Dobra zmiana, do której po objęciu władzy przez koalicję KO-Trzecia Droga-Lewica doszło w polityce równościowej oraz tej dotyczącej praw kobiet i mniejszości, ominęła migrantów. Na granicy z Białorusią trwa praktyka zawracania ludzi usiłujących ją nielegalnie przekroczyć (tzw. pushbacki), a kilka dni przed wyborami do Parlamentu Europejskiego premier, nie pierwszy raz, ludzi nielegalnie przekraczających granicę opisuje jak masę – bezkształtne narzędzie, o którym można opowiadać językiem wojskowych.
W BIAŁYMSTOKU i Warszawie Donald Tusk mówił o ostrzeżeniach służb przed eskalacją kryzysu na polskiej granicy wschodniej. Organizacją przemytu ludzi ma zajmować się już bezpośrednio Rosja; rolę hubu przesiadkowego przejęły Zjednoczone Emiraty Arabskie; obywateli głównie irackiego Kurdystanu zastępują Syryjczycy i Afgańczycy.
Co więcej, prowokacje z wykorzystaniem migrantów mogą dotyczyć całej, długiej na 2,5 tys. km granicy Unii z Rosją i Białorusią. Zmianę potwierdzają liczby: w trzecim tygodniu maja Straż Graniczna odnotowywała średnio ćwierć tysiąca prób nielegalnego przejścia przez granicę (przy czym za część trendu odpowiada cieplejsza pora roku, a w przeszłości za „usiłowanie przekroczenia” SG uważała samo zauważenie ludzi blisko granicy). W kwietniu na wschodniej granicy Niemiec zatrzymano 670 osób próbujących wjechać pomimo braku zgody na pobyt (w styczniu było ich tylko 30). Nie ma więc wątpliwości, że ruch migracyjny rośnie, choć niemiecka prasa zaznacza, że tylko połowa zatrzymywanych ma wizy rosyjskie (według Tuska: ponad 90 proc.), a większość dociera tam trasą bałkańską, przez Słowację i Czechy lub Polskę.
TUSK ZAPOWIADA wyłożenie 10 mld zł na projekt budowy „bezpiecznej granicy wschodniej”, w tym „systemu fortyfikacji, a także takiego ukształtowania terenu, decyzji środowiskowych, które spowodują, że ta granica będzie nie do przejścia dla potencjalnego wroga”. Powiedział też, że „nie będzie to ładne i estetyczne”, i że cierpi z tego powodu.
W tym czasie Finlandia, Norwegia, państwa bałtyckie i Polska zdecydowały o tworzeniu „muru z dronów”, czyli stałego systemu monitoringu i szybkiego reagowania z powietrza. W parlamencie w Helsinkach trwa procedowanie ustawy pozwalającej strażnikom granicznym na cofanie migrantów na rosyjską stronę bez rozpatrywania ich wniosków azylowych (Finowie uważają, że jest to zgodne z konwencją o uchodźcach, która w pewnych okolicznościach dopuszcza taką procedurę). Nowe przepisy zakładają, że każdy, kto spróbuje przekroczyć granicę nielegalnie, „zostanie odesłany do Rosji, nawet jeśli Rosja nie zgodzi się go przyjąć”. Od Włodawy po Lappeenrantę pushbacki stają się więc praktyką uznawaną za normę, a pytanie o zaminowanie granicy wschodniej (na które polski premier odpowiedział przecząco) padnie w przyszłości nie jeden raz.
WSPÓŁGRA TO ze zmianami na południowej granicy zewnętrznej Unii: aprobatą dla administracyjnych ograniczeń pomocy migrantom na Morzu Śródziemnym oraz cedowaniem odpowiedzialności za zatrzymywanie ludzi na państwa północnej Afryki. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen podróżuje z włoską premier Giorgią Meloni podpisywać umowy z Egiptem. Strach przed korzystnym dla polityków, którzy sprzeciwiają się dalszej integracji, podziałem mandatów w nowym Parlamencie Europejskim doprowadził wśród liberałów do niepisanej zgody: z konwencji mówienia językiem inkluzywnym można wyłączyć migrantów.
Polski premier mówi więc o operacjach Rosji: „Dostaliśmy potwierdzenie – i to jest niepokojący scenariusz – że presja na wschodnią granicę Polski to nie spontaniczna migracja ludzi” (jakby w czwartym roku kryzysu była to nowość). O unijnym pakcie migracyjnym: „Udało się nam uzyskać takie zapisy, które czynią pakt mniej groźnym niż na początku” („groźny” brzmi inaczej niż „niekorzystny”). A także o miejscach koncentracji „zorganizowanych grup migrantów” (to zbitka słów aluzyjnie prowadząca przecież do zorganizowanych grup przestępczych). Choć za państwo wrogie uznaje Rosję, to „białoruski lewarek” – niczym broń ręczna w rękach migrantów – staje się symbolem przedwyborczej narracji o granicy.
MIGRANCI – zróżnicowana przecież grupa – nie mają swojej reprezentacji, a lęk przed nimi wpisuje się w troskę o bezpieczeństwo, tak łatwą do nadużywania przez polityków. Robi to także Koalicja Obywatelska – przypomnijmy jej manipulacyjny spot wyborczy z września 2023 r., w którym obrazom młodych, czarnych mężczyzn w kapturach towarzyszyły komunikaty o domniemanym zagrożeniu oraz sugestie, że ówczesny rząd Zjednoczonej Prawicy wpuszcza do kraju ludzi niebezpiecznych. A także spot wcześniejszy, z lutego 2023 r., w którym grano na emocjach antymuzułmańskich.
Zamiast prowadzić skuteczną politykę deportacyjną, która objęłaby zapewne większość osób nielegalnie przekraczających granicę; zamiast rozliczyć praktyki Straży Granicznej z czasów rządu Zjednoczonej Prawicy (trudno za takie rozliczenie uznać symboliczne i niemające wpływu na los ludzi odwołanie poprzedniej rzeczniczki Podlaskiego Oddziału SG), politycy używają głównie słów. Od Viktora Orbána w 2016 r. po Donalda Tuska i wielu innych polityków z unijnego mainstreamu w roku 2024 – używają ich jak broni.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















