„Mleczarz” Anny Burns: opowieść o społeczeństwie, które przez wiele lat żyje w opresyjnych warunkach

Język „Mleczarza” jest precyzyjny i gęsty. Nie ma tu opisów tego, co najgorsze, choć nie da się nie zauważyć, że to najgorsze dzieje się ciągle.
Czyta się kilka minut

W „Mleczarzu” Anny Burns nie ma imion i nazwisk, nie ma nazw miejscowości.

Są „brat pierwszy” i „brat drugi”, „dziewczyna od tabletek” i „siostra dziewczyny od tabletek”, „Ten McTamten” i „być-może-chłopak”, kucharz i mleczarz – ten Mleczarz i ten drugi, który naprawdę rozwozi mleko. Są „oni” i „my”. Są ludzie „ich wyznania” i ludzie „naszego wyznania”. Są ci „z tamtej części ulicy” i są „zza wody”. „Kobiety tradycyjne” i „kobiety od spraw kobiet”. Są „masło stosowne. Masło niestosowne. Herbata sojuszników. Herbata zdrajców. »Nasze sklepy« i »ich sklepy«”.

Jest przemoc, o której mówi się mimochodem. „Słońce czy deszcz, ostrzał czy bomba, starcie czy zamieszki, codziennie wracałam z pracy pieszo z nosem w najnowszej książce”. Jest przemoc wobec kobiet, która pojawia się przy okazji charakteryzowania postaci, jako stały element. „Pierwszy szwagier” ma trzydzieści pięć lat i mówi do dwunastolatki o: „gniazdku, ciągotce, o mojej pieprzniczce, muszce, myszołówce, ciastku z dziurką, dwóch sylabach”. „Trzeci szwagier” „to był gość, który bił się z innymi mężczyznami. Nigdy z kobietą”.

Jest inwigilacja. Ciągłe poczucie bycia obserwowaną. Dlatego w tym świecie „wszyscy trzymali swoje osobiste myśli głęboko i bezpiecznie ukryte”. Są bezpodstawne plotki, które – jeśli raz się pojawią, stają się obowiązującą wersją rzeczywistości. Taką, której nie da się już wyprostować ani pozbyć na rzecz prawdziwej.

I jest dziewczyna. Osiemnastolatka, „średnia siostra”, narratorka. Zwykle spaceruje i czyta powieści dziewiętnastowieczne lub wcześniejsze, bo – jak mówi – dwudziestowiecznych, jak całego wieku dwudziestego, nie lubi.

Można powiedzieć, że dziewczyna chodzi na lekcje francuskiego, spotyka się z chłopakiem, nie potrafi dogadać się z matką, umawia na wspólne bieganie z jednym ze szwagrów.

Ale można też powiedzieć:

że za każdym razem, gdy idzie na lekcje francuskiego, rozgląda się, a propozycja nauczycielki, by wspólnie obejrzeli zachód słońca i powiedzieli, jakie widzą kolory, wydaje jej się niebezpieczna,

że coraz częściej prosi „być-może-chłopaka”, by nie wsiadał do samochodu,

że próbuje nie poddać się matce, która zmusza ją do ślubu mówiąc: „Ale taka, córko, taka kobieta jest przynajmniej tam, gdzie trzeba. Zamężna. Odnotowana. Z nieposzlakowaną opinią i pewna, że jak go zamkną czy zabiją, to o nią i dzieci ktoś się zatroszczy”,

i że wspólne bieganie ze szwagrem ma sprawić, że paramilitarny żołnierz, tytułowy mleczarz, zostawi ją w spokoju.

Odkąd się pojawił, a właściwie odkąd pojawiła się plotka o niej i o mleczarzu – że niby wsiada do jego samochodu, że niby się z nim spotyka, że niby coś ich łączy – nie ma spokoju.

Scena, w której narratorka próbuje opowiedzieć matce prawdę o racji z mleczarzem, a właściwie o tym, że tej relacji nie ma, jest jedną z najmocniejszych. Matka wierzy plotce, nie córce. Podobnie reaguje przyjaciółka narratorki, która nie patrząc na nią, stwierdza: „Rozumiem, czemu nie chcesz mi nic powiedzieć. To zrozumiałe, zwłaszcza teraz, kiedy zostałaś uznana za przypadek beznadziejny”.

Język „Mleczarza” jest precyzyjny i gęsty. Nie ma tu opisów tego, co najgorsze, choć nie da się nie zauważyć, że to najgorsze dzieje się ciągle. A konstrukcja książki wymagająca, na co zresztą zwracali uwagę krytycy, obawiając się, że dla czytelników będzie to powieści nie do przejścia.

W 2018 r. na gali Man Booker Prize Anna Burns, odbierając nagrodę za „Mleczarza”, swoją trzecią powieść, wyglądała na zaskoczoną. Do tej pory jest jedyną północnoirlandzką pisarką, której książka została wyróżniona Bookerem. Potem mówiła o tym, że nie bez znaczenia jest pieniężna część nagrody, podobnie jak nie bez znaczenia są podziękowania na końcu książki, w których można znaleźć m.in. Bank Żywności w Newhaven.

Dla „Guardiana” Burns mówiła, że „Mleczarz” jest opowieścią o totalitaryzmie w ogóle i o społeczeństwie, które żyje w opresyjnych warunkach przez wiele lat. Wiedziała, o czym mówi. Urodziła się w 1962 r. w katolickiej, robotniczej dzielnicy Belfastu. Jej dzieciństwo przypadło na czas tak zwanych „Kłopotów”, krwawego konfliktu, który pochłonął na kilka dekad społeczność Północnej Irlandii.

„Tak więc była nienawiść. Wielka, wielka nienawiść lat siedemdziesiątych” – mówi narratorka. I choć w „Mleczarzu” nie pada wprost, że to książka o „Kłopotach”, znajdujemy w powieści odniesienia, które sprawiają, że i tak właśnie – poprzez wątki autobiograficzne Burns – możemy ją odczytywać. 

„Mleczarz” Anny Burns ukazał się w przekładzie Agi Zano i został uznany przez niektórych krytyków za jedną z najważniejszych książek tego roku.

Anna Burns MLECZARZ, przeł. Aga Zano, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa 2024

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 51-52/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Czas kłopotów