Napiórkowski zamiast Kostry: czy to dobra zmiana w Muzeum Historii Polski?

Gdybym chciał stworzyć hipernowoczesne muzeum, Marcin Napiórkowski byłby pierwszą osobą, do której bym się zwrócił. Jednak procedura powołania i odwołania dyrektora MHP każe – zamiast o koncepcjach – znów mówić o przekleństwie polaryzacji.
Czyta się kilka minut
Nowy dyrektor Marcin Napiórkowski i ministra kultury Hanna Wróblewska na briefingu prasowym dotyczącym Muzeum Historii Polski. Warszawa, 26 września 2024 r. // Filip Naumienko / REPORTER
Nowy dyrektor Marcin Napiórkowski i ministra kultury Hanna Wróblewska na briefingu prasowym dotyczącym Muzeum Historii Polski. Warszawa, 26 września 2024 r. // Filip Naumienko / REPORTER

Muzeum Historii Polski nie powinno być instytucją polityczną, bo istnieje taki sposób opowiadania o dziejach naszego kraju, który jest w stanie uwzględnić różne wrażliwości i światopoglądy. Tak postrzegał swoją misję dotychczasowy dyrektor Robert Kostro, tworzący tę placówkę od podstaw, początkowo w oparciu o więcej niż skromny budżet.

Historycy bronią Roberta Kostrę

„Z mojego doświadczenia wynika, że wbrew pozorom istnieje w Polsce możliwość wypracowania konsensusu co do rzeczy ważnych i fundamentalnych, nawet budzących takie emocje jak narodowa historia” – mówił Kostro w ubiegłorocznym wywiadzie dla „Tygodnika”. O jakości działań dotychczasowego dyrektora najlepiej świadczą krytyczne opinie na temat jego odwołania, dobiegające w tych dniach z niemal wszystkich środowisk zajmujących się w naszym kraju historią.

Przez 18 lat pracy w powierzonej mu placówce człowiek ten – można go nazwać konserwatystą, można „sierotą po PO-PiS-ie”, ale można po prostu państwowcem, zestawiając z kierującym wciąż Muzeum Powstania Warszawskiego Janem Ołdakowskim – przygotowując koncepcję wystawy stałej i pierwszych wystaw czasowych zapraszał do współpracy szerokie grono fachowców. Spierali się oczywiście (jak mówił Kostro we wspomnianym wywiadzie: najostrzej o wolną elekcję w dawnej Rzeczypospolitej), ale też uzgadniali wspólne stanowisko, jak Wojciech Roszkowski i Andrzej Friszke na temat nadmiernie apologetycznego przedstawienia rządów sanacji w jednym z pierwotnych projektów.

Były dyrektor Muzeum Historii Polski Robert Kostro. // Fot. Wojciech Olkuśnik / East News

Nawet będący ofiarą PiS-owskich represji były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej Paweł Machcewicz wystawia Robertowi Kostrze świadectwo człowieka „wyróżniającego się umiarkowaniem, otwartością na dialog i rzeczywistą troską o powierzoną mu instytucję”.

…a ministra Hanna Wróblewska krytykuje

Zwłaszcza ta ostatnia fraza Machcewicza – cytuję jego tekst z „Gazety Wyborczej” – warta jest podkreślenia, bo kwestionuje przyczyny, dla których resort kultury przeprowadził procedurę odwołania dotychczasowego dyrektora MHP. Przywołany jako jeden z powodów „niski poziom wykorzystania środków” w 2021 i 2022 r., podobnie jak spór prawny z wykonawcą inwestycji samego budynku muzeum, może świadczyć raczej o odpowiedzialności szefa placówki. Przyznajmy: zdania ministry Hanny Wróblewskiej, tłumaczącej wymianę dyrekcji „chęcią zobiektywizowania kosztów, które zostały poniesione i będą jeszcze ponoszone w związku z tą inwestycją oraz budową wystawy stałej”, brzmią dość ogólnie.

Zresztą zaproponowanie Kostrze przejścia na stanowisko zwierzchnika Instytutu Pileckiego – instytucji publicznej, również dysponującej pokaźnym budżetem – zdaje się mówić, że nie mamy do czynienia z kimś niegodnym zaufania.

Kim jest nowy dyrektor Muzeum Historii Polski

W „Tygodniku Powszechnym” mieliśmy okazję współpracować zarówno z odwoływanym, jak też z nowym dyrektorem Muzeum Historii Polski. Wszystko, co wiemy o Marcinie Napiórkowskim, wszystko, co na tych łamach opublikował (np. ostro krytykując antyimigranckie akcenty kampanii PO przed ostatnimi wyborami), świadczy, że nie mamy do czynienia z partyjnym nominatem. Sukces współtworzonego przezeń musicalu „1989”, a następnie książka „1989. Pozytywny mit” udowadniają, że o najnowszej (czytaj: najbardziej z naszej perspektywy kontrowersyjnej) historii Polski potrafi opowiadać językiem żywym, odważnie wykorzystującym tropy popkulturowe, by użyć jego własnej frazy: polifonicznie. 

„Dziś naszą wyobraźnię meblują marazm, nierówności i polaryzacja. Pora odzyskać różnorodne opowieści o wolności, równości i braterstwie, na których zbudowana była Solidarność. Bo ona ma przyszłość” – pisał o tym u nas kilka miesięcy temu.

Szybki przegląd publikacji Napiórkowskiego (ech, gdyby potępiającym go w czambuł prawicowym publicystom chciało się sięgnąć głębiej niż po biogram z Wikipedii…) pokazuje horyzont jego zainteresowań, od ostatniej książki Doroty Masłowskiej, przez wałbrzyski Złoty Pociąg, imperium Lechitów i modę na serialowe sequele (piszący próbną maturę z polskiego w 2023 r. wiedzą, o co chodzi – dostali tamten tekst do analizy…), po znakomitą książkę o pamięci Powstania Warszawskiego. Zaprawdę: gdybym chciał stworzyć od podstaw hipernowoczesne muzeum, w gruncie rzeczy wszystko jedno, jakie – historii Polski, Europy, edukacji, popkultury, gier planszowych, seriali itp. – Marcin Napiórkowski byłby pierwszą osobą, do której bym się zwrócił z prośbą o współtworzenie scenariusza.

Historia i rząd dusz

Ale nie sposób nie zauważyć, że nominacja autora „Turbopatriotyzmu” w takim momencie wpisuje się w logikę zwalczanej przez niego polaryzacji.

„Zgodziłem się podjąć tej trudnej roli nie dlatego, że miałem poczucie, że w tym muzeum źle się dzieje; zgodziłem się, bo mam wrażenie, że jest to niesamowite miejsce, w którym udało się zebrać wyjątkowy zespół” – mówił wprawdzie, jak zwykle tryskając pozytywną energią, na inauguracyjnej konferencji prasowej. Ale trudno się tego słuchało ze świadomością, że jego poprzednika odwołano w trybie nagłym, przed końcem kadencji – jemu samemu zaś stanowisko powierzono bez konkursu.

Bo choć napisałem wyżej, że Muzeum Historii Polski nie powinno być instytucją polityczną – to tak naprawdę nią jest. Takie mamy czasy, że kształt wystaw w podobnych placówkach – zajmujących się przeszłością, a zwłaszcza próbą jej interpretacji – budzi gwałtowne spory i fantazje o przejmowaniu „rządu dusz”.

Najlepszym przykładem dymisje, połajanki, a nawet wizyta agentów CBA w domu wspomnianego Pawła Machcewicza podczas dość brutalnego pozbawiania go przez PiS funkcji dyrektora Muzeum II Wojny Światowej. Debaty na temat kształtu wystaw w podobnych placówkach angażowały nie tylko historyków i publicystów (mało kto pamięta, że współtwórca Galerii Zagłady w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin, Jacek Leociak, musiał tłumaczyć się ze zbyt kompromisowego jej kształtu przed publicystami „Krytyki Politycznej”), ale także członków rządu (przypomnijmy wypowiedź wicepremiera Kosiniaka-Kamysza, dekretującego za pośrednictwem Twittera, które fragmenty ekspozycji MIIWŚ powinny zostać zmienione).

Co z wystawą stałą MHP

Czy w ślad za zmianą dyrekcji przyjdzie także gruntowna zmiana koncepcji wystawy stałej MHP (ma zostać otwarta w 2026 r., scenariusz i koncepcję scenograficzną najważniejszych punktów opracowano w 2017 r.)? Jeśli tak się stanie, trudno będzie uciec od pytań o trwonienie zainwestowanych już środków, niejako antytezę oficjalnego powodu, dla którego odwoływano poprzednika. Tworzenie nowej, autorskiej koncepcji scenariusza naraziłoby zresztą Napiórkowskiego na samotność, jaka stała się udziałem twórców wystawy w Muzeum II Wojny Światowej tego lata, kiedy okazało się, że przywrócenie ich pierwotnej, zmienionej za czasów PiS koncepcji nie odpowiada bieżącym interesom politycznym rządzących.

Ale może to niepotrzebna uwaga, bo przedstawiając nowego dyrektora podczas konferencji w gmachu Muzeum ministra Wróblewska podkreśliła, że nominacja nowego szefa instytucji nie oznacza, że planowane są zmiany w obrębie wystawy stałej.

Pytanie, na ile w tak szybko zmieniającym się świecie w ogóle możliwe jest tworzenie jakiejkolwiek wystawy stałej, bo odczytywanie i interpretowanie historii zmienia się z nadejściem każdego kolejnego pokolenia (mówiła o tym poniekąd zakończona dopiero co wystawa czasowa MHP „Potęga opowieści. Od dawnej kroniki do nowoczesnego muzeum”), wypada zostawić na inną okazję. Dzisiaj, niestety, słysząc o Muzeum Historii Polski, myślimy o kolejnej polsko-polskiej wojnie, a nie o tym, jak najlepiej opowiedzieć przyszłym pokoleniom dzieje naszej wolności.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Historia polska