Reklama

Mundial 2018: piłkarski niedasizm

Mundial 2018: piłkarski niedasizm

26.06.2018
Czyta się kilka minut
Gdy „nasi” stracą pierwszą bramkę, wracamy do naszej narodowej strefy komfortu: do stanu porażki, na który lubimy się zżymać, ale który znamy bardzo dobrze i w którym się czujemy bezpiecznie.
Jan Bednarek i Grzegorz Krychowiak podczas meczu z Kolumbią, 24 czerwca 2018 / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News
Jan Bednarek i Grzegorz Krychowiak podczas meczu z Kolumbią, 24 czerwca 2018 / Fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter / East News
J

Już po. Już po mistrzostwach, po nadziei, po złudzeniach. W ogóle, stan „bycia po” jest stanem typowym dla polskiego kibica piłki nożnej. Konsumowanie zwycięstw, pławienie się w chwale, tryumfalne witanie na Okęciu jest dla nas doświadczeniem egzotycznym. Rzeczą normalną jest natomiast huk pękającego balonika, mantra „dlaczego?” i frazes o wyjściu nie tyle z grupy, co „jak zwykle”.

W erze internetu nie trzeba długo czekać na komentarze i analizy. Doczekaliśmy się już wszystkich możliwych memów i dowcipów: kasjerki, która pyta Adama Nawałkę, „ – Czy zbiera Pan punkty?” – Nie!”, reklamy „Resztę mundialu obejrzę w internecie, a dzięki LTE w Play nie przegapię żadnego momentu. Polecam, Robert Lewandowski”, albo złośliwej quasi‑refleksji: „Jak mamy wygrywać mecze, kiedy w Polsce łamana jest konstytucja?”. Gazety codzienne i serwisy sportowe w spójnych i smutnych barwach zrelacjonowały wydarzenia na boisku. Serwis Weszło.com konsekwentnie przyznał większości polskich zawodników jedynki za mecz z Kolumbią, a Lewandowskiemu dał nowatorską ocenę zero i zaapelował, by oddał opaskę kapitana. Po katastrofalnym występie nie są to oczywiście memy i sugestie bezpodstawne.


Czytaj także: Michał Okoński: Zanim upolujemy czarownice


Blade dokonania „orłów Nawałki” przypomniały mi pojęciu „niedasizmu” z książki „21 polskich grzechów głównych”. Niedasizm, najogólniej ujmując, to powszechna w Polsce postawa, czy pewien kod zachowań, który ukierunkowuje nas nie na zwycięstwo, ale na porażkę i porzucenie tego, czegośmy się podjęli. Zamiast do ukończenia tego, co zaczęliśmy, niedasizm popycha nas do usprawiedliwiania klęski, jak też do udowadniania, że tego czy owego zrobić się nie dało.

Czy ten opis nie brzmi jak streszczenie występów polskiej drużyny? Niedasizm naszej reprezentacji widać było w znaczeniu najdosłowniejszym: oni po prostu nie mogli, nie umieli, nie byli w stanie. Nie dało się. Całe szczęście dojrzeliśmy już przynajmniej do tego, że uderzamy się w piersi w miarę śmiało i nikt już dzisiaj nie zrzuca winy na Edytę Górniak, że źle zaśpiewała hymn. Dzisiaj mówimy sobie jasno: nie dali rady, nie potrafili. I tak właśnie było: drużyny z Senegalu i z Kolumbii okazały się poza zasięgiem naszych gwiazd z reklam golarek i parówek.

Paradoksalnie, niedasizm było wyraźnie widać wtedy, kiedy dopiero zaczynała się uwertura do kompromitacji, a więc w początkowych partiach meczu z Senegalem. Jedną z przyczyn porażki była tam – jak się zdaje – gra zbyt defensywna, zbyt ostrożna, lęk przed popełnieniem błędu tak duży, że aż sam prowadzący do błędów. Ustrzegliśmy się wpadek, poza tymi, które wzięły się z lęku przed wpadką samą. Te jednak wystarczyły.

Chce się powiedzieć, że to nie był tylko błąd taktyki, ale przejaw głębszej postawy, niedasizmu właśnie. Można oczywiście stwierdzić, że kategoria niedasizmu nie jest tutaj potrzebna, lub że nie pasuje do tematyki piłkarskiej. Z drugiej jednak strony (tej, na której ja stoję), można powiedzieć, że to właśnie na boisku widać niedasizm szczególnie dobrze. Jak to jest w ogóle możliwe, że piłka nożna jest w Polsce sportem absolutnie narodowym, sportem o którego uprawianiu marzy w pewnym wieku każdy chłopiec (a obecnie coraz częściej też każda dziewczynka), a polska drużyna odpada po dwóch meczach, razem z Tunezją i Kostaryką? A Lewandowski, ponoć jeden z najlepszych napastników na świecie, marzący o Realu Madryt (te marzenia się chyba oddaliły) zaczyna nam nagle tłumaczyć na konferencji prasowej, że nie można od niego oczekiwać, że zagrozi bramce, w której stoi facet, który na co dzień broni w lidze gwinejskiej. Dlaczego tak się dzieje? Nie zrozumiemy tego bez pojęcia niedasizmu właśnie, bez tej strukturalnej, głębokiej niemożności osiągnięcia sukcesu. Jesteśmy Polakami – sami sobie nie damy przykładu „jak zwyciężać mamy”.


Czytaj także: Michał Okoński: Raport o stanie niewiary


Ktoś kiedy powiedział, że kiedy jest mecz Polska-Niemcy, to dla Niemców jest to... mecz Polska-Niemcy. I nic innego. A dla Polaków? Właśnie... Polacy grają taki mecz przeciwko całej swojej historii, przeciw zaborom, powstaniom, komunistom, przeciwko wszystkim i wszystkiemu, a szczególnie sami przeciwko sobie (Cionek!).

Uważają Państwo, że przesadzam? Oto dowód. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy Polska akurat wygrywa, wtedy jest nam, kibicom, jakoś tak... nie tak. Jakoś tak dziwnie. Boimy się, co się stanie, nie do końca wiemy, co ze sobą zrobić, nie wiemy, jak się odnaleźć. Wszystko wraca na swoje miejsce dopiero gdy „nasi” stracą już tę pierwszą bramkę. Dopiero wtedy wracamy do naszej narodowej strefy komfortu, do stanu porażki, na który lubimy się zżymać, ale który znamy bardzo dobrze i w którym się czujemy bezpiecznie. A przede wszystkim: nie umiemy realnie wziąć na siebie ryzyka i wysiłku, żeby z tego stanu wyjść. Piłkarze są emisariuszami narodu: czy możemy mieć im za złe, że też są niedasistami? Bo że są, to wiemy z ich gry.

Dalej jesteście Państwo nie przekonani? Proszę, jeszcze jeden argument. Przecież to właśnie niedasizm najlepiej wytłumaczy ten dziwny paradoks, że polscy piłkarze, ci którzy grają w zachodnich ligach, grają w tychże ligach na co dzień lepiej niż dla polskiej reprezentacji na mundialu. Dla przykładu: jak to się dzieje, że ten cały Lewandowski dla Bayernu strzela raz za razem, a w Moskwie i w Kazaniu obrońcy zgasili go bezszelestnie jak niedopałek biełomora?

Złośliwi (a może tylko rozgoryczeni) powiedzą oczywiście, że dla Niemców mu się chce grać, bo tam strzela za deutsche marki, a dla polskiego orzełka pro bono. Oczywiście, to jest przesadna uszczypliwość. Ale czyż nie jest prawdą, że utalentowanej Polce czy Polakowi, łatwiej się wybić na Zachodzie... czyli tam właśnie, gdzie warunki są dasistyczne? Jeśli te warunki stworzą nam inni (np. gdy koledzy z Bayernu zapewnią Lewandowskiemu podania), wtedy my, Polacy, potrafimy rozwinąć skrzydła, ba, potrafimy przeskoczyć innych – kariera Lewego w Monachium dowodem. Nie potrafimy jednak jednej rzeczy: nie potrafimy proaktywnie stworzyć tych dasistycznych warunków sami dla siebie. I u siebie – w Polsce. Niedasizm nie jest bowiem kategorią genetyczną, etniczną czy kulturową, ale raczej społeczną, jest pewnym kodem kulturowo-behawioralnym, który nas ogranicza, ale którego przełamać nie potrafimy. Dasistami potrafimy być dla świata zewnętrznego, sami dla siebie jesteśmy niedasistami. Potrzebujemy obcych gleb, nie umiemy sami dla siebie stworzyć gruntu, na którym rozkwitniemy. I, rzecz jasna, nie dotyczy to tylko piłki nożnej.

POLECAMY: MUNDIAL 2018 W SPECJALNYM SERWISIE "TP"

 

 

Autor artykułu

Filozof, pisarz, opublikował m.in. „Sztukę życia według stoików”, a ostatnio „21 polskich grzechów głównych”. Prowadzi blog myslnikstankiewicza.pl. Kontakt z autorem: mikolaj.piotr@gmail....

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]