Reklama

Wiadomość do przyszłego świata

Wiadomość do przyszłego świata

14.12.2020
Czyta się kilka minut
Jak wysłać wiadomość do tych, którzy będą żyli na Ziemi za 10 tysięcy lat? Lem przewidywał, że pomogą w tym rośliny.
„Bajki robotów”, 1989 r. Il. Daniel Mróz
R

Rozwój badań i przemysłu związanego z energią atomową, bronią jądrową i lotami kosmicznymi spowodował nagły i potężny wzrost ilości odpadów radioaktywnych, bardzo szkodliwych przez około 10 tys. lat (według wielu naukowców to najniższy możliwy szacunek, do tej liczby można by dodać zero albo dwa). W 1957 r. amerykańska Narodowa Akademia Nauk zarekomendowała gromadzenie tych odpadów głęboko pod ziemią, najlepiej w skałach solnych, które są szczelne i stabilne.

Na początku lat 80. w Nowym Meksyku w USA powstał Pilotażowy Ośrodek Izolowania Odpadów (WIPP), pojawił się też projekt stworzenia trwałego repozytorium dla substancji promieniotwórczych w górach Yukka, na pustyni nieopodal Las Vegas. Politycy i naukowcy zaczęli się zastanawiać: jak będziemy o tych miejscach ostrzegać ludzkość, która za 10 tys. lat może mówić w zupełnie innych językach? A może zapisane języki w ogóle przestaną być czytelne? Może przyszłym pokoleniom pismo wyda się archaiczną techniką? Może lepiej wybrać symbole? Ale jak sprawić, by przetrwały próbę czasu, skoro niektóre naskalne malunki sprzed tysiąca lat są nieczytelne? I co zrobić, by symbole, których używamy dziś, były w ogóle zrozumiałe?

Do tych rozważań departament Energii USA powołał specjalny zespół: Human Interference Task Force. Inżynierowie, antropolodzy, fizycy nuklearni i behawioryści głowili się nad tym, jak porozumieć się z przyszłością. O to samo spytał swoich czytelników niemiecki magazyn semiotyczny „Zeitschrift für Semiotik”. Jednej z wizjonerskich odpowiedzi udzielił filozof i futurysta Stanisław Lem.

Lem uważał, że najrozsądniejszym rozwiązaniem byłoby wystrzelenie odpadów radioaktywnych w kosmos, oczywiście kiedy tylko loty staną się mniej kosztowne (przewidywał, że nastąpi to ok. 2080 r.). W obliczu istniejącego wyzwania zaproponował sięgnięcie jeszcze dalej w historię ewolucji niż francusko-włoski duet Bastide-Fabbri (zob. „Promieniste koty”) – do roślin. Pojawiły się na Ziemi około miliarda lat temu i z pewnością przetrwają jeszcze niejedno zawirowanie na planecie, być może zawarta w nich informacja będzie czytelna nie tylko dla nas. Lem uznał kod DNA za najdoskonalszą metodę jej przekazywania – „zarówno pod względem swojego alfabetu, struktury, jak i semantyki, do dziś jest tym samym kodem, który istniał 4 miliardy lat temu”, pisał w eseju „Kodowanie informacji na żywym nośniku”. Jego zdaniem w DNA roślin można by zapisać informację o promieniotwórczym charakterze miejsca, w którym rosną.

Oczywiście Lem zdawał sobie sprawę z ograniczeń tego pomysłu – w latach 80. nie potrafiliśmy jeszcze wyprodukować nośników danych w oparciu o kod DNA (choć ten próg uznawał za relatywnie szybki do przeskoczenia). Istniało również ryzyko, że przyszłe generacje nie będą w stanie odkodować informacji zawartej w roślinach. Dlatego powinna ona być jak najprostsza, matematyczna, bez niepotrzebnych odniesień do kultury.


Daniel Mróz

Debata o tym, jak mówić o szkodliwych substancjach do przyszłości, rozlała się na kolejne dekady i do dziś nie ma w tej kwestii jednoznacznych rozstrzygnięć. Nie zostało też otwarte repozytorium w górach Yukka, od którego wszystkie te rozważania się zaczęły. Jednak, jak zauważył Lem, sam problem odpadów radioaktywnych jest tylko pretekstem do tego, by zastanowić się nad sposobem kształtowania informacji na przyszłość – wysyłania czytelnych wiadomości do tych, którzy nastaną po nas. Do tej pory ludzkość jeszcze ani takiej wiadomości nie wysłała, ani też nie otrzymała.

Z pewnością nie bez wpływu na koncepcję Lema był fakt, że 30 lat wcześniej Francis Crick i James Watson opisali podwójną helisę DNA i zrozumieli mechanizmy dziedziczenia, a pod koniec lat 70. stworzono pierwszy genetycznie modyfikowany organizm. W poprzedzającym rozważania o kodowaniu eseju „Prognoza rozwoju biologii do roku 2040” (1981) Lem przewidywał, że w przyszłości kluczowa stanie się inżynieria genowa. W pierwszej fazie jej rozwoju surowcem wyjściowym i końcowym będą ustroje żywe, w ostatniej, transbiologicznej fazie – tworzywa nieożywione. W prognozie zastanawia się on m.in. nad genetyką zbrojeń wirusologicznych oraz szansami leczenia chorób dziedzicznych. Przewiduje zmianę paradygmatu w medycynie – z leczenia interwencyjnego na ciągłe oraz że „nieodzownym narzędziem terapii stanie się komputer”. Lem antycypował pojawienie się wielu tendencji i wynalazków – np. e-booków („kryształki z utrwaloną treścią” w „Powrocie z gwiazd” z 1961 r.) czy Google’a, na długo przed powstaniem internetu („Biblioteka Trionów” z „Obłoku Magellana”, 1955 r.).

Czy Lem czuł, że rośliny potrafią się komunikować? Wiele kultur rdzennych wie o tym od dawna, jednak nauka zaczęła je na tym przyłapywać dopiero w ostatnich dziesięcioleciach. Kanadyjska leśniczka Suzanne Simmard od lat 80. bada lasy Kolumbii Brytyjskiej. To ona jako pierwsza zorientowała się, że drzewa potrafią wchodzić ze sobą w interakcje dzięki grzybom, które tworzą w glebie gęste sieci mikoryzowe (w jednej łyżce gleby może być kilka kilometrów sieci, a pod jednym śladem stopy – kilkaset). Korzenie drzew są połączone z grzybnią, za jej pośrednictwem komunikują się z innymi drzewami, także innych gatunków. Potrafią sobie przesyłać informacje m.in. o zagrożeniu (np. o nowym szkodniku na terytorium, co pozwoli innym zawczasu wydzielić enzymy ochronne), ale również się dożywiać: przesyłać węgiel w sytuacji, gdy jeden z „kolegów” jest niedożywiony, bo pogorszyły się jego warunki do fotosyntezy. Na ich sieć komunikacyjną mówi się „Wood Wide Web”, a do powszechnej świadomości powoli przebija się fakt, że las to nie zbiór indywidualistów, tylko głęboko powiązany system.


„Bajki robotów”, 1989 r. Daniel Mróz

Po drugiej stronie kuli ziemskiej, w Australii, badaczka Monica Gagliano wykazała, że rośliny są zdolne do habituacji, czyli uczenia przez skojarzenia, a także zapamiętywania. Do badań wybrała gatunek, który fascynuje ludzi od dawna, bo potrafimy obserwować ich ruch w naszej skali czasu – mimozę. Roślina ta w ramach reakcji obronnej, np. po dotknięciu nosem przez jakieś zwierzę, zamyka swoje liście. Gagliano w laboratorium upuszczała mimozę i ją łapała, zanim ta zdążyła dotknąć podłoża. Z początku roślina instynktownie zamykała liście, z czasem jednak zorientowała się, że upadek nie ma żadnych konsekwencji, i przestała to robić, mogła więc w spokoju zajmować się tym, co dla niej najważniejsze – fotosyntezą. Mimoza na długo zapamiętała swoje doświadczenie. Gdy po miesiącu powtórzono eksperyment, nadal nie zamykała liści.

Gagliano jest pionierką badań nad możliwościami poznawczymi roślin. Zaprasza nas do kwestionowania tego, co o nich sądzimy. Jak organizmy, które nie mają sieci neuronowych ani mózgu, wykonują zadania? Być może nasz system rozwiązywania problemów jest tylko jednym z możliwych, niekoniecznie najlepszym. Może podział na rośliny i zwierzęta, który mamy od czasów Arystotelesa, wymaga rewizji. W innym eksperymencie Gagliano oddzieliła od siebie pomidora i szczypiorek w dwóch szczelnych pojemnikach. Każdy ogrodnik wie, że pomidory rosną lepiej w towarzystwie szczypiorku, tak jak bazylia rośnie lepiej obok chilli. Mimo że rośliny były od siebie odcięte, nie mogły wymieniać sygnałów chemicznych, światła, powietrza, to wiedziały o swojej obecności – i rosły lepiej. A zatem: co jeszcze jest między nimi? ©

PROMIENISTE KOTY

Francuzka Françoise Bastide i Włoch Paolo Fabbri doszli do wniosku, że skoro koty towarzyszą ludzkości od tysięcy lat, możemy bezpiecznie założyć, że w przyszłości nadal będą z nami. Poddane genetycznym modyfikacjom, zmieniałyby kolor za każdym razem, gdyby zbliżyły się do niebezpiecznego terytorium. „Ray cats”, promieniste koty, musiałyby się tylko stać elementem kultury przez mity i opowieści, tak aby przyszłe pokolenia rozumiały, co zmiana koloru ich sierści w ogóle oznacza.


„Cyberiada”, 1965 r. Daniel Mróz

WIADOMOŚCI DO POSTLUDZKIEJ ZIEMI

Lemowski koncept wysyłania wiadomości do przyszłości przy pomocy roślin porwał wyobraźnię dwóch brytyjskich artystek – May Abdalli i Amy Rose, współtworzących Anagram, studio doświadczeń immersyjnych. Na wiosnę 2021 r. artystki postanowiły zaprosić nas do spojrzenia na naturę w nowy sposób. We współpracy z Monicą Gagliano planują stworzyć w ogrodach botanicznych w Amsterdamie, Warszawie, Londynie i Wiedniu cyfrowe instalacje w koronach drzew i wokół ich pni, poszerzające doświadczenia wzrokowe, skłaniające do refleksji nad tym, że świat natury jest czymś o wiele bardziej złożonym, niż postrzega go ludzkie oko. Esencja proponowanego przez nie doświadczenia przywodzi na myśl japońską praktykę shinrin-yoku, kąpieli leśnych. Jak pokazuje wiele badań doktora Qinga Li, autorytetu w tej dziedzinie, regularne zanurzanie się w lesie przynosi korzyści nie tylko dla psychiki, ale również fizjologii układu odpornościowego.

Futurolog, kosmiczny myśliciel, którego rozważania zdawały się orbitować tak daleko od naszej codzienności, na kilka pokoleń do przodu, za pośrednictwem artystek z innej generacji i przy pomocy technologii, którą antycypował, zaprasza nas do odczuwania, jak bardzo jesteśmy częścią wszechświata. Idźcie w naturę i ją poczujcie. A jeśli jeszcze może to zadziałać prozdrowotnie, to wydaje się, że nie ma lepszego pomysłu na uleczenie zmęczonych wirusem ciał oraz umysłów. I to niekoniecznie tylko w ramach artystycznego doświadczenia. Być może wraz z rozwojem cywilizacji będziemy kodować informacje przy pomocy roślin, jak przewidział Lem. I być może usłyszymy w końcu to, co mają nam do powiedzenia.

Czytaj pozostałe teksty dodatku 2021: Rok Lema

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ci co śledzą obecny rozwój nauki mogą już stwierdzić, że Lem był raczej autorem konserwatywnym i ostrożnym. Jeżeli chodzi o problem stabilnego nośnika danych (tzw. dysku twardego, który przetrwałby milion lat), to rozwiązaniem okazało się być szkło. Pamięć 5D pozwala na zapis danych przy pomocy lasera. Stabilność danych tak zapisanych jest szacowana na ~14 mld lat.

Problem odpadów radioaktywnych wynika z ich definicji. Wcale nie są problemem a produktem, który można odpowiednio wykorzystać. Czyli kwestia interpretacji.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]