W scenicznej wariacji na temat słynnych esejów Rebekki Solnit nie ma mocnych haseł, okrzyków i manifestów. To, co należy do ideologii, przykrywają historie i uczucia kobiet – ich siła, wściekłość i współczucie.
Przedstawienie Klaudii Gębskiej powstało na Scenie Studio, w najmniejszej przestrzeni Teatru Narodowego w Warszawie. I bardzo dobrze, bo to niewielki spektakl, pisany małymi literami, często mówiony szeptem, niestroniący od żartu. Co nie oznacza, iż nie wybrzmiewa w nim najpoważniej sprawa kobiet.
Teatr poza bańką: „Mężczyźni objaśniają mi świat” trafiają do widzów
„Mężczyźni objaśniają mi świat” oglądam krótko po premierze, na szeregowym seansie. Skromna widownia Sceny Studio wypełniona do ostatniego miejsca, koło kasy grupa chętnych nie traci nadziei na wejściówki. Patrzę na twarze sąsiadek i sąsiadów – kilka postaci z teatralnego szlaku, ale przytłaczająca większość to cywile.
Rząd przede mną siedzi znajoma, uwielbia teatr, ogląda sporo, ale na pewno nie widzi samej siebie jako miłośniczki wszystkiego, co progresywne. Kiedy rozmawiam z nią po zakończeniu, jest bardzo zadowolona. Z torby wyjmuje książkę Solnit, teatr wybiera z niej fragmenty, zatem przeczyta całość.

Nie powiem, że na to akurat przedstawienie szedłem do Narodowego jak na ścięcie, ale szczególnej ekscytacji nie czułem. Tymczasem minęło kilkanaście minut i wszedłem w świat scenicznego Aspen jak we własny, z satysfakcją odnotowując, iż niektórych z widzianych na scenie aktorek o taką vis comica nie podejrzewałem.
I pomyślałem sobie znowu, jak umiejętnie zaprojektował swoje dyrektorskie wejście do Narodowego Jan Klata. Każdy dotychczasowy tytuł otwiera bowiem nową płaszczyznę rozmowy z widzem, każe skupić uwagę na trochę innym myśleniu o teatrze, a przede wszystkim nie powtarza tematów.
Rebecca Solnit i Klaudia Gębska: połączenie ryzykowne i intrygujące
„Termopile polskie” Micińskiego w inscenizacji Klaty z impetem wkraczały w rejestr narodowych spraw i pomijanej niesłusznie klasyki. „Niewyczerpany żart” Kamila Białaszka miał siłę anarchistycznej rewolty; sprawił, że narodowej scenie nagle ubyło lat. Wraz z inscenizacją tekstów Solnit światło zostaje skierowane na kobiety. To zresztą nie jest kwestia jednego przedstawienia. W przygotowaniu przecież „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk w ujęciu młodej reżyserki Ewy Platt, potem „Moralność pani Dulskiej” Zapolskiej przygotowana przez Annę Augustynowicz.
To za chwilę, teraz Rebecca Solnit i Klaudia Gębska – uznana myślicielka i eseistka oraz początkująca inscenizatorka, z zaledwie drugim przedstawieniem na koncie. Połączenie chyba wcale nieryzykowne, a na pewno bardziej intrygujące, niż gdyby spektakl w Narodowym wyreżyserowała dajmy na to Agnieszka Graff, bo kto jak kto, ale ona o twórczości Solnit wie absolutnie wszystko.
Klaudia Gębska wszystkiego nie wie i nie próbuje udawać, że jest inaczej. Wraz z dramaturgiem Mariuszem Gołoszem czytają zatem Solnit, zadając jej i sobie pytania o sprawy podstawowe. Sprawdzili się we współpracy już wcześniej, realizując w krakowskiej AST „Pieśni piekarzy polskich” Gołosza, on jako autor mocno zaznacza w teatrze swą obecność, ale „Mężczyźni objaśniają mi świat” to trochę inna sprawa, bo praca na czyimś tekście. W dodatku ikonicznym, przenikliwym, a dla wielu tak istotnym, że w literach nienaruszalnym.
Estetyka zamiast publicystyki: subtelna siła przedstawienia
Tymczasem autorzy przedstawienia w Narodowym owe litery naruszają, wiedząc, że co innego esej, a co innego scena. Dlatego czynią z Solnit (świetna, autoironiczna Aleksandra Justa) autonomiczną postać sceniczną, inscenizują kolejne sekwencje, włącznie z najważniejszą – oskarżeniem bardzo ważnego Nauczyciela (Wiesław Cichy), a wraz z nim patriarchatu.
Otaczają panią Solnit inne wpatrzone w nią lub wypowiadające jej posłuszeństwo kobiety – jest Padawanka (znakomita Patrycja Soliman), jest sprzątaczka (chwilami przejmująca Edyta Olszówka), jej córka studentka (Zuzanna Saporznikow).

Wszystkie do czegoś dążą, biorą od Solnit słowa i idee, ale gdy trzeba – zrzucają ją z profesorskiego piedestału, walcząc o prawo do własnego przeżywania życia, a kiedy trzeba do niczym nie hamowanego w…u. Ostatnie lata pokazały, że jego siła potrafi zmieniać świat.
Dzięki pastelowo-humorystycznej scenografii Julii Furdyny i Zofii Tomalskiej oraz delikatnym wokalizom Anny Lobedan mała rzecz w Narodowym ucieka w stronę świadomej estetyzacji, unikając cienia podejrzenia o publicystyczną dosłowność.
A że Rebecca Solnit nie jest tak miła, jak niektórym się zdawało, że powinna być? Jest wyrazista, mocna, autoironiczna. I taką bardzo ją polubiłem.
Autor jest szefem działu kultury Polskiej Agencji Prasowej
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















