Po co Kimowi zaangażowanie w wojnę rosyjsko-ukraińską? Na co liczy dyktator Korei Północnej?

Obecny moment to dla Kim Dzong Una sytuacja typu win-win – taka, na której może on jedynie wygrać. W bardzo trudnej sytuacji stawia to natomiast Koreę Południową – ocenia nasz autor, specjalista od Dalekiego Wschodu.
Czyta się kilka minut
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un (z prawej) w strategicznej bazie rakietowej w nieujawnionej lokalizacji w Korei Północnej // Zdjęcie opublikowane przez oficjalną Północnokoreańską Centralną Agencję Informacyjną // KCNA / KNS / AFP / East News
Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un (z prawej) w strategicznej bazie rakietowej w nieujawnionej lokalizacji w Korei Północnej // Zdjęcie opublikowane przez oficjalną Północnokoreańską Centralną Agencję Informacyjną // KCNA / KNS / AFP / East News

Nie ustają sensacyjne doniesienia o północnokoreańskich żołnierzach na Ukrainie. W tumanach wojennej propagandy ustalenie faktów bywa wyjątkowo trudne. Zwłaszcza gdy stanowiska obu stron drastycznie różnią się od siebie: Kijów przedstawia kolejne dowody, a Moskwa i Pjongjang stanowczo zaprzeczają. Czy możemy powiedzieć coś na pewno o wojskach Kim Dzong Una walczących po stronie Putina na ukraińskim froncie?

Żołnierze mówiący z północnokoreańskim akcentem

Według prezydenta Zełenskiego już dwie północnokoreańskie jednostki, być może nawet brygady po 6 tys. żołnierzy, szkolą się na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Informacje te zdają się potwierdzać przechwycone przez ukraińskie służby materiały. Po pierwsze film, na którym widać azjatyckich żołnierzy otrzymujących wojskowy ekwipunek. Po drugie kwestionariusz dotyczący rozmiaru munduru – napisany po koreańsku.

Pojawiły się wprawdzie głosy, że na nagraniach zobaczyć można obywateli Federacji Rosyjskiej z żyjącej na jej terenie koreańskiej mniejszości. Jednak film nie pozostawia wątpliwości – na nagraniu słychać fragmenty rozmów po koreańsku z północnokoreańskim akcentem (co potwierdza również autor tego tekstu).

10 tysięcy żołnierzy: czy to dużo?

W tym momencie oddziały z Korei Północnej mają wciąż znajdować się na rosyjskim Dalekim Wschodzie. Według służb, tym razem południowokoreańskich, dokładnie w bazach obok Ussuryjska, Błagowieszczeńska, Chabarowska i Władywostoku. Służby z Seulu szacują również, że łączna liczebność wszystkich żołnierzy z KRL-D wysłanych do Rosji wyniesie ok. 10 tysięcy.

Czy to dużo? – Choć siły te są raczej niewielkie, to mają niemałe znaczenie dla zmęczonej rosyjskiej armii. Mogą doprowadzić do przetasowań na linii frontu – mówi „Tygodnikowi” Anton Sokolin, ekspert NK News – portalu, który specjalizuje się w tematyce Półwyspu Koreańskiego. Sokolin, który w przeszłości pracował m.in. dla agencji Reuters, zajmuje się relacjami rosyjsko-północnokoreańskimi.

Sokolin podkreśla również potrzebę zachowania ostrożności w ocenie materiałów docierających do mediów: – Ukrainie potrzebne są bezpośrednie dowody. Pojawiły się doniesienia o śmierci oficerów z KRL-D w Donbasie, jednak najprawdopodobniej ich rola sprowadzała się tam do kwestii zaplecza i inżynierii wojskowej. Ostatnio napływają do nas raporty o północnokoreańskich dezercjach, jednak nie zostały potwierdzone. Jeśli Ukrainie uda się pokazać zatrzymanych żołnierzy z KRL-D, będzie to przełom.

Korea Północna od dawna angażuje się w światowe konflikty

Udział północnokoreańskich sił specjalnych w wojnie, która toczy się tysiące kilometrów od Półwyspu Koreańskiego, nie powinien zaskakiwać. Korea Północna angażuje się od dekad w konflikty zbrojne na całym świecie, szczególnie w Afryce. Zmienił się natomiast charakter tej współpracy. Podczas gdy w okresie zimnej wojny ówczesny przywódca Kim Ir Sen był skory wysyłać żołnierzy w imię komunistycznych ideałów i „antyimperialistycznej pomocy”, to od lat 90. XX wieku ideologia wydaje się tracić na znaczeniu.

Pjongjang przede wszystkim szuka okazji do zarobku. Przy czym obecny moment to dla Kim Dzong Una sytuacja typu win-win – taka, na której może on jedynie wygrać.

Po pierwsze, przed inwazją rozpoczętą w lutym 2022 r. Rosja musiała pilnować się z przestrzeganiem międzynarodowych sankcji nałożonych na Koreę Północną; co więcej, w 2017 r. popierała nawet sankcje na reżim w Pjongjangu. Tymczasem dziś są one przez Moskwę otwarcie łamane.

Po drugie, większe zaangażowanie w wymianę z Rosją rozbija chiński monopol na Koreę. Pjongjang desperacko potrzebuje innych partnerów niż Pekin – choćby po to, by poprawić swoją pozycję negocjacyjną w relacji z Chinami. Dziś niemal 98 proc. handlu zagranicznego Korei Północnej to handel z ChRL.

Co zrobi teraz Korea Południowa?

Po trzecie wreszcie, zaangażowanie w wojnę na Ukrainie poprawia militarne ambicje reżimu Kima. Nie tylko uzasadnia jego dalsze zbrojenia, ale uderza w Koreę Południową – i to w momencie, gdy relacje Północy z Południem są najgorsze od 2010 r., kiedy to wojska północnokoreańskie zatopiły południowokoreańską korwetę i ostrzelały wyspę Yeonpyeong.

Jeżeli obecność północnokoreańskich żołnierzy na froncie na Ukrainie zostanie ostatecznie potwierdzona, Seul znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Korea Południowa jak do tej pory unikała bezpośredniego zaangażowania się w ten konflikt. Jednak w tle obecnych wydarzeń pojawiają się w Seulu głosy, aby wysłać dla Ukrainy własną broń, a nawet personel wojskowy. Wciąż silna jest jednak „frakcja” zachowawcza, która boi się eskalacji międzykoreańskiego konfliktu i umniejsza rolę Pjongjangu w tej wojnie.

To może się jednak zmienić, bo coraz bardziej widoczne jest, iż rację miał szef ukraińskiego wywiadu wojskowego Kyrył Budanow, gdy argumentował, że najważniejszym sojusznikiem Putina w czasie tej wojny nie są potężne Chiny, lecz mała Korea Północna.

Dr ROMAN HUSARSKI pracuje w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ, specjalizuje się w tematyce koreańskiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Po co Kimowi ta wojna?