„Ostatni wiking”: Mads Mikkelsen jako John Lennon w komedii, która za nic ma poprawność

Problemy ze zdrowiem psychicznym nie są tematem do śmiechu. Ale Duńczycy wiedzą, jak zrobić o tym bardzo czarną komedię – z dużym sercem.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Mads Mikkelsen i Nikolaj Lie Kaas w filmie „Ostatni wiking”, reż. Anders Thomas Jensen, 2025 r. // Materiały prasowe Apple TV+
Mads Mikkelsen i Nikolaj Lie Kaas w filmie „Ostatni wiking”, reż. Anders Thomas Jensen, 2025 r. // Materiały prasowe Apple TV+

Świat skandynawskich wojowników w rogatych hełmach był brutalny. Reżyser Anders Thomas Jensen przypomina jednego z nich, kiedy uzbrojony w topór wyrusza na tereny „wrażliwe”, zamieszkałe przez uciekinierów, którzy na różne sposoby doświadczyli brutalności życia. I cierpią, przykładowo, na rozszczepienie osobowości. Jak Manfred, któremu w dzieciństwie wydawało się, że jest wikingiem, dzisiaj zaś, w dojrzałym wieku, „przełączył się” na założyciela Beatlesów (Mads Mikkelsen w niejako podwójnej roli i z aluzją do wcześniejszej, w „Valhalla: Mroczny wojownik”).

Grubiańska komedia „Ostatni wiking” nie spisuje takich bohaterów na straty. Wręcz przeciwnie, pozwala im być, kim się czują, i wymachując toporem, karczuje dla nich równoprawne miejsce we wspólnocie. Z ironicznym mrugnięciem. 

A jest to, trzeba przyznać, dość osobliwa kompania i z bardzo odległych parafii. Choćby taki Aker, brat Manfreda, czyli gangus po piętnastoletniej odsiadce (gra go Nikolaj Lie Kaas), ścigany przez byłych wspólników domagających się części łupu.

Mads Mikkelsen powołuje do życia nowych Beatlesów

Problematyczny, mocno zdziecinniały Manfred, który każe się nazywać Johnem (Lennonem), interesuje Akera o tyle, że jedynie on wie, gdzie rzeczony łup został ukryty. Mamy też „postępowego” psychiatrę z przekonaniem, że w zaburzeniach dysocjacyjnych może pomóc podtrzymywanie iluzji i… powołanie do życia nowych Beatlesów, złożonych z innych pensjonariuszy szpitala bez klamek.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Wszyscy spotykają się na urokliwym odludziu, w dawnym domu rodzinnym Manfreda i Akera. Podczas gdy ten drugi zafiksował się na odnalezieniu walizki z pieniędzmi, pozostali bohaterowie, wespół z nowymi, niemniej ekscentrycznymi gospodarzami pracują nad wskrzeszeniem supergrupy z Liverpoolu. Oczywiście nie bardzo mając pojęcie, jak to się robi.

Za to twórca „Jabłek Adama” czy „Jeźdźców sprawiedliwości”, znany również jako scenarzysta wielu innych filmów duńskich, doskonale wie, jak sprytnie zamotać historię najbardziej nieprawdopodobną i na dodatek wielce ryzykowną. Bo „Ostatni wiking” w konwencji zwariowanej komedii i ostrego kina gangsterskiego (prowokacyjnie bezwzględnego wobec kobiecych bohaterek) przemyca tak naprawdę historię o rodzinnej traumie.

Stopniowo, głównie z retrospekcji, dowiadujemy się, w jakich okolicznościach mały Manfred przebierał się za wikinga i szczerbił runy we framugach, a mały Aker wyrósł na zakapiora. A także, dlaczego ich starsza siostra Freja (Bodil Jørgensen) żyje w nieświadomości na temat tego, co zdarzyło się przed laty pod rodzinnym dachem.

„Ostatni wiking” opowiada historię o trudnym braterstwie

Czy nie za dużo tego ciężaru jak na niefrasobliwą w tonie komedię? Co chwila przekracza Jensen jakąś granicę – wrażliwości czy poprawności – i najmniej ryzykowna wydaje się tu myśl, że być może wszyscy jesteśmy wariatami, a Manfred tylko udaje. 

„Ostatni wiking” udowadnia, że można całkiem dobrze bawić się na filmie, w którym prócz zaburzeń osobowości przerabia się ojcowski sadyzm, raka prostaty, obsesje holokaustowe i stężenie makabry godne braci Coen. Diabeł tkwi w bystrych dialogach i powściągliwym aktorstwie, dzięki nim bowiem nawet grube przekroczenia mają wdzięk, a wpisane w tę historię wielopoziomowe okrucieństwo zmierza, aczkolwiek bardzo krętymi drogami, ku finałowemu oczyszczeniu.

Ponieważ film był współprodukowany ze Szwecją, sympatycznie pogrywa sobie również ze stereotypami na temat kraju IKEI i Abby. Przede wszystkim jednak, szarżując pomysłami, opowiada historię o trudnym braterstwie i o tym, że od przeszłości i traumy nie ma prostej ucieczki. Także ucieczki w fantazję.

Poprzez baśniową klamrę z wikingami w roli głównej wskazuje na granice życia fikcją i skłania do namysłu, dokąd prowadzi naginanie rzeczywistości pod czyjąś fikcję. A stąd już tylko krok do szerszych rozważań o poczuciu tożsamości i granicach akceptacji. 

OSTATNI WIKING („Den sidste viking”) – reż. Anders Thomas Jensen. Prod. Dania/Szwecja 2025. Rakuten TV, Apple TV, TVP VoD, Player, e-kinopodbaranami, Nowe Horyzonty VoD, Prime Video, MOJEeKINO, CANAL+VoD, Play Now, polsat box go, Pilot, megogo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”