Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Opatrzność w statystyce

Opatrzność w statystyce

08.01.2018
Czyta się kilka minut
Kościelny światek w Polsce zelektryzował w tym tygodniu news, że coroczne liczenie wiernych uczęszczających na niedzielną Eucharystię wykazało trzyprocentowy spadek frekwencji.
O

Odkąd pamiętam, średnia krajowa tej wartości trzymała się twardo w okolicach 40 proc., teraz zjechała do 36 proc. z groszami. Czy to incydent, czy stały trend – dowiemy się pewnie za parę lat. Niewolna od wad jest też pewnie sama badawcza metoda (wiernych liczy się tylko raz w roku, a wpływ na wynik może mieć i pogoda, i tysiąc pięćset sto dziewięćset innych dystraktorów). Statystyki jako takiej zaś też nie ma przecież co deifikować – nie opowie nam całej prawdy o świecie (bo, jak wiadomo, statystycznie rzecz biorąc, ja i mój pies mamy po trzy nogi).

Jest to jednak jakoś poruszające: dowiedzieć się, że w kraju, którego sfera publiczna aż kipi od gromkich deklaracji przywiązania do Chrystusa i Kościoła, dwie trzecie katolików nie widzi potrzeby, by się z owym Chrystusem przynajmniej raz w tygodniu osobiście spotkać. By wypełnić podstawowy obowiązek nakładany przez ów Kościół,...

6576

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Tak, też proponuję czytać wszystkim Biblię ze zrozumieniem (i nie nadinterpretować), oraz czytać w ogóle więcej, wtedy, o ironio … spadek wierzących będzie znaczniejszy. Jest to subiektywna opinia podparta moimi własnymi doświadczeniami oraz obserwacją kilku moich znajomych, którzy w ten sposób stali się ateistami. Na szczęście.

też statystycznie, mógłbym odpowiedzieć Autorowi w kwestii trójnogich bytów :) Statystyka to jednak nauka, a więc z założenia jej podstawą jest zdrowy rozsądek. Poza tym nie wiem dlaczego Autor wymienia czynnik pogodowy, kiedy od początku tego pomiaru, o ile wiem, nikt nie wskazywał na jego istotny wpływ. Nie mniej w pełni zgadzam się z tezami Autora, którego serdecznie pozdrawiam.

Wbrew temu, co pamięta red. Hołownia liczba uczestników niedzielnych mszy spadała od początku lat 90-tych w równym i miarowym tempie, od ok. 60% do ok. 40% przed rokiem. Wyniki tegoroczne mówią same za siebie i dobitnie tłumaczą, skąd nagle się wzięły niemal chrześcijańskie i prawie ludzkie głosy w episkopacie. Nic tak nie otrzeźwia biskupów, jak malejąca taca.

Ksiądz Boniecki pisze, żeby z humorem... Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

"Na zachodzie" mlodziez przechodzi wrecz na islam. Rozumiem, ze muzulmanie potrafia mowic o swojej wierze, potwierdzac ja wlasnym zachowaniem. Nie znam blisko muzulmanow, wiec osobiscie tego nie moge potwierdzic. Znam tez tu na obczyznie Polakow, katolikow zaangazowanych, szukajacych. Ale gdybym mieszkala teraz w Polsce i kosciol znala tylko z mediow, to tez bym chyba juz nie wierzyla, ze w czasie eucharystii mozemy spotkac zywego Boga. A bez tego spotkania cala reszta to tylko forma.

Mocny i prawdziwy felieton.

Jezus idac droga zauwazyl urzednika podatkowego siedzacego przy zwojach papirusu jednoczesnie obserwujacego to raz Swiatynie to raz palac Heroda aby skrzetnie odnotowac kto do kogo poszedl , a potem sobie go zawezwac i wyjasnic sprawe podatkow. Ulitowal sie wiec nad nim w swoim Milosierdziu i zaprosil do siebie aby odtad zajal sie Jego statystyka . Dlatego potem powiedzial patrz ta biedna wdowa dala tylko 2 grosze ale to wszystko co miala wiec dala najwiecej statystycznie niz wszyscy pozostali. Chce przez to powiedziec ze statystyka zajmowano sie juz wowczas. W naszej zas dzisiejszej statystyce podziwiam ten "ROMANTYZM..." Kleru z pewnymi szcegolnymi politykami. Jezeli w minionym roku sprawozdawczym np Mateusz Nowak ze swojej komory celnej dostrzegl i spuisal dokladnie kto i do kogo i ile razy to wynioslo to mniej wiecej tak: Spadek az do 36 % wchodzacych do Kosciola i prawie tyle samo pewnej "herodycznej" partii /moze az 39%/. Przyjmijmy to jednak jako punkt zerowy, co napawaloby oczywiscie optymizmem rzadzacych, ale Kosciol bije na alarm ,bo spada % ! nalezy wiec stwierdzic zdecydowanie ze ten "ROMANTYZM" zdecydowanie zaszkodzil tej statystyce, i prosze sie tu wiecej nie spouchwalac ku sobie bowiem stawiam teze ze wraz ze wzrostem poparcia dla Krola zanotujemy proporcjonalnie adekwatny spadek odwiedzin KK. A jezeli umra babcie i dziadki to w tej statystyce pozostanie tylko MLODZIEZ , a ta zacznie czytac Ewangelie i wlasnie trafi na sW: mateusza 6,6 "Ty zas gdy chcesz sie modlic wejdz do swojej izdebki i modl sie do Ojca Twego...,wiec wcale nie pojda do Kosciola a statystyka wowczas bedzie taka jak na "Zgnilym Zachodzie".

Trzeba się cieszyć , a nie biadolić , z ilości przechodzimy w jakość . W każdej potrawie gdyby było nawet 10% soli ograniczała by smak .Prawdziwi chrześcijanie do końca świata będą solą ziemi;)

ale jak to biskupom przetłumaczyć? wszak oni nie z jakości żyją...

+

Przede wszystkim nikt nie powiedział ze chrzescijaństwo jest proste, ze kazdy tej wierze podoła.Ale Jezus zapewnił, ze bedzie z nami zawsze az do skończenia swiata i ci którzy sercem Go bedą szukać znajdą.O relację z kazdym z nas w chwili dla kazdego z nas odpowiedniej On sam zadba.Widzimy to niejednokrotnie na podstawie Biblii w której mamy obraz Celnika, Dobrego Łotra czy zaciętych z Nim w boju Faryzeuszy.Kazdy bedzie miał swoje 5 minut na okreslenie się czy pojdzie za Nim czy nie.Pan zaś ma niebywałą tendencję do wrzucania wszystkich w jeden worek i mało tego upolityczniania tematu ( nie pierwszy to juz raz) ale to jedynie jest dowód na to , ze takiego spotkania z Jezusem Pan osobiście jeszcze nie doswiadczył.Bycie autorem wielu ksiązek o tematyce katolickiej jak również redaktorem artykułow w tygodniku katolickim tego nie gwarantuje, nie gwarantuje równiez tego wiedza teologiczna jaką niewątpliwie Pan posiada.Gwarantem spotkania Boga i doswiadczenia Go jest pokora i otwarte serce. Zyczę takiego spotkania, tak samo jak tym ludziom którzy widzą Jezusa przez pryzmat opinii, postaw kapłanów ( nejednokrotnie gorszący ) czy wręcz polityki.Dobra nowina jest jednak taka, ze ( nawet zatwardziały ateista ) przy pierwszym powaznym niepowodzeniu w zyciu, chorobie czy smierci kogoś bliskiego Boga znajdzie i to na obu kolanach i z płaczem.Kwestia czasu, ps.Bycie kapłanem pokroju Jana Pawła II to przede wszystkim niebywała umiejętność nie zasłaniania sobą Chrystusa.Nie znaczy to jednak , ze takich pasterzy dziś KK nie posiada.Posiada i to wielu , ale nie znajdzie ich nikt ani na swieczniku ani w blasku celebryckich fleszy, nie muszą krzyczeć by być wysłuchani ale dają swiadectwo temu co głoszą.

Z całym szacunkiem dla Szanownej Pani poglądów - ale nic nowego nie wnoszą, teksty typu "nawet zatwardziały ateista..." są doszczętnie zgrane i dawno skompromitowane. Nawiasem mówiąc, świadczą także o całkowitym braku pokory i otwartego serca, wobec Boga i bliźnich, tych samych cnót, które Szanowna Pani innym rekomenduje na ścieżce do Boga. Wnioskując zatem, że to doświadczenie jeszcze przed Panią - wytrwałości w budowaniu w sobie prawdziwej pokory, ale i modlitwy o dar zwyczajnej mądrości w rozróżnianiu skarbu i ułudy serdecznie życzę.

Często zastanawiam się, czy możliwe jest porzucenie-zgubienie Chrystusa,którego naprawdę się spotkało. Może na tej drodze znalazł się pan Hołownia? Dziwnie rozdarty człowiek. Widać, że go ta prawicowa polityka tak prześladuje, że nawet na Kościół patrzy politycznie: a to Kościół Franciszka, a to Kościół Jana Pawła II, Rydzyka, itd. ("ja jestem Pawła, a ja Apollosa"). I może się czepiam, ale nigdy nie spotkałem się z taką narracją w Kościele, że Chrystus coś mówił, coś powtarzał. Zawsze używa się czasu teraźniejszego. A tu, jakby Hołownia mówił o Buddzie albo Mahomecie, a nie o Synu Bożym.

A jakie wnioski wyciągają z tych statystyk katecheci, którzy od przedszkola przez 9-12 lat kształtują tych, którzy potem decydują się zrezygnować z udziału w życiu Kościoła? Chyba, że jedno z drugim nie ma związku, a katecheza ma marginalny wpływ na to zjawisko; a więc jej znaczenie w ogóle jest marginalne...

to podobno w skali kraju ponad półtora miliarda złotych rocznie dla kościoła i jego funkcjonariuszy

Nawiązanie do Sobieskiego może być trafne o tyle o ile przypomina, że nasza wiedza o tej historii to stek propagandowych prokatolickich życzeń. Bo czy nie lepiej było być zdobywcami Wiednia i dzielić wpływy z Turkami i Francuzami? Przecież taka propozycja była elementem tej historii. A obroniliśmy "chrześcijaństwo" (tak chodziło o wpływy kościoła katolickiego w Europie zawężane przez reformację), po to aby za 100 lat chrześcijańskie kraje - w tym Austria podzieliły się naszym krajem.... Czasami myślę, że polski problem z siłą kościoła wziął się z jakiegoś wielkiego dealu z czasów Jagiełły. Że może kościół zaproponował nam rozszerzenie wpływów Korony (królów ;)) daleko na wschód. Bo przecież, gdy w 1410 Litwa była jeszcze pogańska, to w bitwie pod Grunwaldem walczył jeden z wielkich Hustytów - Jan Żiżka. Czy kościół widząc popularność pierwszej fali reformacji w Czechach nie uważał za zasadne wzmocnienie polskiego królestwa jako owej "ostoi" i "przedmurza"? Niewykluczone, biorąc pod uwagę jak okrutnie rozprawiono się z czeskimi Husytami. Skutkiem owej misji chrześcijańskiej jest dominujący do dziasiaj w kraju naszych sąsiadów ateizm (ale może dzięki temu byli bardzo zamożnym i najbardziej uprzemysłowionym krajem międzywojennej Europy? Taką odwrotnością rolniczej i zacofanej Polski...). Może w kosztach tego dealu było też pozwolenie na ostateczną rozprawę z zakonem krzyżackim? Nie wiem. ALe warto zadawać sobie takie pytania. Bo historia Kościoła zbudowana jest na krwi i zniewoleniu mas ludzkich. Zbudowana jest na zaprzeczeniu temu czym był Jezus. Czy kościół katolicki zatem jest Kościołem Jezusa?

Widzę, rozkręcił się Pan na całego. A cóż to za nowina, że rodacy do kościoła nie chodzą, przecież brak tam całego pokolenia ewangelizowanego w szkole lekcjami religii. Oczywiście, kasa ważna rzecz, ale we wszystkim dobry jest umiar. W naszym kraju rządzi od lat zgraja niedouczonych starych pierdzieli, którzy prócz własnego interesu, niczego nie dostrzegają. Ten stan czas jakiś jeszcze potrwa, bez dwóch zdań, niestety jak zwykle nie wyciągniemy z tego żadnych konstruktywnych wniosków na przyszłość. Ja tam do kościoła, by spotkać się z Bogiem chodzić nie muszę, spacer po lesie oszczędza mi słuchania głupot głoszonych w kazaniach przez księży. Ja też jestem stary pierdziel, do mnie to dotarło niedawno, moje dzieci uświadomiono w tej materii w szkole na religii.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]