Reklama

Ładowanie...

Kraków, moje miejsce

Kraków, moje miejsce

29.08.2022
Czyta się kilka minut
Coraz więcej ludzi z całego świata wybiera Kraków na swój drugi dom. W roku 2020, pomimo pandemii, liczba cudzoziemców zwiększyła się o jedną czwartą. Dlaczego spośród wszystkich miast na świecie wybrali właśnie stolicę Małopolski?
Pod kładką o. Bernatka. Kraków, czerwiec 2022 r. ARTUR WIDAK / NURPHOTO / GETTY IMAGES
N

Najbardziej w Krakowie lubię miejsce, w którym pracuję, czyli Instytut Filologii Słowiańskiej UJ – mówi Jelena Perišić, pochodząca z okolic Belgradu. – Dzięki zajęciom ze studentami rozwijam się zawodowo, ale też osobiście. Bardzo cenię sobie atmosferę panującą na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od samego początku czułam, że tu przynależę. Nawet budynek naszego Instytutu znajduje się w wyjątkowym miejscu, tuż obok Biblioteki Jagiellońskiej i parku Jordana, niedaleko centrum miasta.

Jelena w Krakowie mieszka już od pięciu lat i choć lektorzy zazwyczaj przybywają do kraju docelowego na krótko, zżyła się z Polską, nauczyła się języka i znalazła tu przyjaciół.

– Według niektórych zakochanie trwa maksymalnie trzy lata – potem albo znika, albo zmienia się w miłość. Ponieważ dalej cieszę się ze swojej pracy i mieszkania w Krakowie, to musi być miłość – śmieje się.

Jelena największą różnicę między Krakowem a Serbią widzi w... szacunku do cudzej prywatności: – Tutaj nikogo nie dziwi, że siedzisz sama na ławce w parku albo w restauracji, nikt tego nie komentuje ani nie zadaje ci niewygodnych pytań, co w moim kraju jeszcze niedawno było nagminne.

W Krakowie najbardziej lubi okolice Wisły, a od pracy naukowej odpoczywa na terenach zielonych: w parku Jordana, parku Bednarskiego, na Plantach albo nad Zalewem Nowohuckim.

– W Krakowie jest mnóstwo przestrzeni stworzonych do relaksu, gdzie można zebrać myśli i uwolnić się od codziennego stresu. Miłośnikom przyrody polecam Ogród Botaniczny, gdzie czasem zabieram studentów na zajęcia w terenie. Nie przestaje mnie też fascynować Kazimierz: atmosfera przenikająca tutejsze uliczki i place, pełno tu sympatycznych knajpek i restauracji. Podobnie jak w przypadku całego Krakowa, trudno wskazać tylko jeden element, który przesądza o wyjątkowości tej dzielnicy.

Kafejki i muzea

O Krakowie często mówi się jako o mieście, w którym świetnie odnajdują się młodzi cudzoziemcy – w całej Europie znany jest ze swojego burzliwego nocnego życia. Wielu obcokrajowców zostaje jednak na dłużej, zakłada rodziny i zaczyna doceniać inne aspekty życia w tym mieście.

Aneta Sapeta, wcześniej Todevska, przeprowadziła się ze Skopje do Krakowa w 2009 r. Dwa lata później poznała swojego obecnego męża Michała, co przypieczętowało jej decyzję o pozostaniu w mieście. Po dziesięciu latach pracy na uczelni postanowiła spróbować nowej ścieżki zawodowej – przez chwilę wraz z mężem prowadziła niewielkie wydawnictwo Toczka, publikujące przekłady z literatur bałkańskich, a obecnie pracuje w jednej z międzynarodowych firm z siedzibą w Krakowie, gdzie tworzy oprogramowanie wspierające tłumaczy.

Kraków od razu ją ujął – przede wszystkim atmosferą, podobali jej się młodzi ludzie siedzący wieczorami nad ­Wisłą. A także klimat miasta z jego kafejkami i knajpkami. Jej postrzeganie miasta znacznie się zmieniło, kiedy urodziła córkę.

– Kraków jest świetnym miejscem dla ludzi z dziećmi – mówi. – Razem z Niką nieustannie szukamy nowych wydarzeń i miejsc, gdzie będziemy się dobrze bawić i nauczymy się czegoś nowego. Dostęp do ciekawych i rozwijających treści jest tutaj godny pozazdroszczenia.

Jej pięcioletnia córka uwielbia muzea – najczęściej chodzą do MOCAK-u, Muzeum Iluzji, Muzeum Etnograficznego i Muzeum Przyrodniczego. Oprócz sztuki Nika lubi też zwierzęta, więc często odwiedzają zoo i muzeum motyli.

– W Krakowie bardzo często organizowane są wydarzenia interesujące zarówno dla dzieci, jak i dorosłych – mówi Aneta. – W tym roku byliśmy m.in. na Paradzie Smoków oraz na Święcie Kolorów. Nuda nam tu nie grozi. Jeśli akurat nic się nie dzieje, zawsze możemy wpaść do Ogrodu Doświadczeń albo odwiedzić starego dobrego smoka.

Anecie w Krakowie podobają się też obszary zielone. Razem z mężem i córką mieszkają w pobliżu parku Lotników, ale często wyprawiają się na kopce – Kościuszki i Kraka. Chętnie udają się też na jednodniowe wycieczki po okolicy.

– Kiedy przyjechałam do Krakowa kilkanaście lat temu, zakochałam się w tym mieście, ale zwracałam wtedy uwagę na zupełnie inne rzeczy – podkreśla Aneta. – Od kiedy mam dziecko, cenię Kraków na zupełnie innym poziomie.

Magia modernizmu

Stolica Małopolski tradycyjnie przyciąga artystów. Wśród wielu osób zafascynowanych polską kulturą, którą postanowili zgłębiać właśnie w Krakowie, jest Søren Gauger, z pochodzenia Kanadyjczyk, uznawany za jednego z najwybitniejszych tłumaczy literatury polskiej na język angielski, pisarz, autor książek prozatorskich „Nie to / Nie tamto” i „Imitacja życia” oraz zbioru esejów „Rzeczy niewysłowione”. W Krakowie mieszka już od 23 lat.

– Postanowiłem żyć trochę pod prąd i zamiast informatyki zacząłem studiować w Vancouver literaturę – opowiada. – Pracowałem też w antykwariacie i to tam po raz pierwszy zachwyciła mnie polska literatura, szczególnie międzywojenna. Szybko jednak zabrakło mi przekładów.

Po kilku miesiącach nauki polskiego w piwnicy u pewnej emigracyjnej poetki zdecydował się na przeprowadzkę do Krakowa: – Cortázar mieszkał w Paryżu, tłumaczył literaturę z francuskiego na hiszpański i pisał powieści. Pomyślałem, że to idealna robota dla mnie, też chciałem tak żyć.

Przez rok intensywnie uczył się języka polskiego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Zaczął także pracować jako tłumacz z języka polskiego na angielski dla czasopisma „Miesiąc w Krakowie”. Kartą przetargową młodego tłumacza miała być umiejętność czytania Gombrowicza w oryginale, choć, jak sam mówi, tłumaczenia uczył się metodą prób i błędów. Dziś ma na koncie przekłady kilkunastu polskich pisarzy, m.in. Jerzego Ficowskiego, Brunona Jasieńskiego i Witkacego, współpracuje także z licznymi krakowskimi instytucjami kultury.

– W Krakowie, i w ogóle w Polsce, zachwyciła mnie pewna hermetyczność tutejszego życia, dwadzieścia lat temu to była niemal idealnie szczelna przestrzeń, do której jak gdyby nie docierały problemy świata zewnętrznego – wspomina. – Teraz to się nieco zmieniło, ale nadal lubię tę osobność mojej pozycji: obcokrajowca w, mimo wszystko, silnie monokulturowym i jednoetnicznym kraju. W Polskę nie da się wasymilować na siłę.

Dla dwudziestokilkuletniego wówczas Sørena ważna była też wysoka dostępność kultury w mieście: – Nawet jeśli czasem nie miałeś biletu, zawsze była możliwość, aby uzyskać darmową wejściówkę na większość wydarzeń. Miałem poczucie, że cały czas się uczę.

Osiadli nomadzi

Dla wielu osób, z którymi rozmawiałam, głównym powodem przyjazdu do Krakowa była praca, a sympatia do miasta przyszła z czasem. Dzisiaj, w dobie cyfrowego nomadyzmu, coraz częściej zatrudnienie nie jest jednak ograniczeniem, a miejsce zamieszkania wybiera się ze względu na inne istotne kwestie.

Ivan jest programistą i Chorwatem z Zagrzebia. Do Krakowa przyjechał kilkanaście lat temu, kiedy otworzył się tutaj oddział Google’a. Kraków i Zagrzeb rozmiarowo i architektonicznie są do siebie nieco podobne, więc Ivan szybko poczuł się tu jak w domu. Polskie miasto zdecydowanie przewyższa jednak chorwacką stolicę intensywnością nocnego życia, co dla niespełna trzydziestoletniego wówczas Ivana było kluczowe.

– To było szalonych parę lat – wspomina. – Jednej nocy potrafiliśmy przewędrować pół Kazimierza albo wpaść do kilku klubów w centrum. Jeśli woleliśmy pogadać przy piwie, szliśmy do Pierwszego Lokalu na Stolarskiej albo Pięknego Psa, który mieścił się wtedy na Sławkowskiej, a potem na Bożego Ciała.

Ekipa zazwyczaj była mieszana – oprócz Polaków pojawiali się także zagraniczni pracownicy Google’a i innych korporacji, więc używało się angielskiego. W międzyczasie Ivan całkiem nieźle opanował też polski, a po chorwacku rozmawiał z innymi przybyszami z byłej Jugosławii, których nie brakowało w mieście, a także studentami krakowskiej slawistyki. Tych ostatnich poznawał na organizowanych w mieście bałkańskich wydarzeniach i imprezach, choćby słynnych sylwestrach w Klubie RE.

– Nie chodziło tylko o nocne życie – zaznacza Ivan. – Kiedy przyjechałem do Krakowa, najbardziej ujęła mnie atmosfera pełna nadziei i wiary w przyszłość. Ludzie rozmawiali o swoich planach, mieli mnóstwo pomysłów, podczas gdy Chorwaci głównie narzekali. Teraz, po różnych kryzysach i pandemii, to się trochę zmieniło, ale wciąż pamiętam ten entuzjazm i wolę działania, które mnie wtedy ujęły.

Po imprezowej krakowskiej dekadzie w życiu Ivana zaszły zmiany. ­Google zamknął swój krakowski oddział i zaproponował przeprowadzkę – w przypadku Ivana do Moskwy albo Nowego Jorku. Odmówił. Zastanawiał się nad powrotem do rodzinnego miasta. Jako programista pracujący z domu mógł wybrać dowolne miejsce na świecie, zdecydował się jednak co najmniej połowę z każdego roku spędzać w Krakowie.

– Jedyne, co mi przeszkadza w Polsce, to trochę zbyt chłodne zimy, jestem zdecydowanie ciepłolubny – mówi Ivan. – Dlatego najzimniejsze miesiące spędzam w Azji, najczęściej w Wietnamie, ale kiedy tylko pogoda robi się bardziej przyjazna, wracam do Krakowa, to wciąż moje miejsce na świecie. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]