Reklama

Noble 2017, Fizyka: za fale grawitacyjne

Noble 2017, Fizyka: za fale grawitacyjne

03.10.2017
Czyta się kilka minut
Laureatami zostali Rainer Weiss (pierwsza połowa nagrody) oraz Barry C. Barish i Kip S. Thorne (druga połowa). Ilustruje to nie tylko milowy krok w rozwoju naszej wiedzy o świecie, ale stanowi też świetny komentarz do struktury nauki jako takiej.
Fot. JONATHAN NACKSTRAND / AFP / EASTNEWS
Fot. JONATHAN NACKSTRAND / AFP / EASTNEWS
G

Gdy 11 lutego 2016 roku zespół prasowy detektora LIGO - potężnego przedsięwzięcia badawczego niestrudzenie poszukującego fal grawitacyjnych od 2002 roku - ogłosił ich wykrycie, było jasne, że zasługuje ono na Nagrodę Nobla. Królewska Szwedzka Akademia Nauk bardzo rozsądnie nie zwlekała - już choćby dlatego, że kluczowe postaci w historii tego odkrycia mają za sobą wiele dekad niestrudzonej pracy i już najwyższy czas przyznać im to najbardziej prestiżowe z wyróżnień.

Pierwszą połowę nagrody otrzymał 85-letni Rainer Weiss, który od lat 60. i 70. opracowywał od strony teoretycznej możliwość bezpośredniego wykrycia fal grawitacyjnych. Fale te, stanowiące wędrującą deformację czasoprzestrzeni, nie są po prostu cząstkami, które można „złapać” jak motyla w siatkę. Właściwym sposobem ich badania jest stałe, ultra precyzyjne monitorowanie geometrii otaczającej nas przestrzeni. Wspomniany projekt LIGO, którego ideę opracował m.in. właśnie Weiss, składa się z dwóch olbrzymich detektorów w kształcie litery „L”, których wymiary i proporcje monitoruje się z wielką dokładnością dzięki stale pracującym laserom. Choć trudno jest to sobie wyobrazić, dokonane w zeszłym roku odkrycie polegało właśnie na potwierdzeniu wystąpienia przelotnego zaburzenia kształtu otaczającej nas przestrzeni. Dzięki temu, że LIGO składa się z dwóch detektorów odległych o parę tysięcy kilometrów, można wykluczyć lokalne deformacje, np. pochodzenia sejsmicznego.


CZYTAJ TAKŻE: NAGRODA NOBLA 2017 >>>


Drugą połowę nagrody otrzymali wspólnie Barry C. Barrish i Kip Thorne. Nazwisko Thorne'a znane jest każdemu, kto miał bliższy kontakt z ogólną teorią względności: już choćby dlatego, że jest on współautorem (z Charlesem Misnerem) klasycznego podręcznika z 1973 roku, zatytułowanego po prostu „Gravitation”. Thorne (77 lat) od dawna bada przewidywania tej teorii w opisie zjawisk astrofizycznych. Wykryty w 2016 roku sygnał grawitacyjny został wyemitowany, gdy dwa obiekty astronomiczne o olbrzymiej masie - najprawdopodobniej czarne dziury - obracały się wokół siebie z wielką prędkością, ostatecznie zlewając się w jeden obiekt. O ile bowiem każde ciało przyspieszające deformuje w niewielkim stopniu czasoprzestrzeń, aby zmiana ta dała się wykryć, musi być to prawdziwie potężne zdarzenie. Thorne opisywał od strony teoretycznej właśnie tego typu zjawiska. W ostatnich latach stał się też „twarzą” fizyki relatywistycznej, występując w licznych filmach popularnonaukowych, a także będąc konsultantem naukowym dla Hollywoodu, choćby przy powstawaniu popularnego filmu science-fiction Christophera Nolana „Interstellar” (2014).

Barrish (81 lat) reprezentuje zwłaszcza organizacyjną stronę przedsięwzięcia. Jeszcze w zeszłym roku, gdy po lutowym odkryciu ruszyły spekulacje na temat rozdziału przyszłych Nagród Nobla, Barrisha określono w mediach jako „cichego lidera”, a w czasopiśmie „Science” pojawił się artykuł o sugestywnym tytule „Czy Nagroda Nobla ominie wielkiego budowniczego detektora fal grawitacyjnych?”. Dokonanie przełomowego odkrycia to przedsięwzięcie tyleż naukowe, co organizacyjne. Już od lat 70. XX wieku było wiadomo, że na płaszczyźnie teoretycznej odkrycie takie jest możliwe – to jednak nie to samo, co przedstawienie realnego planu działań: od strony naukowej, organizacyjnej czy finansowej. Thorne i Weiss spotkali się na przestrzeni lat wielokrotnie, a w latach 80. wielokrotnie próbowali razem zrealizować wczesną wersję projektu LIGO. Bezskutecznie - ich wnioski zostały wielokrotnie odrzucone. W 1994 roku kierownikiem inicjatywy LIGO został Barrish i jeszcze w tym samym roku projekt ten uzyskał niebywałe na ówczesne czasy finansowanie, w wysokości 395 milionów dolarów, co błyskawicznie przekute zostało na działanie.

Tegoroczna Nagroda Nobla ilustruje więc nie tylko milowy krok w rozwoju naszej wiedzy o świecie, ale stanowi też świetny komentarz do struktury nauki jako takiej. Gdyby dało się ją dzielić na więcej niż trzy części, otrzymalibyśmy jeszcze lepszy wgląd w subtelności stojące za każdym wielkim współczesnym odkryciem tego typu - na razie musi nam jednak wystarczyć taka rozdzielczość.


ZOBACZ TAKŻE: 

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zwykle tego nie robię, ale przy okazji tegorocznego Nobla uznałem, że powinienem. Jeszcze wczoraj wieczorem czytałem o prof. Andrzeju Trautmanie i jego wkładzie w teorię fal grawitacyjnych - dziś nagrodę dostali kontynuatorzy badań i dociekań polskiego uczonego. Czytałem w ŚWIETNEJ, najlepszej moim zdaniem popularnonaukowej książce z dziedziny fizyki EVER jaka się w Polsce ukazała. Książce, która w sposób maksymalnie przystępny (co nie znaczy zawsze łatwy...) przybliża i wyjaśnia osiągnięcia i dokonania nie tylko fizyki, także astrofizyki i kosmologii z ostatnich kilku dekad. Dla pokolenia, które studia kończyło w czasach, kiedy laser był ledwie cudacznym wynalazkiem a czarne dziury - fantasmagorią pomylonych naukowców, to pozycja absolutnie obowiązkowa. "Czy wielki wybuch był głośny?". Karolina Głowacka, rozmowy z Jean-Pierre Lasota. Gorąco polecam wszystkim ciekawym świata.

Ja naukę fizyki skończyłem ostatnim egzaminem w 1973r. Tak sobie wymyśliłem, że mogło to być wtedy, kiedy ja biegłem na ten egzamin przez Rynek [Kraków] w kierunku al. Mickiewicza a w tym samym czasie w Krakowie na Sympozjum Unii Astronomicznej z okazji 500 rocznicy urodzin Kopernika, niejaki Brandon Carter ogłaszał Zasadę Antropiczną. Zainteresowani wiedzą o co chodzi, a mniej zainteresowanych odsyłam do googli. To wszystko miało miejsce 44 lata temu. Mój Nauczyciel akademicki dopatrywał się często piękna równań, np Maxwella. Dopiero niedawno, kiedy zacząłem dobijać do 70-ki wróciłem do Fizyki i u Paula Diraca zrozumiałem co ten mój dawny fizyk miał na myśli. Dirac - z natury mruk - uciekał od pytań na temat swojej pracy twierdząc, że człowiek nie ma w swoim języku takich słów aby te zjawiska opisać, wyjaśnić. Może to zrobić tylko matematyka i fizyka. W Krakowie jest taka instytucja, która zowie się COPERNICUS CENTER PRESS. Ja z ich zdobyczy [książki, wykłady itp] korzystam już kilka lat. Poprosiłem więc ich aby polecili mi coś prostego, taką Fizykę dla wieśniaków. I teraz uwaga: właśnie Pan dr Łukasz Lamża zaproponował mi książkę pt. Droga do rzeczywistości, której autorem jest Sir Roger Penrose - profesor Oksfordu.Książka ma tylko 1100 stron. Ponadto w tej instytucji ukazała się książka autorstwa dr Lamży Wszechświat krok po kroku, na którą oczekuję. W CCPress mają książki dla dużych i małych, dla starych i dla dzieci :). Polecam serdecznie wejście na stronę CCPress, jest co wybrać. Można też w księgarni na Brackiej 14. Obracanie się w tym świecie jest piękniejsze niż opera, nie wszystko trzeba i można zrozumieć. Wystarczy tylko spróbować sobie wyobrazić np odcinek o długości 10 do potęgi -35metra. Jeżeli ktoś to potrafi, to z mechaniką kwantową już jest za pan brat. :))))

dziękuję za Penrose'a - volumen nieco paraliżuje, ale na pewno warto

Z tego co pamiętam ma pan za sobą studia techniczne. Proponuję więc odszukać przynajmniej notatki z wykładów z matematyki albo starego Żakowskiego, będą potrzebne, niestety :)

notatki z wykładów!... i postać docenta [później profesora] Franciszka Bierskiego, człowieka - legendy dla pokoleń studentów AGH... kiedy parę dekad później przyglądałem się popłuczynom po matematyce w programie szkół średnich czułem jednocześnie i zgrozę, i zniesmaczenie

Do tego też coś mogę dodać, bo mnie ręka zaświerzbiła. Mam nadzieję, że panowie z CCPres z ks prof Hellerem poczytają. Jakieś 7 lat temu, moja córka będąca chyba na czwartym roku Farmacji potrzebowała pomocy z podstaw rachunku różniczkowego. Miasto powiatowe w pobliżu Krakowa [ dwa LO, Zespół Szkół Technicznych...]. Nie znalazł się ani jeden nauczyciel, wykładowca czy profesor [tak ich w LO tytułują], który by się tego podjął!Oni nie umieli i nawet nie chciało się im bronić honoru nauczyciela matematyki. Ma Pan dowód na pana zniesmaczenie i zgrozę. I dalej. Za moich i zapewne pana czasów, w większości wypadków szło się na egzamin do mistrza [profesora], który niejednokrotnie zasuwał tą kredą po tablicy, a jak miał uczulenie na kredę to zakładał rękawiczkę skórzaną [miałem takiego]. Einstein miał w swoim gabinecie dwie tablice: na jednej pracował na codzień i ścierał ją pod koniec dnia, a na drugiej były zapisane najnowsze wzory - odkrycia i ścierał ją dopiero kiedy okazało się, że sam obalił te odkrycia. Tak pracował przy tzw Teorii Wszystkiego, której nadal nie ma. Na naszych uczelniach teraz panują slajdy i testy a student zna profesora przeważnie z tabliczki na drzwiach. I to jest smutne! A Pan Gowin głupoty klepie, klepie, klepie... A u władzy mamy absolwentów uczelni wyższych, reprezentujących poziom intelektualny poniżej [ i tu się wstrzymam]. Przepraszam jeżeli trochę przesadzam, ale tak już mam w tych sprawach :). Miłej lektury sir Penrose*a.

Nieraz spotykałem w życiu tzw. humanistów, którzy z rozbrajającą szczerością, wręcz dumą i uśmiechem na twarzy oświadczali publicznie coś w tym stylu: "a ja z matematyki/fizyki byłam/em dętka...". To zwykle wygadane jak gramofon okazy, kompulsywnie elokwentni, często z z ambicjami na przywódców. Po katastrofie z nauczaniem matematyki w szkołach średnich (czyj to był kuźwa poroniony pomysł?!...), wyrzuceniu jej z obowiązkowych matur, kraj zalało tsunami wyszczekanych pseudointeligentów. Znaleźli zatrudnienie w marketingach itepe - ale największe szkody poczynili ci, co swą szansę dostrzegli w robieniu kariery partyjnej. No i mamy teraz zalew półgłówków w parlamencie, na ekranach serwisów informacyjnych tv. P.S. Gowin? nie zdziwiłbym się, gdyby był jednym z tych dumnych i bladych, co pochodnej od całki nie rozróżniają.

Pan pisze o poziomie w szkołach średnich, a ja pracowałem tuż przed odejściem na emeryturę z kilkoma młodymi inżynierami po tych wykładach slajdowych i egzaminach jak na prawo jazdy [testy]. To było straszne doświadczenie i bodajbym tego nie doświadczył. Jeden z drugim miał trudności z napisaniem prostego pisma lub z przeczytaniem ze zrozumieniem. Czasopismo techniczne lub jakiś artykuł? Po co? Nie wspomnę już o korzystaniu z literatury fachowej czy poradników. Chciałem podarować swój poradnik inżynierski komuś. Nie było chętnych. To gdzie tu teraz i z kim rozmawiać o falach grawitacyjnych? I po co? To nas starych ma tylko interesować? Dlatego na koniec, myślę że Pan pozwoli, że w imieniu tego licznego grona dyskutantów [Pan i ja] zwrócimy się do doktora Łukasza z apelem: Wy, młodzi pracownicy nauki i techniki nie pozwólcie na to co się dzieje obecnie w Polsce. Aby o tym co się dzieje w tej dziedzinie życia nie decydowali dyletanci, ludzie źle wykształceni, którzy o elicie naukowej mówią wykształciuchy... Chyba Amen.

P.S. Swoim dzieciom przekazałem jasno i dobitnie: w szkole najważniejsze są wf - ładujecie akumulatory na całe życie, angielski - prosta sprawa - i matematyka, nauczy was myśleć. Kilkanaście lat w szkole to niestety w większości zmarnowany czas, potencjał poznawczy i energia młodych ludzi. Wina archiwalnych i przeładowanych programów, zabytkowej pruskiej metodyki, systemu wreszcie. Problemy z młodymi absolwentami "wyższych uczelni" znam, także z autopsji. To jest zjawisko hiperinflacji studiów, jaka się dokonała w Polsce w ciągu ostatnich 3 dekad. Ale to nie znaczy, że nie ma kumatych i ambitnych - znaczy tyle, że tytuł mgr inż się zdewaluował.

Wydał to Prószyński i S-ka i chcą 120 zł. Ja kupiłem w krakowskim ZNAK, 40 zł taniej.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]