Od początku pełnoskalowej inwazji Kreml zintensyfikował działania dla uzyskania pełnej kontroli nad rosyjskim internetem. Władze nie tylko cenzurują treści i ścigają nieprawomyślnych użytkowników (słynne procesy karne za lajki pod postami opozycyjnych polityków), ale blokują też dostęp do sieci w wybranych regionach i zakłócają pracę konkretnych aplikacji i serwisów.
Bezpieczeństwo czy kontrola?
W marcu od mobilnego internetu odcięto punktowo mieszkańców Moskwy, którzy na blisko trzy tygodnie musieli przypomnieć sobie o życiu offline, przez korzystanie z papierowych map czy odtwarzaczy MP3.
Kreml uzasadnia restrykcje względami bezpieczeństwa, choćby atakami ukraińskich dronów. W rzeczywistości władze chcą odizolować rodzimy segment internetu od globalnej sieci, uniemożliwiając tym samym informacyjną ingerencję z zewnątrz.
Jednocześnie nadzór nad przestrzenią cyfrową ma działać prewencyjnie, zapobiegając społecznej samoorganizacji bez zgody Kremla. W ten sposób władze eliminują jeden z ostańców relatywnej swobody w Rosji.
Kreml blokuje komunikator Telegram
Najnowszym – a zarazem najmocniejszym – akordem tego procesu stała się faktyczna blokada najpopularniejszego w Rosji komunikatora Telegram. W piątek 10 kwietnia rządzącym udało się spowolnić aplikację do tego stopnia, że korzystanie z niej stało się praktycznie niemożliwe bez instalowania programów do obejścia blokady.
Ograniczenia spotkały się w Rosji z dość powszechną negatywną reakcją społeczną. Podjęto nawet próby zorganizowania ulicznych protestów na tym tle – Kreml jednak nie wydał na nie zezwolenia.
Natomiast zaproponowana przez rządzących alternatywa – czyli stworzony na państwowe zlecenie komunikator Max – nie cieszy się popularnością wśród Rosjan. Oprócz inwigilowania użytkowników, aplikacja ta ma być niezwykle niestabilna.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















