Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mundial 2018: kiedy nie wygrywają Niemcy

Mundial 2018: kiedy nie wygrywają Niemcy

28.06.2018
Czyta się kilka minut
W meczu z Koreą Południową, niezależnie od wszystkich słów krytyki, jakie spadły po nich w ostatnich godzinach, Niemcy stworzyli wystarczająco wiele sytuacji, by wygrać.
Toni Kroos po porażce Niemców z Koreą Południową, 27 czerwca 2018 r. / Fot. Michael Probst / AP Photo / East News
Toni Kroos po porażce Niemców z Koreą Południową, 27 czerwca 2018 r. / Fot. Michael Probst / AP Photo / East News
C

Czekam i czekam na tekst, który wyjaśni przyczynę niemieckiej porażki – i takiego tekstu nie znajduję. Od chwili odpadnięcia Niemców z mundialu upłynęły już długie godziny, mecz z Koreańczykami, podobnie zresztą jak spotkania poprzednie, przenicowano na każdą stronę, dowiedzieliśmy się choćby i tego, że Mesut Oezil, który zdaniem wielu w ogóle nie powinien był wracać do pierwszego składu, wykonał w jego trakcie aż siedem podań kluczowych. Ciekawe. Podobnie jak ciekawe są uwagi o niezabraniu przez Joachima Loewa na mundial szybkiego i grającego bezpośrednią piłkę Leroya Sane z Manchesteru City. O tym, że selekcjonerowi Niemców nie udało się zintegrować w jeden zespół starych mistrzów i młode wilczki, z którymi wygrywał Puchar Konfederacji. Że byli zbyt pewni siebie, zbyt rozluźnieni, może zbyt już nasyceni, co jednak dziwne, zważywszy właśnie na liczbę młodych twarzy w drużynie. Że ci młodzi nie walczyli o swoje, z góry pogodzeni z rolą rezerwowych. Że kiepskie wyniki i kiepska forma prezentowana podczas przedmundialowych sparingów nie zdołały ich przebudzić. Że – zwłaszcza w pierwszym meczu z Meksykiem, czemu z pewnością nie sposób odmówić słuszności – nie zadbali o należytą równowagę między defensywą a atakiem: że w trakcie meksykańskich kontrataków tych kilku obrońców nie miało wsparcia powracających graczy z pierwszych linii. Że zmian w składzie – szczególnie jednak przed meczem z Koreańczykami – było zbyt wiele, czego pośrednim dowodem były zresztą szybko, bo już w przerwie dokonywane korekty. Że, co brzmi wręcz niewiarygodnie, mieli aż nadmiar bogactwa i nie wiedzieli, jak go wykorzystać; że zgubił ich nadmiar równie dobrych, wydawałoby się, możliwości personalnych. Że – to będzie zresztą uwaga natury generalnej – nie od dziś wyczerpuje się w futbolu formuła oparta o sterylne posiadanie piłki; że już w czasach schyłkowej Barcelony Pepa Guardioli znajdowano na nią receptę, zwłaszcza gdy drużyna prowadząca grę robiła to w tak statecznym tempie, jak wczoraj Niemcy (uwierzycie, że w meczu z Koreą zagrali tylko jedną prostopadłą piłkę?!). Że, jednym słowem, zabrakło Sturm und Drang.

Chyba o żadnej innej drużynie nie przeczytałem tylu ciekawych tekstów, co właśnie o Niemcach –  spora w tym zasługa Michała Treli z „Przeglądu Sportowego”. Wydawali się symbolem nie tylko solidności i kreatywności, ale również nowoczesności – w jednym z artykułów Treli znalazłem historię o tym, jak przy pomocy serwisu WhatsApp sztab trenerski wymieniał się z zawodnikami filmami i informacjami na temat rywali, co pozwoliło zauważyć (zrobił to obrońca Jerome Boateng), że Cristiano Ronaldo ma tendencję do uciekania od obrońcy w określoną stronę zależnie od tego, w jaki sposób patrzył na nadlatującą piłkę, nade wszystko jednak: co integrowało grupę. Mieli wybitne indywidualności (naprawdę zbyt wiele?), z reżyserem gry i bohaterem meczu ze Szwedami Tonim Kroosem na czele. Mieli wybitnego trenera, o którym mówi się, że jest wdzięcznym partnerem rozmów pani kanclerz Angeli Merkel.


Czytaj także: Michał Okoński: Zanim upolujemy czarownice


Dziwna rzecz: inaczej niż z Hiszpanią przed czterema laty, Włochami sprzed lat ośmiu czy nawet Francją sprzed lat szesnastu (wszystko to są drużyny, które jako obrońcy tytułu mistrzowskiego nie były w stanie wyjść z grupy na kolejnym turnieju), i inaczej niż z Polską na tym mundialu, trudno tu mówić o wyczerpaniu się jakiegoś naturalnego cyklu: większość reprezentantów Niemiec to wciąż zawodnicy, którzy mogą myśleć, że najlepsze lata kariery jeszcze przed nimi. Dlaczego więc?

Jak powiadam: przeczytałem o tym mnóstwo tekstów, a większość z nich analizowała problemy mentalne niemieckiej drużyny. Bardzo możliwe, że wszystko to prawda, ale mam też swoją cichą hipotezę. W meczu z Koreą Południową, niezależnie od wszystkich słów krytyki, jakie spadły po nich w ostatnich godzinach, Niemcy stworzyli wystarczająco wiele sytuacji, by wygrać. O tym, że nie padły gole, decydowały centymetry. To, że piłka spadła na szyję, a nie na głowę Matsa Hummelsa. To, że opadła na poprzeczkę, a nie tuż pod nią. To, że końcami palców sięgnął jej koreański bramkarz. Centymetry dzieliły Niemców od tego, by zrobić to, co zrobili tyle razy w życiu. Z komputerowej analizy tzw. oczekiwanych goli (opiera się o rachunek prawdopodobieństwa, z jakim strzał oddany z danego miejsca i w określonych okolicznościach kończy się bramką) wynikało, że powinni trafić do siatki co najmniej dwukrotnie.

Inna sprawa, że podoba mi się w Niemcach to, że rozmowa o odpadnięciu z turnieju odbywa się u nich w atmosferze wolnej od nagonki, a kwestia pozostania Joachima Loewa na posadzie selekcjonera będzie przede wszystkim jego własną decyzją. To akurat ważna lekcja dla nas: porażka i kryzys (zwłaszcza wolne od atmosfery polowania na czarownice) jest szansą na rozpoczęcie nowego etapu.

POLECAMY: MUNDIAL 2018 W SPECJALNYM SERWISIE "TYGODNIKA POWSZECHNEGO"

PODYSKUTUJ Z AUTOREM NA BLOGU "FUTBOL JEST OKRUTNY"

 

 

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych: „Kanon - Sztuka rozmowy", „Kanon - Rozmowy na temat” oraz „Do Betlejem!”. Publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

co bylo do przewidzenia jeszcze raz tylko potwierdza regule ze tym ze zlotymi koronami na swoich glowach bylo zbyt ociezale grac,nigdy nie gryzli oni trawy jak pozostali aby udowodnic swoje zaangazowanie .Jakos samo przyjdzie przeciez my krolewscy,najlepsi z najlepszych.Szkoda tyklo ze w naszym zespole nie mka kilku z Tureckimi paszportami ,tak bowiem bysmy sobie strzelali samoboje jak oni dla swego Erdogana.

... nawet sport sprowadza do rangi polityki... Jeśli Joachim Loew sam zdecyduje czy nadal być dalej selekcjonerem to ... sorry.Zaryzykuję- poda się do dymisji...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]