Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

O śmierci z przymrużeniem oka

O śmierci z przymrużeniem oka

01.02.2011
Czyta się kilka minut
Rainer Maria Rilke prosił w wierszu: "Każdemu daj śmierć jego własną, Panie, / daj umieranie, co wynika z życia". Te słowa mogłyby stać się mottem zapisków Anatole’a Broyarda.
Z

Zmarły w 1990 roku pisarz sporządzał je w ostatnich miesiącach życia, chory na raka prostaty. W tomie "Upojony chorobą" zostały uzupełnione o poprzedzający je nieomal o dekadę cykl szkiców "Literatura śmierci" oraz opublikowane po raz pierwszy w 1954 roku opowiadanie "Co powiedział cytoskop".

Książka Broyarda wyróżnia się pośród obfitej dziś "literatury choroby". Nie ma w niej medycznego żargonu ani patofizjologicznych szczegółów. Próżno tu szukać melodramatycznych westchnień, nie brak za to humoru. Autor chciał przejść przez chorobę we własnym stylu. Opowiedzieć ją sobie i innym, ponieważ opowiadanie należy do najskuteczniejszych sposobów uśmierzania lęku przed nieznanym. Poradniki i autobiograficzne świadectwa, do których dotarł, pomijały emocjonalny aspekt choroby lub też starały się zarazić chorego pozytywnym myśleniem: "jako bardziej uduchowione niż wiarygodne nie budzą mojego zaufania". Nie mógł też przyjąć choroby i śmierci mechanicznej, sterylnej, zmedykalizowanej.

Równocześnie jego rozważania pozostają poza perspektywą religii czy "oswajających" mitów. Jako krytyk i smakosz literatury wolał wrócić do "Śmierci Iwana Iljicza", do "Czarodziejskiej góry" i "Pod wulkanem". Czytał także eseje Susan Sontag, której zarzuca niedocenianie pozytywnych metafor choroby. Zastanawia się na przykład, czy nie łatwiej byłoby nam traktować raka jako wynik, wręcz ukoronowanie życia. Swoje guzy prostaty chętnie uznałby za rezultat wybujałej erotyki. Taka opowieść, niezdarnie i fałszywie, wpisałaby jednak chorobę w logikę życia. Ale czy, jak zdaje się sugerować Broyard, łatwiej przyjąć nowotwór, na który człowiek sam sobie "zasłużył" obżarstwem lub nałogiem? Czy poczucie winy jest mniej trujące od gniewu na ślepy los? Pomysł "seksualizacji" choroby nowotworowej wydaje się ryzykowny, ale chyba słusznie zauważa Broyard potrzebę pogodzenia się z ciałem, oswojenia lęku przed postępującym niedołęstwem i oszpeceniem.

W prowokacyjnym tekście "Pacjent bada lekarza" Broyard postuluje partnerski stosunek medyka i chorego. Do cierpiącego trzeba mówić - i nie chodzi tu o fałszywą nadzieję czy pocieszenie. Pomaga choćby wyjaśnienie, na czym polega badanie, po co wkłuwa się igły i przyczepia plastikowe rurki. Młodzi medycy mogliby na studiach poczytać trochę wierszy. Może łatwiej znajdowaliby odpowiednie słowa, potrafili wykazać zainteresowanie i zrozumienie dla chorego, który wkrótce samotnie zmierzy się ze śmiercią; "w tej obcej krainie lekarz jest jedynym przyjacielem chorego". Sam Broyard jest gawędziarzem, duszą towarzystwa i chciałby trafić na dowcipnego lekarza, którego mógłby oczarować, wciągnąć w swoją opowieść.

Może nawet w szpitalnym łóżku nie trzeba zachowywać śmiertelnej powagi? Nie zawsze da się zauważyć "komiczną" stronę tragedii, trząść się ze śmiechu, obserwując nieposłuszeństwo własnego organizmu, spuszczoną z łańcucha fizjologię. Broyard z goryczą jednak przyjmuje fakt, że jego dowcipni przyjaciele nagle przybrali grobowe miny: "przypominają mi stado ptaków, które unosi się znad wody ku zachodzącemu słońcu". Pisze o eksperymentach psychologicznych, w których przewlekle chorym podawano niewielkie dawki substancji halucynogennych. Niektórych pacjentów narkotyki uwalniały od depresji, pomagały rozmawiać z rodziną, a także wywoływały sztuczne, ale jednak kojące, wielobarwne upojenie.

Przez nieomal całe dorosłe życie Anatole Broyard poddawał się psychoanalizie. Swoje terapeutyczne monologi traktował jak rozdziały autobiograficznej powieści: "miałem literaturę zamiast osobowości, zbiór opowiadań o sobie", wspominał w wydanym pośmiertnie autobiograficznym zbiorze "Kafka was the rage: A Greenwich Village Memoir". Urodził się w 1920 roku w Nowym Orleanie, w robotniczej rodzinie kreolskiej o afroamerykańskich korzeniach. Kiedy był dzieckiem, rodzina przeprowadziła się na Brooklyn. W życie zawodowe wkraczał jako weteran II wojny światowej. Postanowił zostać pisarzem - ale nie "czarnym pisarzem". Porzucił pierwszą, portorykańską żonę i córeczkę i rzadko mówił o swoim pochodzeniu. Było to o tyle łatwe, że miał jasną skórę i brakowało mu typowo "murzyńskich" rysów. Zamieszkał w Greenwich Village, gdzie - jak wspominał po latach - ludzie byli samorodkami albo "wyskoczyli ze stron kiczowatych powieści". Otworzył księgarnię przy Cornelia Street, ale z bólem serca rozstawał się z każdą książką i interes szybko padł. Intelektualne i erotyczne przygody na dolnym Manhattanie oraz związek z szaloną abstrakcyjną malarką Sheri Martinelli opisał pod koniec życia w "Kafka was the rage".

Był błyskotliwym krytykiem literackim w "New York Timesie" i duszą towarzystwa. W 1961 roku poślubił Alexandrę, śliczną blond-balerinę pochodzącą z rodziny norweskich imigrantów. Dzieciom z drugiego małżeństwa nigdy nie powiedział o swoim pochodzeniu. To "ukrywanie" tożsamości stało się po śmierci Broyarda przedmiotem kontrowersji; esej na ten temat opublikował w "New Yorkerze" Henry Louis Gates Jr. (rozszerzona wersja ukazała się w wydanym w 1997 roku zbiorze "Thirteen Ways of Looking at a Black Man"). Postać Colemana Silka z powieści Philipa Rotha "Ludzka skaza" bardzo przypomina Broyarda, ale autor wypiera się takiej inspiracji. W 2008 roku Bliss Broyard, córka Broyarda z drugiego małżeństwa, opublikowała książkę o rodzinnej tajemnicy.

W 1954 roku Broyard rzucił na kolana literacki świat opowiadaniem "Co powiedział cytoskop". To historia umierania ojca, które dla syna jest antycypacją własnej śmierci. Jak przyznaje Broyard, rzadko rozmawiali - najpierw ojciec był zajęty, potem dorosły syn stał się niecierpliwy. Za sprawą choroby Anatole odkrywa, jak niesamowicie ciężka jest ojcowska czerwona skrzynka na narzędzia. Opiekując się chorym, sam przejmuje rolę rodzica, i jakby w tańcu śmierci podrywa lalkowatą pielęgniarkę. Już tylko dla tego opowiadania warto sięgnąć po "Upojonego chorobą". Ta książka stara się uczłowieczyć cierpienie, choćby przez delikatną prowokację i ironię.

Anatole Broyard, Upojony chorobą. Zapiski o życiu i śmierci. Wybrała i opracowała Alexandra Broyard, słowo wstępne Oliver Sacks. Przełożyła Agnieszka Nowakowska. Wołowiec 2010, Wydawnictwo Czarne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]