Między Rosją a Zachodem: mołdawska gra o wszystko wchodzi w etap rozstrzygnięć

Przejęcie władzy w Mołdawii przez obóz prorosyjski mogłoby postawić w trudnej sytuacji Ukrainę i zmienić układ sił w całym regionie. Wybory, które odbędą się tam w ostatnią niedzielę września, mają więc ogromne znaczenie.
Czyta się kilka minut
Inauguracja kampanii wyborczej rządzącej partii PAS. Kiszyniów, 29 sierpnia 2025 r. // Fot. Dumitru Doru / EPA / PAP
Inauguracja kampanii wyborczej rządzącej partii PAS. Kiszyniów, 29 sierpnia 2025 r. // Fot. Dumitru Doru / EPA / PAP

Aż czterech na dziesięciu Mołdawian nie wie, na kogo zagłosuje – ten sondaż, opublikowany na trzy tygodnie przed wyborami parlamentarnymi, rozpisanymi na ostatnią niedzielę września, zelektryzował tutejszą scenę polityczną. Tak duża skala niezdecydowania budzi obawy jednych i nadzieje innych.

Mołdawia przed wyborami parlamentarnymi

Pewne jest jedno: stabilność proeuropejskiego kursu Kiszyniowa odchodzi w przeszłość. Prozachodnia Partia Działania i Aktywności (PAS), która rządzi samodzielnie od 2021 r., ma powody do niepokoju: sondaż dał jej drugie miejsce, tuż za prorosyjskim Blokiem Patriotycznym. Partię rządzącą poparło prawie 35 proc., a 36 proc. tę największą koalicję opozycyjną.

Sondaże nie dają szans żadnemu z głównych bloków na samodzielną większość. Przyszłość kraju może zależeć więc od siły i postawy dwóch partii centrowych, mających poparcie na poziomie 6-9 proc. 

To Nasza Partia kontrowersyjnego trybuna ludowego Renato Usatiego, a także blok Alternatywa, zbudowany wokół burmistrza Kiszyniowa Iona Cebana i byłego kandydata na prezydenta Alexandra Stoianoglo. Jedni i drudzy deklarują dziś proeuropejskość, ale wcześniej znani byli z kontaktów z Moskwą.

Jak Moskwa destabilizuje politykę w Mołdawii

Gdy rok temu Mołdawianie wybierali prezydenta (reelekcję uzyskała Maia Sandu, liderka obozu proeuropejskiego) i głosowali w referendum w sprawie integracji z UE, Rosja przypuściła szturm na system wyborczy.

Ilan Șor – mołdawski oligarcha żyjący w Moskwie, a poszukiwany przez mołdawską prokuraturę i objęty sankcjami UE oraz USA – stworzył mechanizm masowych przekupstw. Ofertę pieniędzy za odpowiedni głos w referendum i poparcie opozycji otrzymało 150 tys. osób. Trudno powiedzieć, ilu skorzystało i głosowało zgodnie z poleceniem. W ciągu ostatniego roku mołdawska policja ukarała wysokimi mandatami ponad 6 tys. osób zaangażowanych w ten proceder.

Służby twierdzą, że wciąż walczą z „siatką Șora”, aby uniemożliwić mu dziś podobne działanie. Bo wydaje się, że Șor się rozpędza. Na początku września wziął udział w wideokonferencji z Putinem i raportował mu o postępach w tworzeniu Dalekowschodniego Międzynarodowego Centrum Rozliczeniowo-Finansowego.

Instytucja ta, która ma ułatwiać rosyjskim firmom rozliczenia z partnerami z Azji, powstała w oparciu o kierowaną przez Șora spółkę A7 i Promsvyazbank. Spółka ta jest oskarżana o stworzenie kryptowaluty, która ułatwia obchodzenie zachodnich sankcji – w tym tych, którymi objęty jest wspomniany bank.

Dla władz Mołdawii to zła wiadomość. Oskarżany o kradzież miliarda dolarów z mołdawskiego systemu bankowego, Șor najpierw ukrywał się w Izraelu, a potem trafił do Moskwy, gdzie otrzymał zadanie destabilizowania mołdawskiej polityki. Jak widać, stał się istotnym narzędziem Kremla.

Partia PAS albo Putin i korupcja

Jednak to nie tylko Șor i przekupstwa sprawiły, że rok temu referendum europejskie przeszło o włos, a reelekcję Mai Sandu zagwarantowały głosy mołdawskiej diaspory.

Sondaże pokazują, że wielu Mołdawian jest zniechęconych do partii rządzącej. To przede wszystkim efekt zderzenia wysokich oczekiwań względem modernizacji państwa i ożywienia gospodarki z trudną rzeczywistością rządzenia w czasie wojny na Ukrainie i przy skromnych zasobach kadrowych.

Politycy PAS popełnili też w ostatnich czterech latach wiele błędów. Wypomina się im brak postępów w reformie wymiaru sprawiedliwości, nieskuteczność w rozliczaniu winnych afer z poprzednich lat i fatalną komunikację ze społeczeństwem. Za tym ostatnim stoi często poczucie, że „lud” nie rozumie, jak ważną misję realizuje partia rządząca. Wyraz tej postawie dał ostatnio minister pracy: stwierdził, że wybory „pokażą, kim jesteśmy – narodem czy bydłem” (za te słowa przyszło mu szybko przepraszać).

W czasie obecnej kampanii politycy PAS postawili wszystko na europejską kartę. Nieustannie podkreślają sukcesy na drodze do Unii i bliskość relacji z Zachodem, a z drugiej strony straszą opozycją. Przedstawiają ją – niebezzasadnie – jako aferzystów i przestępców na pasku Moskwy.

Ich przesłanie brzmi: nie wszystko było idealne, ale jeśli nie my, to Putin i korupcja. Liczą, że wśród niezdecydowanych jest wielu takich wyborców, którzy ostatecznie zagłosują w obronie demokracji i europejskiego kierunku. Niezmiennie liczą też na wysoką mobilizację wśród Mołdawian żyjących za granicą (tych nie obejmują sondaże).

Obóz prorosyjski kreuje się na „wykluczonych”

Kim są politycy opozycji? Ich największa koalicja, wspomniany Blok Patriotyczny, to „stara gwardia” mołdawskiej polityki. Tworzą go cztery ugrupowania, a wśród liderów znajdziemy dwóch byłych prezydentów Igora Dodona i Vladimira Voronina, byłą szefową Autonomii Gagauskiej Irinę Vlah, a także byłego premiera Vasilego Tarleva.

Wszyscy oni budowali swoją pozycję polityczną na prorosyjskości, w praktyce często realizując politykę geopolitycznego balansu – między Kremlem a Zachodem. Teraz znów postawili na sympatię do Kremla oraz na antyzachodnie i antyelitarne resentymenty.

Łączą to z narracjami konserwatywnymi. Oskarżają polityków PAS o rzekomą zdradę narodowych interesów oraz podporządkowanie się Unii i Ukrainie. Prorosyjskość starają się przekuć w narrację ludzi, którzy czują się pogardzani i wykluczeni.

Ponadto Vlah i Tarlev są regularnie oskarżani przez media o współpracę z Șorem. W siedzibie partii Iriny Vlah policja prowadziła w ostatnim czasie przeszukania, a ona sama została objęta sankcjami przez Kanadę.

Ryzykowne alternatywy dla Mołdawii

Mołdawskie „partie środka” to wielkie ryzyko

Z kolei ci, którzy mogą okazać się języczkiem u wagi – wspomniane Nasza Partia i blok Alternatywa – próbują wejść pomiędzy te dwa bieguny, robiąc to na różne sposoby.

Lider pierwszego ugrupowania, Renato Usaty, od ponad dekady funkcjonuje w polityce jako krytyk elit i promotor prostych rozwiązań dla problemów społeczno-gospodarczych. Jego atutem są charyzma i autentyczność, którą wzmacnia fakt, że do tej pory nigdy nie był częścią żadnego obozu władzy.

Usaty unika deklaracji geopolitycznych, jednak jego naturalną bazą są wyborcy rosyjskojęzyczni. W przeszłości sam robił duże interesy w Rosji, a dziś jest tam poszukiwany przez rosyjską prokuraturę. Jedni traktują to jako dowód, że jedyna droga dla Usatego wiedzie na Zachód. Inni ostrzegają, że to element tworzenia legendy o trybunie ludowym nawróconym na prozachodni kurs.

W przeszłości Usaty dwukrotnie wsparł Maię Sandu przed drugą turą wyborów prezydenckich, dlatego wydaje się najbardziej naturalnym partnerem dla PAS. Współpraca z nim obciążona jest jednak ogromnym ryzykiem – zarówno ze względu na jego niejasne relacje biznesowe, jak i powiązania z Rosją.

Natomiast blok Alternatywa chce skorzystać na rozczarowaniu centrowych wyborców rządami PAS. Przedstawia się jako formacja proeuropejska, lecz bardziej pragmatyczna, bliższa ludziom i mniej zideologizowana niż partia rządząca. Jeden z liderów, Ion Ceban, już drugą kadencję rządzi mołdawską stolicą. W tym czasie zdołał ruszyć wiele projektów modernizacyjnych, co doceniają mieszkańcy Kiszyniowa.

Jednak szczerość jego deklarowanej proeuropejskości jest nieustannie podawana w wątpliwość, m.in. dlatego, że przez lata był prominentnym działaczem Partii Socjalistów, bliskiej Moskwie. Cios dla jego wiarygodności zadała w czerwcu Rumunia – Ceban otrzymał zakaz wjazdu na jej terytorium. Bukareszt motywował tę decyzję względami bezpieczeństwa.

Konsekwencje mołdawskich wyborów

Przejęcie władzy w Mołdawii przez obóz prorosyjski mogłoby postawić w bardzo trudnej sytuacji Ukrainę, sąsiadkę Mołdawii, a także zmienić układ sił w całym regionie. Wybory te mają więc ogromne znaczenie.

Kłopot w tym, że taka fraza jest jednak powtarzana przy każdym głosowaniu w tym kraju. Już rok temu w Mołdawii popularne było powiedzenie, że są to „kolejne wybory o wszystko, po których nie zmieni się nic”.

Również ta refleksja powoduje, że liczba niezdecydowanych jest tak duża.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Gra o wszystko