Reklama

Lem na nowo

Lem na nowo

14.08.2017
Czyta się kilka minut
Okazuje się, że niewiele wiedzieliśmy o biografii wielkiego pisarza. Doświadczył traumy tak przeraźliwej, że musiał zbudować wokół siebie barierę ochronną, by móc dalej żyć i tworzyć.
ALEKSANDER JAŁOSIŃSKI / FORUM
P

Przyjechałem na Kliny jak zawsze w czwartek o czwartej – rytuał, od którego rzadko odstępowaliśmy, a nasze spotkania trwały już, choć z przerwami, od dziesięciu lat. Brzęk automatycznie otwieranej furtki, pani Barbara czekająca w drzwiach, powitalne szczekanie gromadki psów, schody na piętro i wreszcie gabinet Stanisława Lema. Ściany, włącznie z antresolą, obudowane regałami na książki, globus księżycowy na palenisku kominka, na biurku maszyna Wimshursta wytwarzająca ładunki elektryczne (maszyna do pisania trafiła wcześniej na jakąś aukcję dobroczynną), stolik z herbatą, za oknami dwudziestoletnie już sosny, posadzone po zbudowaniu domu. Gospodarz na kanapie, ja – na tym co zawsze fotelu. Jeszcze tylko trzeba sprawdzić, czy magnetofon działa – i już...

„Chciałem zająć się nieszczęściem, które szykują nam bracia Kaczyńscy – opcje skrajnie prawicowe, które się ostatnio w Polsce...

18791

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Byłem na pierwszym roku studiów, gdy któregoś dnia, między zajęciami, na tablicy ogłoszeń, których pełno w korytarzach na uczelni, przed dziekanatami, przy wejściach i wyjściach, wszędzie, zauważyłem afisz – spotkanie ze Stanisławem Lemem. Wykładowa sala amfiteatralna była wypełniona po brzegi. Stanisław prowadził jakby wykład, wspomagając się tablicą, ale natychmiast przerywał za każdym razem, gdy na ogromny, szeroki stół trafiała mała karteczka z pytaniem od studentów. Zdałem sobie sprawę, że nie wziąłem żadnej książki, w której mógłbym zabrać ze sobą jego autograf. Nie pamiętam jak, ale przed końcem spotkania zdobyłem egzemplarz Cyberiady, lichy, w miękkiej oprawie, niepiękny, jak na tę okazję. Trudno. Oczywiście byłem ostatni w kolejce, już na korytarzu, gdy wreszcie złożył swój podpis. Podziękowałem, ścisnąłem książkę, zrobiłem w tym zwrot i zacząłem odchodzić, zdając sobie sprawę, jak sztucznie i sztywno stawiam kroki. Po dwudziestu metrach był załom korytarza, nie mogłem się nie odwrócić i nie spojrzeć. On patrzył na mnie i wtedy poczułem się jak kadet Pirx, nierozgarnięty, zniewolony, zahipnotyzowany.

że w stolicy "upamiętnia" się różnej maści polityków - nieudaczników, a Lem swojej ulicy nie ma. Nawet nowy bulwar u stóp Centrum Nauki Kopernik nosi imię jakiegoś nic nieznaczącego dla Polski generała, a miejsce dla takiego wizjonera byłoby wyborne. Naprawdę szkoda.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]