Punkty wspólne

ROBERT KOSTRO, dyrektor Muzeum Historii Polski: Z mojego doświadczenia wynika, że wbrew pozorom istnieje w Polsce możliwość wypracowania konsensusu co do rzeczy ważnych i fundamentalnych, nawet budzących takie emocje jak narodowa historia.

27.09.2023

Czyta się kilka minut

Punkty wspólne
Siedziba Muzeum Historii Polski, sierpień 2023 r. / RAFAŁ CHMIELEWSKI / MHP

MICHAŁ SOWIŃSKI: Już za chwilę otwarcie gmachu Muzeum Historii Polski.

ROBERT KOSTRO: Prace trwały w sumie 17 lat i obfitowały w dramatyczne zwroty akcji. Był nawet moment, w okolicach 2013 r., gdy wydawało mi się, że nic już z tego nie będzie. Później jednak wsparła nas minister Małgorzata Omilanowska, a potem, kluczowy dla naszego projektu, wicepremier Piotr Gliński – i to za jego przyczyną sprawy nabrały tempa. W 2015 r. zrodził się pomysł, żeby Muzeum znalazło się na terenie warszawskiej Cytadeli. Gdy już decyzje o finansowaniu zapadły, wydawało się, że najtrudniejsze za nami. Ale to jak z chodzeniem po górach – co jakiś czas wydaje się, że szczyt jest już blisko, a nie jest to prawda. Po drodze mieliśmy poważne wyzwania techniczne, wydarzyła się także pandemia, wojna w Ukrainie, kryzys ekonomiczny. Na szczęście to wszystko już za nami. Przed nami pozostanie jeszcze zbudowanie wystawy stałej MHP – wierzę, że otworzymy ją do 2026 r. Pierwszych zwiedzających przywita wystawa czasowa „Wielkie i małe historie. Tworzenie kolekcji Muzeum Historii Polski”.

Budynek to jedno – a koncepcja merytoryczna Muzeum? Też były przygody?

Sama idea Muzeum zrodziła się na początku lat dwutysięcznych. Ministrem kultury był podówczas Kazimierz Ujazdowski, a wiceministrem Tomasz Merta. Wtedy polityka pamięci, tak jak ją rozumiemy dziś, dopiero nabierała kształtów, nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Wcześniej, pod koniec lat 90. powstał Instytut Pamięci Narodowej, a Andrzej Przewoźnik wybudował cmentarze katyńskie i rozpoczął renowację Cmentarza Orląt Lwowskich. Ale jeśli mówimy o dużych muzeach z własnym gmachem – stworzonych zarówno fizycznie, jak i merytorycznie od zera – to właściwie od końca lat 30. aż do 2004 r., gdy otworzono Muzeum Powstania Warszawskiego, żaden tego typu projekt nie został w Polsce zrealizowany.

Nastały lepsze czasy dla muzeów?

W latach 90. na całym świecie zaczęto nieco inaczej myśleć o przeszłości, także w kontekście muzealniczym. W tamtym okresie w Niemczech powstały Muzeum Historii Niemiec i Dom Historii Republiki Federalnej Niemiec. Nieco wcześniej otworzono Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie oraz nową wystawę w Yad Vashem. Trwała też debata wokół planowanego podówczas w Niemczech Centrum przeciwko Wypędzeniom. To ważne konteksty, gdyż pokazują, że pomysł Muzeum Historii Polski nie zrodził się w próżni, tylko był częścią szerszego, globalnego procesu. Wówczas też rodziło się przekonanie, że wiele elementów polskiej historii wymaga ponownego przemyślenia, większej uwagi, przedstawienia w formie muzealnej – od Rzeczypospolitej Szlacheckiej, przez II wojnę światową aż po czasy Solidarności.

Niektóre z tych wątków czy wydarzeń doczekały się tymczasem odrębnych instytucji pamięci.

Co mnie ogromnie cieszy, choć oczywiście żałuję, że Muzeum nie otwarto wcześniej. Powstanie takich nowoczesnych instytucji jak Muzeum Powstania Warszawskiego, Muzeum POLIN, Europejskie Centrum Solidarności, Muzeum Drugiej Wojny Światowej, Muzeum Piłsudskiego w Sulejówku czy mniejszych wystaw, jak choćby „Kraków – czas okupacji 1939-1945” w Fabryce Schindlera, pokazuje, że zapotrzebowanie na muzea poświęcone polskiej historii jest ogromne.

Muzeum Historii Polski ma jednak większe, bardziej przekrojowe ambicje.

To rzeczywiście nieco inna perspektywa, niemniej analogiczne muzea istnieją, niektóre działają już od XIX wieku, choćby w Pradze, Budapeszcie, w Niemczech czy krajach skandynawskich i USA.

Interpretacja przeszłości, nie tylko przecież w Polsce, zawsze budzi duże emocje. W przypadku muzeum traktującego historię kraju całościowo musiały być one szczególnie duże.

Polemizowałbym z tezą o nieuniknionych kontrowersjach. Spory, które obserwowaliśmy w ostatnich latach wokół różnych muzeów, dotyczyły przede wszystkim obsady i pomysłów na prowadzenie placówki. Wyjątkiem jest sytuacja Muzeum Drugiej Wojny Światowej, gdzie faktycznie doszło do zderzenia wokół wystawy stałej odmiennych wizji tego, jak należy przedstawiać przeszłość. Z mojego doświadczenia wynika, że wbrew pozorom istnieje w Polsce możliwość wypracowania konsensusu co do rzeczy ważnych i fundamentalnych, nawet budzących takie emocje jak narodowa historia.

To budująca myśl.

Życie polityczne i medialne rządzi się swoimi prawami – to właśnie spór jest ich podstawowym paliwem, siłą rzeczy jest więc podsycany. Na co dzień oglądamy rzeczywistość przez określony filtr, bo wszyscy jesteśmy konsumentami mediów. Przy powstawaniu Muzeum przez 17 lat współpracowałem z członkami muzealnej Rady o różnych poglądach – na przykład z Wojciechem Roszkowskim i z Andrzejem Friszkem, Andrzejem Nowakiem i Andrzejem Chwalbą. I przez ten czas nie było między nami żadnego fundamentalnego sporu co do scenariusza wystawy stałej Muzeum. A te, które się pojawiały, dotyczyły dość nieoczekiwanych tematów.

Na przykład?

Gorąca dyskusja towarzyszyła wolnej elekcji w Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a raczej tego, na ile powinna być ona istotnym elementem naszej wystawy. Profesor Zofia Zielińska, wybitna ekspertka od polskiej historii XVIII wieku, sprzeciwiała się temu, argumentując, że wolna elekcja była szkodliwa dla państwa, nie powinna być więc powodem do narodowej dumy. Ostatecznie wątek ten będzie jednak wyeksponowany na przyszłej wystawie stałej, byłem w tej sprawie dość uparty.

Jak wyglądają tego typu dyskusje w szerokim gronie ekspertów?

Unikaliśmy głosowań, zawsze starając się wypracowywać konsensus. Jeżeli podchodzimy do siebie z szacunkiem i dyskutujemy przy pomocy argumentów merytorycznych, to okazuje się, że nie jest to aż takie trudne. Tak było choćby w przypadku fragmentu scenariusza poświęconego sanacji. W pierwszym wariancie miał on wydźwięk raczej apologetyczny, co wśród członków Rady wzbudziło silne kontrowersje. Bardzo zbliżoną w tonie krytykę wygłosili zarówno profesor Friszke, jak i profesor Roszkowski, a ja przyznałem im rację, bo argumenty obu były bardzo przekonujące. Jeśli mogę sobie tu przypisać jakąś zasługę, to byłoby nią odpowiednie dobieranie współpracowników – różnice poglądów są jak najbardziej pożądane, niemniej unikam ludzi o apodyktycznej naturze. Gotowość do dyskusji i zawierania kompromisów jest dla mnie bardzo ważna. W przypadku wystaw czasowych kontrowersyjność może mieć pewną wartość, bo prowokuje do debaty. Jednak ciągłe stawianie spraw na ostrzu noża uniemożliwiałoby pracę nad wystawą stałą. Ona ma służyć nie takiemu czy innemu partykularnemu środowisku, nie jakiejś doktrynie, ale – mówiąc nieco podniośle – wszystkim Polakom, stać się ważnym punktem odniesienia dla naszej wspólnej świadomości historycznej. To dla szerokiej publiczności budujemy tę opowieść, chcemy więc, żeby większość zwiedzających potrafiła się w niej odnaleźć.

Taki jest cel planowanej wystawy?

Jest ich oczywiście kilka. Po pierwsze, nowoczesne muzea idealnie pasują do sposobu, w jaki dziś poznajemy świat. Wolimy obrazy i narracje, w jaką się układają, niż uczone książki historyczne. Dlatego też w Polsce i na całym świecie powstaje tyle nowych muzeów. A więc edukacja. Po drugie, muzeum tego typu powinno budować kanon punktów odniesienia. Czasem będzie szła za tym wspólna ocena, jak w wypadku unii z Litwą, a czasem sprawa sporna. I znowu, możemy się spierać w ocenie, na przykład polskiej tradycji powstańczej, bo nie chodzi nam o stworzenie jednej, oficjalnej wykładni historycznej. Wręcz przeciwnie, to właśnie spór o ich ocenę, o ile jest toczony w odpowiednich ramach, jest cenną wartością naszej kultury i tożsamości narodowej. Muzeum ma za zadanie przedstawić w jednym miejscu najważniejsze wydarzenia, procesy czy postaci, które przez wieki były kamieniami milowymi w rozwoju naszej wspólnoty. Dlatego na wystawie będzie zarówno o bitwie pod Grunwaldem, jak i o skomplikowanej mozaice etniczno-kulturowej przedrozbiorowej Rzeczypospolitej czy o zamachu majowym. Po trzecie wreszcie, muzeum o tak przekrojowym profilu ma możliwość zbierania unikatowych eksponatów, które trudno byłoby w należyty sposób zaprezentować zwiedzającym w innym miejscu.

Na przykład?

W naszych zbiorach znalazła się tzw. polska enigma, choć to nieco myląca nazwa, bo chodzi o maszynę, przy pomocy której łamano niemieckie szyfry. Co ciekawe, jest ona znacznie cenniejsza niż oryginalne enigmy, bo te pojawiają się co jakiś czas na aukcjach, a nasz eksponat jest jedynym ocalałym egzemplarzem, jaki wyprodukował polski wywiad. Przez lata była przechowywana w Instytucie Józefa Piłsudskiego w Londynie, szacownej instytucji, która jednak nie jest w stanie przyjąć więcej niż 2 tysiące zwiedzających rocznie. U nas w tym samym czasie będzie mogło ją podziwiać nawet ponad milion osób.

Co wyjątkowego będzie można jeszcze zobaczyć w Muzeum?

Pozyskaliśmy detale architektoniczne z Pałacu Villa Regia wybudowanego przez Władysława IV – marmury, które Szwedzi w trakcie potopu próbowali wywozić barkami wiślanymi. Jedna z nich zatonęła na wysokości Żoliborza, a kilkanaście lat temu archeolodzy wydobyli jej ładunek z dna. Elementem wystawy stałej będzie rekonstrukcja fasady tego pałacu, częściowo z oryginalnego materiału. Mało osób, nawet w Warszawie, pamięta dziś o jego istnieniu.

Muzeum będzie też opowiadać o procesach społecznych i cywilizacyjnych, o których niestety mało uczymy się w szkołach.

W części poświęconej średniowieczu będziemy pokazywać rozwój miast i wsi. Nieco dalej opowiadamy o sposobie funkcjonowania handlu zbożowego w dorzeczu Wisły i jego doniosłym znaczeniu dla całego państwa. W części XIX-wiecznej, na przykładzie łódzkich zakładów tkackich, prezentujemy przemiany społeczne związane z rewolucją przemysłową. Pokażemy również rekonstrukcję warszawskiej kamienicy wraz ze strukturą społeczną jej mieszkańców z początku XX wieku. Najlepsze mieszkania były oczywiście od frontu, ale nie na parterze, tylko na pierwszym i drugim piętrze. Oprócz tego mamy służbówki, sutereny i inne pomieszczenia – wszystko to oddaje złożone relacje społeczne miast tamtego okresu. Wzorowaliśmy się na istniejącym przed wojną budynku, wraz z jego zachowanym spisem lokatorów.

Muzeum będą odwiedzać również obcokrajowcy. Wystawa powstawała także z myślą o nich?

Przez naszą wystawę chcemy zabrać głos w międzynarodowej debacie na temat dziejów tej części świata. To oczywiście kolejne ważne zadanie – opowiadanie o polskiej historii w pełny, ale równocześnie zrozumiały dla kogoś z zewnątrz sposób. Przez całą wystawę przewijają się pewne wątki tematyczne, które powinny być czytelne także dla słabo zaznajomionych z dziejami Polski.

Jakie?

Z jednej strony to historia wolności i to rozumianej możliwie szeroko – zarówno w wymiarze ustrojowo-prawnym, czyli droga od przywilejów szlacheckich, przez unię lubelską do Konstytucji 3 maja, ale także wolność traktowana jako niepodległość, czyli od konfederacji barskiej po Solidarność i upadek komunizmu. Z drugiej – zależy nam na pokazaniu historii polskiej tożsamości, tego, jak kształtowała się ona i ewoluowała przez wieki, ale także wydarzeń, nierzadko bolesnych i tragicznych, w wyniku których Polska utraciła sporo ze swojej dawnej różnorodności kulturowej, etnicznej czy religijnej. To szczególnie ważny wątek w części nowożytnej, gdzie opowiadamy o religiach Rzeczypospolitej, i w XIX-wiecznej, gdzie prezentujemy procesy powstawania nowoczesnych narodów – oczywiście przede wszystkim polskiego, ale opowiadamy także o Litwinach, Białorusinach czy Ukraińcach i ich pomysłach na nowe wspólnoty polityczne, zazwyczaj budowane w opozycji do polskości.

Dziś, nie tylko w Polsce, przeżywamy kryzys myślenia wspólnotowego.

Jestem niepoprawnym optymistą i wierzę, że fundamenty naszej wspólnoty nie są poważnie naruszone, więc wciąż mamy sporo możliwości, aby ją naprawiać. Scalanie wspólnoty to proces ciągły. Trochę jak z dbaniem o dom – nie da się go wyremontować i posprzątać raz na zawsze. Myśl niby oczywista, ale rozmaici uczestnicy debaty publicznej często o tym zapominają. Wiara w to, że kiedyś dojdziemy do punktu, w którym wszystkie kryzysy zostaną zażegnane i zapanuje powszechna zgoda, jest nie tylko naiwna, ale wręcz szkodliwa. Powinniśmy raczej pracować nad szukaniem wspólnych celów i obniżeniem temperatury niektórych konfliktów, aby nie wymknęły się one całkowicie spod kontroli.

Powstanie Muzeum pomoże w tym?

Chciałbym, aby stanowiło przykład dobrej praktyki – tego, że konieczne jest, nawet za cenę pewnych nie zawsze łatwych kompromisów, budowanie płaszczyzny do dyskusji. To umiejętność kluczowa dla poprawnego funkcjonowania każdego demokratycznego społeczeństwa. Silny wpływ tradycji romantycznych w polskiej polityce – skądinąd bezcennych i ważnych dla naszej tożsamości – sprawia, że w dyskusjach zbyt szybko i za często sięgamy po kategorie moralne, które mają to do siebie, że właśnie utrudniają budowanie kompromisów. A polityka to przecież spór nie tylko o idee, ale częściej o uprawnione interesy, więc bezkompromisowość nie zawsze jest wartością nadrzędną. ©

Punkty wspólne

ROBERT KOSTRO – historyk, dziennikarz, publicysta i polityk, od 2006 r. jest dyrektorem Muzeum Historii Polski.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Redaktor i krytyk literacki, stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2023

Artykuł pochodzi z dodatku „Muzeum Historii Polski. Otwarcie