Nic za darmo

W wielki Post, wzorem Chrystusa, trzeba wyjść na pustynię, tzn. zająć się modlitwą, słuchaniem kazań, robieniem szczegółowego rachunku sumienia. Oraz przystąpić do spowiedzi wielkanocnej, choć takowa nie istnieje.
Czyta się kilka minut

Jeśli już, to można mówić o komunii wielkanocnej, choć i ta nazwa jest na wyrost. Przykazanie mówi: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty. Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą”. To znaczy, że np. spowiadam się w styczniu, a do komunii przystępuję na Wielkanoc, np. w kwietniu.

Władza kościelna chciała przemóc pewien typ pobożności, polegający na powstrzymywaniu się od przystępowania do tych sakramentów. W rezultacie utarła się taka oto praktyka: rekolekcje kończyły się spowiedzią, po której od razu przystępowano do komunii. Najczęściej raz. A ponieważ spowiedź oderwała się od rekolekcji i przeniosła na ostatnie dni Wielkiego Tygodnia, stąd mamy przed konfesjonałami kolejki. Dlatego warto już na początku Wielkiego Postu zastanowić się nad swoim podejściem do tej tradycji. Może nam w tym pomóc wspomniane wyjście na pustynię, pod warunkiem, że zabierzemy ze sobą wszystko to, z czego już się składa, i będzie składać w przyszłości, nasze życie. Tak do swoich czterdziestodniowych „rekolekcji” podchodził Jezus.

Czytając opisy pobytu Jezusa na pustyni, łatwo zauważyć, że ewangelistom chodzi o przedstawienie przepisu, scenariusza chrześcijańskiego życia. Pokazują też, w jaki sposób szatan i my sami z siebie próbujemy ten scenariusz przerobić. W opisie kuszenia chodzi o nakłonienie Jezusa, a więc i nas, do wyzbycia się wolności. Zaczyna się od podważania konieczności uczciwego podejścia do relacji międzyludzkich, z Bogiem i ze światem. Następnie próbuje się osłabić zaufanie do Boga i Jego wierność przymierzu, i ostatni cios – szantaż, próba zawładnięcia Bogiem pod groźbą porzucenia Go. Bóg, jeśli chce coś znaczyć, musi udowodnić, że potrafi na to zasłużyć. Miłość, jako więź z Bogiem, ludźmi i światem, to mrzonka. Wolność – złudzeniem. Sumienie – marzycielskie rozmamłanie, które należy wziąć w karby prawa. Nic za darmo, na błogosławieństwo też trzeba zasłużyć.

Karl Rahner mówi: „W odniesieniu do przykazań kościelnych, niemających bezpośrednio statusu przykazań Bożych, istnieje znacznie szerszy margines interpretacji ze strony jednostki, która niewątpliwie może uznać, że w pewnych okolicznościach nie jest w swoim sumieniu zobowiązana do przestrzegania określonego przykazania kościelnego, określonego kościelnego rozporządzenia. W takich przypadkach na przykład miłość, a nie tylko sytuacja przymusowa, może nas zwolnić od przykazania kościelnego, całkiem niezależnie od tego, że istnieje oczywiście możliwość wyraźnej kościelnej dyspensy udzielonej przez władzę kościelną”. Nie spieszmy się więc z tworzeniem nowego liber poenitentiales. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 8/2018