, że budzące przerażenie tych którzy chcą wmówić, że to co przyjemne to tylko w "zaświatach" a tu ma być tylko "pot i łzy".

...próbuje przekazać prawdę(jej intuicję), że relacja to także prokreacja(skutek relacji?): Ojciec i Syn w relacji jedności powołują do istnienia Ducha. To może stanowić formułę uniwersalnej zasady istnienia: relacja jako prokreacja. Stąd cała rzeczywistość jest nie tyle raz stworzona (przez Boga jako początek istnienia), co wciąż na nowo stwarzana. A dla budowania relacji potrzebny jest zarówno "świat", jak i "zaświat"-chrześcijanski Bóg jest Słowem, które także staje się Ciałem. Wobec tego, z chrzescijańskiego punktu widzenia, nie może być zanegowana cielesność i zmysłowa przyjemność jako "coś grzesznego", o ile te wpisują się w zasadę istnienia relacja-prokreacja

Wygląda zatem na to, że mamy do czynienia z dyktaturą, dyktaturą czyjegoś wyobrażenia o Bogu. Cała pana wykładnia opiera się nie tyle o logikę ile o domniemany nakaz Boga. Czyli wszyscy mamy czynić "po Bożemu" bo jakkolwiek inaczej znaczy "grzesznie"? Opornych co? do więzienia? Nie jestem pewien czy Bogu się spodoba takie wejście w Jego prerogatywy (wydaje mi się, że osądzanie to jednak Jego broszka). Potopu miało już nie być, tym razem zanosi się chyba jednak na suszę, tylko rodzi się pytanie, czy za "udawanie Boga" czy za domniemaną "grzeszność"? ps. ten pana warunek prokreacji oznacza niby co? powiedzmy, że para wskutek choroby nie może mieć dzieci, to z pana logiki wynika, że nie ma prawa uprawiać seksu, bo prokreacja została wykluczona? Nooooo "ładne kwiatki" pan tu sadzi.

...Dobra Nowina o odkupieniu, czyli o uwolnieniu od wszelkiego przewinienia. Nie ma winy, gdy nie ma przestęstwa jako przekroczenie prawa. Prawo w ujęciu chrześcijańskim, to nie tylko porządek współistnienia(w uniwersalnym ujęciu-Logos), ale także narzędzie dydaktyki, co to jest Boża łaska jako dar niezasłużony-"im bardziej wzmaga się grzech, tym bardziej rozlewa się łaska"-powiada Apostoł. W chrzescijańskim ujęciu, cała rzeczywistość polega na obdarowaniu przez Boga istnieniem, zaś człowiek jest dla dziękczynienia za ten dar w imieniu "całego stworzenia". Dlatego chrześcijaństwo posługuje się pojęciem "starego testamentu"(Prawo)i "nowego testamentu"(Ewangelia). Ewangelia nie może istnieć bez Prawa,a Prawo bez Ewangelii jest tylko "techniką istnienia" i "reżimem" bez sensownego uzasadnienia.

Obserwując otaczający świat wyraźnie widać, że domniemana wszechmoc Boga, wzajemnie wyklucza się z Jego potencjalną miłością/dobrocią do człowieka. Ewentualna koncepcja, że człowiek nie jest bezpośrednio "Boskiego pochodzenia" od biedy godzi te sprzeczności, ale to już raczej pozachrześcijańskie ;p

...to nie tyle absurd(absurd nie istnieje realnie), co paradoks rzeczywistości interpretowany z ludzkiej perspektywy. W imię miłości do człowieka Bóg rezygnuje ze swej wszechmocy i daje człowiekowi wolność wyboru miłości i relacji z nim. I dlatego też stał się człowiekiem miedzy ludźmi, by dać świadectwo tej miłości przez znak ofiary-to paradoks przekraczający zdolności koncepcyjne człowieka, który zarazem potwierdza jego boskie(transcendentne)pochodzenie.

człowiek jest uwikłany. To że człowiek jest wolny w tym świecie odbieram jako kpinę rzędu tej co pewna bardzo znana fraza z strasznego miejsca o "wolności i pracy".

Ja nie doczytałem dokońca przyznaję się bez bicia. Uważam, że chłopcy nie tylko są niewyedukowani w sprawach seksu, lecz szukają miłości w świecie realnym nie znajdując go, szukają substytutu który jest w pornografii. Pornografia jest jak hazard, powinna być bezwzględnie zabroniona, a wyszukiwarki powinny blokować do nich dostęp. Wielu chłopkaków nie wychodzi z tego latami, babrając się w niej i wchodząc tak głęboko. To olbrzymie cierpienie, z którego te aktorki, aktorzy i producenci tych filmów, nie zdają sobie sprawy. Często Ci aktorzy/aktorki, muszą porządnie się upić aby uprawiać seks. Mi się wydaję, że na trzeźwo kobiecie (nie wiem nawet jak lekkich obyczajów) ciężko byłoby uprawiać seks np. z 20-stoma facetami przez 2 godziny. Bo i takie perwersje są.

Bardzo dobry artykuł, a jeśli chodzi o ruchy antypornograficzne to polecam polską stronę https://www.nadopaminie.pl/2019/05/50-powodow-aby-porzucic-pornografie.html >>>> Jest tam wytłumaczone jak wyjść z uzależnienia.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]