Pan milicjant z ludzką twarzą

W 40 lat po premierze powraca socjalistyczny superglina, czyli kapitan Sowa. Na szczęście nie w nowej, sitcomowej wersji, ale w czarno-białym oryginale autorstwa Stanisława Barei.
Czyta się kilka minut
Wiesław Gołas jako kapitan Sowa /fot. Materiały dystrybutora /
Wiesław Gołas jako kapitan Sowa /fot. Materiały dystrybutora /

Jego przygody nie wzbudzają dziś dreszczyku emocji, ale raczej nostalgię - nie tyle za tamtym światem, ile raczej pewnym rodzajem telewizyjnej strawy. Podobnie jak teatralna "Kobra" czy "Kabaret Starszych Panów".

Jaki obraz PRL-u przebija dziś z pionierskiego serialu kryminalnego TVP z Wiesławem Gołasem w roli tytułowej? Przyznać trzeba, że niewiele sygnałów odnosi się wprost do tamtej rzeczywistości. Bohaterowie pracują w supersamach, motozbytach czy jako inspektorzy w PGR-ach. Rozbijają się syrenkami, a Bohdan Łazuka śpiewa o dżentelmenach z Miejskiego Handlu Detalicznego. Jednakże ten świat ma w sobie mimo wszystko jakiś dawny, przedwojenny sznyt. Paździerzowo-deficytowa rzeczywistość nie odcisnęła na filmie zbyt wyraźnego śladu.

Tymczasem musiało znaleźć się w filmie miejsce na jedyny słuszny obraz peerelowskiej rzeczywistości. Choćby poprzez dyskretną propagandę, która uczy, że najbardziej podejrzane są zwykle wykształciuchy: lekarze-hipnotyzerzy, konserwatorzy zabytków dorabiający przemytem, owiani fałszywą legendą podróżnicy czy studentki, które dla niepoznaki mają twarz Poli Raksy. Tymczasem organom władzy ludowej nadano twarz niezwykle ludzką. Zwłaszcza że reprezentujący je inspektor Sowa ucieleśnia nie tyle funkcjonariusza Milicji Obywatelskiej, ile raczej zakorzeniony w literaturze kryminalnej i kinie wzorzec charyzmatycznego tropiciela zbrodni. Ubrany w nieodłączny prochowiec z postawionym kołnierzem, z nieprzeniknionym obliczem, ujmuje swoim wdziękiem i kindersztubą. Jest przy tym inteligentny jak bies, raczej odporny na kobiece wdzięki i wzbudzający bezgraniczne zaufanie ogółu społeczeństwa. No i towarzyszy mu, dla dopełnienia i kontrastu, znacznie mniej rozgarnięty i znacznie bardziej plebejski asystent imieniem Albin.

Świat zza żelaznej kurtyny uobecnia się u Barei pod postacią drobnych, a jednak znaczących szczegółów: podróżna torba "Swissair", którą zamieniono na lotnisku pewnemu profesorowi, czy imperialistyczny miesięcznik "Country Life", który naprowadził kapitana Sowę na trop zbrodniarza, niby to nadają kryminalnym opowieściom odrobinę światowego tonu, przy okazji jednak przypominają, skąd przychodzi dekadencja i zło. A pośrednio - jak bardzo bywa ono kuszące, również dla twórców i dla nas, widzów, zapatrzonych w zachodnie kryminały. Na ekranie zobaczymy więc obowiązkowe strzelaniny, pościgi, mordobicia, które dziś wzbudzą u niejednego pobłażliwy uśmiech. Ale przecież zdradzają też tamtą tęsknotę za normalnością i godziwą rozrywką domowego wyrobu.

"Kapitan Sowa na tropie" - reż. Stanisław Bareja, Polska 1965, Kino Polska, odc. 1 i 2: sobota 31 I, 8.20, niedziela 1 II, 17.05, poniedziałek 2 II, 8.50, piątek 6 II, 19.00.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2009