Mam dość

Gdybym w przestrzeni publicznej określała mężczyzn mianem: „sprawnych fiutków”, „niezłych ciałek”, „kolesi z andropauzą”, nikt by ze mną nie rozmawiał. Dlaczego mężczyznom, wykształconym, piastującym...

Reklama

Mam dość

Mam dość

19.07.2021
Czyta się kilka minut
Gdybym w przestrzeni publicznej określała mężczyzn mianem: „sprawnych fiutków”, „niezłych ciałek”, „kolesi z andropauzą”, nikt by ze mną nie rozmawiał. Dlaczego mężczyznom, wykształconym, piastującym ważne funkcje, wciąż wolno to robić?
Kasia Kozakiewicz
P

Profesor uniwersytetu przeprasza mnie, że długo nie odpisywał na ­maila.

– Może przydałaby się panu profesorowi asystentka? Albo asystent? – pytam.

– Po co mi asystent? Lepsza jedna szparka sekretarka niż dziesięciu asystentów.

Milknę. Wmawiam sobie, że musiałam się przesłyszeć. Po spotkaniu upewniam się, że nie. Słowa o „szparce sekretarce” padły.

Przemoc słowna jest jednym z przejawów przemocy seksualnej. Często mieści się w definicji molestowania seksualnego. Kobieta, wobec której jej użyto, czuje się winna, „brudna”. Zastanawia się, czy nie sprowokowała sprawcy. Albo udaje (jak ja), że „to musiała być pomyłka”. Przecież mężczyzna o takim dorobku i takiej reputacji nie mógł się w ten sposób wysłowić. Kobieta zagryza więc zęby i stara się zapomnieć, co ją spotkało.

Bo słysząc słowa o „szparce sekretarce”, to my, kobiety się wstydzimy. Czujemy się...

18810

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, trzymiesięczny lub roczny.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pani Małgorzato. Jak się ktoś na czymś zafiksuje to są z tego kłopoty. Po spotkaniu padły słowa o "szparkiej sekretarce" lepszej niż 10 asystentów. To duży komplement dla nas, kobiet z ust Pani rozmówcy, profesora. Czasem warto sprawdzić znaczenie słów, których się używa - (szparki - bystry, żwawy, raźny ...) polecam Wielki słownik W.Doroszewskiego. I może warto posłuchać piosenki Maryli Rodowicz o tym tytule. No i czasem dać swój tekst komuś do recenzji przed wydrukowaniem!

pani Nocuń wystawiła na szwank swój autorytet eksperta. Ale proszę pamiętać, że mężczyźni łacnie i z humorem wybaczą, i wpadkę pojęciową i aluzję, że im tylko jedno w głowie, jeśli tylko pani ekspert będzie ładnie i kobieco wyglądać w bluzeczce czy sukience.

Panie Robercie, sek w tym, ze pozadana postawa kobiet wobec takiego dictum to kompletne zignorowanie chamskiej odzywki, ewentualnie odpowiedź w tym samym stylu, tylko a rebours. Ale tu sytuacja była inna: ta pani była petentka wobec tego chama, a petent ma znacznie skromniejsze pole działania i nie powinien sie obrazac:))))

Na spotkaniu profesor użył wyrażenia "szparka sekretarka" w sposób cyniczny, w pełni świadom jego dwuznaczności. Tak wykształcony człowiek z pewnością doskonale zdawał sobie sprawę, że ów utrwalony związek wyrazów zawiera archaizm słowny. Świetnie wiedział, że dziś mało kto rozumie jego pierwotne znaczenie, zaś większość jako wulgarne określenie sekretarki. Profesor miał świadomość, że gdyby było inaczej, jego odpowiedź nie miałaby sensu, zatem w ogóle by nie padła, dotyczyła bowiem tego, że nie chce on asystenta, gdyż woli "szparkę [pardon: szparką] sekretarkę". Czyż asystent nie może być szparki? No właśnie. W czym zatem miałby być gorszy od szparkiej sekretarki? I owo cyniczne wykorzystanie możliwej dwuznaczności czyni wypowiedź profesora jeszcze bardziej podłą i seksistowską.

Ale w wypowiedzi profesora nie ma "asystenta" ale "dziesięciu", więc tak zbudowana odpowiedź ma sens i może być pochwałą przedkładającą sekretarską zwinność kobiety nad prace tego rodzaju wykonywaną prze 10 mężczyzn. Poza tym "szparka sekretarka" to slogan spopularyzowany przez piosenkę Rodowicz i może na tym miał opierać się dowcip. To taka uwaga do skręconej profesorską podłością kobiety.

Jak się jest panem profesorem to warto mieć świadomość potocznego znaczenia używanego zwrotu, które w tym przypadku jest dalekie od komplementu.

Zamiast kwiatów wysoko / kij ci hultaju w oko / Za sromotę, zniewagi / leż bez ubranka nagi / Mijają dni, miesiące / znów się kocą zające / Słonko jak zawżdy świeci / nie chcą się rodzić dzieci / Raptem, co to ? O, Jezu ...? / włos na głowie się zjeżył / Pochowany głęboko / znów pan lata wysoko.

więcej jest chamek wśród profesorek i nauczycielek - cały tekst idiotyczny, seksistowski, chyba że autorka ma np. 234 płeć...

Czy Pan/Pani naprawde nie ma nic lepszego do roboty tylko trollowanie w złej sprawie?

Kto dzisiaj używa terminu "szparka" w jego niegdysiejszym znaczeniu? O czym rozprawiają P.T.Komentatorzy? Odbieram tekst Pani Nocuń jako wkład we współczesną obyczajowość i współczesny język. Archaizmem jest obecnie termin "kindersztuba" czyli <dobre wychowanie, wyniesiona z domu umiejętność zachowania się i ogłada towarzyska>. Jeżeli profesor - mam na myśli tzw. belwederskiego - zachowuje się niewłaściwie, to znaczy, że nie odebrał dobrego wychowania i brak kindersztuby jest główną przyczyną jego chamstwa. To samo dotyczy wszystkich ludzi. Uważam, że ten archaizm trzeba odkurzyć i na nowo wprowadzić jego zawartość/treść do relacji międzyludzkich. Nie zmienią sytuacji płomienne mowy o upadku obyczajów i psuciu języka. Tym bardziej teraz, gdy przyśniły się niektórym urzędnikom "cnoty niewieście" i będą owe cnoty zawzięcie ugruntowywane. Dziewczynki czeka tresura! Jest to początek wprowadzania w życie fabuły "Opowieści podręcznej". Czarny sen? Oby!

Chamstwo spotyka ze strony elit nie tylko kobiety. Chamstwo jest z istoty swej przemocowe, a jeszcze niczym stara zarosła rura w łazience (ostatnio słyszałem taką diagnozę na temat rury w łazience od hydraulika), może obrastać innymi brudami. Nasze polski chamstwo jest dorobkiewiczowskie i w takie nabyte od niższych warstw społecznych przez elitę, z której współczesna polska elita zawodowa w dużym stopniu się wywodzi. U nas na wschodzie Europy, czyli w Polsce, najwyraźniej chamstwo jest metodą zarządzania stosunkami społecznymi. W dziedzinie np. równości wobec prawa, co dotyczy m. in. dyskryminacji kobiet, chamstwo czyni zapisy konstytucyjne dające gwarancje podmiotowości obywatelom, w tym kobietom w danym kontekście nieistotnymi. Nie tak dawno zwróciłem uwagę dziekana warszawskiej OIRP, że instytucja pomocy prawnej, nie działa należycie z winy samorządu radcowskiego, który do spraw z urzędu wybiera osoby nie mające doświadczenia w danych dziedzinach prawa. Trzeba powiedzieć, że przykładowo dyskryminację lub molestowanie moralne wcale nie jest łatwo udowodnić, a bez dużego doświadczenia prawnego, to wydaje się niemożliwe. Jak potraktował mój sygnał dziekan OIRP w Warszawie. No po Warszawsku! Wyznaczono mi w sprawie apelacyjnej radcę prawnego z poleceniem, aby uczynił mi jak najwięcej szkody. I co? I uczynił! To jest właśnie przykład chamstwa elit społecznych, jeden z wielu i wcale nie najbardziej drastyczny.

Zacznę może od własnych doświadczeń. Już w starszych klasach szkoły podstawowej, zawiązywały się sympatie. dziewczęta chętnie reagowały na tak zwane końskie zaloty. Chłopcy inteligentni grzeczni, tacy trochę kujony z dobrych domów, szli w odstawkę. Potem szkoła średnia i problem się jeszcze bardziej krystalizuje, powodzenie mają prostaki i trochę takie macho chamy. Ci ugrzecznieni i inteligentni idą na uczelnie i robią kariery, zaczynają patrzeć z góry na motłoch i lalunie, które dziś nic nie znaczą, a ich anonsami niegdyś wzgardziły. " Przygotowuję się jak do bitwy. Żadnych sukienek, butów na obcasie. …" Moja żona w zasadzie zawsze pracowała z chłopami, będzie tego ze 40 lat. Twierdzi, że nikt jej nigdy nie molestował, upokarzał, czy robił seksistowskie aluzje. Nie, nie pracowała z intelektualistami, raczej takimi normalnymi ojcami rodzin zazwyczaj, życzliwymi i uprzejmymi. Na nocnym dyżurze często dla zabicia czasu czytuje anonse towarzyskie. Roi się tam od szacownych matron po 40, które szukają życiowego partnera. Do tańca i różańca jak to się mówi. Ważne by miał klasę, był wolny niezależny, zaradny, czuły i takie tam trutu tutu. Miałem kilku szefów kobiety, nie wspominam ich dobrze. przyrost ambicji nad kompetencją, prowadzenie zakulisowych gierek, zarzadzanie poprzez konflikt. To nie tylko moje doświadczenia. Do dziś w moim środowisku wiele kobiet pełni kierownicze stanowiska, wśród ich podwładnych nieustannie wrze, ich ofiarami najczęściej są kobiety. Mój szef to młody rzutki facet, jak go cos boli, wali prosto z mostu i za to go cenię. Faceci „Gdzie i o której godzinie?”, natomiast kobiety pytają: „A na jaki temat?” Dodam, to nie jest żaden stereotyp, gdy zapytasz jakie auto kupił facet, odpowiada przykładowo Fiata, a kobieta - czerwone. Jeszcze kilka oczywistości. Różnimy się między sobą w sposób oczywisty, jeśli wchodzimy w środowisko zdominowanie przez kogoś mam obcego, robimy to na własną odpowiedzialność, robienie sobie z tego programu politycznego tylko pogłębia frustracje. Nie lubię bab wchodzących w męskie kalosze, a i zniewieściali faceci mnie irytują. unikam towarzystwa jednych i drugich. Miedzy mężczyznami i kobietami toczy się nieustanna gra, trwa ona od powstania naszego gatunku i gwarantuje mu przetrwanie. Albo w tej grze się odnajdujemy, albo coś jest z nami nie halo.

...za odważne zwrócenie uwagi na problem. Tekst daje do myślenia i chyba to jest w nim najcenniejsze. Jeżeli szanujesz drugiego człowieka to zależy ci na tym, żeby dobrze się czuł w twoim towarzystwie, traktujesz go podmiotowo i szanujesz jego granice. I przepraszasz (jakie to dziś niepopularne) jeśli granice te naruszysz zamiast rżnąć głupa, że przecież nic się nie stało. Chamstwa trzeba nazwać po imieniu i nie oddawać mu pola, bo rozrośnie się jak chwast.

Ja wszystko rozumiem, ale osobiście jako kobieta nie mam nic przeciwko całowaniu w rękę. Nie szukajmy problemów na siłę tam, gdzie ich nie ma, nie wszystko, co mężczyźni robią w stosunku do kobiet, czego nie zrobiliby w stosunku do mężczyzn, jest od razu seksistowskie i poniżające.

A ja osobiście nie znoszę całowania w rękę, bo to ja decyduję, kto i w co może mnie całować. Zdarzyło mi się, że panowie (wykładowcy uniweryteccy, pracownik instytucji kultury) rzucili się do obcalowywania mojej dłoni, mimo, że ja podałam rękę do uścisku, a nie całowania. Ergo, zignorowali mnie i moja sugestię, jak chcę się z nimi powitać. Czy to jest szacunek? No chyba nie. Fakt, że Pani to nie przeszkadza, nie oznacza, że innym też. A czy w ogóle świat się zawali jeśli zrezygnujemy z tego obcalowywania dłoni?

Mnie, emusia88, jedynie niedojdy mogą całować wiadomo w co . Pozostałym rzucającym się do mnie a niekiedy i na mnie (zależnie od sytuacji) osobistościom z wyższych sfer - jako demokrata pozostawiam do obcałowania wszystkie części ciała, bez żadnych ograniczeń . Niezobowiązująco dodam, iż preferuję formę całusów z jęzorkiem, także "szeroki pędzel" . Podejrzliwie natomiast znoszone jest przeze mnie całowanie a la mamusia w czoło. Całowanie w rączkę, zwłaszcza po intelektualno-zmysłowej sesji , przyjmuję bez fałszywej skromności, jako należny wyraz uznania i uwielbienia wdzięcznej płci nr 2.

Dla mnie to rytuał pokazujący kobiecie, gdzie jej miejsce - ma być piękna i uduchowiona i nie wtrącać się w męskie sprawy. Kiedyś taki pocałunek oznaczał szacunek dla konkretnej kobiety. Mężczyzna z szacunkiem schylał się do dłoni kobiety. Czy widziała Pani, jak całuje kobiety w rękę nasz "wódz" Jarosław? Ciągnie jej rękę do góry, bo mu się nawet schylić nie chce.

rozumiem,że autorka zamiast słuchać piosenek Rodowicz o szparkiej sekretarce oglądała szparki w filmach porno i zamiast słuchać piosenki o babach ("baby, ach te baby") patrzyła w lustro; no cóż, najprostsze rozwiązanie to przenieść się do do płci nr 58. A w ogóle cały tekst idiotyczny.

Mam wrażenie, że brakuje nam zdolności czytania ze zrozumieniem. Ten tekst jest tym jak seksistowski język może poniżać kobiety i jak szkodliwe jest jego bagatelizowanie. Tym czasem w komentarzach kwitną argumenty o "braku dystansu", oraz dwa moje ulubione 1) "mi to nie przeszkadza" albo 2) "mojej żony/siostry/koleżanki to nie spotkało". ad 1) mi też wiele rzeczy nie przeszkadza, ale rozumiem, że ktoś może mieć inaczej. Np. nie mam problemów z pająkami, ale rozumiem, że ktoś inny może cierpieć na arachnofobię, moje odczucia nie unieważniają odczuć innych 2) Fakt, że coś nie jest moim, lub mojej znajomej osoby, doświadczeniem nie znaczy, że nie istniej. Nigdy w życiu nie widziałam wieży Eiffla na żywo, ale nie podważam jej istnienia. A już oburzenie, że słowo szparka zostało rzekomo źle zinterpretowane uważam za idiotyczne. To może powiedzmy, że mężczyźni świetnie się nadają do chędożenia koni i potem tłumaczmy, że chodziło o pierwotne znaczenie tego słowa czyli sprzątanie, oporządzanie. Ciężko mi wymyślić teraz lepszy przykład, ale dwuznaczność danego słowa nie sprawia, że możemy go bezkarnie używać wybierając jeden sens a ignorując drugi.

Zgadzam się z Panią w 100%. Po pierwsze - czytanie ze zrozumieniem. Niestety, ze względu na upadek czytelnictwa po 1990, a wcześniej, mimo Bibliotek przy Domach Kultury, niedostateczne jeszcze jego propagowanie, zrozumienie tekstu u większości jest na zdecydowanie niedostatecznym poziomie. Aby rozumieć tekst, szczególnie traktujący o ludzkich uczuciach, trzeba dużo czytać literatury pięknej, w tym również - "o zgrozo" - powieści obyczajowych pisarek z ubiegłych wieków. Po drugie - co się z tym pierwszym wiąże - całkowity brak umiejętności rozumienia uczuć innych ludzi. Niestety u nas to powszechne. Po trzecie - zupełny brak zrozumienia prostego faktu, który Pani bardzo dobrze opisuje: to, że ja czegoś nie widziałam na własne oczy, że nie doświadczyłam czegoś, że nie odczułam czegoś - absolutnie nie oznacza, że to coś nie istnieje. Nasze społeczeństwo cechuje niestety brak wrażliwości na uczucia innych i coś, co nazwałabym egoizmem emocjonalnym. "Ja czuję tak, to znaczy, że tak to się czuje - a jak ktoś czuje inaczej, to jest wariat czy inny ... " A już żartobliwie, bez "najeżania się", powiem, że ja tam lubię, jak mnie całują w rękę i umiem podać rękę tak, że pan musi się schylić. :p ;) Mam 70 lat i wychowałam się w środowisku "inteligencji pracującej", w rodzinie o szlacheckich "korzeniach" po mieczu i po kądzieli. Drobnej szlachty, szaraczkowej, bez wielkich majątków, bez chłopów "na własność". To głównie z tej grupy wywodziła się powojenna "inteligencja pracująca". W domach, u każdego w rodzinie, książek było dużo lub bardzo dużo. A za "złego" PRLu książki były tanie i świetne wydawnictwa, wszystko, co w czasie wojny przepadło, kiedy trzeba było porzucić mieszkania i zejść do piwnic chroniąc się przed nalotami (Warszawa, Powstanie Warszawskie) można było znowu kupić i każdy to robił. Babcia nauczyła mnie czytać, kiedy miałam 6 lat, a mama już wcześniej czytała śliczne bajki, powodujące, że bardzo chciałam czytać sama. Przez całe życie czytanie było moją ulubioną rozrywką, a to, co po 1990 zrobiono z tym... "RYNEK"... książki jako zwykły towar... nigdy im tego nie wybaczę! To przez to właśnie, społeczeństwo ponownie ... hmmmm... jak by to ... stało się mniej kulturalne. Wielka krzywda, wielka strata, wielki żal...

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]