Mołdawianie wybrali prezydenta. Powyborczy kac sił prozachodnich

Proeuropejski kurs Mołdawii został uratowany dzięki głosom mołdawskiej diaspory, która szczególnie licznie żyje w krajach Unii. To zimny prysznic dla zwolenników integracji tego posowieckiego państwa z Zachodem.
Czyta się kilka minut
Prezydentka Mołdawii Maia Sandu podczas wieczoru wyborczego po drugiej turze wyborów prezydenckich. Kiszyniów, 3 listopada 2024 r. // Fot. Vadim Ghirda / AP / East News
Prezydentka Mołdawii Maia Sandu podczas wieczoru wyborczego po drugiej turze wyborów prezydenckich. Kiszyniów, 3 listopada 2024 r. // Fot. Vadim Ghirda / AP / East News

Maia Sandu, prezydentka Mołdawii i liderka prozachodnich sił politycznych w tym kraju, zapewniła sobie reelekcję. Zwycięstwo w drugiej turze wyborów, która odbyła się w niedzielę 3 listopada, było dość pewne – poparło ją 55,5 proc. głosujących. Jednak ostatnie dwa tygodnie przyniosły zimny prysznic dla zwolenników integracji tego posowieckiego państwa z Unią Europejską.

Pierwsza tura wyborów prezydenckich w Mołdawii

W pierwszej turze, dwa tygodnie wcześniej, Sandu osiągnęła wynik poniżej oczekiwań. Wprawdzie zagłosowało na nią 42 proc. wyborców, spodziewano się jednak, że rezultat ten będzie oscylował około 50 procent. Tymczasem jej główny rywal, popierany przez prorosyjską Partię Socjalistów Alexandr Stoianoglo, uzyskał zaskakująco dobry wynik: 23 procent. A co ważne, kolejni kandydaci reprezentujący siły opozycyjne, niekiedy wyraziście prorosyjskie, również cieszyli się poparciem na poziomie od kilku do kilkunastu procent.

Niepokojąco niskie poparcie Mołdawian dla integracji z UE

Wspólnie z pierwszą turą odbyło się referendum, w którym obywatele Mołdawii odpowiadali na pytanie, czy chcą zmian w konstytucji, które zagwarantują proeuropejski kurs polityki zagranicznej i ułatwią integrację z UE. Tutaj wyniki były jeszcze bardziej niepokojące: na „tak” zagłosowało 50,42 procent.

Tamta powyborcza noc, w trakcie której można było na żywo śledzić wyniki cząstkowe, przypominała prawdziwy thriller. Przez długi czas wydawało się, że zwycięstwo odniosą przeciwnicy integracji z Unią. Dopiero głosy, które spłynęły z zagranicy, przeważyły szalę. Niestety: gdyby wziąć pod uwagę jedynie głosujących na terenie państwa, to referendum upadłoby.

Druga tura wyborów prezydenckich w Mołdawii

Oba głosowania – i to sprzed dwóch tygodni, i to z niedzieli 3 listopada – przebiegały w cieniu doniesień o próbach masowego przekupstwa politycznego, realizowanych przez siły sterowane z Moskwy. Policja donosiła o 130 tys. osób, z którymi nawiązano w tym celu kontakt poprzez komunikatory internetowe. Dzień po wyborach prezydentka Sandu stwierdziła, że takie próby dotyczyły łącznie aż 300 tys. Mołdawian (gdy według spisu z 2014 r. kraj liczył wtedy 2,8 mln mieszkańców – nie licząc separatystycznego Naddniestrza). Trudno jednoznacznie określić, jaka była skala wpływu tego procederu na ostateczny rezultat obu głosowań.

Mołdawia po wyborach: Zachód nadal ściera się ze Wschodem

Mimo że Mołdawia zachowała więc jednoznacznie prozachodni kurs polityczny, wyniki te są niepokojące. Po pierwsze, pokazały one, jak bardzo mieszkańcy są rozczarowani rządami obecnej ekipy. Sukcesy dyplomatyczne w relacjach z Unią nie są jak na razie odczuwalne dla zwykłego obywatela. Tymczasem wybory parlamentarne, o wiele ważniejsze od prezydenckich, odbędą się już wkrótce – latem 2025 roku.

Także w drugiej turze wyborów o zwycięstwie Sandu przesądziły głosy oddane za granicą. Diaspora mołdawska, bardzo liczna w krajach Unii, zmobilizowała się w sposób bezprecedensowy. Do urn za granicami państwa poszło aż 326,5 tys. osób, przy czym prawie 83 proc. z nich poparło urzędującą prezydentkę. Niestety oznacza to, że gdyby wziąć pod uwagę tylko głosy krajowe, wówczas zwyciężyłby Stoianoglo.

Po drugie, wyniki te wskazują, jak niebezpieczne jest wiązanie tak fundamentalnej kwestii, jak integracja europejska, z interesem jednego obozu politycznego. Wspomniane referendum nie było wcale konieczne – obóz rządzący zrealizował je z nadzieją, że przedstawienie obu głosowań jako swego rodzaju plebiscytu nad przyszłością kraju poprawi wynik Sandu. Tymczasem efekt okazał się odwrotny: niechęć wobec prezydentki i partii rządzącej o mało nie wywróciła wyniku.

Po trzecie, masowe przekupstwo polityczne pokazało, jak niska jest odporność tego państwa i społeczeństwa na rosyjską ingerencję.

Wreszcie, po czwarte: wybory i przebieg kampanii uwidoczniły, jak zmieniają się nastroje społeczne w odniesieniu do rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Przesłanie kontrkandydata Sandu, który odwoływał się przede wszystkim do neutralności i apelował o mniejsze zaangażowanie po jednej stronie, trafiło najwyraźniej do dużej grupy wyborców.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Mołdawski kac