Kto jest większym „pachołkiem Moskwy”? Nawet przykład Słowacji nie przerywa spirali politycznego hejtu

Zamach na słowackiego premiera zdarzył się w samym środku kolejnej kampanii wyborczej w Polsce. To ponury komentarz do wojny między PiS a PO o to, kto lepiej służy rosyjskim interesom.
Czyta się kilka minut
Poseł PiS Dariusz Matecki i poseł KO Jakub Rutnicki prezentują w Sejmie „dowody” współpracy Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego z Kremlem, Warszawa, listopad 2023 r. // Fot. Jacek Szydłowski / Forum
Poseł PiS Dariusz Matecki i poseł KO Jakub Rutnicki prezentują w Sejmie „dowody” współpracy Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego z Kremlem, Warszawa, listopad 2023 r. // Fot. Jacek Szydłowski / Forum

Niemal równocześnie z zamachem na Roberta Ficę Platforma wypuściła słynny już spot, w którym w bardzo ostrej formie oskarżyła PiS o prorosyjskość, cytując m.in. słowa kontrowersyjnego generała Piotra Pytla: „Rosja już tu jest. Jej największym sukcesem w Polsce jest PiS”.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

BYŁ TO KOLEJNY akt forsowanej przez PO narracji, do której paliwa dostarczyła ucieczka na Białoruś związanego z ugrupowaniem Zbigniewa Ziobry sędziego Tomasza Szmydta, awansowanego za poprzednich rządów na szefa wydziału prawnego w Krajowej Radzie Sądownictwa. Wcześniej było też bardzo ostre przemówienie premiera Donalda Tuska w Sejmie, oskarżającego PiS o rosyjskie powiązania i cytującego pod adresem partii Jarosława Kaczyńskiego słynne zdanie Leszka Moczulskiego: „płatni zdrajcy, pachołki Rosji”.

PiS w swoim spocie wyborczym nie był wiele lepszy, przypominając m.in. słowa prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki, cieszącego się ze zmiany władzy w Polsce. Politycy prawicy – niestety, przy udziale prezydenta Andrzeja Dudy – nie wahali się kolejny raz oskarżyć Donalda Tuska o romansowanie z Rosją, przypominając do znudzenia jego spotkanie z Władimirem Putinem na molo w Sopocie w 2009 r. oraz współpracę polskich służb wojskowych z FSB.

OBIE STRONY nie bawią się w niuanse, mogące w jakikolwiek sposób podważyć toporny przekaz. PiS i prezydent udają, że nie wiedzą, iż kontakty z Putinem miały miejsce w zupełnie innej sytuacji politycznej – gdy można było jeszcze mieć nadzieję, że oswajanie Rosji poprzez budowanie jej różnorakich powiązań gospodarczych z UE stwarza szanse na jej demokratyzację. I że nieco wcześniej o zbliżenie z Moskwą starał się także prezydent Lech Kaczyński, który jednak po napaści Rosji na Gruzję stracił wszelkie złudzenia.

PO z kolei nie chce pamiętać, że PiS, choć utrzymywał ścisłe kontakty z Viktorem Orbánem i innymi proputinowskimi siłami w Europie, zawsze cechował się jednocześnie radykalną antyrosyjską retoryką i taką samą realną polityką – jej elementem było choćby cykliczne oskarżanie Rosji o zamach smoleński. Jeżeli formacji tej można coś zarzucić, to przede wszystkim forsowanie zbyt nacjonalistycznej agendy, skazującej Polskę na izolację i tym samym wystawiającej nas na rosyjskie zagrożenie.

TEZY CIĘTE SIEKIERĄ mogły się pojawić z okazji wyborów do europarlamentu, bo we współczesnej polityce liczy się głównie przekaz wykluczający niuanse i kreowany zupełnie świadomie; z uwzględnieniem konsekwencji. Jego celem nie jest jakiekolwiek zbliżenie się do prawdy, tylko maksymalna eskalacja emocji przeciwko politycznemu wrogowi. Działacze partyjni, słabi w kreowaniu własnych programów, sądzą, że tylko takie emocje mogą napędzić do urn wyborców i przechylić szalę zwycięstwa.

Zamach na Słowacji pokazuje, jak to się może skończyć. I nasuwa bezsilne pytanie, czy tylko skrajna tragedia może sprowokować refleksję na temat żenującego poziomu debaty politycznej. Fakt, nie wszyscy uważają, że napędzanie społecznej polaryzacji ma sens. Są w Polsce siły, które mogą skorzystać na zmęczeniu wyborców wojną polsko-polską. Wystarczy posłuchać, co o wzajemnych oskarżeniach sądzą marszałek Sejmu Szymon Hołownia, a także inni politycy Trzeciej Drogi oraz lewicy, ostro krytykujący PO za spot i nieprzyjmujący argumentacji, że to tylko reakcja na latami prowadzoną propagandę, m.in. czyniącą z Donalda Tuska sługę Niemiec.

KTOŚ MUSI PRZERWAĆ tę absurdalną spiralę hejtu i wydaje się, że powinniśmy bardziej patrzeć w stronę PO. Wydaje się bowiem, że formacja ta ma świadomych wyborców i nie musi odwoływać się do populistycznych chwytów i topornej propagandy, by ich zmobilizować. Skoro jednak nawet ona posuwa się do podobnych metod, trudno być optymistą w sprawie przyszłości. W końcu mamy już doświadczenia, które nic nie zmieniły, jak zabójstwo działacza PiS Marka Rosiaka w 2010 r. czy publiczny mord na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu w 2019 r. Przykład Ficy też nie stanie się zapewne przełomem.

Czy w takim razie nie ma żadnych szans na zmianę? Jakąś nadzieję może dawać przeniesienie sporów na grunt co prawda równie emocjonalny, ale przynajmniej będący odzwierciedleniem jakiegoś realnego konfliktu ideowego. Być może dobrze się więc stało, że całkowicie sztuczne obrzucanie się oskarżeniami o prorosyjskość zostało w minionym tygodniu nieco przykryte sporem o ustawę antyaborcyjną (jego emanacją było burzliwe wysłuchanie publiczne w Sejmie), jak również konfliktem o krzyże w przestrzeni publicznej. Tę dyskusję sprowokował prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, wydając zarządzenie o zakazie wieszania krzyży w instytucjach podległych urzędowi miasta Warszawy.

JEŚLI DEMOKRACJA w Polsce sprowadzi się jednak do tego, że głównym paliwem dla polskich partii będą emocjonalne i zarazem całkowicie fikcyjne oskarżenia, po jakimś czasie zmęczona opinia publiczna może dojść do wniosku, że ma już tego dość. Nie wiadomo tylko, czy powierzy wtedy władzę umiarkowanym politykom, czy też jakiemuś „zbawcy państwa i narodu”, obiecującemu spokojny ustrój. Obietnice w końcu niewiele kosztują.

Tyle że to byłby raczej spokój cmentarny i wstyd dla systemu politycznego, który budowaliśmy z mozołem od 35 lat.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kto jest większym pachołkiem