Reklama

Do przyjaciół patriotów

Do przyjaciół patriotów

06.11.2017
Czyta się kilka minut
Nienawiść i przemoc wobec obcych mają dziś w Polsce charakter systemowy, a nie incydentalny. Wielu z was chciałoby wierzyć, że to robią jacyś „oni” – inni, margines, chuligani. Ale to robicie wy. Także 11 listopada.
Marcin Napiórkowski / Fot. Maciej Zienkiewicz dla "TP"
M

Mówicie o sobie, że jesteście patriotami. Ja też jestem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Pozwólcie, że na początek opowiem, jak się o tym dowiedziałem.

Przyznam, że dawniej nie myślałem o sobie w ten sposób, a swój patriotyzm uświadomiłem sobie stosunkowo niedawno. Nie podczas mszy za ojczyznę ani nawet nie w trakcie lektury „Reduty Ordona”. Odnalazłem go nagle daleko od domu, na stażu podoktorskim w USA. W moim zespole, oprócz kierownika Amerykanina, była dwójka Chińczyków, Hinduska i Kolumbijka. W przerwach na lunch i podczas nieformalnych spotkań całymi godzinami przerzucaliśmy się ciekawostkami na temat życia codziennego albo informacjami o historii i polityce. Jednego dnia opowiadałem o polskich obyczajach weselnych, innego – wyjaśniałem specyfikę mesjanizmu. Oczywiście z równym zainteresowaniem słuchałem o meandrach historii subkontynentu indyjskiego albo zawiłej topografii kolumbijskich miast. Podjąłem nawet niezbyt udaną próbę opanowania podstaw dialektu mandaryńskiego.

W wielokulturowym miasteczku akademickim, w którym każdy ubierał się inaczej, mówił własnym językiem i celebrował odmienne święta, polskość objawiła mi się w zupełnie innym świetle. Była czymś wyróżniającym, niezwykle kolorowym, czasem pełnym tragizmu, czasem zabawnym. Ale przede wszystkim była czymś, z czego naprawdę byłem dumny.

Duma

Po powrocie do Warszawy bardzo chciałem zachować coś z tego doświadczenia. Nie tylko spotykać ludzi innych narodowości i kultur, ale też spojrzeć na Polskę ich oczyma. Dlatego ­zacząłem ­prowadzić ­ogólnouniwersyteckie zajęcia dla obcokrajowców – wprowadzenie do naszej kultury, historii i polityki. Na jednym wykładzie opowiadam o powstaniach narodowych, na innym – o Rzeczypospolitej szlacheckiej albo komunistycznych represjach. Nie zawsze jest śmiertelnie poważnie. Lepimy pierogi, tańczymy poloneza, robimy nawet symulowane wybory parlamentarne. W zeszłym roku, głosami studentów z Bliskiego i Dalekiego Wschodu deklarujących przywiązanie do tradycyjnych wartości, PiS o włos pokonał partię Razem wspieraną przez Europejczyków z Erasmusa i gości z Ameryki Południowej.

Myślę o tych wykładach jako o budowaniu na świecie armii uśpionych agentów Polski. Ci młodzi ludzie przyjechali tu studiować ekonomię, psychologię albo chemię. Po semestrze, roku albo trzech latach wrócą do siebie (choć, oczywiście, będę się przechwalał każdą i każdym, który postanowi tu zostać!). Zaczną robić karierę i układać sobie życie gdzieś w odległym zakątku globu. A potem, może po latach, przebudzi się w nich Polska. Będą się zastanawiać, na jaki nowy rynek wejść ze swoim biznesem albo dokąd wyjechać w podróż poślubną. Usłyszą, że ich kongresmeni czy senatorzy debatują właśnie nad polityką europejską. I wtedy właśnie, mam nadzieję, przypomną sobie nasze spotkania – pierogi, poloneza, powstania narodowe i te wszystkie partie o dziwnych skrótach. Polska będzie dla nich czymś bliskim, zrozumiałym, miejscem, w którym czują się pewnie.

Wstyd

Tłumacząc potrzebę „wstawania z kolan” i „narodowego przebudzenia”, często mówicie o „pedagogice wstydu”. Że niby „oni” wbijają nas w kompleksy, każą ciągle przepraszać, wmawiają niższość. Ale ja jeszcze do niedawna nie wstydziłem się Polski. Nawet kiedy ze studentami z Ukrainy albo Litwy omawiałem trudne wzajemne stosunki w XVII czy XX stuleciu; nawet kiedy mówiłem o Jedwabnem albo o marcu 1968 r. Owszem, czułem się członkiem wspólnoty, która – jak pewnie większość współczesnych narodów – ma za co przepraszać. Ale jednocześnie miałem nadzieję, że we mnie – i w dziesiątkach takich jak ja, których co dzień mijali na uniwersyteckim kampusie – ci zagraniczni studenci zobaczyli Polskę życzliwą i otwartą. Polskę, która potrafi na swoją historię spojrzeć oczyma innego, wysłuchać, czasem przyznać się do błędu. Oto nowoczesny naród pozbawiony kompleksów, który traktuje pozostałe po partnersku i z podniesioną głową patrzy w przyszłość.

Wiecie, kiedy poczułem wstyd? Kiedy dwa lata temu, przed 11 listopada zaniepokojeni studenci pytali mnie, co znaczy hasło Marszu Niepodległości. Pamiętacie jeszcze, jaki napis umieściliście na tysiącach plakatów, które szpeciły Warszawę? „Polska dla Polaków. Polacy dla Polski”.

Wiecie, co czułem, kiedy ci młodzi ludzie, których starałem się zafascynować naszym krajem, pytali mnie, czy nie są tu już mile widziani? Czy są bezpieczni? Spróbujcie wyobrazić sobie, jaką miałem minę, kiedy dowiedziałem się, że niektórzy z uczestników moich zajęć dostali maile od swoich ambasad i uniwersytetów, mówiące o ryzyku, z jakim wiąże się wychodzenie z domu, a nawet przebywanie w Warszawie 11 listopada.

Patriotyzm nienawiści

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. Wiem, że na Marsz Niepodległości przychodzą też rodziny z dziećmi czy sędziwi weterani podziemia niepodległościowego. Słyszałem to od was tysiące razy. Ale ja nie mówię o grupie zadymiarzy, na których co roku skupia się uwaga mediów, tylko o oficjalnym haśle, pod którym Marsz organizowano.


Czytaj także: Jan Ołdakowski, dyrektor Muzeum Powstania Warszawskiego: Celebracja pokoju nam nie wychodzi


Nienawiść do różnie definiowanych obcych i przemoc wobec nich ma dziś w Polsce charakter systemowy, a nie incydentalny. Wydaje mi się ważne, żeby to powiedzieć. Być może wielu z was chciałoby wierzyć, że to zawsze robią jacyś „oni” – inni, margines, chuligani. Sam chciałbym tak myśleć. Ale to robicie wy. Wy, którzy maszerujecie i którzy przymykacie oko, usprawiedliwiacie; wy, którzy patriotyzm nienawiści eksploatujecie marketingowo i politycznie. Współwinni jesteście także wtedy, gdy wygłaszacie apele o szacunek dla narodowych symboli tam, gdzie niezbędny jest głos bezwarunkowego potępienia dla przemocy. Półśrodki w tym przypadku tylko osłabiają czujność.

Może powiecie – często to słyszę – że to nie nienawiść, tylko ostrożność. Albo ordo caritatis – reguła „porządku miłosierdzia”, która nakazuje bardziej miłować członka swej rodziny, osobę tej samej wiary czy narodowości. To też ­nieprawda. Nienawiść i przemoc, nawet jeżeli ukryte pod frazesami, znajdują się w samym sercu waszego patriotyzmu. Jest on skażony nienawiścią, bo w punkcie wyjścia Polskę zdefiniowaliście jako coś, co inni chcą zabrać, zniszczyć, podeptać.

Oto dlaczego wasz patriotyzm jest odmienny od mojego. Wy chcecie Polskę ogrodzić, otoczyć fosą, schować pod korcem. Nie potraficie myśleć o niej jako o czymś, co się rozwija, współtworzy, buduje. Wasz kraj, wasz naród, wasza tożsamość są dla was czymś, czego trzeba nieustannie bronić. Może więc tak naprawdę wcale nie kochacie Polski? Nie potraficie jej pokochać. Umiecie tylko strzec jej i nienawidzić innych za to, że – jak wam się wydaje – chcą wam ją odebrać. Przypominacie Golluma z „Władcy Pierścieni”. „Mój, ­ssssskarbie, tylko mój!”.

Dla mnie Polska też jest skarbem. Opowiadam o niej jak o osobie, którą kocham i podziwiam, jak o ulubionym filmie, który każdy powinien zobaczyć. Ale to nie koniec! Polska to nie jest coś zastanego i danego. To zadanie. Chciałbym, żeby była jeszcze lepsza i dokładam wszelkich starań, żeby się tak stało. Doskonałym sposobem wydaje mi się budowanie na świecie wspólnoty sojuszników, którzy Polskę znają, rozumieją i kochają. Bo – i na tym także polega różnica – głęboko wierzę, że „obcy” też może Polskę pokochać.

Spróbujcie postawić się na moim miejscu. Wyobraźcie sobie, że to wy co tydzień stajecie za katedrą i do pełnej sali mówicie o Polsce. Co byście czuli po każdej wiadomości o pobiciu kogoś za kolor skóry, po każdej informacji o ataku na rozmawiających w obcym języku, po każdym wiecu, na którym wznoszono rasistowskie i ksenofobiczne okrzyki? I znów: wiem, że to pewnie nie wy bijecie, może nawet nie wy krzyczycie. Ale to wy zakładacie albo sprzedajecie koszulki, na których wrogom ojczyzny życzy się śmierci. To wy lubicie takie profile na Facebooku. To wy sprowadzacie całą historię Polski do etniczno-niepodległościowych klisz. To wy przyzwalacie na rozkwit rasizmu „w obronie przed muzułmańską inwazją” albo „w ramach zwierania szeregów w walce z lewicowo-liberalnym układem”.

Nie obchodzi mnie, czy naprawdę w to wierzycie, czy to raczej rezultat chłodnych politycznych kalkulacji. Przez was czuję narastającą od miesięcy gorycz i wstyd. Czuję wściekłość, widząc, jak depczecie coś, na co przez lata pracowałem. Czuję bezsilność, bo zabraliście mi patriotyzm – moją miłość do Polski i pasję opowiadania o niej – i zmieniliście w coś dla mnie obrzydliwego.

Chciałbym was zrozumieć

Wiem, że maszerujecie i krzyczycie także dlatego, że przez dwa stulecia nie było w Polsce innych sposobów wyrażania patriotyzmu. Nasza kultura narodowa kształtowała się w warunkach braku niepodległości i że do dziś odczuwamy tego skutki. Wydaje mi się, że wy odczuwacie szczególnie głęboko. Ugrzęźliście gdzieś między XIX wiekiem, powstaniem warszawskim a Solidarnością. Dla was niepodległość to nie jest kwestia historii. Wam wciąż się wydaje, że jest zagrożona, że ktoś na nią dybie, że chce nas jej pozbawić. Albo że w ogóle jej nie ma. Że żyjemy w niewoli, w matriksie, pod kontrolą jakichś nowych zaborców. Dlatego uwielbiacie fantazjować na temat wroga.

Przeglądam wasze hasła: skandowane na marszach, wypisane w mediach społecznościowych, powielone na koszulkach. Jak mało tu miejsca na konkretne propozycje dotyczące ojczyzny! Choć nazywacie się patriotami, o Polsce w gruncie rzeczy niewiele macie do powiedzenia. Historię sprowadzacie do kilku bitew i powstań, kulturę – do folkowego wzorku i marnej jakości piosenek o bohaterach. To dlatego bardziej niż Polska interesują was muzułmanie, Rosjanie, Niemcy, Żydzi albo wielkie korporacje.

Z tego samego powodu uciekacie w historię. To nie jest miłość i zainteresowanie. To unik, związany z brakiem pomysłów na teraźniejszość i przyszłość. Nawet kiedy o teraźniejszości mówicie, widzicie ją tylko przez pryzmat historycznych analogii. Posłuchajcie, jak tegoroczny Marsz Niepodległości zapowiada główny organizator, Robert Bąkiewicz: „W czasie upadku obyczajów, w czasie dyktatury poprawności politycznej, w czasie bezpardonowej walki z Bogiem, w czasie utopii ogarniającej całą Europę – My Polacy chcemy odwołać się do wartości, które są fundamentem naszej tożsamości, naszego narodu, rdzeniem Europy i rdzeniem będącej w dalekiej destrukcji cywilizacji łacińskiej. Dzisiaj chcemy iść jak nasi przodkowie pod Wiedniem, jak w walce z nawałą bolszewicką w 1920 roku”.

Marcin Napiórkowski // MACIEJ ZIENKIEWICZ DLA „TP”

 

Chcecie powtarzać odsiecz wiedeńską, bitwę warszawską albo być nowymi żołnierzami wyklętymi. W waszym panteonie jest miejsce tylko dla postaci historycznych albo bezczasowych alegorii. A dookoła rozciąga się bezkresny ocean jakichś przerażających, niedokładnie określonych zagrożeń: lewacy, muzułmanie, ateiści... Gdzie w tym wszystkim są współczesne ideały polskości? Warte naśladowania wzorce osobowe? Nie interesuje was budowanie kultury, którą podbijemy serca Amerykanów, ani wynalazków, którymi zalejemy Niemców. Na dobrą sprawę nie interesuje was nawet budowanie armii, którą pokonalibyśmy Rosjan.

Dlatego Polska nie jest dla was prawdziwą wartością, lecz raczej czarną dziurą, czymś, czego nie potrafilibyście nawet zdefiniować. To właśnie nieobecność Polski umieszczacie w centrum swojego systemu wartości po to, by nieustannie bronić jej przed wrogami. Nie chcecie robić jakiegokolwiek użytku z niepodległości – interesuje was tylko wieczne odtwarzanie fantazji na temat walki o nią. Wcale nie wspieracie grup rekonstrukcyjnych – sami jesteście grupą rekonstrukcyjną.

Bóg

W ten sam, instrumentalny sposób traktujecie wiarę. Tegoroczny marsz odbywa się pod hasłem „My chcemy Boga”. „Pewnie chciałbyś wiedzieć, dlaczego w tym roku odwołaliśmy się do Absolutu?” – pytacie na oficjalnym koncie twitterowym Marszu Niepodległości. I odpowiadacie plakatem: „Nie chcesz Boga – będziesz mieć Allaha”. Tak jak Polska, Bóg nie posiada dla was żadnych konkretnych, pozytywnych cech. Jest tylko wypełniaczem, bez którego – jak wam się wydaje – w Polsce pojawiłaby się niebezpieczna pustka, w którą natychmiast wsączyłaby się Obcość. Modlitwa, nawet modlitwa o pokój, która w bliźnim dostrzega tylko potencjalnego wroga, jest na wskroś niechrześcijańska. Różaniec odmawiany przeciw komuś – z lęku, z poczucia pogardy – staje się drutem kolczastym, którym otaczamy Polskę.

Patriotyzm oparty na poczuciu wyższości, na nienawiści, przemocy, choćby nieufności jest nie do pogodzenia z przekazem Ewangelii. Na tych łamach musi to wybrzmieć szczególnie wyraźnie. ­Niestety, głos Kościoła w tej kwestii jest zbyt cichy. Kiedy radykalni narodowcy mają swoich kapelanów, kiedy wydarzeniom otwarcie propagującym nienawiść ­towarzyszą msze, cały Kościół staje się współwinny zgorszenia. Nawet ten, kto nie popiera, a milczy. Nawet ten, kto potępia, a nie dość głośno swe potępienie wyraża.

To nie fala „liberalizmu”, „lewactwa” i „ateizmu” importowanego z Europy sprawia, że w wielu miejscach coraz trudniej przyznać się do katolicyzmu, tylko to, co się dziś pod sztandarami Boga wyprawia. Tak samo jak „patriotyzm” i „ojczyznę”, słowa „Bóg”, „wiara” i „Kościół” odbierają nam ci, którzy z nauczaniem Jezusa nie mają wiele wspólnego.

Ofiary

Patriotyzm daje wam silne poczucie wspólnoty, którą celebrujecie w zbiorowych rytuałach. Daje wam też wrogów, a nic tak nie jednoczy jak wspólny wróg. Oglądam nagranie z niedawnego przemarszu ONR przez Warszawę. Przyglądam się waszym twarzom i staram się zrozumieć, co czujecie, kiedy tak maszerujecie, skandując hasła, które w gruncie rzeczy nie znaczą zupełnie nic. „Idą biali wojownicy”, „Młodzi, aktywni, radykalni”, „Od Pomorza aż do Śląska naszym celem Wielka Polska”. Może po prostu celebrujecie to, że jesteście razem? Upajacie się poczuciem siły, synchronizacją tłumu.

Powtórzę: patriotyzm, z którym się utożsamiam, to miłość do ojczyzny, która jest twórcza i płodna. Kiedy słucham waszych haseł i patrzę na wasz przemarsz, widzę w tym jałowość.

Potrafię na was spojrzeć także jak na ofiary. Nie tylko własnego lęku. Często również sytuacji ekonomicznej, która może wielu z was wepchnęła w poczucie wykluczenia i niespełnienia (choć zarazem wiem, że są wśród was przedstawiciele wszystkich klas społecznych). Jesteście też ofiarami systemu edukacji, w którym przez 12 lat Polskę przedstawia się głównie jako zagrożoną, oblężoną i zniewoloną. I ofiarami cynicznych polityków, którzy zamiast proponować pozytywny program, wykorzystują wasz entuzjazm, strasząc muzułmańską inwazją albo podstawiając pod obraz wroga przeciwników z konkurencyjnych partii. Żeruje na was także coraz potężniejszy „biznes patriotyczny”, który wmawia wam, że musicie być jak Jan III Sobieski i żołnierze wyklęci po to, żeby sprzedawać wam koszulki z ich podobiznami, czasopisma, książki, seriale, płyty i kubki na kawę. W ten sposób nakręca się polityczno-marketingowa spirala rocznic, dotacji i żenujących sponsoringów, która uczy was tego patriotyzmu, i utwierdza w nim.

Robicie to źle

Zauważcie, że gdy mówię o was, słowa „patriotyzm” nie ujmuję w cudzysłów. Nie staram się też zastąpić go jakimś innym – „nacjonalizmem”, „szowinizmem”, „faszyzmem”. Chociaż moje rozumienie patriotyzmu bardzo różni się od waszego, nie chcę odmawiać wam tego miana ani twierdzić, że używacie go bezprawnie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak elastyczny (a przez to delikatny) jest język. Słowa stają się tym, co z nich uczynimy. I jeżeli nawet dziś definicja słownikowa bliższa jest mojemu patriotyzmowi, to wcale nie wykluczam, że za rok, dwa albo dziesięć „patriotyzm” to będą tylko pełne nienawiści hasła, koszulki, gadżety i pozbawiony głębszej wiedzy kult żołnierzy wyklętych.

Zresztą, przyznaję wam w tej walce przewagę. Już dziś wiele osób, które znam i szanuję, niechętnie używa tego słowa. Boją się, że określając się jako patrioci, niechcący podpiszą się pod tym, co robicie. To kolejny wstyd, który przełykam z goryczą. Odebraliście słowo „patriotyzm” mnie i takim jak ja. Tym, którzy kochają Polskę poznawać i dzielić się swoją fascynacją, tym, którzy chcą ją rozwijać i na jej rzecz pracować.

Nie pójdę przerzucać się z wami brukiem i obelgami, nie założę koszulki z napisem „śmierć prawdziwym wrogom ojczyzny, tym, przez których z Polski uciekają moi zagraniczni studenci”. Nie zrobię tego nie tylko dlatego, że niecelnie rzucam, a moje hasło na koszulkę jest co najmniej równie beznadziejne jak nieaktualizowana od roku strona internetowa Marszu Niepodległości (sekcja „Aktualności”, stan na 3 listopada). Nie pójdę, bo nigdy nie czułem i wciąż nie czuję do was nienawiści. Nie chcę was zniszczyć, nie życzę wam śmierci.

Tak naprawdę to chciałbym kiedyś dla was poprowadzić taki wykład. Żebyście zobaczyli, jaka piękna i ciekawa jest nasza historia i kultura. Żebyście dostrzegli potencjał tego kraju i zrozumieli, że wcale nie musimy się bać wszystkich dookoła. Może pewnego dnia też nauczylibyście się kochać Polskę i poczuli chęć, by komuś o niej opowiedzieć. ©

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Właśnie wrócili z zagranicy, gdzie palili grabili wioski i miasta, plądrowali zamki, gwałcili dziewki i mordowali wrogów na wschodzie, zachodzie i południu. Ale skoro od dawna wrogów tam nie mieliśmy to teraz znów ich tam mamy.

Znakomity tekst. Dziękuję!

Wspaniały prawdziwie patriotyczny tekst, tylko czy przeczytają go ci, którzy powinni!

Słowo patriota nabrało tyle brzydkich znaczeń, że ja także już go nie lubię i nie używam. Dziękuję za ten piękny i mądry tekst.

Słowo patriota nabrało tyle brzydkich znaczeń, że ja także już go nie lubię i nie używam. Dziękuję za ten piękny i mądry tekst.

gwałt gwałtem musi się odcisnac; choć gwałt "nazioli" podczas Marszu Niepodległości, to tylko jedna "noc kupały" wobec permanetnego, codziennego gwałtu ze strony kosmopolitycznego kapitału, który czyni z wielu młodych ludzi uchodźcami we własnej ojczyźnie.

Ojczyźnie, jak obywatel II kategorii. Tak powinno być? Przeżyłam upadek komuny, to i rządy obecnych "autorytetów" przetrwam.

Osoba już doszła do siebie(?)I proszę mi wierzyć-nie ma czego żałować. A i trochę wiecej porządku społecznego na obecny czas, raczej wyjdzie nam na dobre(co będziemy mogli ocenić adekwatnie za jakieś 27 lat). Życzę cierpliwości

Jestem przekonana, że osoba której Pan odpowiadał wcale nie żałowała tego, że komuna upadła i Pan o tym świetnie wiedział. Tego typu szyderstwa i sztuczki w rozmowie nie wystawiają Panu dobrego świadectwa.

Niepoprawny politycznie, czy obyczajowo?

Gorsze od sarkazmu jest rozmijanie się z prawdą. To już trudno nazwać po prostu niepoprawnością polityczną bądź też obyczajową.

mijamy sie dobrem. Rozmijamy się więc z samym Bogiem, czyli po prostu-grzeszymy. A św. Paweł poucza: "WSZYSCY zgrzeszyli i WSZYSTKIM brak jest chwały Bożej". I co z tym mamy zrobić? Ciskać obelgi i kamienie w grzesznym nawzajem? A może przekazać sobie znak pokoju,chocby tylko raz w tygodniu-gdzieś między Sanctus a Agnus Dei-jest ten powszechny znak pokoju. I oby nas to razem trzymało-pomimo dzielacych nas różnic

Należą się Autorowi słowa uznania, co niniejszym czynię. Dziękuję. Nie zgadzam się jedynie w jednej kwestii. Nikt nie może mi zabrać czegoś/kogoś, co jest moją miłością. Ktoś może próbować mi zohydzić "przedmiot" moich uczuć, ale zabrać - pozbawić mnie miłości, nie zdoła. Myślę to samo o patriotyźmie. Dzisaj (i dawniej) słowo (i treść) wielu znaczeń ...

Mam dokładnie takie same odczucia, jak Autor.

Cudowny, prawdziwy tekst. I bardzo potrzebny Ojczyźnie na dziś. To co mnie najbardziej urzekło, to język pełen szacunku do kogos kto myśli inaczej niż ja.

Już dawno nie czytałem tekstu, w którym tyle poczucia wyższości i pogardy dla innych. A poza tym co to za forma wypowiedzi, kto to jest ten "wy" ? Przypuszczam, że ta forma została wybrana właśnie po to aby podkreślić swoją wyższość. Moim zdaniem patriotyzm powinien opierać się na solidarności z ludźmi, którzy zamieszkują jakiś skrawek ziemi gdzie mówi się ( zasadniczo ) jednym językiem, gdzie ludzie przywiązani są do pewnej tradycji, obyczajów, gdzie silne są związki - chyba tak to trzeba nazwać - natury duchowej. Obecny rząd w przeciwieństwie do poprzedniego z dużą troską pochyla się nad problemami mieszkańców tej ziemi. Ja tak widzę to co widzę. Rozumiem, że inni widzą to inaczej. Ciekawy jestem czy autor tekstu zdolny jest do współczucia dla zamieszkałych w Niemczech Polaków, którym niemieccy urzędnicy zabrali dzieci. Moim zdaniem należy kochać raczej ludzi a nie idee ( nawet tak piękne jak "wolność", "demokracja" czy "patriotyzm" ). Idee mają swoją wartość tylko wtedy gdy dobro człowieka jest priorytetem. http://niezalezna.pl/100599-wstrzasajace-wyznania-polskich-matek-tak-niemcy-odebrali-im-dzieci

Doprawdy nie dało się już innych argumentów znaleźć, jak czepiać się oczywistości? Autor już w tytule pisze kto to WY - "Do przyjaciół patriotów". Dalej w tekście uściśla - i wtedy wydaje się, że najgłupsza koza pojmie, o kogo chodzi. A może o to chodzi, że właśnie pojęła, że to o nią chodzi?... +++ czy Sz.P jest zdolny do współczucia dla zamieszkałych w Uzbekistanie Chińczyków, którym uzbeckie władze zabrały dzieci? To taki test na człowieczeństwo, na "kochanie raczej ludzi a nie idei'.. I na choćby skromną inteligencję.

Tyle, że to nie ma nic wspólnego z moim patriotyzmem.

skoro Sz. P. deklaruje współczucie dla Chińczyków w Uzbekistanie, skąd pytanie do Autora o zdolność współczucia dla Polaków w Niemczech?... skąd wątpliwość w tej kwestii - Pan się uważa za wyjątkowego we współczuciu dla bliźnich? Zaślepienie, bałamuctwo i prostackie krętactwo. Tyle jedynie można z Pańskiego "Ależ ja..." wycisnąć.

Czy tylko masz gdzieś Polaków za granicą i twoje współczucie kończy się na Odrze.

Piękny i mądry tekst. Podobnie jak Pan rozumiem patriotyzm i jakoś mi teraz raźniej :)

Jaki z Ciebie patriota skoro ciągle zwracasz się do mnie czytelnika per wy. Założę się, że nie czytują tej gazety ludzie, do których rzeczywiście się zwracasz, oni mają twoje poglądy i to co tu się wypisuje gdzieś. To do mnie walisz przez „wy”. Nawet gdybym przyznał Tobie rację, to i tak nie potrafię zaakceptować formy w jakiej mnie osądzasz. To, że mamy dzisiaj taką a nie inną władzę, że mamy taki a nie inny klimat społeczno-polityczny, jest moją i twoją zasługą, nawet wtedy gdy się z nim nie zgadzamy. To jest efekt zaniedbań wszystkich Polaków, bo tak samo nas dzielisz jak ci pseudo patrioci. To efekt zacofanej edukacji, gdzie do teraz magluje się młodzież z „Dziadów” w sensie dosłownym i w przenośni. Ładuje się do głów młodych ludzi chory mesjanizm, poczucie narodowych krzywd, świętowania porażek i katastrof narodowych. W czym ta władza poprzednia była lepsza od dzisiejszej, przecież to to samo barachło i populizm, dalej brniemy w bagnie po uszy i grabimy tylko pod siebie. Za rok, za dekadę znowu na maturach będą wałkowane „Dziady” , co Pan jako człowiek nauki zrobił byśmy stali się nowoczesnym państwem. Czemu nasi młodzi naukowcy kariery robią tylko na zachodzie, a lekarz musi odrabiać pańszczyznę w kraju za grosze. Czemu nasze uczelnie w rankingach gdzieś na peryferiach się lokują. To wina władzy? Ja myślę, że naszej zakodowanej zaściankowości, tacy po prostu jesteśmy my szarzy obywatele i nasze elity, szczególnie te intelektualne. Proszę więc nie pisać - wy. Tylko-My. My rzeczywiście o patriotyzmie niewiele wiemy, każda władza jaką znałem, a poznałem ich już sporo, była moim wrogiem, utrudniała mi życie jak tylko potrafiła, ograbiała z czego tylko się dało, kładła pod nogi kłody, byle uprzykrzyć mi załatwienie najprostszych spraw. Zaglądają mi do łózka i wsadzają rękę do kiszeni, najgłębiej jak się da. Wolimy wrzeszczeć - lać ciapatych. Bo w robocie nie liczą się kompetencje a plecy, bo młody inżynier musi zapieprzać za grosze na swych wyżartych starszych kolegów, bo wszystkie koryta są już zapchane po brzegi „swoimi”. Nadejdzie wreszcie dzień gdy się do nich dopchamy, wtedy też innych nie dopuścimy. Ryba gnije od głowy. W kościele też za darmo niczego nie dają, zresztą o jakiej duchowości można mówić w obiektach sakralnych wypchanych wszelakim dobrem, tylko kasa się liczy. Szkoda, że nie trafiłeś swym wywodem do tych, którym był dedykowany, tylko do takich jak ja. W sumie i to dobre, bo ja czuję się odpowiedzialny poniekąd za to co się dzisiaj u nas dzieje, nawet wtedy gdy do tego nie przyłożyłem ręki. Tobie gratuluję dobrego samopoczucia, choć nie sądzę abyś był od nas lepszy w czymkolwiek.

Ten naród tak ma. Polacy tak mają. Jak sobie ścielą, tak śpią. Wyżej ch... nie podskoczysz, górale dawno zauważyli. Dziedzictwo dwustu lat zaborów i tysiąclecia chrześcijaństwa. Rasa ruska, szlachta pruska i melanż wiedeński, na siłę w jednym kotle zmieszane i rozgrywane. Sto lat niepodległości, sto lat zmarnowanych szans. I o co się tu obrażać. Czekamy na rozwój wypadków. Jezus Chrystus naszym Królem, Macierewicz - Hetmanem Wielkim Cmentarnym. No i Geniusz z Żoliborza, Słońce Narodu. Zamiast narzekać i się denerwować - na przykład unieść dupsko i choćby pójść zapalić znicz gdzie nam sumienie podpowiada, że powinniśmy.

Mimo tej wrzącej polemiki w narodzie-krew się nie leje na ulicach. I oby tak pozostało-az się coś z tych sporów utrze-jakaś dialektyczna synteza z tezy i antytezy. Nie jest źle-powiem z perspektywy takiego kraju jak Rumunia, który pod wieloma wzgledami jest podobny do Polski. Ale w jednym jest róznica-brak jest bieżacej dyskusji, konfrontacji róznic, które są(nawet wieksze jak w Polsce), a które są chowane pod dywanem konformizmu i uległości wobec przemocy i jakieś indolencji wspólnego działania-aż dochodzi do punktu krytycznego i eksplozji gniewu-a wtedy już leje się krew. Tak było w czasach reżimu Causescu, ktory został w końcu b. krwawo usuniety, a wiele zbrodni z tamtego czasu, po dzień dzisiejszy jest niewyjaśnionych i wciąż "fermentuje". Latami nie rozliczano urzędników państwowych z defraudowania środków publicznych,aż w końcu rażący deficyt inwestycji publicznych, zmusił rząd do podjecia interwencji. A ogłoszona później amnestia dla oskarżonych o deraudację, doprowadziła do masowych demonstarcji, ktore przez kilka dni paralizowały życie Bukaresztu. Ma się wrażenie, że w Rumunii choć z wierzchu "jest spokój", to jednak coś w środku się gotuje i z braku wentylu bezpieczeństwa bieżącej dyskusji-kiedyś eksploduje. Nawet miasto Bukareszt, które jest w strefie wysokiej aktywnosci sejsmicznej, lepiej jak jest nękane częstymi, ale słabymi wstrząsami tektonicznymi, niz miałoby dość do jednarozowego rozprężenia kosztem ogromnych zniszczeń-jak to miało miejsce w 1977r. Doceniajmy, mimo wszystko, naszą narodową kulturę polityczną.

z czystej ciekawości - co Sz. P. ma z tą Rumunią, że mu tak namolnie po głowie jak nie przymierzając mucha po.. no po miodzie chodzi? tylko proszę, bez panegiryków

specjalnie dziś rządzący powinni doceniać, uważam, może właśnie na nią liczą - ale Ceaușescu z pewnością też miał swoje wyliczenia?...

pod "namolność".?!. A niechlubny koniec Nicolae Ceasescu powinien EU-establishmentowi posłuzyć za ostrzeżenie, jak łatwo jest w swych planach się przeliczyć

O ile sobie przypominam Sz.Pan niejednokrotnie o Rumunii pisał, do wątków rumuńskich nawiązywał - tu, na łamach forum TP. Zawsze w tonie pochwalnym, fascynacji wręcz. Jest oczywiście pod tym względem dość oryginalnym wyjątkiem wśród komentujących. Stąd moje pytanie i w nim 'namolność".

Owszem-jakiś czas temu umieściłem tu parę wpisów dotyczących Rumunii. Od paru lat, parę razy do roku, bywam w tym kraju, a z tej perspektywy, widać jak wiele problemów z "krajowego podwórka", ma globalny wymiar: chyba podstawowym jest proces globalzacji dyktowany partykularyzmem grup interesu, pozbawiony respektu dla podstawowych zasad moralnych.

Szanownego Pana teksty, a jakże, od czasu kiedy tu zaistniałem dostrzegam, czytam. Pamiętam nie tylko te o Rumunii ale i na przykład deklaracje parokrotne zaprzestania komentowania na łamach TP ;) - sugeruję tego nie robić, Pański brak byłby jednak ze szkodą dla forum. Proszę nie dziękować:D

Forum, bo tak już mi się pewne cykle ustaliły-jest czas siania i jest czas żniw... A ciekawie myslacych i piszących, to tu na Forum raczej nie zabraknie, choć jest ciagła rotacja i pomału już chyba-wymiana pokoleń(?)...Co by nie mówić: ludzie przychodzą i odchodzą-a eddiepolo(jak widzę)-trwa. I niech już tak zostanie-do konca świata. A nawet jeden dzień dłużej

A gdzie "buziaczki i pa" ??

+++

podstawy dialektu mandaryńskiego))

Zastanawiam się kiedy u ludzi, którzy roszczą sobie i mają uzasadnione ambicje do bycia intelektualistami, czy nawet przyszłymi elitami - w końcu wykładowca to elitarne zajęcie - kiedy w tym gronie dialektyka ustąpi realizmowi? Ciepły i sielankowy obraz studenckiego campusu nijak się ma to codziennej rzeczywistości. Ktoś powie:"comparaison n'est pas raison" - może i zgoda!? Ale wystarczy spojrzeć chłodnym okiem na statystyki, czy ktoś jest wstanie podać ilu polskich obywateli zginęło, tak jak piszę, zginęło w wyniku aktów nienawiści i przemocy właśnie dlatego że byli polakami, chociażby w ostatnim roku w UE poza naszymi granicami? W samej Wielkiej Brytanii, to co najmniej dwanaście osób (tylko w tym roku!) Gdyby zestawić pozostałe państwa, gdzie 'najchętniej' rodacy emigrują liczba jeszcze podskoczy. Gdy niemieccy dziennikarze dostali ustawowy zakaz ujawniania narodowości i pochodzenia sprawców wszelkiego rodzaju 'accident public', jak to zwykło się obecnie określać, gdy miało zdarzenie na kiermaszu, jak ciężarówka wjechała w Berlinie w stoiska świąteczne, pierwszą informacją było, że była polska i kierowca to 'prawdopodobnie' Polak! Mało tego! Gdy we Francji, napastnik Francuz, pochodzenia maghrebskiego zastrzelił dwóch policjantów na Champs-Élysées krzycząc 'Allach akbar' jakaś agencja powołując się na jakąś inną agencję (bez podania źródła) próbowała insynuować, że jest Polakiem od strony matki, co było i jest nieprawdą! Może nie ma marszy ani w GB, czy we Francji lub w Niemczech, gdzie ktoś 'oficjalnie' wyraża radykalne poglądy odnośnie 'obcych' - po pierwsze to 'politycznie niepoprawne'. Mimo, że w rzeczywistości mocno funkcjonuje na wielu innych poziomach (administracja, kariera zawodowa, dostęp i miejsce do dobrej edukacji, stygmatyzacja społeczno-socjalna, itd, itp.) Krótko, - lista jest długa. Niedawno ukazał się ciekawy artykuł o tym jak, dosłownie prześladowani systemowo są polscy kierowcy we Francji - państwie pod hasłem Liberte Egalite i itp., chciałoby się ironicznie dopowiedzieć, podobnie w Niemczech. Można śmiało powiedzieć i stwierdzić (odnośnie np. Francji), że służby zostały zachęcone ostatnimi wypowiedziami swego 'najnowszego' prezydenta, który już kilkakrotnie za 'chłopca do bicia' w swoich oficjalnych wypowiedziach wybrał sobie naszą Ojczyznę. Po prostu w terenie delikatnie mówiąc, bezprawnie 'robią swoje'. Czy piszący ten wspaniały i dogłębny w analizie artykuł mógłby pochylić się kiedyś nad opisywaną tutaj (jedynie wyrywkową) przeze mnie rzeczywistością? Może już na koniec, tylko dodam, że hasło "Polska dla polaków" można też interpretować pozytywnie i nawet szukać w nim głębszych wartości,bo pokazuje ono na moralny związek ze swoją Ojczyzną i cel dla jakiego Polacy powołują swoje państwo, a w Dniu Niepodległości warto o tym przypomnieć. Pokazuje ono że jakoś tam ważne jest zabezpieczenie interesów narodowych, co dziś nie jest do końca możliwe w Unii Europejskiej.

Szanowny Pan pyta, czy ktoś jest w stanie podać statystyki - i zaraz potem ogłasza: ja, ja potrafię.I faktycznie coś podaje - nie wiem czy statystyki, bo źródeł ani dudu,ale liczbę konkretną i miejsce. Zwrócę uwagę Szanownemu Panu, że aby jakikolwiek pożytek większy niż epatowanie liczbą mieć z niej, należałoby równocześnie przedstawić [z podaniem źródeł] dane tyczące się liczby np. zabitych w Wielkiej Brytanii Irlandczyków, Rumunów, Algierczyków itepe. Oczywiście z podaniem danych dot. populacji tych grup w GB. Dalej - porównać z podobnymi wydarzeniami na tle Europy. Ukraińców i Rosjan w Polsce itede. Oraz oczywiście - i to byłoby najważniejsze - zapytać na koniec o przyczyny, głębokie źródła takich zdarzeń, jeśli owe dane wykazałyby różnice nie dające się tłumaczyć zwykła statystyką. Idea chyba jasna. Reasumując naprawdę niewiele Pan wniósł, prócz typowej propagandy nacjonalistycznej z półki "ratunku! biją naszych!..." +++ Dalej, "Gdy we Francji...", wtedy "jakaś agencja powołując się na jakąś inna agencję próbowała insynuować..." - toż nic innego Szanowny Pan nie robi jak właśnie insynuuje. No jakże tak można. TP to nie papka dla motłochu, proszę Pana - to czytają ludzie inteligentni. Szanownego Pana płacz nad ciężką dolą Polaków w Europie i zatroskanie polskimi kierowcami tirów może nawet i są autentyczne [wątpię], a może jedynie służą za argumenty do podbicia nacjonalistycznego bębenka. +++ I na koniec, skoro deklaruje Pan poparcie i zrozumienie do skompromitowanego już od dawna hasła "Polska dla Polaków" nie pozostaje mi nic innego, jak sugerować modlitwę do Pana Naszego o uwolnienie - od koszmarów syndromu oblężonej twierdzy i permanentnie gwałconej dziewicy, demonów lęku przed światem, kompleksami zaścianka i zadupia.

...Polacy dla Polski

Dziekuje za ten artykul. Tych slow mi brakowalo, zeby wyrazic, co czuje po Dniu Niepodleglosci. Prawdziwa Polska to nie tylko Warszawa!

Artykuł dający dużo do myślenia. Można się wieloma stwierdzeniami nie zgadzać. Ale można potraktować jako poważne rozmyślanie z okazji Święta Niepodległości. Dziękuję.

Nie, nie jest tak! Autor artykułu - pewnie humanista i głęboki patriota- stawia tezę, że niejako "Nienawiść i przemoc wobec obcych mają dziś w Polsce charakter systemowy, a nie incydentalny" - według mnie tezę aprioryczną i zarazem fałszywą. I na tym warto by się głębiej pozastanawiać. Co w istocie jest 'sprężyną' pewnych 'incydentów' ,które z taką lubością są opisywane przez np. zagraniczne media, czy przez rodzimych wrażliwych wypastowanych - nie napastowanych!, a właśnie wypastowanych! :-) dziennikarzy - jak to miało miejsce ubiegłego roku. Jeżeli ktoś ma częściej okazję przebywać poza granicami Polski np. w różnych stronach UE, nie jedynie na wakacjach lub tylko przejazdem, a przez jakiś okres, który daje możliwość obserwowania jak pewne europejskie państwa funkcjonują w codziennej rzeczywistości, i jak realizują poruszoną przez autora kwestię patriotyzmu? jak podchodzą 'patriotycznie' do emigrantów? nie teoretycznie, a w istocie rzeczy , z jaką 'estymą' ich traktują i jakie dają im realne, a nie deklaratywne szanse? Ktoś taki jest w stanie wyłapać całą tę (zawartą moim zdaniem w artykule) 'hiperbolę' opartą właśnie na wstępnym założonym z góry zdaniu, że "Nienawiść w Polsce ... " Proszę wybaczyć, ale to autor instrumentalnie przytoczył 'mrożące krew w żyłach’ obcokrajowców hasło "Polska dla ... ” Ilu Turków jest w niemieckim parlamencie? ilu parlamentarzystów zasiada w obu parlamentarnych izbach francuskich, albo na merostwach? Czy w jakiś innych ważnych instytucjach? Ilu z nich może pochwalić się swoim północno afrykańskim , czy afrykańskim pochodzeniem? a w Izbie Lordów? Oczywiście nie mam tu na myśli 'ostatniej fali emigracji'. Są np. tzw. odgórne parytety dotyczące chociażby płci, że tyle a tyle stanowisk powinno być obejmowanych przez kobiety, ale nie ma takowych odnośnie np. mniejszości 'emigracyjnych' czy chociażby parytetu koloru skóry. = Przecież proporcjonalnie emigranci stanowią w tych (czy innych państwach; Holandia, Belgia ...) znaczącą, i nie od dziś!, część integralną (wypadało by napisać integralną w cudzysłowie!) tych społeczeństw. Logicznie powinna być proporcjonalna reprezentatywność! Jednak szklany sufit działa.... Nie ma manifestacji, pochodów z bulwersującymi niektórych, czy kogokolwiek transparentami i innymi 'nacjonalistycznymi' hasłami (koszulki, kubki .... i diabli wiedza co tam jeszcze?) Ale każdy wie jaki panuje tu niepisany oficjalnie porządek! Nawet ktoś, kto z pokolenia na pokolenie jest 'już' obywatelem tego czy innego (z wyżej wymienionych państw) to i tak ma szanse równe zeru na karierę polityczną. W biznesie i w wielu innych dziedzinach, nawet tych mniej strategicznych jest podobnie. Oczywiście są wyjątki, ale gdy spojrzymy z perspektywy proporcji reprezentatywnej, to najwyraźniej coś tu jest nie tak! Moim skromnym zdaniem to 'pozytywne' w znaczeniu negatywnym ;-) realizowanie hasła " kraj X dla iksów". Czy my jako Polacy mamy w rzeczywistości ten sam problem? Warto by to po rozważać. Niedawno czytałem wypowiedź młodej osoby, która napisała: "Polska dała mi możliwości, o których mogłabym tylko pomarzyć we Francji. Postrzegam Polskę jako kraj, w którym każdy może odnieść sukces, jeśli tylko jest gotowy ciężko pracować, by osiągnąć swój cel" albo dalej: "Niektórzy Polacy są przeświadczeni, że są „mniej” europejscy od swoich sąsiadów. Marzą o Londynie, Berlinie, Paryżu, postrzegając swój kraj jako małą, zimną i nieciekawą prowincję. (…) Jednakże znakomita większość spośród nich daje wyraz ogromnemu patriotyzmowi, umiłowaniu ojczystej kultury i poszanowaniu historii. Nie spotkałam się z takimi postawami w żadnym innym kraju" Jak to możliwe, chciałoby się zapytać? Całość dostępna pod adresem : https://wszystkoconajwazniejsze.pl/sandra-pelissier-polska-lodz-moja-ziemia-obecana/ Blaszany bębenek? A bardzo proszę : "– Całe moje życie, 50 lat prawie, jest dążeniem do polskości, szacunkiem dla polskości." a w innym miejscu ta sama osoba "- Nie miałem zaszczytu urodzić się na polskiej ziemi, ale na pewno w niej spocznę" Zbyt pompatycznie? Nie pasuje do tych... No właśnie! Lepiej nie dodawać wody na młyn! Ale to opinia i zdanie, które w pewnych środowiskach wywołuje alergiczny niesmak, no bo kto to widział tak o polskości... Toż to prosta droga do megalomanii! (Bam!) Dziwnym trafem jak "młoda osoba" też z Francji. Trudno nie przyznać Panu Napiórkowskiemu też pewnych racji. Tak! pewne zachowania co najmniej niepokoją. Czasem ktoś powinien powiedzieć jakieś "niebanalne" słowa do gruboskórnych patriotów, tak na powstrzymanie chorych zapędów, żeby nie eskalować 'zawłaszczania' 'monopolu' ... Jak zmusić do konstruktywnej refleksji o "płodnym i nowoczesnym kochaniu Ojczyzny" ? tych o których pisze Pan Jarosław Nejno:" gwałt gwałtem musi się odcisnąć; choć gwałt "nazioli" podczas Marszu Niepodległości, to tylko jedna "noc kupały" wobec permanentnego, codziennego gwałtu ze strony kosmopolitycznego kapitału, który czyni z wielu młodych ludzi uchodźcami we własnej ojczyźnie." Nic nie bierze się z niczego! - chciałoby się dodać. Jeżeli ktoś twierdzi, w swoisty sobie sposób, że powyżej "czegoś tam nie podskoczy", to też jakoś nie ogarnia w całości, albo jak mówi dziś młodzież "bazy" geopolitycznego "patriotyzmu" i ustawia go na pewnych z góry ustalonych pozycjach. Wrócę jeszcze do tej drugiej osoby z Francji. To dziennikarz, publicysta. Niedawno przypadkiem trafiłem na jego tekst, który można odnaleźć pod: http://sdp.pl/international/14681,dziennikarze-mowia-o-polsce-bernard-margueritte-o-polsce-w-8-punktach,1508091642 Punkt "piąty" tego tekstu idzie jakby w parze z tym co napisał Pan Nejno, skąd po dużej części biorą się ci zradykalizowani i zbuntowani? Reszta podpunktów też ciekawa, bo pokazuje w miarę trafnie, co z czego się dziś nam wzięło? łącznie z chorym i zdrowym patriotyzmem.

A może bycie patriotą nie powinno polegać na dzieleniu Polski na Ja i Wy, tylko na próbie tworzenia jakiegoś wspólnego MY? Domyślam się, że ten artykuł jest takim krzykiem rozpaczy, który powstał w kontrze do innych podziałów, tworzonych przez innych patriotów, np. takich, którzy identyfikują się z transparentem "Polska tylko dla Polaków". Niemniej odcinając się od tych, którzy ten transparent nieśli, niczego nie zmieniamy i niczego nie budujemy... chyba, że jeszcze większy i solidniejszy mur między nami. A może "Oni" też będą się innym obcokrajowcom kojarzyć z tą samą piękną Polską, o której czytamy w tym artykule? Takie zdjęcie z tegorocznego Marszu Niepodległości: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1718463664891396&set=pcb.1718489161555513 . Dla ścisłości - nigdy na Marszu nie byłam, ale wiem, że takie obrazki też da się tam znaleźć... A co do poczucia bezpieczeństwa... Cóż. Ono mocno zależy od człowieka i rzeczywistości, z którą mierzy się na co dzień. To, co jedni nazywają obecnie ksenofobią, dla innych może być faktycznie jakimś gwarantem bezpieczeństwa. O ironio... kraj, w którym niektórzy Polacy zaczynają się obecnie nie czuć bezpiecznie przez innych Polaków, okazał się krajem niesamowitej wolności dla tych, który odwiedzili nasz kraj w wakacje 2016 r. Uczestnicy ŚDM byli niejednokrotnie w szoku, że jest taki kraj gdzieś nad Wisłą, gdzie można nie bać się nosić krzyża... Jakie to inne w porównaniu z tym, o czym opowiadali wówczas np. Francuzi. Zatem może lepiej byłoby, gdybyś wszyscy przestali ciągle wygłaszać swoje poglądy w takich czy innych mediach, siedząc bezpiecznie w 4 ścianach własnego domu i wyszli nareszcie na miasto, spotkać się z tymi co myślą inaczej, tak po prostu z nimi pogadać i napić się razem piwa. ;)

Termin "Polska dla Polaków" oznacza w ogólnie przyjętych zasadach wypowiedzi, kwestie własności. Własność to władza, czyli termin ten dotyczy tego kto ma sprawować władzę nad terytorium Polski i w żaden sposób nie odnosi się do spraw gościnności. Gość jest gościem i nie ma władzy, kraj w którym jest gościem nie należy do niego i nie jest jego własnością. Termin "Polska dla Polaków" nie zmniejsza w żaden sposób jego bezpieczeństwa, wręcz porządkuje tą sprawę i określa, że nad jego bezpieczeństwem mają czuwać Polacy i jak co to tylko do Polaków powinien kierować roszczenia, gdyby jego bezpieczeństwo zostało w Polsce kiedykolwiek zagrożone. Pytanie skąd takie hasło na Marszu Niepodległości? To proste i naturalne, Polska po II WŚ była tylko z pozoru niepodległa i władza na naszym terenie w sporej części należała do sowietów (ZSRR), teraz w niepodległej Polsce widmo obcej władzy znowu powróciło, jak? Za sprawą władz które sporo zmian, często absurdalnych lub kontrowersyjnych tłumaczyły "wymogami unijnymi", tak oto sporej grupie obywateli wróciły przed oczy tłumaczenia np. Jaruzelskiego, że musiał wprowadzić stan wojenny, bo jakby nie to, "to wkroczyłby Układ Warszawski". W ten głupi sposób poprzednie władze wyhodowały w sporej części społeczeństwa eurosceptycyzm i przekonanie, że znowu nie jesteśmy gospodarzem we własnym kraju, i że rządzą nami jakieś tajemne, poza polskie siły. Jak miały postępować? Wziąć te kontrowersyjne decyzje "na klatę" i stwierdzić, "tak my tak chcemy, może to nieraz i bez sensu, ale dzięki temu zyskamy wiele korzyści z UE, i się nam opłaci, no i że w końcu to my sami, Polacy chcieliśmy z UE podpisać umowę członkowską i jak naród zechce zawsze możemy zrezygnować", wolano jednak wszystko bezrefleksyjnie tłumaczyć "wymogami unijnymi" i mamy co mamy, obecna władza nie lepsza, starannie pielęgnuje i podlewa ten krzywy obraz rzeczywistości, z jednej strony czerpiąc całymi garściami z UE, a z drugiej strony nie dotrzymując danych słów i zobowiązań, to nie skończy się dobrze, UE ma prawo czuć się oszukiwana, a polski obywatel po raz kolejny ma prawo czuć się ubezwłasnowolniony, a że UE to kapryśna i groźna olbrzymka?(choć mocno zramolała, ale i tak olbrzymka), a Polak to istota w "gorącej wodzie kąpana" i z natury rzeczy przekorna? To nie widzę tego wszystkiego w różowych kolorach.

A może tak musi być? Całe moje, nieco długawe już, życie jestem świadkiem wydarzeń, rewolucji przemian, przewalutowań, przewartościowań. Może tak właśnie będzie już zawsze i trzeba nauczyć się z tym żyć. Nie chcę nikogo przekonywać, tak se tylko myślę.

ale czemu akurat Polskę w tych przemianach ciągnie znowu do czarnej dudy?.. i na to się człowiek wkurza

http://forsal.pl/artykuly/1084997,goutierre-na-niektore-firmy-wladze-francuskie-wywieraja-naciski-aby-nie-kupowaly-od-polskich-przedsiebiorstw-wywiad.html
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Zuzanna Radzik, Błażej Strzelczyk
Artur Sporniak, O. Józef Puciłowski
Jan Ołdakowski, Paweł Bravo

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]