Cała Korea wstrzymała oddech, gdy na początku stycznia policja nieudolnie próbowała aresztować głowę państwa. „Nie możemy spać” – mówią Koreańczycy. W mediach społecznościowych mówi się o naelanseong bulmyeonjeung – bezsenności spowodowanej przewrotem stanu. Wszystko z powodu przeciągającej się politycznej walki, w której prezydent próbuje mówić „nic się nie stało” i za wszelką cenę unika odpowiedzialności. Zdecydowana większość obywateli chciałaby widzieć go w więzieniu – aresztowanie prezydenta to jednak nie bagatela.
Prezydent utrudnia dochodzenie w sprawie korupcji
Pomimo że parlament koreański przegłosował impeachment, to Jun Sok Jol pozostanie prezydentem aż do potwierdzenia wyroku przez Trybunał Konstytucyjny. Ten właśnie rozpoczął obrady w tej sprawie – mogą jednak potrwać miesiące. Chyba że w równoległym postępowaniu prawnym uda się udowodnić mu próbę zamachu stanu. Jak do tej pory Jun jednak uparcie utrudniał instytucjom państwowym przeprowadzenie dochodzenia. Trzykrotnie nie stawił się na przesłuchanie biura ds. korupcji wśród wysokich rangą urzędników (CIO) – instytucji, której osobiście nie znosi.
CIO jest młodym biurem powołanym przez poprzedniego, związanego z lewicą prezydenta Mun Jae-ina, które rozpoczęło działalność w 2021 roku. To w sprzeciwie wobec jego powstania Jun Sok Jol, nominowany przez Muna na prokuratora generalnego, złożył rezygnację. Uważał, że niepotrzebnie rozbija monopol władzy prokuratorskiej i jest upolitycznione. Niedługo potem zmienił sympatie polityczne i pojawił się jako kandydat konserwatystów w walce o prezydenturę.
Niechęć Juna do CIO jest powszechnie znana, jednak tak jawne ignorowanie legalnie powołanych instytucji państwowych doprowadziło Zachodni Sąd Rejonowy w Seulu do wydania bezprecedensowego nakazu aresztowania prezydenta.
Lojaliści bronią prezydenta Juna
Ponad stu funkcjonariuszy policji w towarzystwie pracowników CIO i prokuratorów nie podołało jednak wyzwaniu. Lojalne wobec prezydenta okazały się Służby Bezpieczeństwa Prezydenckiego, które zabunkrowały rezydencję w Seulu i wykazały gotowość do obrony głowy państwa. Grupa prezydenckich prawników przedstawiła swoje racje prawne, uznając nakaz aresztu za nielegalny. Sprawę utrudniały również machające flagami Korei i USA tłumy zwolenników przywrócenia stanu wojennego, próbujące na różne sposoby zablokować drogę do rezydencji (m.in. poprzez kładzenie się na ulicy czy fizyczne atakowanie policji).
Na lojalistów prezydenta składają się głównie prawicowe i chrześcijańskie organizacje, widzące wszędzie północnokoreański spisek, oraz osoby idealizujące okres dyktatury wojskowej w Korei Południowej (trwającej do 1987 roku). Uczestnikom tych protestów zdarza się deklarować gotowość śmierci w obronie prezydenta.
Do walki zagrzewał sam Jun, który wysłał do zwolenników specjalne wiadomości z wyrazami poparcia i zapewnił, że wszystko ogląda na żywo przez YouTube. Ostatecznie decyzję o odwrocie podyktowały względy bezpieczeństwa. Cała akcja, podobnie jak stan wojenny, trwała około sześciu godzin.
Czy uda się skazać prezydenta
Jun Sok Jol, całe życie związany z prokuraturą, dziś sam jest przesłuchiwany. To pierwszy problem. Jun zjadł w sądach zęby. W sprawie zarzutów o insurekcję zachowuje milczenie. Z kolei podczas pierwszego przesłuchania w Trybunale Konstytucyjnym zdawkowo odrzucał niemalże wszystkie zarzuty, argumentując, że ogłoszenie stanu wojennego było „formalnością, której nie zamierzano wykonać”.
To przedziwna logika, ale Jun i jego prawnicy próbują całą sprawę przedstawić jako desperacki akt zwrócenia uwagi opinii publicznej na dyktatorskie praktyki opozycji i „antypaństwowe siły” związane z Koreą Północną. W dodatku Jun podkreśla, że wybory parlamentarne zostały „skradzione”, miało dojść do oszustw na dużą skalę, które odebrały głosy jego partii. Dowodów na to jednak brak, ale to retoryka, która trafia do miłośników prezydenta.
Ci po jego aresztowaniu stali się jeszcze bardziej groźni, demolując 18 stycznia jeden z budynków sądowych i raniąc kilkadziesiąt osób (głównie dziennikarzy). Choć większość zwolenników Juna to ludzie starsi, na nagraniach widać wyraźny udział młodych mężczyzn, szczególnie w przypadkach przemocy. Często należą do radykalnych antyfeministycznych lub promilitarnych organizacji, takich jak Męska Solidarność czy Liga Antykomunistów. To właśnie hasłami antyfeminizmu Jun kupił ich głosy – i wygrał wybory.
Do tej pory Korea kojarzona była (nie do końca słusznie) z pokojowymi protestami. Wydarzenia ostatnich dni ostatecznie odrzucają ten stereotyp.
Problemy Korei Południowej w związku z polityką Trumpa
Zamieszanie wywołane przez Jun Sok Jola to nie jedyny problem Korei. Kryzys pogłębiła katastrofa samolotu pasażerskiego w Muan, w której zginęło 179 osób. To najbardziej śmiercionośna katastrofa lotnicza na koreańskiej ziemi, co do której toczy się osobne dochodzenie.
Nowe problemy Korei sygnalizuje Donald Trump, który już zapowiedział zwrot USA w stronę suwerenności. Oznacza to możliwe cięcia w wydatkach na wsparcie sojuszników – w Korei Południowej wciąż stacjonuje około 30 tysięcy amerykańskich żołnierzy – i potrzebę negocjacji. Trump zdążył również wspomnieć o próbie ponownego kontaktu z Kim Dzong Unem. Nie wiadomo, czy Korea Południowa nie zostanie z tych negocjacji całkiem wykluczona.
Co ciekawe, Trump, skory do licznych komentarzy w mediach społecznościowych, nie wypowiadał się ani razu na temat kłopotów Juna – być może cała sytuacja za bardzo przypomina jego własne polityczne poczynania po przegranych wyborach w 2020 roku i „ataku na Kapitol”.
Impas polityczny w Korei
Obciążenie biurokratyczne rządu pokazuje przykład Choi Sang-moka, który oprócz funkcji prezydenta pełni także obowiązki premiera (również poddanego przez parlament impeachmentowi) oraz ministra finansów.
W końcu Korea Południowa wyjdzie z impasu i najprawdopodobniej w tym roku będziemy świadkami nowych wyborów. Do tego czasu Koreańczyków czeka jednak jeszcze wiele nieprzespanych nocy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















