Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Pauza

Pauza

07.07.2013
Czyta się kilka minut
Claudio Magris tworzy opowieści o ludziach, którzy urodzili się w miejscach pryzmatycznych: tam, gdzie na pozór jednolite światło – historii, kultury, rasy, języka – rozszczepia się i tworzy wielobarwne pasma.
Claudio Magris Fot. Dan Hansson / SvD / SCANPIX/ FORUM
W

W opublikowanej w 1991 r. mikropowieści pt. „Inne morze” Magris umieścił scenę stanowiącą skrót całego jego pisarstwa, scenę, która odsyła do jego największej – nie tylko literackiej – obsesji. Główny bohater, filolog Enrico Mreule, przegląda rękopis swego przyjaciela, Carla Michelstaedtera, utalentowanego matematyka i filozofa, który w młodym wieku popełnił samobójstwo. Tekst zdobi rysunek przedstawiający cztery zachodzące na siebie koła. Części wspólne, które powstają z przecinających się linii, tworzą dwa przeciwstawne porządki: życia i śmierci. Obydwie sfery posiadają ten sam atrybut: wolność będącą efektem braku potrzeb, rezygnacji z pragnień wiążących człowieka ze światem i z innymi. Enrico zastanawia się, w którym miejscu tej osobliwej mapy mógłby umieścić siebie: czy po stronie walczącego „jest”, które oddala od nas widmo końca, czy też po stronie „nie jest”, które ów koniec wszelkimi sposobami próbuje przynaglić. To wahanie – rodzaj fundamentalnej niepewności – determinuje jego egzystencję. Wybór nie jest łatwy, a to dlatego, że obydwie sfery uwodzą tym samym: obietnicą wolności, której Enrico (podobnie jak niemal wszyscy bohaterowie Magrisa) potrzebuje najbardziej.
Pisząc swe teksty – eseje, monologi, powieści, uczone rozprawy – autor „Innego morza” wodzi palcem po granicy oddzielającej życie od śmierci, stara się oznaczyć miejsca, w których obwód jest najsłabszy, wskazać punkty zerwania, w których życie staje się od śmierci nieodróżnialne. To właśnie na tych obszarach rozgrywała się – nie tylko polityczna i ekonomiczna, ale też literacka – historia XX wieku, której kronikarzem jest Claudio Magris.
NOTEENTIENDO
W jednym z esejów autor „Dunaju” wyjaśnia, dlaczego nie powinniśmy nigdy pytać o stosunek, jaki zachodzi między pisarzem a konkretnym miejscem, pomiędzy architekturą jego słów a układem ulic, którymi tyle razy spacerował. Jeśli odpowiedzi na to pytanie nie przynoszą same teksty, jeśli nie dają nam one wyobrażenia o czasie i przestrzeni, które ukształtowały autora, wówczas indagowanie go o to nie ma sensu, bo albo nie potrafi przedstawić swego założycielskiego doświadczenia, albo – co równie prawdopodobne – odciął się od niego, zatarł ślady, pragnie być suwerenny, wolny od widma początku.
Magris urodził się w Trieście – nie jest to jedynie konwencjonalna informacja spotykana często w notach biograficznych, lecz istotna wskazówka dotycząca źródeł, z których bierze swój początek jego literatura. Duchy rodzinnego miasta obecne są w każdym jego eseju czy opowiadaniu, przyjmują rozmaite formy, układają się w różne konstelacje. W pewnym sensie całe pisarstwo Magrisa – nawet to akademickie – ma autobiograficzny charakter, jest opowieścią o człowieku, który urodził się w miejscu pryzmatycznym: dokładnie tam, gdzie na pozór jednolite światło – historii, kultury, rasy, języka – rozszczepia się i tworzy wielobarwne pasma, włókna, z których później powstaje tkanina opowieści.
Znajdujący się na styku kultur i narodowości – włoskiej, austriackiej, chorwackiej, słoweńskiej – Triest naznaczył autora „Innego morza” i skłonił (więcej: zmusił) go do pisania. Magris powtarza, że fantazmat całości, do której rzekomo przynależymy z racji urodzenia, powstaje w naszej wyobraźni wtedy, gdy na co dzień przebywamy w przestrzeni nieciągłej. Ci, którzy – jak triesteńczycy – doświadczają tego stanu w szczególnie intensywny sposób, zawsze będą szukać „prawdziwej” ojczyzny, będą próbowali zakleić puste miejsca egzystencji, załatać dziury w poz­szywanej z różnych kawałków materii życia. Najlepiej do tego celu nadaje się literatura, ponieważ pozwala opowiedzieć o sprzecznościach i wewnętrznych konfliktach, nie dążąc do ich zażegnania. Właśnie dlatego według Magrisa Triest jest miastem literatury, w którym tworzenie opowieści stanowi podstawową formę działania (nawet dla tych, którzy nigdy nie napisali ani jednego akapitu).
Takim miejscem było również cesarstwo habsburskie – prowizoryczna jedność pozbawiona fundamentów, spinająca polityczną klamrą wiele różnych kultur. Magrisa – jako literaturoznawcę i jako prozaika – interesują przede wszystkim metamorfozy tej wyjątkowej konstrukcji. W swej debiutanckiej rozprawie zajmował się mitem cesarstwa w literaturze niemieckiej. Później wielokrotnie powracał do pisarzy, których ukształtowało doświadczenie wieloetniczności, stanowiące wzorzec utraconej tożsamości każdego nowoczesnego człowieka. Autor „Innego morza” przywołuje w tym kontekście znamienne słowa Eliasa Canettiego z jego autobiografii „Ocalony język”: „Od tego czasu, a więc od dziesiątego roku życia, przyjmuję za pewnego rodzaju dogmat, że składam się z wielu osób, których istnienia we mnie zupełnie sobie nie uświadamiam” (przeł. M. Przybyłowska). Ten stan – rozproszenia, nieokreśloności – wyznaczał rytm życia obywateli cesarstwa, określał ich status polityczny, kulturowy i egzystencjalny. Był szansą, do której nostalgicznie powracali (do której i dziś często się powraca), ale też przekleństwem, od którego próbowali się uwolnić, tworząc kolejne opowiadania i powieści.
Magris powiada, że powracając do Triestu z kolejnych podróży, ma wrażenie, jakby opuszczał świat określony i wkraczał w przestrzeń mgławicową, jakby porzucał czas linearny, pozostawiający za sobą przeszłość i zmierzający w stronę przyszłości, na rzecz czasu pełnego sprzeczności, w którym wszystkie zdarzenia współistnieją ze sobą w jednej chwili. Oszołomienie wielością, labiryntową strukturą ulic, myśli i przeżyć płynnie przechodzi w uczucie znużenia i zagubienia, które rodzi potrzebę ucieczki lub pragnienie uporządkowania doświadczeń, uregulowania życia – tak jak reguluje się bieg rzeki. Wszyscy pisarze, do których Magris nawiązuje w swych esejach lub powieściach – Canetti, Italo Svevo, Hugo von Hofmannsthal, Robert Musil, Franz Kafka i wielu innych – ulegali tej pokusie, osiągając prowizoryczne zwycięstwa, po których następowały pasma kolejnych „klęsk” i „kryzysów”. Daję cudzysłów, albowiem nieokreśloność habsburskiego milieu była – owszem – utrapieniem, ale też stanem pożądanym, z którego nie chcieli rezygnować.
Pokusie tej ulegał wielokrotnie sam Magris. Jego „Dunaj” – opowieść o rzece łączącej kraje i kultury – wyrasta z potrzeby znalezienia początku (geograficznego i chronologicznego) oraz precyzyjnego określenia końca, jest próbą wyznaczenia stabilnych parametrów życia. Czy trzeba dodawać, że jest to próba skazana na fiasko (co wcale nie znaczy, że daremna)? Już w pierwszym rozdziale triesteński prozaik przywołuje tabelę, którą zobaczył w Muzeum Miasta Meksyk. Jej celem było uporządkowanie skomplikowanych relacji etnicznych między ludźmi zamieszkującymi pewne miejsce na ziemi, nazwanie tych relacji, określenie stopnia pokrewieństwa, sklasyfikowanie oraz rygorystyczne odróżnienie zależności społecznych i rasowych. Zestawienia i diagramy zmierzają do punktu, w którym anonimowy klasyfikator – jakby przytłoczony swym zadaniem – kładzie słowo „Noteentiendo”, czyli „Nierozumiemcię”. „Ten Dunaj – pisze Magris – który jest i którego nie ma, rodzący się w wielu miejscach i z wielu rodziców, przypomina nam, że każdy z nas, dzięki różnorodnemu i skomplikowanemu splotowi, któremu zawdzięcza swe istnienie, jest takim Noteentiendo (...)” (wszystkie cytaty z dzieł Magrisa podaję w przekładzie Joanny Ugniewskiej).
Autor „Innego morza” porusza się – w ślad za swymi literackimi mistrzami, których wszelako nigdy nie naśladuje, co najwyżej (z ironiczną świadomością) parodiuje – między nierealizowalnym pragnieniem jedności i całości a kłopotliwą potrzebą rozproszenia, pragnieniem zgubienia się w labiryncie rzeczywistości. Przekonuje nas, że za jednolitością – częściej wyobrażoną niż rzeczywistą – można tęsknić, można utyskiwać z powodu jej utraty, można z tego braku czynić literacki motyw, ale ostatecznie jest to rodzaj gry, w której tak naprawdę chodzi o utrzymanie (czasem uciążliwej, ale jednak cennej) wielości.
PERSWAZJA I RETORYKA
W nieciągłym i nieokreślonym świecie elementarnym doświadczeniem jednostki jest poczucie niedopasowania formy do życia. O tym według Magrisa opowiada literatura nowoczesna, a mówiąc ściśle: nowoczesna powieść, przynajmniej ta, która powstała na terenie Europy Środkowej. Między „ja” a życiem pojawia się tutaj rozziew, który każe podważyć, a ostatecznie odrzucić wszelkie społeczne formy i środki komunikacji.
Bohater i zarazem narrator „Mieć życie za sobą” – jednego z monologów Magrisa – powiada, że Europa Środkowa przekazała światu spadek w postaci niechęci do życia, której towarzyszy przemożna potrzeba przeskakiwania do końca: do punktu, w którym cała nasza krzątanina okazuje się niepotrzebna, w którym ustaje ruch, zatrzymuje się czas, a przestrzeń pustoszeje. „Również w powieści – mówi bezimienny głos – najpiękniejszą rzeczą, przynajmniej dla piszącego, jest epilog. Wszystko zdążyło się wydarzyć, zostało napisane, rozstrzygnięte, postaci żyją szczęśliwe i zadowolone albo też umarły, co na jedno wychodzi, w każdym razie nic się już stać nie może. Pisarz trzyma epilog w rękach, czyta go raz jeszcze, dodaje może jakiś przecinek, ale epilogowi nic więcej nie grozi”.
Misterny kształt, który autor rychtował przez wiele miesięcy, a może i lat, okazuje się pustą formą, wycofanym z obiegu banknotem, za który nie można niczego nabyć, nieważnym biletem, który nie upoważnia do dalszej podróży. Co pozostaje? Nic nie zostaje. Wcześniejszej pracy towarzyszyło wyobrażenie mitycznej istoty życia, esencji, która rzekomo uwięziona była pod zwałami słów, opowieści i utożsamień. Odrzucenie skłamanych form miało ową istotę ujawnić, umożliwić jej wybicie się na niepodległość, wyjście z ukrycia. Dlatego bohater Magrisowego monologu przynagla koniec, spodziewając się – naiwnie – że esencja objawi swe prawdziwe oblicze kilka chwil przed osiągnięciem ostatniej stacji.
Dla autora „Dunaju” to negatywne doświadczenie (doświadczenie skrajnej negatywności) jest kluczowe – opisuje je i próbuje przekroczyć w swych tekstach. Najważniejszym dokumentem opowiadającym o tej walce jest przywoływana już powieść „Inne morze”. Enrico ­Mreule i Carlo Michelstaedter to postaci autentyczne. O tym pierwszym wiemy niewiele (właśnie dlatego Magris – lubiący bohaterów anonimowych, drugoplanowych – uczynił zeń centrum powieści). O drugim – wciąż niedocenionym i nieobecnym (przynajmniej w Polsce) – krążą legendy. Pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, która mieszkała w Gorycji, podówczas – a mowa o początku XX wieku – przynależącej do cesarstwa habsburskiego. Studiował filozofię na florenckim uniwersytecie, gdzie przygotowywał rozprawę pt. „Persuasione e rettorica”. 16 października 1910 r. przesłał gotową dysertację do Florencji, a dzień później – w wieku 23 lat – odebrał sobie życie. O powodach jego samobójstwa pisano wiele, wskazując na problemy rodzinne (kłótnia z matką) i emocjonalne (wcześniej samobójstwo popełniła jego kochanka). Próbowano także powiązać ten radykalny czyn z ideami przedstawionymi w traktacie „Perswazja i retoryka” (wydanym trzy lata po śmierci autora).
Michelstaedter był przekonany, że niemal wszystkie formy, za pomocą których odnosimy się do własnego życia, są fałszywe i należy je odrzucić, by osiągnąć egzystencjalną niezależność. Nawiązując do Platona i Arystotelesa, opracował podstawy emancypacyjnej rewolucji, którą przeprowadzić powinien każdy człowiek. Stawką owej rewolty jest – według młodego filozofa – perswazja, czyli stan bezpośredniego doświadczenia życia, pełnego zanurzenia się w teraźniejszości, swobodnego – uwolnionego spod dyktatu społecznych i instytucjonalnych norm oraz obowiązków – przebywania w świecie. Te ostatnie przynależą do dziedziny retoryki – są atrapami, za pomocą których grupy ludzi kontrolują swą wspólnotową egzystencję. Ilekroć wpadamy w sidła retoryki, tylekroć oddalamy się od siebie, czyli od niewyrażalnej, niekomunikowalnej i kruchej istoty własnego życia. Wybieramy instytucje, ponieważ boimy się utraty, przeraża nas widmo śmierci, przed którą zasłaniamy się tarczą słów i praw. Rychło okazuje się jednak, że zasłona, owszem, chroni przed zagrożeniem, ale też alienuje i zniewala, co okazuje się gorsze niźli samo unicestwienie.
Dla Michelstaedtera ideałem jest życie pozbawione życia (abios bios), ascetyczny żywot anachorety, który porzuca ludzkie siedliska i w odosobnieniu – na mitycznej pustyni – oddaje się kontemplacji. W powieści Magrisa ideał ten próbuje zrealizować Enrico, który ucieka z Gorycji do Patagonii (ciekawe, że to samo miejsce wybierze za cel swej wędrówki Bruce Chatwin, rzucając wprzódy pracę w londyńskim domu aukcyjnym). Żyje na uboczu, stroni od ludzi, a jeśli już nawiązuje z nimi relacje (głównie z kobietami), to pospieszne i niezobowiązujące.
Wybierając do opisu takiego życia kategorię perswazji, Michelstaedter wydarł ją z tradycyjnego kontekstu, w którym oznacza sugestywne przekonywanie kogoś do swych racji (i jako taka stanowi efekt retoryki, a nie jej przeciwieństwo). Filozof rozumiał ją inaczej, wskazując na etymologiczny sens słowa, które pierwotnie odnosiło się do słodyczy i rozkoszy. Ale nie rozkoszy hedonistycznej, lecz paradoksalnej przyjemności płynącej z ascezy. Enrico chce ten stan osiągnąć, wytrwale do niego dąży, gdy dowiaduje się o śmierci przyjaciela, jego determinacja jest jeszcze większa. Nie zauważa powolnej egzystencjalnej degradacji, która staje się jego udziałem. Prześlepia moment, w którym szlachetny projekt przeradza się w spektakularne fiasko. Ulotne stany wglądu (jak ten, który towarzyszy lekturze manuskryptu Michelstaedtera) są zbyt krótkie, by wytrącić go z kolein zatraty.
WIECZNY FILOLOG
Dla Magrisa perswazja jest bardzo ważna, ale rozumie ją nieco inaczej niż Michelstaedter. Podobnie jak gorycki filozof uważa, że należy rozpatrywać egzystencję w kontekście retoryki, w jej nieuchronnym związku z językiem. Właśnie dlatego tak istotna jest praca pisarska (a szerzej: filologiczna). Nie postuluje jednak odrzucenia wszystkich form, by uwolnić spod ich dominacji esencję życia, albowiem ta ostatnia jest dlań jedynie mirażem – nieistniejącym obiektem tęsknoty pewnych nowoczesnych filozofów i pisarzy, którzy w imię ascetycznego ideału przegonili „retorykę”, nie zauważywszy, że tym samym gestem otwierają drzwi do dwudziestowiecznego laboratorium zniszczenia, gdzie nagie życie poddano anihilacji.
W eseju „Gramatyki i życie” Magris przywołuje prolog Melville’owskiego „Moby Dicka”. Amerykański pisarz przedstawia w nim etymologię słowa „wieloryb”, którą dostarczył chorujący na suchoty nauczyciel gimnazjum. Ów profesor całymi dniami odkurzał swe stare leksykony i gramatyki, która to czynność przypominała mu o jego śmiertelności. Magris dopowiada, że świadomość nietrwałości życia pochodziła wprost z koniugacji, z form gramatycznych, które wprowadzają do naszego umysłu, a poprzez niego również do naszego ciała, czas, czasowe następstwo. Gramatyki operują wyłącznie czystym pojęciem czasu, które nie ma nic wspólnego z naszym rzeczywistym doświadczeniem, choć kształtuje naszą wyobraźnię i determinuje sposób, w jaki przedstawiamy sobie oraz innym zdarzenia przeszłe, teraźniejsze i przyszłe. Czystość gramatycznej formy i zmącony charakter przeżycia kłócą się ze sobą, ścierają jak koła mechanizmu, którego – jak przekonują nowocześni pisarze – nie zdołamy już zatrzymać.
Czy aby na pewno? „Każdy żyje realnie – powiada triesteński prozaik – w jednym czasie, nieostatecznym i mieszanym, przemierzając na nowo i modyfikując nieustannie całą swoją egzystencję. Żyjemy w labiryncie czasu teraźniejszego, który ciągle projektuje przeszłość w przyszłość i wciąż przekształca przeszłość, rzucając na nią światło docierające z przyszłości niczym z odległej gwiazdy, do której wiecznie się zbliża, lecz nigdy się z nią nie zrównuje”. Niektóre – spotykane na co dzień – sposoby mówienia i pisania, ufundowane na pełnej zgodności z czystym czasem gramatycznym, odstają od takiego doświadczenia. Więcej nawet: próbują je „wyprostować”, rozplątać kłębek czasu i zmienić go w prostą jak strzała oś, która zmierza od punktu do punktu. Świadomie lub nie – chwytamy tę strzałę i dajemy się jej nieść, odrywamy się od teraźniejszej chwili i przedwcześnie skaczemy do następnych etapów, o których nic nie wiemy i nic wiedzieć nie powinniśmy. Ulubionym czasem instytucji jest czas przyszły uprzedni, za pomocą którego o przyszłych zdarzeniach mówimy tak, jakby już się dokonały, jakby stanowiły nie wyzwanie, lecz miniony efekt naszych starań. Literatura – pisze Magris – jest językiem, jest sposobem używania języka, który idzie na przekór takiej inercji, który wypowiada wojnę czystym czasom gramatycznym, by pomieścić w zmienionej formie odmienione z nagła życie.
Mówiąc inaczej: literatura (nie każda, ale taka, która zasługuje na miano wielkiej) nie wypuszcza życia z uścisku, poddając się jego metamorfozom i zarazem te przemiany stymulując. Według Magrisa nie jest to proces stabilny, prowadzony w sterylnych warunkach, do końca świadomy i zaplanowany. W jego wyniku pojawia się pauza, przerwa, zerwanie w czasie chronologicznym, coś w rodzaju pęczniejącej kuli, która rozpycha czas i przekształca go od środka.
W twórczości autora „Innego morza” często powraca mit o Argonautach, wyprawie herosów po złote runo. Statek Argo, którym płynęli bohaterowie, wymagał ciągłych napraw, więc wymieniali każdy jego zepsuty kawałek, aż wreszcie – nie zmieniając nazwy – stworzyli całkowicie nowy okręt. Dla Magrisa ta mityczna opowieść jest figurą jednego z najbardziej zgubnych procesów egzystencjalnych i społecznych. Jeśli bowiem transformacji ulega rzeczywistość, należy zmienić jej nazwę lub przynajmniej zastanowić się nad jej adekwatnością. I odwrotnie: skoro wymieniliśmy nazwy, nie sposób utrzymywać, że w świecie nie zaszła żadna zmiana. Obydwa porządki – rzeczywistości i języka – są ze sobą ściśle związane i wzajemnie się determinują, ale ów splot musimy ciągle odnawiać.
Claudio Magris przekonuje, że nasza egzystencja – rozbita i wciąż tęskniąca za niedostępną jednością, która przez wieki określała ramy jednostkowego i zbiorowego życia – zbyt łatwo ulega dyktatowi czystych czasów gramatycznych, z których swój oręż uczynili obrońcy „wiecznotrwałych” wartości i apokaliptycy nieznajdujący żadnego pocieszenia w nieciągłym świecie. „Uproszczonym czasom w czystej postaci pochodzącym ze szlachetnych homilii i z lapidarnych potępień – mówi pisarz z Triestu – literatura przeciwstawia najbardziej mieszany, nieczysty i prawdziwy z czasów: czas teraźniejszy życia, które przeżywa, wyobraża i tworzy swobodnie własną przyszłość i własną przeszłość”. Nieustannie.

CLAUDIO MAGRIS jest prozaikiem, eseistą, tłumaczem i germanistą, profesorem współczesnej literatury niemieckiej na Uniwersytecie w Trieście. Po polsku ukazały się jego książki: „Dunaj” (1999), „Mikrokosmosy” (2002), „Inne morze” (2004), „Na oślep” (2006), „Domysły na temat pewnej szabli” (2009), „Itaka i dalej” (2009), „Podróż bez końca” (2009) „Głosy. Monologi” (2010). Prócz dwóch pierwszych, współtłumaczonych przez Annę Osmólską-Mętrak, wszystkie w znakomitym przekładzie Joanny Ugniewskiej.

GRZEGORZ JANKOWICZ jest filozofem literatury, krytykiem i tłumaczem. Współpracownik Centre for Advanced Studies in the Humanities UJ. Wiceprezes Fundacji Korporacja Ha!art, redaktor jej dwóch serii wydawniczych: Linia Krytyczna i Proza Obca. Juror Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Redaktor działu kultura „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor wykonawczy Międzynarodowego Festiwalu Literatury im. Josepha Conrada w Krakowie.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]