Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mundial 2018: siła spokoju

Mundial 2018: siła spokoju

23.06.2018
Czyta się kilka minut
Historia dzisiejszego zwycięstwa Niemców nad Szwedami jest oczywiście historią z morałem. Morałem, który stosuje się do jutrzejszego meczu Polaków.
Toni Kroos strzela zwycięską bramkę w meczu Niemcy-Szwecja, Soczi, 23 czerwca 2018 r. / Fot. Frank Augstein / AP Photo / East News
Toni Kroos strzela zwycięską bramkę w meczu Niemcy-Szwecja, Soczi, 23 czerwca 2018 r. / Fot. Frank Augstein / AP Photo / East News
P

Piłka to taki sport, w którym grają dwadzieścia dwie osoby (jeśli ktoś dostanie czerwoną kartkę to dwadzieścia jeden), a na końcu dzieją się najpiękniejsze rzeczy. W doliczonym czasie gry, kiedy jedni w zasadzie powinni być już pewni zwycięstwa, a drudzy ze spuszczonymi głowami szukać najlepszych wytłumaczeń klęski – w przypadku Niemców tym straszliwszej, że dotyczącej aktualnych wciąż mistrzów świata – los nagle się odwraca. W jedną sekundę ktoś niweczy wysiłek dziewięćdziesięciu kilku minut. W jedną sekundę ktoś, kto przez dziewięćdziesiąt kilka minut bił głową w mur, nagle czuje, że mur rozsypał się w gruzy. Jak to napisał Dariusz Kosiński, jakby nie było, teatrolog? „Piękno piłki nożnej, które w tym momencie zbliża się do porażającego piękna greckiej tragedii, polega właśnie na tym, że trwające długo wysiłki mogą zostać w każdej chwili zniweczone, a los (nazwa używana tu w pełni świadomie i jak najsłuszniej) zawsze może się odwrócić”.

Tylko żeby tak mogło się stać, trzeba w to wierzyć. Dać losowi szansę. Czasami dokonując zmiany personelu i ustawienia, czasami trwając przy swoich przekonaniach na temat słuszności obranego stylu gry. Akurat w przypadku Niemców kluczem do sukcesu okazało się jedno i drugie – i nie ma w tym wcale sprzeczności.

Zmiana polegała na posadzeniu na ławce aż czterech zawodników z przegranego meczu z Meksykiem, z czego dwóch – Sami Khedira i Mesut Ozil – wydawało się należeć do kategorii nieusuwalnych. Trwanie przy swoim to wciąż gra oparta o posiadanie piłki i cierpliwe rozgrywanie akcji na połowie przeciwnika, próba „wzięcia go na karuzelę”, jak powiedział kiedyś sir Alex Ferguson o doświadczeniu rywalizacji z Barceloną Guardioli. W ciągu pierwszych dziesięciu minut Niemcy wymienili 122 podania, dosłownie wjeżdżając w szwedzkie pole karne – i znów narażając się przy tym na kontry, z których jedna mogła (a może wręcz powinna była) zakończyć się rzutem karnym i czerwoną kartką dla Boatenga, druga zaś dała Szwedom prowadzenie po golu Toivonena. Czy tylko ja odniosłem wrażenie, że strzelec bramki (przez cały sezon ligowy we Francji nie trafił ani razu, a tu pokonał bramkarza mistrzów świata) był zaskoczony tym, co się stało?

Niemcy w każdym razie nie wyglądali na wytrąconych z równowagi. Ich selekcjoner, Joachim Loew, wydawał się spokojny zarówno kiedy schodził na przerwę przy stanie 0:1, jak kiedy na drugie czterdzieści pięć minut wprowadzał na boisko Mario Gomeza, dokonując przesunięć poszczególnych zawodników w ofensywie (Muller z prawej do środka, Werner na lewo, co okazało się później jednym z kluczy do zwycięstwa), i wtedy, kiedy Reus zdobywał wyrównującą bramkę, i przez następne minuty, kiedy niemieckie oblężenie szwedzkiej bramki nie przynosiło kolejnych efektów. Nawet wtedy, gdy Boateng wyleciał ostatecznie z boiska (sprawiedliwości stało się zadość?), pozostawał niewzruszony. No, może gdy Olsen bronił główkę Gomeza, a potem Brandt trafiał w słupek, wzniósł oczy ku niebu, ale nadal czekał na kolejną szansę – podobnie jak jego piłkarze. Jest jednym z licznych paradoksów futbolu, że zwycięstwo Niemców zapewnił zawodnik, do którego można by mieć pretensje o słabszą grę – Toni Kroos.


Czytaj także: Michał Okoński: Raport o stanie niewiary


Historia tego zwycięstwa jest historią z morałem także z powodu, nazwijmy to, polskiego kontekstu. „Dlaczego miałbym stracić wiarę w moich kluczowych piłkarzy? – mówił Loew na przedmeczowej konferencji. – Moje fundamentalne zaufanie do nich nie zostało naruszone przez jeden mecz. Oczywiście, jeden czy drugi może trafić na ławkę, ale wciąż im ufam, ponieważ wciąż prezentują bardzo wysoki poziom. Formułowanie do nich pretensji byłoby fatalne. Oczywiście, że tego nie zrobię”.

Dla mnie ten komunikat jest jasny: posadzenie na ławce rezerwowych zawodnika rangi, dajmy na to, Piszczka czy Błaszczykowskiego (Oezil rozegrał 26 meczów z rzędu na wielkich turniejach w wyjściowej jedenastce…), nie oznacza wotum nieufności i nie jest dowodem na to, że selekcjoner popadł w histerię czy stracił głowę. On zna swoich piłkarzy, wie, co potrafią, ale też ile mogą dać ci, którzy dotąd uchodzili za zmienników – i którzy, w przypadku Niemców, tak świetnie wypadli na ostatnim Pucharze Konfederacji. Odświeżenie drużyny, której trzon grał ze sobą zbyt długo, było błogosławione. A przecież nie odbywało się w atmosferze szukania winnych i polowania na czarownice. Oezil i Khedira wciąż pozostają drużynie potrzebni.

Loew mówił jednak coś jeszcze: „Nie ma powodów, byśmy po jednej porażce stracili wiarę w nasze idee. To i owo poprawimy, ponazywamy błędy, ale nie zmienimy stylu gry”. O tym, jak zawahanie się w trakcie turnieju może być kosztowne, przekonał się w półfinale Euro 2012 – drugi raz tego błędu nie popełnił. Po cichu myślę wprawdzie, że czasy drużyn aż tak przywiązanych do gry opartej o posiadanie piłki już przeminęły, ale o tym zdążymy jeszcze podyskutować przy okazji następnych rund. Na razie myślę, że polskiego stylu gry w meczu z Senegalem tak naprawdę nie zobaczyliśmy, więc zamiast go zmieniać, Adam Nawałka może go po prostu piłkarzom przypomnieć.

PODYSKUTUJ Z AUTOREM NA BLOGU "FUTBOL JEST OKRUTNY"

POLECAMY: MUNDIAL 2018 W SPECJALNYM SERWISIE "TP"

 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych: „Kanon - Sztuka rozmowy", „Kanon - Rozmowy na temat” oraz „Do Betlejem!”. Publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Styl gry Niemców nie zmienia się do wielu już lat, mają świetną drugą linię i bardzo zdyscyplinowaną obronę dziewięcioma zawodnikami, lubią grę kombinacyjną, bo mają doskonałych egzekutorów. Grają zawsze minutę dłużej od przeciwnika. A co można przypomnieć chłopakom Nawałki? Szybkość Grosickiego, nieustępliwość Piszczka, przebojowość Błaszczykowskiego, zabójczy instynkt Lewandowskiego? Indywidualne przymioty? Trudno jest zbudować drużynę zawodników, w której wszyscy rozumieją koncept gry trenera. Nawałka jako jeden z nielicznych potrafi to nadzwyczaj dobrze komunikować, ale niestety wypracował styl raczej zbyt delikatny, żeby miałby stać się tzw. DNA reprezentacji. W drużynie nie ma tego "czegoś". 3 grudnia 2006 roku polscy siatkarze grali z Brazylią o mistrzostwo świata. Pomimo, że zagrali cały turniej świetnie na finał wyszli jak chłopcy do bicia. W takich momentach nie styl, ale duch drużyny (jakkolwiek to brzmi) musi być silniejszy niż suma mocy indywidualnej albo jak kto woli wartość dodana (najlepiej spotęgowana) :-)

To prawda. Trzeba oddać Niemcom, że mają wiarę do końca we własne umiejętności. Nie byłoby jednak tego artykułu gdyby sędzia spotkania podyktował przy stanie 1-0 dla Szwecji rzut karny. Nieudacznik lub oszust Marciniak wypaczył kolejny wynik meczu ( wczesniej Legia-Lech, Tottenham-Juventus, Argentyna-Anglia). VAR niepotrzebny.

... Argentyna-Islandia.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]