Film „Prawdziwy ból”. Poruszająca podróż Jessego Eisenberga do Polski

Wędrówka rodzinnymi śladami zamienia się w film wyjątkowy – w prosty sposób opowiada o rzeczach najtrudniejszych.
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Prawdziwy ból
Film pt. „Prawdziwy ból”, reż. Jesse Eisenberg. // Fot. Materiały prasowe

Lubimy się łechtać myślą, że oto sławny amerykański aktor, nominowany do Oscara za „The Social Network”, miał prababcię z Krasnegostawu, a jego krewna mieszka dzisiaj w Szczecinie. Kiedy gruchnęła wiadomość, że swój drugi samodzielnie wyreżyserowany film (po „When You Finish Saving the World” z 2022 roku, wyświetlanym u nas na festiwalu Off Camera) nakręci właśnie w Polsce, wielu pewnie zastanawiało się, jak też pokaże na ekranie ojczyznę przodków. 

Zwłaszcza że jest potomkiem ocalałych Żydów i stara się o polskie obywatelstwo. Jednakże „Prawdziwy ból”, który miał swoją premierę na ubiegłorocznym festiwalu Sundance i dostał tam nagrodę za scenariusz, przynosi dużo więcej niż kolejną pielgrzymkę „śladami dziedzictwa”. 

Filmowa podróż do Polski

Eisenberg gra tu Davida, młodego i bardzo przeciętnego nowojorczyka w bejsbolówce, który na życzenie zmarłej niedawno babci udaje się do Warszawy, a stamtąd na rodzinną Lubelszczyznę. Towarzyszy mu kuzyn Benjamin (gra go znany z „Sukcesji” Kieran Culkin) oraz grupka innych „pielgrzymów”, w tym powracająca do korzeni para amerykańskich emerytów, zamożna rozwódka w poszukiwaniu nowego sensu i dotknięty innym ludobójstwem Rwandyjczyk, konwertowany na judaizm. A przewodzi tej studyjnej wyprawie wykształcony na Oxfordzie młody brytyjski goj. I właściwie wszystko, co dzieje się pomiędzy wymienionymi postaciami, w rozmaitych konfiguracjach, ma swój realny ciężar. Chodzi o upamiętnienie, lecz prawie każdy, zwłaszcza wysokowrażliwy i nadpobudliwy Benji, przywozi ze sobą do Polski własny ból.

Prościutkimi kreskami, ale bez uproszczeń szkicuje reżyser tę odrobinę zwariowaną i nie do końca przewidywalną polską przygodę. Zatroskani ojczystym wizerunkiem mogą spać spokojnie: Warszawa to całkiem normalne miasto, pełne wieżowców, blokowisk i pomników, tyle że paczuszkę zioła trzeba sobie załatwić nielegalnie. Kulminacyjna scena, gdy główni bohaterowie osiągają cel swojej podróży, trzyma w napięciu do samego końca i każe wyłapywać najdrobniejsze polsko-żydowskie niuanse, chociaż daleko jej do otwartej konfrontacji.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Jest także dobrze działająca kolej, aczkolwiek polski widz natychmiast wytropi drobne wpadki w przedstawianiu rodzimego taboru. No i „Prawdziwy ból” odbiera znanemu przewoźnikowi monopol na nokturny Chopina, które tylko z początku brzmią z ekranu ironicznie. W pociągu jadącym do Majdanka ma też miejsce jedna z najbardziej niepokojących scen, kiedy to Benji, dotychczas dusza towarzystwa, nie wytrzymuje ciężaru tej podróży, jej turystycznej beztroski, w wagonie pierwszej klasy. Oglądamy wówczas film o różnorako rozumianym dziedziczeniu traumy i przejętym niejako syndromie ocalałego – w końcu bohater był dużo bliżej swojej żydowskiej babci niż jego kuzyn.

O czym jest „Prawdziwy ból” Jessego Eisenberga

Skomplikowana relacja między nimi dwoma to najciekawszy wątek filmu. Poukładany i nieco sztywny David, z solidną pracą, żoną i dzieckiem, oraz wielkoduszny, błaznujący, ale mocno pogubiony Benji wydają się swoimi przeciwieństwami i zarazem dopełniają się nawzajem. W pewnym momencie David otwiera się wreszcie i przyznaje, że on, uosobienie małego amerykańskiego sukcesu, w gruncie rzeczy zazdrości kuzynowi jego bezpośredniości i empatii, choć przecież łatwo się domyślić, że owe cechy raczej nie ułatwiały Benjiemu życia. 

Film pt. „Prawdziwy ból”, reż. Jesse Eisenberg. // Fot. Materiały prasowe

Postać ta, w interpretacji Culkina godnej wszelkich nagród, jest kluczem do całej opowieści. To ona, niedopowiedziana i rozedrgana, porusza najbardziej niewygodne kwestie, a cierpienie, jakie w sobie nosi i którego bynajmniej nie ukrywa, związane z rodzinną historią, ze świeżą żałobą czy po prostu cierpienie egzystencjalne, najtrudniejsze do uchwycenia i zaleczenia, wynosi film na kolejne poziomy.

Zrealizowany ze skromnym budżetem, w koprodukcji z Polską i z dużym udziałem polskiej ekipy, czasami zabawny i za chwilę łamiący serce, „Prawdziwy ból” należy do tych tytułów, gdzie „mniej” oznacza „więcej”. Pytanie, co zrobić z bolesną przeszłością i z własną tożsamością, to jedno z wielu, które Eisenberg w swoim filmie stawia – i pozostawia bez jednoznacznej odpowiedzi.  

„PRAWDZIWY BÓL” („A Real Pain”) – reż. Jesse Eisenberg. Prod. USA/Polska 2024. Disney+

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”