Lechy na Wawel!

Zanim coś się odsłoni, warto spojrzeć, co się odsłania. Zwłaszcza jeśli jest się Premierem Rzeczypospolitej.
Czyta się kilka minut

Zwłaszcza jeśli akt odsłonięcia zastygnie w spiżowej permanencji dla danego krajobrazu, przystrajając go na odpowiednią nutę. Patriotyczną, oczywiście. Katastrofalnie patriotyczną, ma się rozumieć.

Kraśnik. Polska. Premier wyjedzie, a mieszkańcy Kraśnika pozostaną... Ciężko, ciężko, oj, ciężko będzie to znosić, przechodzić mimo, przechodzić i udawać, że się tego nie widzi, omiatać wzrokiem przestrzeń i nie zauważać. Sterczy, przez Premiera Rzeczypospolitej dumnie obnażone, ośmieszając najwyższe władze państwowe, ośmieszając Lecha Kaczyńskiego, ośmieszając ideę pomnika jako takiego. Kroczy, kroczy niby-Lech, nader trudny do wyrzeźbienia, zbyt trudny, i to widać gołym okiem, na pierwszy rzut oka, nie ma co owijać w bawełnę. No, może z czasem szarfę zdejmą nieszczęśnikowi, ale reszta, niestety, pozostanie, niczym niezręcznie uplasowany żart. Po co strzelać estetycznego samobója? Upamiętniać dla beki? Wszak się nie godzi, nie licuje. Toż to nawet Cristiano Ronaldo doczekał się lepszej rzeźby, a przecież żadna głowa państwa żadnego z jego pomników nie odsłaniała.

Żeby jeszcze Kraśnik był po prostu nieszczęsnym wyjątkiem na mapie Polski... Nie jest. Mapa RP jest już upstrzona niczym portret Franciszka Józefa przez muchy. Nadciągają kolejne. Będą ich, mam nadzieję, nie miliony, ale tysiące z pewnością. Czy pośmiertna armia Kaczyńskich przewyższy liczebnie armię Janów Pawłów (w liczbie jak dotąd 5000)? Nie wiadomo, rywalizacja rozgorzała na dobre, bój jest zacięty, wiadomo natomiast, że efekty po wielokroć jeszcze zmrożą krew w żyłach nieszczęsnym okolicznym mieszkańcom tudzież przyjezdnym, generalnie: Polkom i Polakom. Bezradnym przymusowym świadkom żenującej estetycznej katastrofy.

Niczym memento, mimowolnie ośmieszające – monumenta katastrofy. W tym sensie nie dziwota, że parszywe pomniczki Lecha Kaczyńskiego mnożą się jak purchawki po deszczu, one są wykwitem, pokłosiem, logicznym następstwem katastrofalnej mentalności estetycznej. Nie można oddzielać twórców od tworzywa. Jak katastrofa, to katastrofa, na całego, niech się po Polsce brązowym echem odbija, niech się odciska, biało-czerwoną szarfą przepasana. Na to nas stać.

Taką Polskę chcą widzieć szczęściarze-włodarze, gracko a bezczelnie podszywający się pod suwerena. Mówisz i masz. Popyt – podaż – katastrofa. I weź kiedyś to spróbuj usunąć... Gdzie to pochować? Może jako naszą terakotową armię – na Wawelu?©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2018