Lubię być słuchaczką. Rozmowa z Catherine Lacey, autorką „Biografii X”

Związek dwojga ludzi jest doświadczeniem akceptacji własnego zagubienia. Koniecznością uznania, że nigdy nie pojmiemy siebie.
Czyta się kilka minut
Catherine Lacey // Fot. Willy Somma / materiały prasowe Wydawnictwa Czarne
Catherine Lacey // Fot. Willy Somma / materiały prasowe Wydawnictwa Czarne

Osadzona w alternatywnej historii powieść Catherine Lacey skonstruowana jest jako pośmiertna biografia tajemniczej artystki o pseudonimie X. 

W 1945 r. Stany Zjednoczone zostają podzielone na postępową Północ, pozornie neutralny Zachód oraz totalitarne Terytoria Południowe, odgrodzone od reszty kraju murem. X jest charyzmatyczną artystką, muzyczką, pisarką i wydawczynią, a przede wszystkim buntowniczką, która sprawia wrażenie kogoś, kto przeżył więcej niż jedno życie. 

Opowieść podąża za CM Luccą, żoną X, która próbuje odkryć prawdę o zmarłej partnerce. Gdy CM gubi się wśród rozbieżnych narracji i fałszywych poszlak, które zostawiła po sobie X, również czytelnicy wpadają w zastawione przez autorkę pułapki: sfalsyfikowane zdjęcia, przypisy, a nawet postacie historyczne przemawiające głosem innych pisarek i pisarzy. 

Lacey, wyobrażając sobie na nowo historię, tworzy zaskakujący obraz życia artystki oraz kobiety, która ją kocha.

Aleksandra Kamińska: „Biografia X” opowiada alternatywną historię Stanów Zjednoczonych, bardzo bliską powojennym doświadczeniom Europejczyków.

Catherine Lacey: Tak, choć warto podkreślić, że jako osoba dorastająca na Południu znam zupełnie inne Stany niż ci, którzy mieszkali wyłącznie na wybrzeżach. Oglądaliśmy nieco inną rzeczywistość. Wiele osób, które dorastały w Stanach, może również nie wiedzieć, że nie tak dawno temu w Europie wydarzyło się coś takiego – ktoś postawił mur dzielący kontynent na strefy wpływów. 

Kiedy pisałam „Biografię X”, rzeczywiście sporo myślałam o różnych miejscach na świecie. Zbierałam informacje o Korei Północnej i Południowej. Przez jakiś czas mieszkałam w Berlinie, a mur berliński i Muzeum Stasi stały się punktami osadzenia powieściowej historii. 

W tej historii słynna działaczka i anarchistka Emma Goldman, która przyjechała do Stanów z Kowna, walczy o queerowe małżeństwa, zniesienie instytucji więzienia i prawa imigrantów.

W alternatywnych Stanach Zjednoczonych nie mielibyśmy tej samej Emmy Goldman. Być może sprzedałaby swoje ideały, albo dokonała czegoś absolutnie niezwykłego? Z dzisiejszej perspektywy powiedzielibyśmy, że nie byłaby już Emmą Goldman. Nigdy byśmy o niej nie usłyszeli. 

Zastanawiam się, jakie miałaby możliwości, gdyby jej poglądy polityczne ewoluowały. Myślę, że w nieco innej wersji swojego życia mogłaby sądzić, że anarchizm wcale się w XX-wiecznej Ameryce nie sprawdzi, mogłaby skierować się na bardziej socjalistyczną ścieżkę. Polityka amerykańska była kiedyś znacznie bardziej pluralistyczna, zwłaszcza pod koniec XIX w., gdy przyjechała tu Goldman. 

Pokazujesz, jak bardzo polityka kształtowana jest przez kontekst społeczny. 

Można to zaobserwować na przykładzie grup mieszkających na rozległych obszarach wiejskich, które nie mają zbyt wielu sąsiadów w okolicy, albo wśród osób niezwykle zamożnych, które nie muszą wchodzić w interakcje z innymi ludźmi. Żyjąc w ten sposób, stajemy się bardziej konserwatywni, nie postrzegamy siebie jako części społeczeństwa. 

Jeśli mieszkasz w miejscu, gdzie masz nieustanny kontakt z ludźmi, do pracy jeździsz autobusem, masz sąsiadów, stajesz się wyczulona na potrzeby innych. Widząc osoby w kryzysie bezdomności, zaczynasz myśleć, że nie chcesz, by żyły na ulicy. Po pewnym czasie czujesz potrzebę podjęcia jakichś działań.

Twoja książka stawia wiele pytań o granice poznania i zrozumienia drugiej osoby.

Tak, nawet tej bardzo bliskiej, bo czy można tak naprawdę poznać człowieka, którego się poślubiło? Związek jest doświadczeniem akceptacji własnego zagubienia wobec drugiej osoby. Akceptacji tego, jak wasze życia się ze sobą łączą, wspólnej przyszłości. Ale też koniecznością uznania wielu niejasności i, czasem, braku rozumienia siebie wzajemnie.

Nigdy nie należałam do nastolatek, które ostentacyjnie i z pretensją powtarzały, że nikt ich nie rozumie. Oczywiście, że nikt nas nie rozumie. Nie szukam całkowitego zrozumienia, bo nawet sama siebie w pełni nie rozumiem. Nie piszę też z myślą wytwarzania jakiegoś rodzaju wiedzy o sobie. Nie uważam pisania ani czytania za element procesu poznawania drugiej osoby. 

Głównym zadaniem książki jest ukazanie czytelnikom jakiejś prawdy o nich samych. Ofiarowanie im takiego rodzaju samoświadomości, która uczyni ich lepszymi ludźmi.

Czuję się zatem usprawiedliwiona, że chwilę zajęło mi zrozumienie obsesji, którą CM ma na punkcje X. 

Sądziłam, że wszystko wymyśliłam od zera: w „Biografii X” akcja rozgrywa się w innej epoce, piszę o małżeństwie lesbijek, a sama nigdy nie poślubiłam kobiety. Byłam przekonana, że nie ma to żadnego związku z moim życiem. 

A ma?

Kiedy byłam młodsza i bardzo wierząca, cała moja tożsamość była związana z wiarą. W momencie, w którym przestałam wierzyć, chciałam przestać istnieć. Pierwsze poważne wątpliwości pojawiły się pomiędzy piętnastym a dwudziestym rokiem życia – to dość długo na przeżywanie kryzysu. 

Kiedy potem przeżywałam rozpad związku, to uczucie było znajome, przypomniało mi o odejściu z Kościoła. To był mój punkt wyjścia do narracji. Oba motywy znalazły się w „Biografii X”, choć podczas pracy nad książką nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Religia miała wpływ na twoją twórczość? 

Biblia była pierwszą lekturą, która pokazała mi znaczenie książek. Jedną z zalet wychowania w wierze jest to, że książka staje się centralnym elementem życia. Kiedy studiowałam na katolickim uniwersytecie i myślałam, że skończyłam z wiarą, nadal odczuwałam wiele emocji, które towarzyszyły mi, gdy byłam młodsza i bardziej wierząca. 

Catherine Lacey, Barcelona, 2025 r. // Fot. Anna Huix / materiały prasowe

Wszyscy potrzebujemy rytuałów. Ludzie znajdują je w religii, niektórym udaje się je znaleźć na inne sposoby, ale nawet najbardziej zagorzali znani mi ateiści mają swoje rytuały.

W najnowszej książce „The Möbius Book”, będącej częściowo opowieścią o rozstaniu, ponownie badasz granice opowiadania o drugim człowieku.

Większość „The Möbius Book” napisałam jeszcze przed wydaniem „Biografii X”, więc pod względem artystycznym wciąż jakoś tkwiłam w cieniu tej książki. Za każdym razem po skończeniu książki, ale jeszcze przed jej wydaniem, uświadamiam sobie, że jest w niej coś tak osobistego, że niemal niepokoi mnie, że będzie opublikowana. Niekoniecznie są to elementy autobiograficzne, bo te są raczej ukryte. 

Kiedy redagowałam „Biografię X”, zdałam sobie sprawę, że ta książka wcale nie jest tym, czego się spodziewałam. Całkowicie uwierzyłam w X, byłam nią oczarowana. Jako pisarka starałam się sproblematyzować fakt, że napisałam książkę pod wpływem fascynacji wymyśloną postacią, którą uważałam za niezwykłą, prawdziwą geniuszkę.

Biografia X, którą pisze CM, jest również próbą powstrzymania cynicznego mężczyzny przed kontrolowaniem narracji o jej zmarłej ukochanej.

Byłam tak pochłonięta tworzeniem fałszywej biografii i życia X, że zapomniałam, iż piszę ją z perspektywy wdowy. Nie wiedząc, jak czuje się wdowa, zwlekałam ze zrozumieniem żałoby. Napisanie pierwszego szkicu zajęło mi trzy lata – dość długo. A potem dałam manuskrypt mojej agentce, która stwierdziła, że pomysł może i jest fajny, ale to najnudniejsza rzecz, jaką napisałam. Uświadomiłam sobie, że tak bardzo skupiłam się na formie biografii, że zapomniałam o narratorce! 

Musiałam ożywić książkę, przepisać ją od nowa, opierając się na poszukiwaniach CM, a nie tylko na życiu X. Dlatego stworzyłam innego, nowego autora, który napisał tę bardzo standardową biografię, moją pierwszą książkę – i tej właśnie biografii CM nie znosiła. 

Zemsta na własnej książce może być świetną motywacją, jeśli umiesz się zdystansować do pierwszej wersji swojego pomysłu i pokazać, kto tu rządzi.

Twoja bohaterka współpracuje z Tomem Waitsem i Davidem Bowiem, wiąże się także z nieco zapomnianą folkową piosenkarką Connie Converse. Dlaczego?

Podczas pisania muszę uważać, czego słucham, bo muzyka tworzy pewien rodzaj schematu, rytmu, który mój mózg chętnie wykorzystuje do konstruowania zdań. Poza tym piosenki bardzo szybko przenoszą słuchaczy i słuchaczki w świat emocji innej osoby, a jako czytelniczka tego właśnie oczekuję od powieści – chcę, aby natychmiast przeniosła mnie w emocjonalną rzeczywistość, która, choć nie jest moja, może chwilowo uchodzić za moją. 

Podobnie działa składnia w przestrzeni książki: pokazuje, jak ważne jest brzmienie słów. Jest wiele podobieństw między pisaniem powieści a tworzeniem muzyki.

Poza tym: lubię być słuchaczką, amatorką. Fajnie mieć w życiu dziedzinę, w której jest się po prostu fanką. Kilka dni temu wysłuchałam od początku do końca wszystkich albumów Sharon Van Etten. 

Kiedy czytam książkę, rozkładam zdania na części pierwsze i zastanawiam się nad ich strukturą, nie jestem w stanie wyłączyć tej analitycznej części mojego mózgu. Natomiast kiedy słucham piosenki, często kompletnie nic nie wiem o tym, jak została zrobiona. Czasami nie potrafię rozpoznać, co to za instrument gra w tle, jak jest skomponowana całość. I nie chcę, żeby to się zmieniło.

„Biografia X” to narracja nadmiaru: bohaterów i bohaterek, niepewności, wydarzeń prawdziwych i zmyślonych. Jaka jest rola tego nasycenia powieści? 

Pracuję obecnie nad dwiema książkami, jedna z nich również jest pełna nadmiaru, druga bardziej oszczędna. Muszę cały czas przełączać się między tymi dwoma stylami pisania, w jednej maksymalnie wykorzystując strukturę fabuły i postaci, w drugiej redukując pisanie do samego szkieletu. 

„Biografia X” była dobrą lekcją balansowania między wieloma postaciami i przestrzegania chronologii wydarzeń. Ale to rodzaj narracji tworzy postaci. Dla mnie najważniejszą częścią powieści jest głos, który ją opowiada. Nie sądzę, żebym mogła to sama wymyślić i że to tylko ja decyduję o tym, jak ostatecznie będzie brzmiała opowieść. Musiałam wsłuchać się w głosy, które ją opowiadają. One przyniosły ze sobą postaci.

Kiedy rozmawiałyśmy na Brooklyn Book Festival, wspomniałaś, że zgłębiasz postać pewnego polskiego psychoanalityka – nadal się tym zajmujesz?

Tak, przeprowadziłam ogromną ilość badań dotyczących polskiego psychoanalityka Kazimierza Dąbrowskiego. Jego prace są dla mnie bardzo ważne. W internecie można znaleźć niewielką grupę skupioną wokół jego teorii pozytywnej dezintegracji. Jestem jej wielką zwolenniczką, uważam, że Dąbrowski był prawdziwym radykałem. 

Pracuję też nad rodzinną sagą. Chciałam napisać o pacjentce Dąbrowskiego, która wykorzystuje jego teorie w niewłaściwy sposób. Być może rozpracowuję w ten sposób własną, niejasną relację z jego teoriami?

Catherine Lacey jest amerykańską powieściopisarką. Za wydaną w 2023 r. „Biografię X” była nominowana do Nagrody im. Dylana Thomasa. Mieszka w Meksyku.

Catherine Lacey, Biografia X

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Lubię być słuchaczką