Adrian Hong: aktywista, który chciał obalić północnokoreański reżim Kima. Teraz musi się ukrywać przed służbami różnych krajów

„Ten kraj jest przekleństwem każdej amerykańskiej administracji. Zbyt niebezpieczny, by go ignorować, zbyt mały, by podporządkowywać mu politykę” – mówi Bradley Hope, autor książki „Pokonać Kimów. Tajna misja przeciwko reżimowi”.
Czyta się kilka minut
Plac Kim Il Sunga w Pyongyangu, luty 2024 r. // Fot. Kim Won Jin / AFP / East News
Plac Kim Il Sunga w Pyongyangu, luty 2024 r. // Fot. Kim Won Jin / AFP / East News

W lipcu światowe media obiegła informacja o ucieczce kolejnego wysoko postawionego dyplomaty z Korei Północnej. Ri Il-gyu, który pracował dla północnokoreańskiej ambasady na Kubie, jest już w Korei Południowej i udziela wywiadów, krytykując reżim Kim Dzong Una. Szczegóły ucieczki – tego i innych wysoko postawionych polityków z KRLD – są owiane tajemnicą. Niedawno opublikowana w Polsce książka Bradleya Hope’a „Pokonać Kimów. Tajna misja przeciwko reżimowi” (wydawnictwo Czarne) odsłania kulisy niektórych z takich ucieczek. Jak można się domyślać, nie były one możliwe bez pomocy z zewnątrz.

Głównym bohaterem książki Hope’a jest Adrian Hong, który postawił sobie ambitny cel: obalić najgorszy reżim świata, za jaki uważa obecną Koreę Północną. Hong, absolwent Yale, mieszkający w USA Koreańczyk meksykańskiej narodowości, początkowo zajmował się wyłącznie nagłaśnianiem kwestii łamania praw człowieka w KRLD. Jednak w przeciwieństwie do innych aktywistów uznał, że potrzeba też przedsięwzięć, które mogłyby realnie zagrozić reżimowi. Jego pierwsze działania „w terenie” skończyły się fiaskiem. W 2006 r. został deportowany z Chin za pomoc uchodźcom z Korei Północnej (przebywającym w tym kraju nielegalnie) – od chińskiej celi uchroniła go interwencja wysoko postawionych amerykańskich przyjaciół. Mimo to pozwolił sobie na głośną krytykę konsulatu USA w Shenyang, który miał odmówić udzielenia uciekinierom schronienia.

Z czasem jego radykalizm się pogłębił. W 2017 r. Hong powołał organizację Free Joseon, która przedstawiała się – jedyny taki przypadek – jako rząd Korei Północnej na uchodźstwie. Jej zadaniem było zbudowanie struktur, które mogłyby zagrozić reżimowi. Zaczęła też organizować ucieczki wysoko postawionych polityków z KRLD. Pierwszym był syn Kim Dzong Nama, zamordowanego w 2017 r. na lotnisku w Malezji brata Kim Dzong Una. Drugim – ambasador Korei Północnej we Włoszech.

W poważne tarapaty Free Joseon wpadło w 2019 r., kiedy jej członkowie włamali się do ambasady Korei Północnej w Madrycie, a media oskarżyły grupę o terroryzm. Adrian Hong do dziś ukrywa się, poszukiwany przez służby hiszpańskie, amerykańskie i – najprawdopodobniej – także północnokoreańskie. O jego fenomenie rozmawiamy z autorem książki.

ROMAN HUSARSKI: Czy Free Joseon jest organizacją terrorystyczną? W mediach zdarzają się porównania do Czarnych Panter lub Frakcji Czerwonej Armii.

Bradley Hope: Jest ogromna różnica pomiędzy tymi grupami a Free Joseon. Tamte były zorientowane na walkę z własnymi rządami, a nie rządem obcego kraju. Free Joseon nie podkłada bomb, nie stosuje przemocy, to przede wszystkim grupa aktywistów wierzących w idee demokracji i praw człowieka.

Na nagraniach z kamer rozmieszczonych w madryckiej ambasadzie widać jednak, że członkowie Free Joseon byli uzbrojeni. Z zeznań zebranych przez hiszpańską policję wynika, że personel dyplomatyczny był bity, wiązany, a niektóre osoby wymagały interwencji lekarskiej.

Czy to nie zbyt pochopne wnioski? Przeprowadzone przeze mnie śledztwo wykazuje, że ludzie z Free Joseon chcieli stworzyć iluzję włamania – po to, by ktoś, kto na nich czekał w środku, mógł bezpiecznie opuścić ambasadę. Musimy pamiętać, że północnokoreański reżim trzyma członków rodzin dyplomatów jako zakładników. Potrzebne więc było solidne alibi.

Żaden z pracowników ambasady nie dołączył do Free Joseon. Skończyło się na kradzieży komputerów.

To jest właśnie zagadka. Dlaczego ambasador nagle zrezygnował z ucieczki? W książce przedstawiam kilka możliwych odpowiedzi. Gdy jednak plan Adriana Honga spalił na panewce, to personel ambasady musiał stworzyć dobre wytłumaczenie dla przełożonych w Pjongjangu. Stąd te historie o pobiciach i karykaturalne opisy napastników, którzy zresztą nie mieli prawdziwej broni, tylko atrapy.

Pracownica ambasady zbiegła z miejsca zdarzenia i skontaktowała się z hiszpańską policją. Była przekonana, że wszyscy jej współpracownicy nie żyją, tylko dlatego, że usłyszała południowokoreański akcent u włamywaczy. Zaskoczonym policjantom powtarzała, że ci z Południa jedzą dzieci.

W Korei Północnej nie ma możliwości weryfikowania tego, co się słyszy. Wierzysz w to, co ci mówią. A wszystkie media są pod kontrolą państwa, nie ma dostępu do internetu. Nawet jeśli wyjedziesz za granicę, twoje możliwości będą bardzo ograniczone i cały czas będziesz pod obserwacją swoich kolegów. Nie wiesz, czy któryś na ciebie nie doniesie. W efekcie Koreańczycy z Północy, przebywający poza granicami swojego kraju, sami narzucają na siebie kontrolę: unikają spotkań, nie czytają książek, nie zaglądają do internetu.

Są jednak dobrze skomunikowani ze sobą. Mieszkający w Hiszpanii obywatele KRLD szybko się zorientowali, że coś niepokojącego dzieje się w ich ambasadzie.

To nie są bogaci Koreańczycy na wakacjach. To zamknięta grupa, która w dodatku ma obowiązek co tydzień przychodzić na „szkolenia ideologiczne”, odbywające się właśnie w ambasadzie. Wielu z nich zresztą to agenci, działający pod przykryciem – jak czterdziestolatek, który rzekomo przyjechał do Hiszpanii na studia. Korea Północna nie wypuszcza nikogo bez powodu.

W listopadzie 2023 r. ambasadę w Madrycie ostatecznie zamknięto. W Europie nie ma ich wiele – zostało 12, m.in. w Polsce. Jaką odgrywają rolę i jakie mają znaczenie dla reżimu Kim Dzong Una?

Wszystkie ambasady Korei Północnej wykorzystują swoją suwerenność jako przykrywkę do przestępczej działalności. W grę wchodzi przemyt, narkotyki, a ostatnio także przestępstwa internetowe. W przypadku Madrytu tych zarzutów było sporo, łącznie z handlem bronią. Niewiele jednak dało się zrobić, bo dyplomatów chronią immunitety i prawo do tajemnicy korespondencji. Ambasady starają się pozyskiwać również pomoc humanitarną.

Free Joseon nie jest jedyną organizacją pozarządową walczącą z Kim Dzong Unem. W Korei Południowej działa np. Fighters for a Free North Korea, która co roku wysyła balony z jedzeniem, pendrivami i propagandą w stronę Korei Północnej. Co wyróżnia Free Joseon?

Free Joseon przedstawiają się jako Tymczasowy Rząd Wolnej Korei. Chcieliby stworzyć polityczne ciało, z którym Pjongjang będzie musiał się liczyć. Większości Koreańczyków to jednak nie przekonuje. Największe kontrowersje budzi fakt, że uciekinierzy z Korei Północnej we Free Joseon stanowią mniejszość – jest ich tam zaledwie kilku. Większość stanowią Amerykanie koreańskiego pochodzenia lub wykształceni Koreańczycy z Południa.

Co w takim razie daje im siłę do działania?

Wizja Adriana Honga. On jest outsiderem. Jest Koreańczykiem, który urodził się w Meksyku, po czym wyemigrował do USA. W Korei Południowej pojawiał się sporadycznie. Miał jednak szerokie spojrzenie, dzięki czemu docierał niemalże do każdego. Z czasem wokół niego stworzyła się grupa osób zainspirowana jego marzeniem o wyzwoleniu Korei Północnej.

Według Honga totalitarny system Korei Północnej to największy skandal XXI wieku. Nigdzie nie łamie się w podobnym stopniu praw człowieka. Hong pochodzi z bardzo religijnej rodziny, w jego działaniach widać misjonarskie zacięcie. Inspirował się Martinem Lutherem Kingiem i ruchem abolicjonistycznym. We Free Joseon aktywiści mieli poczucie, że robią coś przełomowego: ratowali ważnych ludzi, którzy potencjalnie mogli odegrać istotną rolę w budowie nowego kraju. Adrian miał więc w sobie coś z chrześcijańskiego misjonarza, a coś z Che Guevary.

Korea Północna jest jednym z najbardziej zmilitaryzowanych państw świata. Naprawdę Kim Dzong Un obawia się małej grupy aktywistów?

W Korei Północnej przywódca jest Bogiem-słońcem. Propaganda wielbi rodzinę Kimów – to oni wygrali z Japończykami, to oni pogromili Amerykanów w wojnie koreańskiej... Ze względu na nacjonalizm, łatwo wzbudzić podejrzliwość wobec działań nie-Koreańczyków. Ale jeśli zaczną się pojawiać, jak na tych pendrivach wysyłanych do KRLD, informacje o facecie, który wygląda jak Koreańczyk i na którego stronę przechodzą ambasadorowie – to już poważna sprawa.

Mało znany jest fakt wywieszenia flagi Free Joseon w ambasadzie Korei Północnej w Malezji. Ktoś z pracowników musiał uwierzyć w ich sprawę. Być może to przekonało Adriana do akcji w Madrycie. Myślał, że to będzie ambasada rebeliantów. Hong był zafascynowany arabską wiosną. Był ze mną w Libii, jeździł po krajach objętych rewolucją. Wierzył, że może namówić Koreańczyków z Północy do obywatelskiego nieposłuszeństwa.

W dodatku opracował plan działania, jak odtworzyć społeczeństwo obywatelskie w miejsce dyktatury. Free Joseon miało precyzyjny pomysł na Ministerstwo Edukacji, Kultury, jak zagospodarować wojsko itd.

Był jeszcze Kim Han-sol. Przed zamordowaniem swojego ojca, Kim Dzong Nama, krytykował w mediach reżim swojego wujka. Mógłby odegrać jakąś rolę w legitymizacji nowego układu politycznego. Adrian chciał, by Kim Han-sol stał się częścią Free Joseon, ale stracił z nim kontakt. Han-sol ukrywa się obecnie w USA i prawdopodobnie ze względów bezpieczeństwa nie kontaktuje się z Adrianem.

W swojej książce broni pan Free Joseon, wskazując na złożone kulisy ataku na ambasadę w Madrycie. Jednak narracja dominująca w mediach nie jest grupie przychylna. Pojawia się problem potencjalnej przemocy i potrzeba kary za naruszenie nietykalności dyplomatów. Free Joseon ma również kiepską prasę w Korei Południowej. Czy to koniec tej grupy?

Free Joseon jest trochę jak grupa religijna. Opierała się na charyzmatycznym przywódcy, a gdy go zabrakło, to cała struktura się posypała. Życie tych aktywistów zostało zniszczone. Część się ukrywa, część przebywa w areszcie domowym, część jest w Korei Południowej, ale muszą uważać, bo państwa europejskie wysłały nakaz ich ekstradycji.

Myślę, że popełnili strategiczny błąd, utrzymując swoje działania w tajemnicy. Spowodowało to nieufność opinii publicznej i ogromną ilość fake newsów. Powinni byli otwarcie powiedzieć, kim są, porozmawiać z dziennikarzami, wytłumaczyć swoje działania. Często słyszy się zarzut, że działali na zlecenie CIA. Europejczycy są wrażliwi na tym punkcie, bo CIA po 11 września była odpowiedzialna za „kowbojskie” działania w Europie, wbrew prawu międzynarodowemu.

Tymczasem CIA nie tylko im nie pomogła, ale wykorzystała zgromadzone od nich informacje przeciwko nim.

Free Joseon miało pecha, bo przeprowadzili swoją akcję w okresie zbliżenia pomiędzy Donaldem Trumpem i Kim Dzong Unem. Trump był przekonany, że uda mu się skłonić dyktatora do korzystnego dealu i marzyła mu się Pokojowa Nagroda Nobla. W tej sytuacji działalność wywrotowa Honga była kulą u nogi. Prawdopodobnie Free Joseon miało sporo sympatyków w CIA, jednak sytuacja uległa zmianie, gdy na szali znalazły się interesy państwowe. Pamiętajmy, że grupa Adriana próbowała zdestabilizować państwo, które posiada broń nuklearną. Waszyngton nie mógł sobie pozwolić na wspieranie potencjalnych „terrorystów” dążących do obalenia władz suwerennego państwa.

Nie da się ukryć, że Adrian był naiwny. Gdy FBI przyszło do niego, by wypytywać o Libię, tłumaczył, że jako prodemokratyczny aktywista zbiera informacje o przebiegu rewolucji. Wierzył, że ideały praw człowieka będą ważniejsze niż wszystko inne.

Podczas lektury czułem narastającą frustrację Adriana, który był chyba coraz bardziej wściekły na hipokryzję państw Zachodu.

Najgorzej być czyimś sumieniem. Adrian wskazywał, że dużo się mówi o prawach człowieka, ale w rzeczywistości nikt nie chce się narażać na ryzyko. To właśnie dlatego Free Joseon wzbudza tak skrajne opinie. Bo sprawia, że ludzie w Ameryce zaczynają widzieć własną hipokryzję. Korea Północna jest przekleństwem każdej amerykańskiej administracji. Jest zbyt niebezpieczna, by ją całkiem ignorować, ale za mała, by podporządkowywać jej politykę międzynarodową. To jednak surrealistyczne, że jest takie miejsce na ziemi, jak Korea Północna. Chroniczny brak prądu wymusza życie jak w średniowieczu. Jak blisko jest ze stolicy do przerażających obozów pracy? To wszystko przypomina trochę orwellowski koszmar. Problem Korei Północnej pozostaje nierozwiązany.

Jeżeli Trump wróci do Białego Domu, czeka nas powrót „miłosnych” listów i spotkań w Pjongjangu?

W przypadku wygranej kandydata Demokratów należy spodziewać się polityki zachowawczej, natomiast Donald Trump jest zawsze jedną wielką niewiadomą.

Bradley Hope // Fot. Tom Trevatt Photography / materiały prasowe

BRADLEY HOPE jest korespondentem „Wall Street Journal” w Libii, Egipcie, Tunezji, Bahrajnie, Libanie i krajach Zatoki Perskiej, szef zespołu reporterów w tym dzienniku, finalista Nagrody Pulitzera, autor książek non-fiction „Pokonać Kimów. Tajna misja przeciwko reżimowi”, współautorBillion Dollar Whale” oraz „Ropa i krew. Walka o przywództwo w Arabii Saudyjskiej i wpływy na świecie”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Koreański Che Guevara