Sprawa Szmydta nie jest odosobniona. Oto jak szpieguje nas Rosja

Imperium atakuje naprawdę. Czy jesteśmy gotowi do konfrontacji? Na pewno nie świadczy o tym polityczna awantura po ucieczce Tomasza Szmydta.

14.05.2024

Czyta się kilka minut

Gdańsk Śróddmieście, kwiecień 2024 r. // Fot. Wojciech Stróżyk / Reporter
Gdańsk Śródmieście, kwiecień 2024 r. // Fot. Wojciech Stróżyk / Reporter

Tak mogłoby i tak powinno to wyglądać:

Po tym jak służby odkrywają, że w jednym z ważnych urzędów działa osoba pracująca na rzecz obcego wywiadu, zaczynają rozpracowywać i tę osobę, i jej środowisko, czyli hipotetyczną siatkę. Odtąd równie dyskretnie co ściśle kontrolowane są dokumenty, które przechodzą przez jej ręce.

Tak samo dyskretnie szpiegowi podsuwane są dokumenty sfałszowane – po to, aby karmił swych mocodawców bzdurami. Czasem służby kontrwywiadowcze mogą podjąć też próbę przewerbowania go. A gdy cała sprawa wyjdzie na jaw, minister odpowiedzialny za bezpieczeństwo wewnętrzne powinien ogłosić, że kontrwywiad nie był świadom zagrożenia i żadnych działań nie podejmował – dzięki temu jest szansa, że obce służby zaczną popełniać błędy, a ich siatka będzie się sypać.

Dwa etapy „operacji Szmydt”

Po ucieczce Tomasza Szmydta na Białoruś minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak w wywiadzie dla TVN poinformował, że Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie inwigilowała sędziego.

Ucieczka Szmydta na Białoruś: co wiadomo o sprawie sędziego i jak wpisuje się ona w działania rosyjskiego wywiadu

Zasadniczym pytaniem jest to, czy wiedza posiadana przez sędziego Szmydta jest wartościowa dla rosyjskiego i białoruskiego wywiadu – oraz czy jego działalność w ostatnich latach była sterowana z Mińska lub Moskwy. A także: ilu białoruskich agentów w polskiej i europejskiej administracji czeka jeszcze na odkrycie.

Jeśli to prawda – tj. jeśli nasz kontrwywiad położył sprawę – to straty, jakie wyrządził pozbawiony już immunitetu sędzia, mogą być potężne.

– Szmydt pracował w Wydziale II Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który zajmuje się nie tylko rozpatrywaniem odwołań od decyzji dotyczących poświadczeń bezpieczeństwa, ale też wszystkimi sprawami funkcjonariuszy służb mundurowych, w tym służb specjalnych, którzy odwoływali się od decyzji przełożonych – mówi „Tygodnikowi” pułkownik Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.

Małecki dodaje: – Ci odwołujący się ludzie, potencjalnie niezadowoleni, sfrustrowani czy skrzywdzeni, to idealny obiekt aktywności werbunkowej dla służb obcych.

Przez nasze służby specjalne w ostatnich latach przetoczyło się kilka fal zwolnień, więc osób, w których dokumenty mógł mieć wgląd sędzia, mogą być setki. – Dane tych funkcjonariuszy mogły trafić do Mińska lub Moskwy – twierdzi płk Małecki.

Oszacowanie możliwych strat wyrządzonych przez Szmydta to jedno – i tematu to nie zamknie.

Bo drugie – to kolejny etap operacji, której Szmydt jest bohaterem. On już się zaczął, a cała ta operacja wpisuje się znakomicie w metody, jakimi Rosja destabilizuje państwa zachodnie.

– Wróciliśmy do gorących czasów zimnej wojny. Polska jest jednym z kluczowych obszarów tego konfliktu, a właśnie wkraczamy w całkiem nowy jego etap – mówi nam dr Ryhor Nizhnikau, analityk Fińskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Zacznijmy jednak tę historię od początku: od Tomasza Szmydta.

Moment najważniejszy

Generał Piotr Pytel, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, uważa, że Szmydt mógł zostać zwerbowany około roku 2016. Dlaczego wtedy? Bo z jego oświadczeń majątkowych, dostępnych publicznie, wynika, iż miał wówczas zaciągnięte trzy kredyty konsumpcyjne i pożyczkę pracowniczą na łączną kwotę ponad 650 tys. zł. Być może usłyszał wtedy propozycję pomocy finansowej – i początkowo mógł nawet nie wiedzieć, z kim tak naprawdę ma do czynienia.

– Najważniejszym momentem w pozyskiwaniu agenta jest zgoda na zdradę własnego kraju i współpracę. To dla każdego bariera psychiczna. A przyjęcie pieniędzy od podmiotu, który został podstawiony, to sposób na złamanie oporu. Tak działają chyba wszystkie służby na świecie – mówi gen. Pytel w rozmowie z „Tygodnikiem”. – Zatem Rosjanie albo Białorusini mogli powiedzieć mu: skoro wziąłeś pieniądze, to już się nie wyplączesz.

Od zeszłego tygodnia w mediach społecznościowych i podczas tournée po prokremlowskich mediach Szmydt powtarza, że uciekł z Polski z powodu „prześladowań politycznych” za jego sympatię wobec Moskwy i Mińska (takie opinie zaczął publicznie głosić dopiero po wyjeździe). W wywiadzie dla Russia Today twierdził, że „znajomi” ostrzegli go przed tym, iż „polskie służby specjalne fałszują dokumenty, by go zamknąć w więzieniu”, i że gdyby nie uciekł, to „pewnie by już nie żył”.

Akcja ewakuacja

– Ustalmy jedno: to nie on tak mówi, tylko służby, które wcześniej były jego mocodawcami, a teraz go z Polski ewakuowały. To, że został ewakuowany, nie ulega wątpliwości, bo żadne służby na świecie nie wycofują agenta, który nie został rozpracowany albo nie jest zagrożony rozpracowaniem – twierdzi prof. Daniel Boćkowski, kierownik Pracowni Bezpieczeństwa Międzynarodowego Uniwersytetu w Białymstoku.

– Mógł zostać ostrzeżony, że jest rozpracowywany, przez kogoś w służbach rosyjskich lub białoruskich albo przez „kreta” w naszych służbach – mówi nam gen. Marek Dukaczewski, były szef Wojskowych Służb Informacyjnych.

Dukaczewski spekuluje, że ucieczka Szmydta z Polski może mieć związek z brutalnym pobiciem w Wilnie w połowie marca Leonida Wołkowa, współpracownika Aleksieja Nawalnego.

– Dokonali tego dwaj polscy kibole, którzy działali na zlecenie Rosjan. Aresztowano ich u nas w kraju i zostali przekazani Litwie, gdzie toczy się w tej sprawie dochodzenie. Szmydt miał ponoć powiązania z tym samym środowiskiem kibolskim i możliwe, że on bądź jego mocodawcy zdecydowali, iż jego nazwisko mogłoby wypłynąć podczas przesłuchania aresztowanych Polaków – mówi gen. Dukaczewski, zastrzegając, że to tylko hipoteza. – Z całej Europy docierają do nas jednak sygnały, że Rosjanie w ostatnich latach mocno inwestowali w skrajne środowiska i taki scenariusz dobrze się w to wpisuje – dodaje.

Profile ręcznie sterowane

O tym, że Szmydta ewakuowano z Polski naprędce, mogą świadczyć niedociągnięcia związane z wizerunkiem, jaki próbuje mu się budować od czasu jego ucieczki do Mińska.

Np. jego profil w komunikatorze Telegram, założony 3 maja i uaktywniony trzy dni później (podobnie jak jego konto na platformie X, dawnym Twitterze), w stylu jego prowadzenia jest podobny do profilów Emila Czeczki czy Marcina Mikołajka – wcześniejszych polskich uciekinierów do „ruskiego raju”.

Dr Michał Marek z Centrum Badań nad Współczesnym Środowiskiem Bezpieczeństwa w rozmowie z Biełsatem stwierdził, że może to dowodzić, iż wszystkie trzy konta prowadzi ten sam ośrodek, choć nie jest jasne, czy rosyjskiego FSB, czy białoruskiego KGB.

Ciekawe jest również to, że na profilach Szmydta, a te pojawiły się również na TikToku i portalu VKontakte, zwanym „rosyjskim Facebookiem”, zamieszczane są wpisy przede wszystkim w języku rosyjskim. Natomiast wpisy po polsku sprawiają wrażenie tłumaczonych automatycznie.

Były sędzia utrzymuje tymczasem, że nie zna dobrze rosyjskiego. Miał o tym świadczyć szkolny i wyglądający na wyreżyserowany błąd językowy, jaki popełnił na początku wywiadu udzielonego telewizji Russia Today.

Przekazy: dla Polski i świata

– Od czasu wyjazdu Szmydt szybko wszedł w tryb propagandowy – uważa gen. Pytel.

Jego zdaniem komunikaty wysyłane przez profile byłego sędziego mają trafiać do różnych odbiorców. – Pierwszy, kierowany do Rosjan i Białorusinów, to historia człowieka, który z opresyjnego i pozostającego pod dyktatem USA państwa uciekł do oazy wolności – mówi Pytel. – Drugi przekaz kierowany jest do Polaków i to wymierzony nam policzek: kaszkiety Szmydta, jego skórzane kurtki, to ubiór czekisty. Ma to pokazywać: „Oto człowiek, który wyprowadził w pole polski kontrwywiad”. Wreszcie ostatni przekaz to ten o polskim patriocie działającym na rzecz pokoju i pojednania z naszymi wschodnimi sąsiadami.

Wojna o istnienie Ukrainy trwa: mimo ofiar i zniszczeń, ukraińska armia i społeczeństwo stawiają opór Rosji. Jakie mają szanse? Co będzie dalej?

– Te równoległe wątki, choć mogą wydawać się ze sobą sprzeczne, są użyteczne z punktu widzenia rosyjskiej i białoruskiej propagandy – twierdzi generał.

– Tomasz Szmydt od lat był wykorzystywany przez swoich mocodawców dokładnie do tego samego celu, czyli do dzielenia Polaków i podważania wiarygodności Polski. Teraz to się nie zmienia – mówi nam dr Paulina Piasecka, dyrektorka Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

W 2019 r. Szmydt stał się jednym z bohaterów tzw. afery hejterskiej: w porozumieniu z politykami, innymi sędziami związanymi z PiS i swoją ówczesną żoną (znaną jako „Mała Emi”) uczestniczył w akcji oczerniania sędziów krytycznych wobec działań PiS w sądownictwie. W 2022 r. zmienił stronę i w wywiadach zaczął atakować Ministerstwo Sprawiedliwości i lojalnych wobec niego sędziów, co wywołało nową polityczną burzę.

Teraz twierdzi, że rządzący chcą wciągnąć Polskę w wojnę z Rosją. A jego ucieczka już wywołała polityczną awanturę o to, kto, kiedy i jakich dopuścił się tu zaniedbań.

– W tym sensie werbunek, działanie i ewakuacja Szmydta to niestety działania niezwykle skuteczne: dla Polski szkodliwe wewnętrznie i kompromitujące nas zewnętrznie – dodaje dr Piasecka.

System rosyjski jak sowiecki

Jakkolwiek to zabrzmi: w kontekście tego, co dzieje się dziś w Europie, sprawa Szmydta nie jest ani odosobniona, ani – niestety – oryginalna.

Orlin Rusev na profilu LinkedIn podawał, że jest właścicielem firmy zajmującej się przechwytywaniem komunikacji i sygnałów elektronicznych, a wcześniej doradzał bułgarskiemu ministerstwu energii. Katrin Ivanova twierdziła, że jest asystentką laboratoryjną. Bizer Dzhambazov miał być kierowcą karetki. Całą trójkę oskarżono właśnie w Wielkiej Brytanii o szpiegostwo na rzecz Rosji: mieli rozpoznawać cele w Londynie, Niemczech i Czarnogórze. Wpadli przez słabo podrobione dokumenty.

Operacyjne niechlujstwo przyczyniło się także do dekonspiracji agenta infiltrującego Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, zwerbowanego przez Rosjan strażnika w ambasadzie brytyjskiej w Berlinie czy oficera GRU udającego studenta na norweskim Uniwersytecie w Tromsø.

Od początku swego istnienia sowieckie, a później rosyjskie sieci szpiegowskie obejmowały cztery główne kategorie ludzi: pracowników wywiadu pracujących pod przykrywką dyplomatyczną; pracowników wywiadu bez immunitetu dyplomatycznego, a pracujących np. w firmach handlowych (w tej grupie są też tzw. nielegałowie, prowadzący pozornie normalne życie w obcym kraju); agentów pozyskanych do współpracy szantażem, na bazie finansowej lub ideologicznej; oraz tzw. aparat pomocniczy, tj. osoby obsługujące np. łączność agenturalną.

Rosjanie się reformują

Cały ten system działał w miarę sprawnie do inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Wkrótce potem państwa Europy wydaliły około 600 pracowników rosyjskich misji dyplomatycznych, zidentyfikowanych jako oficerowie Służby Wywiadu Zagranicznego i wojskowego wywiadu GRU. System zaczął się sypać.

Moskwa znana jest jednak z tego, że nawet coś, co mogłoby uchodzić za porażkę, próbuje przekuć w korzyść. Wiele wskazuje, że to się jej udało także i tym razem.

Eksperci brytyjskiego think tanku Royal United Services Institute w opublikowanym na początku tego roku raporcie twierdzą, że już z końcem 2022 r. Kreml zreformował system zarządzania operacjami służb specjalnych. Na czele „komitetów specjalnego wpływu” stanął szef administracji Kremla Siergiej Kirijenko, który przydziela służbom zadania i koordynuje ich operacje wymierzone w kraje Zachodu.

Efektem tej reformy są też nasilające się kampanie, których celem jest podważenie europejskiego wsparcia dla Ukrainy. W styczniu niemieccy eksperci udokumentowali działanie rosyjskiego botnetu składającego się z 50 tys. kont w serwisie X, z których każde udostępniało miesięcznie tysiące postów po niemiecku. Miesiąc później Paryż poinformował o zidentyfikowaniu sieci sponsorowanych przez Rosję stron szerzących dezinformację m.in. w Polsce.

– Rosja początkowo przegrywała wojnę informacyjną w sprawie Ukrainy. Ale potem jej przekaz stał się subtelniejszy, lepiej dostrojony do lokalnych kontekstów pojawiających się w europejskich społeczeństwach. Dzięki temu jest coraz bardziej skuteczny – twierdzi Ryhor Nizhnikau.

Werbunek na dużą skalę

Zmienia się również to, kogo i jak werbują służby zza naszej wschodniej granicy.

– Nie zależy im już w takim stopniu jak wcześniej na zdobywaniu źródeł informacji. Teraz chodzi przede wszystkim o rozhuśtanie nastrojów społecznych w Europie – uważa gen. Dukaczewski. Do tego doskonale nadają się osoby ze wszelkiego rodzaju środowisk skrajnych, a prowadzone przez nie operacje nie wymagają ani wielkich funduszy, ani specjalnego szkolenia.

Przykład: w lutym w Paryżu podczas demonstracji przeciw zmianom w ustawie emerytalnej pojawiły się transparenty wzywające NATO do zaprzestania wysyłania broni na Ukrainę. Dziennik „Le Monde” napisał później, że francuski kontrwywiad wiedział, iż organizatorzy tej akcji są inspirowani przez rosyjskie służby.

Podobnie było w innych europejskich stolicach: gdziekolwiek odbywały się protesty, bez względu w jakiej sprawie, tam pojawiali się też protestujący przeciw „agresji NATO”. Zwykle byli to ludzie werbowani w internecie, a za swoją pracę opłacani w kryptowalucie.

Dywersanci na polskich torach

Jednym z pierwszych ujawnionych przypadków werbunku takich szpiegów-amatorów (czy też już: dywersantów) była sprawa z Polski.

Na początku 2023 r. na zlecenie rosyjskich służb działała u nas kilkudziesięcioosobowa siatka (finalnie zarzuty postawiono 16 osobom), której członkowie odbierali polecenia za pośrednictwem Telegrama. Początkowo mieli proste zadania, jak rozklejenie antyukraińskich ulotek (do 50 zł za sztukę, płatne w bitcoinach). Później była obserwacja portów w Gdyni i Gdańsku, dworca w Rzeszowie czy lotniska w Jasionce wykorzystywanego przez armię USA. Im bardziej ryzykowne zadanie, tym lepiej płatne (do 3,5 tys. zł).

Grupa wpadła, bo jeden z jej członków, instalując kamerę przy torach koło Przemyśla, zabrał ze sobą telefon komórkowy i udało się go namierzyć po śladach logowania do sieci. Ponieważ ujęty mężczyzna poszedł na współpracę ze służbami, te zdołały objąć obserwacją całą grupę. ABW zdecydowała się na aresztowania, gdy przechwycono rozmowę dotyczącą planów wykolejenia pociągów. Wszyscy zatrzymani okazali się nowicjuszami, których skuszono pieniędzmi.

Sukces ABW nie jest odosobniony: w Europie od kilku miesięcy coraz częściej słychać o zatrzymaniach rosyjskich szpiegów. „Nie można jednak jednoznacznie stwierdzić, czy to odzwierciedla fakt, że Moskwa przeznacza na to więcej środków i takich operacji jest więcej, czy może rosyjskie działania są bardziej niechlujne, czy też zachodnie służby kontrwywiadowcze sprawniej wykrywają takie operacje i je powstrzymują” – mówił Keir Giles, analityk Chatham House, w telewizji France 24.

Nowe narzędzia starej wojny

W wojnie hybrydowej z Zachodem Rosja wykorzystuje na coraz większą skalę także inne narzędzia.

W zeszłym tygodniu Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa informowała o wymierzonej w polskie instytucje rządowe kampanii rozsyłania szkodliwego oprogramowania, za którą miała stać hakerska grupa APT28, którą kieruje GRU. Do podobnych ataków doszło na Litwie oraz w Szwecji, Czechach i Niemczech.

Także w zeszłym tygodniu MSZ w Berlinie wezwało na konsultacje do kraju swojego ambasadora z Moskwy, co ma być wyrazem protestu przeciw ubiegłorocznym cyberatakom na konta mailowe rządzącej Niemcami SPD. Prowadziła je ta sama jednostka hakerska APT28. Wykorzystując nieznaną wcześniej lukę w programie Microsoft Outlook, atakowała ona wcześniej także instytucje państwowe w Czechach.

Z kolei coraz skuteczniejsze zagłuszanie przez Rosję sygnału GPS sprawia, że w Estonii, Łotwie, Litwie, Szwecji i Finlandii dochodzi do zakłóceń w ruchu lotniczym, a w Norwegii utrudnia to nawet pracę policji i służb ratunkowych.

Dalej: na Bałtyku i Morzu Czarnym obserwuje się coraz więcej „statków cieni”: starych kryp rejestrowanych zwykle w afrykańskich państwach śródlądowych, które – wbrew sankcjom – nielegalnie transportują rosyjską ropę. Kontradmirał Ewa Skoog Haslum, dowodząca szwedzką marynarką wojenną, oznajmiła niedawno, że wyposażone są one w sprzęt, który statkom handlowym nie jest potrzebny, za to wykorzystuje się go zapewne do działań szpiegowskich, m.in. przechwytywania komunikacji.

Moskwa szykuje zamachy?

W październiku 2023 r. na wodach terytorialnych Finlandii niemal jednocześnie doszło do uszkodzenia gazociągu łączącego ten kraj z Estonią i podmorskiego kabla telekomunikacyjnego. Norweskie sejsmografy zarejestrowały wstrząs o sile jednego stopnia w skali Richtera. Śledczy ustalili, że gazociąg uszkodzono celowo. Kabel, zniszczony w tym samym czasie, znajduje się w zupełnie innym rejonie wybrzeża, więc o przypadku nie może być mowy.

Na początku maja NATO ogłosiło, że prowadzone przez Rosjan coraz intensywniejsze operacje „nie powstrzymają sojuszników od dalszego wspierania Ukrainy”.

Tyle że to, czego byliśmy dotąd świadkami, może być zaledwie przygrywką. Nie chodzi tylko o zapowiedź Władimira Putina z 28 marca, że zachodnie bazy wojskowe, w których mieszczą się myśliwce F-16 przeznaczone na Ukrainę, zostaną uznane za „uzasadnione cele” dla rosyjskiej armii. Na początku zeszłego tygodnia „Financial Times” podał, powołując się na ustalenia trzech europejskich służb wywiadowczych, że Moskwa zaczęła aktywnie przygotowywać zamachy bombowe, podpalenia i zniszczenia infrastruktury na terytorium Europy, bezpośrednio i za pośrednictwem pełnomocników, które będą przeprowadzane bez liczenia się z życiem cywilów.

Po co to wszystko

Działania rosyjskiej machiny podporządkowane są jednemu celowi: destabilizowaniu Zachodu, który Rosja uważa za przeciwnika strategicznego i stara się osłabić, wykorzystując wszelkie możliwe narzędzia – mówi nam prof. Daniel Boćkowski. – Kreml prowadzi taką właśnie politykę nie od dwóch-trzech lat, ale od końców rządów Borysa Jelcyna, a na pewno od 2000 r., gdy Putin doszedł do władzy. Bezwzględne spacyfikowanie Czeczenii było wówczas komunikatem, że Rosja będzie działać jak imperium. I było też testem, jak zareaguje na to świat. A że żadnej reakcji świata nie było, Moskwa uznała to za sygnał, iż może odbudowywać swoje strefy wpływów.

Co dziś dzieje się w Rosji? Czy ten kraj da się zrozumieć? Jaka przyszłość go czeka? Co czwartek zapraszamy do autorskiego serwisu Anny Łabuszewskiej, ekspertki ds. rosyjskich.

„W kolejnych latach – pisze na łamach „NATO Review” Arsalan Bilal, badacz Uniwersytetu w Tromsø – wrogie działania Rosji ulegały swego rodzaju stopniowej normalizacji, bo nikt nie chciał lub nie był w stanie na nie odpowiadać”. I dalej: „Robiąc coś, co powinno być oburzające, Rosja przesuwała natomiast granice tego, co dopuszczalne lub przynajmniej akceptowane, a następnie intensyfikowała takie działania, nie napotykając żadnej reakcji ze strony Zachodu”.

– Mordowanie przeciwników politycznych, kupowanie wsparcia polityków, operacje dezinformacyjne – to wszystko uchodziło Moskwie płazem, nawet jeśli złapano ją na gorącym uczynku. Po inwazji na Ukrainę uznano natomiast, że sankcje i wyrzucenie rosyjskich szpiegów wystarczą. Spoczęliśmy na laurach, a to pozwoliło Rosji odbudować swą pozycję – uważa dr Ryhor Nizhnikau. I podkreśla: – Dziś należy martwić się o to, jak daleko Rosja może zechcieć się posunąć. Nie tylko szuka słabych punktów, ale już je wykorzystuje i testuje, gdzie są „czerwone linie” i co może zrobić, nie prowokując gwałtownej reakcji Zachodu.

Hybrydowa, ale wojna

– Wykorzystywanie szpiegów, prowadzenie operacji propagandowych, destabilizujących i dywersyjnych – to wszystko znane jest od najdawniejszych czasów i nie ma w tym naprawdę nic nowego. Różnica polega na tym, że teraz nazywamy to wojną hybrydową, a ta, jak każda inna, jest przedłużeniem polityki – mówi prof. Boćkowski.

Cechą charakterystyczną wojny hybrydowej jest to, że zaciera się w niej granica między czasem wojny i pokojem: staje się ona trudniej uchwytna, a przez to trudniejsza do zoperacjonalizowania. Jest też tańsza, bo finansowanie szpiega-amatora czy sieci botnetów wymaga mniejszych nakładów niż wysłanie na terytorium wroga masy czołgów. Mniejsze jest też ryzyko podejmowane przez agresora, choć wyrządzone przez niego szkody są realne.

Jednocześnie – co podkreśla wielu teoretyków zajmujących się tym zagadnieniem – podczas wojny hybrydowej z jednej strony wykorzystywane są słabe punkty atakowanego państwa w obszarach politycznych, wojskowych, gospodarczych, informacyjnych czy infrastrukturalnych (o ile są one namacalnie i funkcjonalnie osłabione), a jednocześnie atakowane jest bezpieczeństwo państwa przez podważanie jego legitymacji.

„Próbując osłabić umowę społeczną, która łączy państwo i jego elementy składowe, aktor hybrydowy próbuje podważyć zaufanie między instytucjami państwa a obywatelami. Powoduje to utratę przez państwo legitymizacji – będącej w czasach nowożytnych w dużej mierze funkcją zaufania publicznego – i co za tym idzie, zdolności do pełnienia roli Lewiatana w sferze wewnętrznej. W rezultacie ataki hybrydowe podważają zarówno podstawy ideowe, jak i zdolność państwa do sprawnego funkcjonowania” – pisze Arsalan Bilal, podkreślając, że budowanie zaufania między państwem a obywatelami „należy uznać za kluczowy bastion chroniący przed zagrożeniami hybrydowymi”.

Co możemy zrobić

Czy jesteśmy do tej konfrontacji gotowi? Na pewno nie świadczy o tym awantura, jaka rozegrała się po ucieczce Tomasza Szmydta, gdy politycy ze wszystkich stron sceny zaczęli obrzucać się oskarżeniami, zamiast jednoznacznie potępić zdrajcę i skupić się na systemowym rozwiązaniu problemów, które przy okazji tej sprawy wyszły na jaw.

To, kto i jak ma przyznawany dostęp do informacji tajnych, a także czy i jak jest później przez służby kontrolowany, nie jest tu wcale największym problemem. Nie jest nim też ustawa o specsłużbach, która zabezpieczyłaby je przed wpływami politycznymi, a ich funkcjonariuszom dała pewność, że po kolejnych wyborach nie wylecą z pracy.

To sprawy, które można dość łatwo załatwić. Natomiast eksperci, z którymi rozmawialiśmy, są zgodni, że znacznie poważniejszym problemem jest odbudowanie służb i ich etosu, tak aby obywatele, widząc zagrożenie, chcieli im pomagać. Bo służby są tak mocne, jak skuteczna jest współpraca społeczeństwa z nimi.

Jest też kwestia środków. – Instytut Pamięci Narodowej ma 590 mln zł budżetu, podczas gdy Agencja Wywiadu 316 mln zł. Budżet polskiej Agencji Wywiadu jest 23 razy mniejszy od budżetu niemieckiego wywiadu BND. Tego nie da się naprawić ani w miesiąc, ani w rok. Jeśli nie podejmiemy działań długofalowych, to służb na miarę współczesności po prostu nie będziemy mieli – uważa płk Małecki.

Nie lekceważmy przeciwnika

Tymczasem po drugiej stronie przeciwnik jest nie tylko dobrze finansowany, ale też coraz lepiej zorganizowany.

– Rosyjskie służby mają tradycje sięgające nie tylko czasów sowieckich, bolszewickich, a nawet carskiej Ochrany. Tam zachowana jest ciągłość tych instytucji, a zatem także ich doświadczeń. A myśmy nasze służby zwyczajnie zaorali, przy okazji pozbywając się z nich ludzi, którzy znali metody działań Rosjan. Tego nie zrobił żaden inny kraj na świecie – dodaje prof. Boćkowski.

Grupa Wagnera bis: nowy szyld, nowy dowódca, stara misja. Jak Rosja przejmuje północ Afryki [JAGIELSKI STORY #47]

Od początku wojny w Ukrainie Rosja zarobiła 2,5 mld dolarów na handlu afrykańskim złotem. W zamian oferuje tanią pszenicę i bezpieczeństwo dla zaprzyjaźnionych reżimów. To może wystarczyć, by przejąć cały pas Sahelu.

Czy pozbyliśmy się dzięki temu rosyjskiej agentury i rzeczywiście wpłynęło to na poprawienie bezpieczeństwa państwa? Autor bloga „Służby i obywatel” opisuje, jak bezproblemowo udało mu się wejść do głównej siedziby ABW, z bliska obfotografować należące do wywiadu wojskowego nadajniki w podwarszawskim Chotomowie czy wyśledzić służbowe auta ABW. To ostatnie – dzięki bazie danych o ubezpieczeniach OC, która jest ogólnodostępna.


Lądowanie śmigłowca 82. Dywizji Powietrznodesantowej armii amerykańskiej na lotnisku w Rzeszowie-Jasionce. 15 lutego 2022 r. // Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

DYWERSANCI CAŁKIEM REALNI

2 maja NATO ostrzegło przed nasilającą się rosyjską kampanią sabotażu, aktów przemocy, ingerencji cybernetycznych i elektronicznych, dezinformacji i innych operacji hybrydowych. Oto kilka wydarzeń z ostatnich miesięcy.

17 grudnia: wykolejenie pociągu towarowego zniszczyło 15 km strategicznej linii kolejowej łączącej szwedzką Kirunę i norweski Narwik. Pięć dni po ponownym otwarciu linii doszło do kolejnego wykolejenia.

12 marca: dwóch Polaków brutalnie pobiło w Wilnie rosyjskiego opozycjonistę Leonida Wołkowa.

21 marca: w Londynie spłonął magazyn, w którym przechowywano paczki z pomocą dla Ukrainy. Zarzuty szpiegostwa i podpalenia usłyszało dwóch mężczyzn. Jeden z nich, 20-letni Dylan Earl, miał planować kolejne ataki na przedsiębiorstwa powiązane z Ukrainą.

4 kwietnia: minister transportu Czech Martin Kupka poinformował o atakach na systemy sygnalizacyjne kolei dokonywane przez rosyjskich hakerów. Według Agencji UE ds. Cyberbezpieczeństwa do podobnych ataków doszło w Rumunii, Estonii, Litwie i Łotwie.

17 kwietnia: wybuch w fabryce amunicji artyleryjskiej BAE Systems w Walii, która produkuje m.in. pociski dla Ukrainy.

18 kwietnia: niemieckie służby zatrzymały Dietera S. i Alexandra J., którzy na zlecenie Rosjan mieli planować atak na bazę USA w Bawarii, gdzie Ukraińcy uczą się obsługiwać zachodnią broń. Jeden z zatrzymanych walczył wcześniej w rosyjskich oddziałach w Donbasie.

18 kwietnia: polskie służby aresztowały mężczyznę, który miał proponować Rosjanom zbieranie informacji o zabezpieczeniach lotniska w Rzeszowie.

3 maja: pożar berlińskiego magazynu firmy Diehl. Jednym z jej produktów są rakiety przeciwlotnicze IRIS-T, wykorzystywane przez Ukrainę.

AK, WB 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka specjalizująca się w tematyce międzynarodowej, ekologicznej oraz społecznego wpływu nowych technologii. Współautorka (z Wojciechem Brzezińskim) książki „Strefy cyberwojny”. Była korespondentką m.in. w Afganistanie, Pakistanie, Iraku,… więcej
Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor (z Agatą Kaźmierską) książki „Strefy cyberwojny”. Stypendysta Fundacji Knighta na MIT, laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Zdobywca… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Imperium atakuje naprawdę