Ojciec rodziny

„Był pewien gospodarz, który założył winnicę...” (Mt 21, 33-46).
Czyta się kilka minut

W greckim tekście pada tu słowo oikodespotes, złożone z dwóch: oikos, czyli „dom”, i despotes – „władca”, „rządca”, ale także „mąż” (również dlatego, że dom nie musi wcale oznaczać jedynie czterech ścian z dachem, lecz równie dobrze rodzinę, ścisłą lub szerszą). Może właśnie dlatego św. Hieronim, tłumacząc Ewangelię na język łaciński, z reguły oddaje owo oikodespotes określeniem pater familias – „ojciec rodziny”.

Czy nie chce w ten sposób, możliwie najlepiej i z właściwą sobie wrażliwością, oddać charakter władzy Boga? W jakim celu Bóg zakłada winnicę? Czy chce na niej zrobić interes? Czy robi to dla zysku? Czy chodzi Mu o siebie? Nie. Czyni to jako Ojciec zatroskany o swoją rodzinę. To jej mają służyć zebrane w winnicy owoce. Niegodziwi dzierżawcy, którzy chcą je zatrzymać dla siebie, okradają nie tylko Właściciela z dochodów; przetrącają również Jego troskę o najbliższych.

Pan Bóg nie chce innej władzy niż ojcowska. Od Niego pochodzi wszelkie ojcostwo na ziemi. Ojcostwo jest z definicji „byciem dla”: dla domowników, dla żony, dla dzieci, dla innych – nieraz niekoniecznie spokrewnionych, ale traktowanych jak członkowie szerokiej rodziny. Bóg jest Ojcem, takie jest Jego imię. Skoro je objawił, to pewnie dlatego, byśmy umieli przeżywać posłuszeństwo względem Niego coraz dojrzalej, z coraz większym szacunkiem, ale i wolnością – tak jak odnosimy się z wdzięcznością do naszych rodziców.

Margines Biblii, którą na co dzień czytam, odesłał mnie jeszcze do innego fragmentu Mateuszowej Ewangelii. W 13. roz­dziale czytamy zdanie Jezusa (Mt 13, 52): „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa, podobny jest do ojca rodziny (oikodespote; patri familias), który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.

Oto mamy obraz kogoś, kto chce przewodzić innym we wspólnocie Ludu Bożego, w Kościele. Jakich potrzebuje kwalifikacji? Jakich umiejętności? Otóż, jak widać, nie wystarczy jedynie to, że jest „uczony” – nawet to, że jest „uczony w Piśmie”: nauczył się teologii, potrafi błyskotliwie objaśnić Słowo. Musi mieć odwagę stać się ojcem. Ojcem rodziny. Nie może się bać prawdziwych i poważnych relacji: rzeczywiście głębokich i zobowiązujących, jak więzy rodzinne. Musi wiedzieć, że skarby, które mu powierzono, nie są jedynie dla niego (choć w oczywisty sposób jego budują najpierw). Budowanie Kościoła nie jest akademickim wykładem; jest tworzeniem rodziny. Wie to każdy, kto poddał się prawom Królestwa („uczeń Królestwa”). Warto to sobie na nowo uświadomić w naszym pokoleniu, zapewne nie bez powodu nazwanym „pokoleniem bez ojców”. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 13/2019