Paradoks to nie sprzeczność

W dzisiejszym „okruchu” nie będzie chodzić o jakiś biblijny szczegół czy detal, lecz o jeden z możliwych kluczy do „Całości”.
Czyta się kilka minut

Podczas pobytu w Taizé, w jednym z wprowadzeń biblijnych, wygłaszanych każdego dnia usłyszałem zdanie: „Paradoks nie jest tożsamy ze sprzecznością!”. Tak, paradoks kryje w sobie przeciwieństwa, ale nie jest tożsamy ze sprzecznością. Zawarte w nim przeciwieństwa wcale się nie wykluczają; przeciwnie, ujawniają tkwiącą w objawieniu dynamikę.

Paradoks: zwycięski Lew z pokolenia Judy okazuje się zabitym barankiem, którego purpurowa krew służy do wybielenia (!) szat Jego naśladowców.

Paradoks: wszechmogący Bóg stoi u drzwi i puka. Czy nie ma siły wyważyć zamkniętych drzwi? Ma. Ale nie na tym polega Jego wszechmoc. Ona wyraża się raczej w tym, że nie ma żadnej siły, która byłaby w stanie oderwać Go od tych drzwi i zniechęcić do dalszego pukania. Nie ma siły zdolnej odebrać Mu nadzieję i zmusić Go do poddania się. Będzie pukał, i czekał.

Paradoks: Jezus mówi o tym, że każdy, kto przyjdzie do Niego, znajdzie odpoczynek. Tych jednak, którzy doń przychodzą, wzywa do drogi – dalekiej i wymagającej (wyznaczonej pouczeniem zawartym choćby w Kazaniu na Górze).

Paradoks: Jezus mówi także „weźcie Moje jarzmo na siebie”. „Moje”, nie „Boże”. Mówi więc tym, którzy uważnie słuchają: „to Ja jestem wcieloną Bożą Mądrością. To ode Mnie możecie się ostatecznie i w pełni nauczyć, czym jest jarzmo Boga. To we Mnie objawiona jest cała Prawda”. I zaraz w tym samym zdaniu dodaje: „uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem”. Deklaracji Bóstwa i wszechwiedzy towarzyszy deklaracja pokory.

Paradoks: „Kto chce być pierwszy między wami, niech będzie waszym sługą”.

Cieszę się, że dane mi było oddychać paradoksami w Taizé, jak najświeższym ewangelicznym powietrzem – razem z pięćdziesiątką młodych ludzi z mojej łódzkiej archidiecezji i jeszcze z ponad setką młodzieży z innych polskich diecezji. Że dane im było doświadczyć Kościoła, w którym ekumenizm jest wyborem życiowym, a nie nabożeństwem (jednym w ciągu roku), wymuszonym kościelnym kalendarzem.

Cieszę się, że doświadczyli takiego miejsca, w którym żadna religia, ani żadne chrześcijańskie wyznanie nie jest używane w charakterze maczugi, którą okłada się innych po głowie – nawet w wątpliwej „obronie” samego siebie.

Cieszę się, że spotkali chrześcijańskich mnichów/braci, którzy nie tylko przyjęli uchodźców, i nie tylko pomogli im w nauce języka, studiach i zdobyciu pracy, ale potrafią się od nich uczyć najprostszych postaw – dawno zapomnianych nie tylko w Europie, ale także w europejskim Kościele.

Cieszę się bardzo tymi młodymi ludźmi, którzy – jestem tego pewien – zbudują bardziej ewangeliczny Kościół niż ten, który im przekazujemy. Więcej: oni już go budują. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2019