Nie da się ukryć, że to sukces filmowej „Strefy interesów” zwrócił uwagę na wcześniejsze dokonania jej twórcy. Zrealizowane dekadę wcześniej „Pod skórą” dopiero pod koniec ubiegłego roku doczekało się w Polsce dystrybucji kinowej, a film wypuściła na ekrany firma Reset, specjalizująca się w powrotach do klasyki. To nie przypadek, bowiem film Jonathana Glazera, jeśli jeszcze klasykiem nie jest, z pewnością jest już legendą. Historię tajemniczej kobiety polującej na autostopowiczów ogląda się tak, jakby za kamerą stanęła istota pozaziemska.
Glazer podchodził do tego filmu przez wiele lat i, podobnie jak w przypadku opowieści o życiu rodzinnym komendanta Auschwitz, tym razem też mamy do czynienia ze swobodną i autorską adaptacją prozy Michela Fabera. Brytyjski reżyser oraz jego współscenarzysta Walter Campbell odeszli od typowego science-fiction, ale zaniechali także tworzenia wewnętrznego portretu bohaterki. Za pomocą czysto filmowych środków wyrazu, prawie bez słów i w bardzo oszczędnym kostiumie gatunkowym opowiedział Glazer o podskórnym doświadczeniu obcości – wielorako rozumianej. Być może właśnie ambicje, spełnione w tym przypadku z nadwyżką, ostatecznie sprawiły, że film nie odniósł komercyjnego sukcesu. Kto jednak „Pod skórą” zobaczył, będzie pamiętał długo.
Po Glasgow i okolicach krąży atrakcyjna dziewczyna w furgonetce. Proponuje mężczyznom podwózkę, która kończy się dla nich rozpłynięciem w niebycie. Od początku bohaterka sprawia wrażenie inności, ale dlaczego uwodzi swoich pasażerów, po czym tak okrutnie ich karze? Czyżby ktoś ją do tego namówił albo... zaprogramował? I czego ta modliszka dowiaduje się o gatunku homo sapiens? A wreszcie: czy pod jej skórą mogą się wykształcić ludzkie odruchy? Zwłaszcza ostatnie pytanie było od dawna eksploatowane przez gatunek s-f, choć dziś coraz częściej tak zwaną obcą inteligencję zastępuje inteligencja sztuczna i związane nią lęki. Dla Glazera stanowi raczej punkt wyjścia, żeby popatrzeć na dzisiejszy świat okiem nieoswojonym.
Scarlett Johannson wypada idealnie w roli „obcej”. Zresztą w tym samym roku zagrała (a właściwie tylko jej głos) wirtualnie wykreowaną kochankę w filmie „Ona” Spike Jonze’a. U Glazera jej chłodny i zarazem mocno wyostrzony wzrok rejestruje ziemską rzeczywistość w taki sposób, że chwilami można mieć wrażenie, jakbyśmy oglądali film dokumentalny. Ulice miasta, wnętrza centrów handlowych, jadłodajni, dyskotek, nie mówiąc o surowych szkockich pejzażach, jawią się wręcz hiperrealistycznie. Wywołują nieprzyjemny dreszcz, przypominając obrazy z ukrytych kamer (częściowo film był tak kręcony) albo z myśliwskiego celownika. Dołóżmy do tego przesterowane dźwięki z otoczenia, „kosmiczne” pogłosy i powtarzający się piskliwy motyw muzyczny autorstwa Miki Levi, a trudno będzie stwierdzić, czy więcej w tym zdziwienia naszym światem czy jednak grozy.
Są także momenty, kiedy Glazer zachowuje się niczym artysta wizualny eksperymentujący z obrazem, chętnie też sięga po symbolikę. Lecz nawet jeśli lustro przywołuje natychmiast psychoanalityczne tropy, twórca „Sexy Beast” potrafi dużo głębiej wniknąć światu „pod skórę”. Jedni odnajdą tam przepisaną na nowo przypowieść o istocie bycia człowiekiem, inni – minitraktat o obcości będącej udziałem imigranta lub kogokolwiek napiętnowanego przez swoją odmienność (patrz: prawdziwie empatyczny wątek z lynchowskim „człowiekiem słoniem”).
Jeszcze inni zobaczą zmetaforyzowane doświadczenie bycia kobietą, z odniesieniem do szkockich legend o upiornych wróżkach, mszczących się za kobiecą krzywdę. Ale przede wszystkim do przemocy seksualnej i związanego z nią poczucia zagrożenia. Od tej ostatniej interpretacji szczególnie trudno uciec, nawet wówczas, gdy twórcy filmu prowokacyjnie odwracają zwyczajowe wektory.
- „POD SKÓRĄ” („Under the Skin”) – reż. Jonathan Glazer. Prod. Wielka Brytania/Szwajcaria/USA 2013. Cineman.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















