Legimi to pierwsza platforma, która pozwoliła Polakom czytać w streamingu. Nie trzeba z góry decydować o tym, co chcemy kupić. Możemy, jak w księgarni, najpierw przekartkować wybrane pozycje albo wysłuchać fragmentu audiobooka. Opłacając miesięczny abonament, podobnie jak robimy to korzystając ze Spotify czy Netfliksa, zyskujemy dostęp do nieprzebranej oferty nowości w formie cyfrowej.
Jak działa Legimi
Jeśli jednak w domowym budżecie nie mamy akurat wystarczających środków, z pomocą przychodzą miejskie biblioteki. Wiele z nich, każdego miesiąca, udostępnia setki dostępów do Legimi, płacąc za nie uprzednio z publicznych pieniędzy (jedna tylko wypożyczalnia w małym mieście na południu kraju udostępnia rocznie, jak wynika z umowy przedstawionej do wglądu „Tygodnikowi”, 1200 abonamentów Legimi, za każdy z nich płacąc platformie 17 zł).
Kiedy przeczytamy lub przesłuchamy co najmniej 10 proc. książki, następuje odpowiednio jej wypożyczenie lub zakup, tzn. nasza decyzja zostaje zaraportowana do Legimi i – co za tym idzie – do platformy dystrybucyjnej wydawnictwa. Transakcję widzi zarówno sklep, operator platformy, który dostarcza pliki, jak i sam wydawca. A przynajmniej – tak powinno być.
Tymczasem, „z powodów technicznych”, jak twierdzi Legimi, przez co najmniej kilka miesięcy, począwszy od kwietnia, książki były co prawda dostarczane do czytelników, ale ten fakt nie zawsze był odnotowywany w raportach wydawców. Co za tym idzie – ani wydawca, ani autor nie otrzymywali wynagrodzenia za kupione i wypożyczone przez Legimi książki.
Nieprawidłowości w rozliczeniach z Legimi
– Stwierdziliśmy dwie nieprawidłowości – wyjaśnia w rozmowie z „Tygodnikiem” Marek Dobrowolski, wiceprezes ds. handlowych wydawnictwa Nasza Księgarnia. – Po pierwsze, kolejni wydawcy zgłaszali sobie nawzajem brak w systemie transakcyjnym rozliczeń tytułów, które na pewno były słuchane lub czytane. Pojedyncze przypadki, ale znamienne. To dało nam do myślenia i zaczęliśmy sprawdzać swoje oferty na Legimi.
Nasza Księgarnia korzysta z usług Platformy Dystrybucyjnej Wydawnictw, którą powołała do życia ponad dziesięć lat temu grupa dużych wydawców. PDW dostarcza pliki do sklepów internetowych, takich jak Legimi, iTunes czy EmpikGo. To ułatwienie dla obu stron – sklepy negocjują i rozliczają się z jednym podmiotem, który ma tytuły ponad 50 wydawców na wyłączność. Poszczególni wydawcy nie potrzebują z kolei osobnej platformy do przechowywania plików, ich zabezpieczenia, fakturowania itd. Jak się okazało, współpraca z PDW ułatwiła właścicielom wydawnictw również wykrycie nieprawidłowości.
– Wpadliśmy na pomysł, żeby odczyty i odsłuchy w aplikacjach Legimi potwierdzić notarialnie – opowiada Dobrowolski. – A potem – także notarialnie – potwierdzić dane również w systemie rejestrującym transakcje. Okazało się, że w rozliczeniach Legimi brakuje średnio 50 proc. czytanych i słuchanych tytułów.
Z aktami notarialnymi w rękach przedstawiciele wydawców udali się na rozmowy z Legimi, żądając, pod groźbą skierowania sprawy na drogę procesową, wiarygodnych danych oraz pełnego audytu systemu Legimi. Finalnie okazało się, że od kwietnia nie zarejestrowano co najmniej kilkudziesięciu tysięcy transakcji.
Te liczby potwierdza w rozmowie z „Tygodnikiem” prezes PDW, Adam Nowicki, uprzedzając jednak, że mogą być niedoszacowane, ponieważ Legimi cały czas dostarcza kolejne dane.
– Na nasze pytanie, co działo się wcześniej, a więc przed kwietniem 2024, dostaliśmy odpowiedź, że „wszystko było ok” – żadnych danych, dowodów, audytów – mówi rozgoryczony Dobrowolski.
Czy był to rzeczywiście problem technologiczny? Albo, jak napisało w oficjalnym piśmie Legimi, błąd wynikający z tego, że „rzeczywistość technologiczna jest złożona”?
– Nasi informatycy uważają, że nie szło tego „problemu” nie zauważyć – twierdzi Nowicki. – Jeśli rzeczywiście doszłoby do awarii, prawdopodobnie na drugi, trzeci dzień mieliby w Legimi jasny komunikat, że coś nie gra. Jesteśmy na etapie wyjaśniania, dlaczego nikt nie alarmował.
Legimi w bibliotekach
Wydawcy są rozgoryczeni nie tylko z powodu niezafakturowanych transakcji. Zresztą, jak mówią nieoficjalnie ci mniejsi, niezrzeszeni w PDW – branża przeczuwała, że nie jest rozliczana fair, ale umowy z Legimi i tak były dużo korzystniejsze od tych, które proponuje konkurencyjny Empik. Brak na rynku dużego gracza, który płaci „w miarę uczciwie”, oznaczałby dla wielu małych wydawców katastrofę. Właśnie do tych argumentów zdaje się odwoływać w swoim oficjalnym stanowisku Legimi. Ale na problemach z fakturowaniem nie kończą się zarzuty pod adresem platformy.
– Równocześnie z pierwszymi próbami zrozumienia, dlaczego transakcje nie są rejestrowane, stwierdziliśmy, że oferta wydawców kierowana do bibliotek publicznych na specjalnych, bardzo korzystnych dla Legimi warunkach jest dostępna także w komercyjnych usługach dla pracowników dużych, bogatych firm, w ramach oferty MultiLife – mówi Dobrowolski.
Słowem: Legimi oferowało abonament z pełną ofertą biblioteczną za ułamek kwoty, którą powinien płacić wydawcy pracodawca oferujący w swojej firmie książki w ramach pracowniczego benefitu. Ile było tych tzw. bibliotek zakładowych, które otrzymały abonament skierowany do bibliotek publicznych?
Nowicki: – Naliczyłem ponad czterdziestu klientów korporacyjnych, czyli podmiotów, które nie były bibliotekami, a były zaopatrywane przez Legimi na tych warunkach, na których my, jako PDW, ale też wydawcy, których obsługujemy, zgodziliśmy się dystrybuować książki bibliotekom.
– Legimi twierdzi, że oferta biblioteczna może obejmować pracowników firm, bo są tam pracownicze biblioteki – dodaje Dobrowolski. – To oczywiście nieprawda, ale nikt tego nie zweryfikuje. My dowodzimy, że to nadużycie, ponieważ o niczym takim nie mówią nasze umowy z Legimi. Więcej, mamy w nich jasno zapisane, czym jest biblioteka oraz jaka powinna być „fizyczna” procedura nadawania czytelnikowi uprawnień do korzystania z naszych plików.
– Kiedy tworzyliśmy ofertę dla bibliotek w kwietniu 2020 r., zależało nam, by dotrzeć do ludzi, którzy lubią czytać, a których nie stać na książki – opowiada Nowicki. – Albo do takich, którzy mają daleko do księgarni, ale mają niedaleko małą bibliotekę wiejską. Do tych, którzy lubią biblioteki i korzystają z czytników książek elektronicznych. W pewnym momencie jednak Legimi zaczęło ją udostępniać podmiotom, które powinny kupować książki w regularnych cenach bez preferencji w zakupie.
Ostatecznie wydawcy – na czas ustaleń z Legimi – postanowili wycofać swoje tytuły z oferty bibliotecznej. Wszystkie biblioteki, które kupowały dla swoich czytelniczek i czytelników dostępy do platformy Legimi, z dnia na dzień straciły z półek ok. 26 tys. cyfrowych książek – głównie nowości. Platforma podniosła też ceny abonamentów, tłumacząc swoją decyzję zmianami w prawie autorskim. Od 22 października będzie oferować tzw. Katalog Klubowy, w którym oprócz standardowej subskrypcji trzeba będzie ponosić dodatkowe opłaty za dostęp do książki.
Rynek książki elektronicznej w liczbach
17 zł wynosi koszt pojedynczego dostępu bibliotecznego do Legimi.
2040 bibliotek otrzymuje dofinansowanie na zakup książek, także w wersji cyfrowej.
26 tys. książek dostarcza w ofercie bibliotecznej dla Legimi Platforma Dystrybucyjna Wydawnictw (PDW), zrzeszająca ponad 50 wydawców.
92 tys. audiobooków i e-booków kupiły łącznie w zeszłym roku biblioteki publiczne. Ile tytułów zakupiono poprzez Legimi? Nikt nie prowadzi takiej ewidencji.
Biblioteki wykazują jedynie całość wydatków na książki. Żadna z pytanych przez nas instytucji – Biblioteka Narodowa, Instytut Książki, Polska Izba Książki, Biblioteka Analiz, GUS – nie posiada danych obrazujących wielkość zakupów bibliotek od poszczególnych dostawców.
879 tys. kodów do platform cyfrowych (abonamentów) udostępniono w zeszłym roku czytelnikom bibliotek.
375 mln zł wart jest mniej więcej rynek książki elektronicznej w Polsce.
„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















