Pierre Boulez: "...explosante – fixe..., Notations I-XII, Structures II"

Boulez, jak każdy Francuz, uwielbia połączenie fletu z fortepianem - na ten zestaw napisał swój pierwszy sławny utwór, "Sonatinę.
Czyta się kilka minut
 /
/

Tutaj instrumenty te występują osobno, acz bezpośrednio ze sobą sąsiadują i nagłe wejście piszczących wniebogłosy fletów na początku utworu "...explosante - fixe..." może przyprawić o ból bębenka co wrażliwsze ucho, przyzwyczajone już do przyjemnego plumkania fortepianów w "Drugiej Księdze Struktur". Może i zestawienia tego dokonano świadomie, jednakowoż do miłych ono nie należy. A przecież Boulez jest Mistrzem lubującym się raczej w subtelnościach i szczegółkach, pisze też z reguły utwory filigranowe, a już przynajmniej pokawałkowane - tymczasem "...explosante - fixe..." to rzecz duża, by nie rzec masywna, i choć następującym tu po sobie jak w kalejdoskopie brzmieniowym zjawiskom nie sposób odmówić wyrafinowania - całość przedstawia się epicko, by nie rzec: symfonicznie, co zadziwia u kogoś, kto poza tym częstuje nas ustawicznie ksylofonem i harfą (symfonicznie, lecz jednak z solowym fletem, który - jak to flet - dodaje wszystkiemu lekkości, poza tym zaś kojarzy się z impresjonizmem i jego nenufarami).

Poprzedzające to dzieło dwa fortepianowe cykle to całkiem odmienne małe wszechświaty dźwiękowe, stworzone przez umysł ścisły i kombinatoryczny: najpierw (jak mówi sam tytuł) nieśmiałe jeszcze, szkicowe "Notatki", potem zaś chłodna emocjonalnie orgia "Struktur", gdzie regułom serialnym poddane jest dosłownie wszystko, nie tylko (jak u "wczesnych" dodekafonistów) wysokość dźwięku, ale też jego głośność, długość, szybkość itp. Technika ta, dziś już powszechnie uważana za głupią, dawała mimo wszystko arcyciekawe rezultaty, i nawet wcale niejednostajne - jeśli porównać "Struktury" choćby z pisanymi w podobnym stylu "Etiudami rytmicznymi" Oliviera Messiaena. Rzadko zresztą zdarza się słyszeć ten utwór, tak jest trudny do grania, w dodatku zaś wiele z tych trudności nie ma znaczenia brzmieniowego, służąc jedynie zadośćuczynieniu bezdusznej regule (na płycie mamy tylko "Drugą Księgę", "Pierwsza" bowiem została przez samego kompozytora uznana za niewykonalną i niepotrzebną). Pod palcami Aimarda i jego kolegi utwór ten zmienia się w popis pianistycznej pokory i jednocześnie zawrotnej wirtuozerii - brzmi całkiem atrakcyjnie i bynajmniej nie sucho, choć od prowodyra totalnego serializmu nie możemy żądać wybuchów ani wzruszeń. Wszystko tu odbywa się obiektywnie i pod kontrolą, "element ludzki" dojdzie do głosu dopiero w "...explosante - fixe...", i to - paradoksalnie - za sprawą użytej tu elektroniki. To dzięki niej katorżniczy wysiłek zespołu żywych solistów pod batutą kompozytora nabiera jakiegoś oddechu i sprawia wręcz wrażenie grającego swobodnie. Choć to oczywiście nieprawda, Boulez-dyrygent bowiem nigdy by na to nie pozwolił...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2006