Generałowie zwykle przystępują do nowej wojny sądząc, że będzie wyglądała tak jak poprzednia. Jeśli zaś poprzednia była zwycięska, mają tendencję do powielania schematu postępowania. Tymczasem na ogół nowa wojna wymaga nowych, świeżych pomysłów i nowego podejścia. A toczenie jej starymi metodami przynosi porażkę.
W przemówieniu Tuska zabrakło rzetelnej diagnozy błędów
To porównanie może przyjść do głowy, jak ocenia się środowe wystąpienie premiera Donalda Tuska, który zwrócił się do Sejmu o wotum zaufania i je uzyskał. Premier pozornie powiedział to, co powinien – wymieniał te obszary, w których rząd może pochwalić się sukcesami, jak wzrost gospodarczy, spadek inflacji.
Samokrytycznie przyznał, że błędem był brak polityki informacyjnej. Mówił o naprawianiu tych sfer, w których PiS, jak przekonywał, był silny tylko w deklaracjach, czyli polityce migracyjnej, ochronie granicy, CPK czy ograniczaniu luki VAT-owskiej.
Jednocześnie jednak – poza sferą polityki informacyjnej – zabrakło rzetelnej diagnozy błędów. A to nie daje gwarancji, że nie będą one ponawiane. Zabrakło konkretów w sprawie nowych punktów programowych, w tym tych postulowanych przez koalicjantów – o sprawach mieszkaniowych czy o odpartyjnieniu spółek Tusk mówił dosyć ogólnie. Znów natomiast znaczną część przemówienia zajęło piętnowanie skończonych półtora roku temu rządów PiS.
Nie było konkretnych propozycji dotyczących najbardziej drażliwych politycznie sfer, takich jak wymiar sprawiedliwości, media publiczne czy polityka zagraniczna z obsadą stanowisk ambasadorów. A takie propozycje, wobec zwycięstwa Karola Nawrockiego, są dziś bardziej niż potrzebne.

Co z rekonstrukcją rządu?
Wreszcie premier zaledwie zapowiedział nową strukturę rządu i zmiany w jego składzie. Tymczasem naturalne byłoby, gdyby o wotum zaufania zwracał się w momencie, gdy zmiany zostaną już dokonane.
Wszystko to pozwala postawić tezę, że cała akcja z wotum zaufania była przede wszystkim politycznym rytuałem. Który jednak nie zmienia sytuacji politycznej i nie rozwiązuje żadnego problemu „koalicji 15 października”.
Zabrakło pomysłów niekonwencjonalnych
Środowe wydarzenia potwierdzają rację tych, którzy uważają, że jedyną prawdziwą zmianą oraz odpowiedzią na zwycięstwo Nawrockiego byłaby wymiana nie tylko kilku ministrów, ale i premiera. Tusk jest bowiem trochę takim generałem, który prowadzi poprzednią wojnę – gdyby wybory wygrał Rafał Trzaskowski, podobne wystąpienie miałoby uzasadnienie.
Ponieważ wygrał Karol Nawrocki, należałoby oczekiwać pomysłów niekonwencjonalnych. A takich premier nie przedstawił, tak jak nie powiedział, jak polityka tej koalicji zmieni się przy prezydencie Nawrockim. Bo już metoda odliczania dni do końca prezydentury Andrzeja Dudy nie zadziała.
Dogrywka w 2027 roku
Tusk porównał obecny stan politycznej gry do meczu piłkarskiego, w którym jest wynik 3:1 – do wygranych przez koalicję wyborów parlamentarnych, samorządowych i europejskich doszły przegrane prezydenckie. Nie jest to jednak porównanie adekwatne. Stan na dziś można raczej porównać do remisu. Zaś w 2027 r. na pewno zapadnie rozstrzygnięcie na rzecz jednej ze stron.
Po wyborach prezydenckich „w uderzeniu” jest strona PiS-owska i to ona ma na dziś większe szanse na rozstrzygnięcie za dwa lata meczu na swoją korzyść. Wotum zaufania dla rządu Tuska tej perspektywy nie zmieniło.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















