Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mundial 2018: Zakład Nawałki

Mundial 2018: Zakład Nawałki

19.06.2018
Czyta się kilka minut
Najgorsze nie były błędy, najgorsze było kilkanaście minut spuszczonych głów i opuszczonych ramion po tym, jak się zdarzyły. Wciąż jeszcze jest czas, by je naprawić.
Polska-Senegal, Moskwa, 19 czerwca 2018 r. / Fot. Alexander Nemenov / AFP Photo / East News
Polska-Senegal, Moskwa, 19 czerwca 2018 r. / Fot. Alexander Nemenov / AFP Photo / East News
N

No więc ze mną było tak, że mecz oglądałem nie na stadionie, nie w biurze prasowym, redakcji, knajpie czy w strefie kibica, ale w domu, otoczony wianuszkiem dzieci z podwórka. I powiem wam, że było to uzdrawiające doświadczenie, choć żeby było możliwe, musiałem pójść na kompromis i zgodzić się na śledzenie boiskowych wydarzeń wraz z komentarzem jutubera o imieniu Izak.

Było to uzdrawiające doświadczenie, bo należało do gatunku tych przywracających proporcje. Dzieciaki nie płakały, nie obwiniały trenera, że przeszarżował z ultraofensywnym ustawieniem, nie winiły piłkarza, który ni stąd, ni zowąd w komentarzach internautów nagle z Polaka stał się Brazylijczykiem, nie mówiły o pechu. Wiedziały, owszem, o kontuzji Glika i w trakcie drugiej połowy któreś z nich zapytało, czy gdyby nie ta gra w siatkonogę zagrałby dzisiaj, naprawiając błędy Cionka i duetu Krychowiak-Bednarek. Owszem, kibicowały Pazdanowi, o którym wiedzą, że ma dom gdzieś niedaleko, ale kiedy już wszystko się skończyło, poprzypinały rolki i poszły pojeździć po okolicznych uliczkach, a może po prostu posiedzieć przy kapliczce pod lasem i pogadać o swoim prawie nastoletnim już życiu, którego skądinąd kompletnie już nie rozumiem. Świat się nie zawalił, wojna nie została przegrana, pułkownik Struś nie skapitulował na Kremlu.

Oczywiście nie zamierzam utrzymywać, że nic się nie stało. Z perspektywy takiego Roberta Lewandowskiego na przykład była to życiowa szansa. O tym, że to właśnie na mistrzostwach świata tak naprawdę zapisuje się najważniejsze karty piłkarskiej historii mówiło wielu z nich w przedmundialowych rozmowach, ale napastnik Bayernu, wśród zawodników grających z numerem „dziewięć” na koszulce z pewnością jeden z dwóch-trzech najlepszych na świecie, musiał odczuwać to wyjątkowo silnie. Ma 29 lat, za cztery lata jego kariera będzie powoli dobiegała końca, jeśli ma kiedykolwiek pokazać się na mundialu, jest to jego pierwsza i ostatnia szansa.

Szkoda także Kuby Błaszczykowskiego – nie tak powinien wyglądać setny mecz w kadrze piłkarza, który tyle miesięcy walczył o to, by móc w ogóle wystąpić na tym mundialu, który tyle razy podrywał tę reprezentację do walki i ratował przed najgorszym (czy dziś również zdołałby ją poderwać, gdyby nie uraz w pierwszej połowie?). Szkoda Rybusa, który po lewej stronie zagrał całkiem niezły mecz. Szkoda Grosickiego, który starał się, jak mógł, i który w końcówce zagrał kapitalną piłkę na głowę Krychowiaka. Szkoda Zielińskiego, który próbował grać swoją grę, nawet ryzykując niecelne podania.


Czytaj także: Mundial 2018 w specjalnym serwisie "TP"


Najłatwiej w tej sytuacji szukać kozła ofiarnego, zwłaszcza że nie urodził się nad rowem, w którym płynie mętna rzeka. Mówiono przed meczem, że Glika powinien zastąpić Bednarek, nie Cionek. Ekscytowano się kilkoma występami młodego gracza Southamptonu w Premier League (doprawdy: kto je widział, wie, że nie było się tak znowu czym ekscytować). Tyle że zachowanie Bednarka przy drugiej bramce nie pozwala, niestety, myśleć, że wiele straciliśmy nie oglądając go od pierwszej minuty. A rykoszety zdarzały się najlepszym obrońcom świata.

To nie przez błąd Cionka („Cionek do Brazylii”, czytałem nawet w komentarzach czynionych na bieżąco na Twitterze, i to wychodzących spod palców cenionych dziennikarzy sportowych) Polacy przegrali mecz. Nawet na tym mundialu przekonywaliśmy się, że błędy defensywy można naprawić – zrobił to wczoraj Harry Kane, dzięki temu, że Anglicy mieli dobrze opracowane rzuty rożne, robili to także – na zmianę, szczerze mówiąc – Hiszpanie i Portugalczycy. Problemem było to, że nie było komu się za naprawianie zabrać. Przez całą pierwszą połowę nie było płynności, za to były proste straty. Nie było skrzydeł, zwłaszcza – co było jednak dość nieoczekiwane – prawego. Wspomniany już Zieliński próbował wziąć odpowiedzialność za rozgrywanie akcji, ale zbyt często podawał niecelnie. Milik tracił piłkę za piłką. Lewandowski schodził do środka, szukał rozegrania z kolegami, ale był za daleko od bramki. W drugiej połowie, kiedy reprezentacja wróciła do bardziej naturalnego dla siebie w ostatnich czasach ustawienia z trójką obrońców, wyglądało to lepiej – szarpnął Lewandowski, Piszczek doszedł do dobrego podania Rybusa – aż do drugiego błędu, który na kilkanaście kolejnych minut podciął im skrzydła. Z mojej perspektywy najgorsze było chyba właśnie to: tych kilkanaście minut opuszczonych głów i mocno niepewnej miny trenera Nawałki przy stanie 2:0. Widywałem w swoim życiu drużyny, które odrabiały taką stratę.


Czytaj także: Michał Okoński: Kompletna i nie tak znowu krótka metafizyka piłki nożnej


Zestawiając drużynę ofensywnie (skądinąd w tym składzie personalnym grającą wspólnie po raz pierwszy) Adam Nawałka podjął ryzyko – być może wbrew swoim naturalnym instynktom. Gorzej, że w pierwszej fazie meczu jego piłkarze nie wyglądali na takich, którzy również są gotowi ryzyko podejmować. Jakby chcieli przeczekać i zobaczyć, co się stanie. Tylko że mundial (a szerzej: cała piłkarska kariera) trwa zbyt krótko, żeby się dało go przeczekać.

Dzieciakom z podwórka chciałem powiedzieć po meczu właśnie to, że warto ryzykować, że błędy się zdarzają i że można się dzięki nim czegoś nauczyć. Ale one to chyba wiedzą. Wczoraj się między sobą śmiertelnie pokłócili i już nigdy się mieli do siebie nie odzywać, dzisiaj wspólnie oglądali mecz. Życie toczy się dalej. W niedzielę trzeba – i doprawdy można, zobaczyliśmy to dziś po południu – wygrać z Kolumbią.

PODYSKUTUJ Z AUTOREM NA BLOGU "FUTBOL JEST OKRUTNY"

POLECAMY ROZMOWĘ WOJCIECHA JAGIELSKIEGO Z MAMADOU DIOUFEM O SENEGALCZYKACH: "GROŹNE LWY"

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych: „Kanon - Sztuka rozmowy", „Kanon - Rozmowy na temat” oraz „Do Betlejem!”. Publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

... bez polityki.

- dosłownie dwa zdania - zauważyłem tylko w pierwszym mundialowym artykule red. Okońskiego. Jeśli inni autorzy TP reprezentują tzw. linię redakcyjną w tym względzie, to red. Okoński staje w poprzek (że tak powiem, nie bawiąc się w tanie kalambury). 100% polityki ma Pan w pryncypialnym artykule red. Żyły i na blogu p. Anny Łabuszewskiej tudzież w komentarzach ;) W dodatku nie da się powiedzieć, żeby układało się to w spójną całość, choćby na zasadzie punctus contra punctum. Albo możemy choć przez chwilę przyjąć, że niezależnie od innych okoliczności dzieje się wielkie święto futbolu, albo właśnie nie możemy, bo w tle mamy dyktaturę, wojnę hybrydową i politykę, chociaż niby bez polityków (tych, co nie przyjechali). Aha, jeszcze jest trzecia opcja, tak samo nie do uzgodnienia - święto zasadniczo jest, ale nie powinno nim być dla nadwiślańskiego ludu, bo sobie na nie nie zasłużył politycznie. Dodam dla jasności: futbol to jedna z tych rzeczy, które same w sobie zupełnie mnie nie interesują, ale społeczne i kulturalne funkcje tej zabawy uważam za interesujące jak najbardziej. Pozdrawiam.

Zgadzam sie z autorem w 100%. Od siebie dodam, ze mialem naprawde duze oczekiwania i chyba przez tak mnie zdenerwowali. Pamietam inna druzyne grajaca w eliminacjach. Ale trudno, trzeba grac dalej. W koncu czeka nas final z Niemcami w Moskwie ;)

Ta histeria ludzi specjalnej troski oczekujących cudu od przeciętnej druzyny, utozsamiajacych patriotyzm z wkopaniem pilki do bramki, a dziś ogłaszających żałobe narodowa jest dla mnie odrazajaca

W 100 % się zgadzam. Dokładnie tak jest - najpierw narodowa histeria, jak gdyby chodziło o obronę niepodległości, nadęte komentarze o Polsce w półfinałach itd., jakiś odleciany Tomaszewski, oskarżający Jandę o brak patriotyzmu (!), a później... wyszło jak zwykle. Nie wiem, czemu to kogoś dziwi. Drużyna jest słaba, a podniecanie się wygraną z Litwą to chyba tylko leczenie kompleksów. Jestem tym wszystkim zażenowany.

a Senegal też chciał wygrać, Kolumbia też będzie chciała (zwłaszcza po tym jak ograli ich Japończycy), następny mecz dla obu ekip to mecz "o życie" będzie co będzie, byle grali, czyli byle dobrze wywiązywali się z tego za co im płacą, hmmmm... choć w sumie za co im płacą? kiedyś w dawnych czasach za to jak grali, dziś chyba za to jak potrafią być "celebrytami"? Zatem oczekuję spektakularnej porażki w nowych wspaniałych fryzurach, bucikach, itp. :ROTFL

pogląd Szanownego Pana. Przy okazji zauważę, że nasze rozbuchane oczekiwania wobec piłkarzy są również spowodowane ich nieuzasadnionymi, wysokim zarobkami, podobnie jak w wielu innych medialnych branżach. Świat stoi tutaj od dawna na głowie. Czy musi się wywrócić, żebyśmy przywrócili właściwe proporcje? Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

Tomaszewski zawsze gadał rzeczy na wyrost i często niepoważne, ale pani Janda też mogła inaczej wyrazić swoje zdanie.

Takie czasy,że piłkarz nie wyjdzie na boisko bez wcześniejszej wizyty u fryzjera. I tak piłka schodzi na dalszy plan. A w ogóle na mundial przyjeżdżają najlepsi (no prawie) więc walczy się o każdą sekundę.Taktyka cenna ale bez przerostu formy nad treścią.Innymi słowy więcej ryzyka. Jak przegramy to ciekawie.

że podczas sławnego meczu Anglia-Polska na Wembley, gdy wychyliłem głowę przez okno, to słyszałem, jak całe miasto żyło tym spotkaniem - westchnienia zawodu albo ulgi oraz euforia po udanych akcjach. W ten wtorek też głowę wychyliłem, ale cisza była totalna, rzekłbym porażająca. Kibicujemy tylko na stadionach i w strefach kibica? Signum temporis :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]