Korea Południowa: najkrótszy stan wojenny świata. Dlaczego doszło do tych wydarzeń i co teraz czeka prezydenta?

O ryzyku wprowadzenia stanu wojennego mówiono już we wrześniu. Na dowód wskazywano zarządzone przez prezydenta zmiany w kluczowych instytucjach bezpieczeństwa. Większość komentatorów twierdziła jednak, że Yoon Suk-yeol nie posunie się tak daleko.
Czyta się kilka minut
Przywódcy opozycji składają wniosek o impeachment prezydenta Korei Południowej Yoon Suk-yeola w Zgromadzeniu Narodowym. Seul, 4 grudnia 2024 r. // Fot. Yonhap / AFP / East News
Przywódcy opozycji składają wniosek o impeachment prezydenta Korei Południowej Yoon Suk-yeola w Zgromadzeniu Narodowym. Seul, 4 grudnia 2024 r. // Fot. Yonhap / AFP / East News

Korea Południowa to kraj wywołujący pozytywne skojarzenia na świecie, zarówno z powodu sukcesu ekonomicznego, jak i barwnej popkultury. W dodatku, według licznych statystyk, to jedno z najbardziej demokratycznych państw Azji. Nie tylko świat, ale i sami Koreańczycy, przekonani o sile swojej demokracji, nie mogli uwierzyć w decyzję prezydenta o wprowadzeniu stanu wojennego.

Próby sił: jak wprowadzano stan wojenny w Korei Południowej

Zapowiedź złego spadła na mieszkańców Korei Południowej późną wieczorową porą, o 22.27, we wtorek 3 grudnia. Prezydent Yoon Suk-yeol w specjalnej mowie wyświetlonej nagle w państwowej telewizji uzasadnił swoją decyzję o wprowadzeniu stanu wojennego pogłębiającym się paraliżem państwa na wszystkich poziomach legislacyjnych. Za ten stan rzeczy głowa państwa wprost oskarżała opozycję, przypisując jej antypaństwowość, a nawet sympatie północnokoreańskie. Choć sama decyzja o stanie wojennym nie była jeszcze przekroczeniem prawa, to jednak wprowadzony zakaz wszelkiej działalności politycznej, w tym pracy parlamentu, wskazywał wręcz na próbę zamachu stanu. Art. 77 konstytucji Republiki Korei mówi wyraźnie, że decyzja prezydenta w tak ważnej kwestii musi zostać poparta parlamentarną większością.

Tymczasem zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego do Zgromadzenia Narodowego wysłano siły specjalne i policję. To wtedy doszło do różnego rodzaju prób sił. Czy widzieli państwo polityków przeskakujących przez mury i kobietę, która szarpała się z żołnierzem trzymając jego lufę karabinu? W dodatku zwykli obywatele ubiegli służby porządkowe, blokując im dostęp do najważniejszego budynku w kraju. Apel o ratowanie demokracji pojawił się niemalże natychmiast ze strony liderów opozycji. Żołnierze finalnie dostali się do środka, jednak nie zdecydowali się przejąć samej sali obrad – czyżby sami nie byli przekonani o zasadności całej akcji?

Pomimo późnej pory i odległości na głosowanie dotarło wystarczająco wielu polityków (część z nich mieszka na co dzień poza Seulem), by odrzucić decyzję prezydenta 190 głosami przeciw (na 300 możliwych). Choć sprawa wydawała się przesądzona, generalicja uznała, że stan wojenny odwoła, gdy decyzję parlamentu potwierdzi prezydent. Yoon Suk-yeol zrobił to o 4.27, kończąc w ten sposób najkrótszy stan wojenny świata.

Co doprowadziło do ogłoszenia stanu wojennego w Korei Południowej

Palące pytanie brzmi: dlaczego w ogóle doszło do tak kuriozalnych wydarzeń i jak prezydent mógł aż tak przeszarżować? Yoon, z wykształcenia adwokat, wybory w 2022 roku wygrał przewagą zaledwie 0,7 proc. głosów, przejmując prezydenturę po niezwykle popularnym Moon Jae-inie (w Korei dozwolona jest tylko jedna kadencja prezydencka). Seria chybionych decyzji politycznych (m.in. próba podniesienia maksymalnego tygodniowego czasu pracy z 52 do 69 godzin) zraziła do niego nawet młodych mężczyzn, których oczarował w wyborach antyfeministycznymi sloganami.

Zła sytuacja stała się krytyczna w kwietniu tego roku, gdy opozycja znacząco wygrała wybory parlamentarne. Od tego momentu prezydent toczył z parlamentem wojnę, używając prawa weta wobec niemalże wszystkich ustaw. Zrobił to więcej razy niż wszyscy prezydenci demokratycznej Korei razem wzięci. Uzasadniając stan wojenny, Yoon rozpaczał, że opozycja złożyła aż 22 wnioski o impeachment osób w jego administracji. Prezydent czuł się przyparty do muru nie tylko jednak w kwestiach bieżącej polityki, ale również prywatnie – aż trzy wnioski, które zawetował, dotyczyły dochodzenia w sprawie korupcji jego żony.

W ostatnich miesiącach Yoon mierzył się już nie tylko z rekordowo niskimi sondażami poparcia rzędu 20 proc., ale rosnącymi petycjami o jego ustąpienie. Decyzja o stanie wojennym była aktem rozpaczliwego ratowania swojego autorytetu, bezpieczeństwa i sprawstwa. Być może kluczowym argumentem, który przekonał takich generałów jak Park An-su (stanął on na czele Dowództwa Stanu Wojennego), była kwestia budżetu państwa – opozycja w swoich poprawkach żądała ostrych cięć m.in. wydatków na wojsko.

Kryzysowa sytuacja w koreańskiej polityce była na tyle oczywista, że o ryzyku wprowadzenia stanu wojennego w Korei Południowej mówiono już we wrześniu. Na dowód wskazywano zarządzone przez prezydenta zmiany w kluczowych instytucjach bezpieczeństwa, m.in. wymianę ministra obrony narodowej i szefa wywiadu wojskowego. Większość komentatorów twierdziła jednak, że Yoon Suk-yeol nie posunie się tak daleko, mając na względzie wizerunek kraju i szacunek do demokracji. Posunął się. W dodatku przegrał.

Jak potoczą się losy prezydenta Yoon Suk-yeola

Kluczowy powód upadku zamachu stanu Yoona wydaje się tkwić w... braku powodu. Argument o wewnętrznym zagrożeniu ze strony Korei Północnej mógł działać podczas zimnej wojny, jednak dziś nawet w grupie starszych Koreańczyków brzmi mało przekonująco. Antykomunistyczna retoryka prezydenta pomogła w dodatku zmobilizować weteranów ruchu demokratycznego, którym kojarzyła się z najczarniejszym okresem południowokoreańskiej wojskowej dyktatury – ostatnio stan wojenny został wprowadzony w 1979 roku i doprowadziło to do szeregu pogwałceń praw człowieka oraz masakry w Gwangju. Co więcej, Yoon najwyraźniej nie uzgodnił swojej decyzji z członkami swojej partii. Przeciwko stanowi wojennemu zagłosowało 17 polityków należących do konserwatywnej Partii Władzy Ludowej, kompletnie zdezorientowanych decyzją przywódcy państwa.

Trudno stwierdzić, czy teraz prezydent sam poda się do dymisji, czy zostanie zmuszony do ustąpienia za sprawą impeachmentu. W obu przypadkach czeka go trudne dochodzenie o pogwałcenie zasad demokracji i prawdopodobnie więzienie. Choć Partia Demokratyczna i sprzymierzone z nią mniejsze ugrupowania nie mają dwóch trzecich głosów w parlamencie, to wątpliwe, by pogrążona w kryzysie i walkach frakcyjnych konserwatywna Partia Władzy Ludowej zachowała jedność w tej sprawie. Dokładnie tak samo, jak w przypadku impeachmentu Park Geun-hye, skazanej później na 25 lat więzienia. Nawet jeżeli podobnie jak zdyskredytowana eksprezydent nie odsiedzi całości wyroku, to nie ma wątpliwości: polityczna kariera Yoon Suk-yeola w Korei Południowej jest skończona.

To wszystko nie napawa jednak optymizmem. Noc z 3 na 4 grudnia, choć zostanie przekuta w prodemokratyczną opowieść, obnaża słabość południowokoreańskiej demokracji, w której wciąż znajdują się politycy gotowi w imię własnych interesów pogwałcić wszystkie jej zasady. Ucierpiał nie tylko międzynarodowy wizerunek kraju, ale również, już i tak niskie, zaufanie do instytucji wojska i polityków. Wciąż nierozstrzygnięta pozostaje paląca kwestia budżetu na rok 2025 i licznych spraw ustawowych.

Koreańscy internauci nabijali się, gdy pro-Trumpowskie siły dokonywały szturmu na Kapitol. Dziś, gdy obywatele musieli ratować swoją demokrację, nikomu nie jest do śmiechu. Choć szczegóły tych wydarzeń będą ujawniały się dopiero w najbliższym czasie, to pozostawią na koreańskiej duszy głęboką bliznę i liczne pytania o reformowanie kraju.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 50/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Najkrótszy stan wojenny