Reklama

Koncert na fortepian solo

Koncert na fortepian solo

08.03.2011
Czyta się kilka minut
Kisiel nie był politykiem w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Był indywidualistą, co wykluczało zarówno podporządkowanie się innym, jak tworzenie własnego obozu politycznego. Prawdziwą politykę wykluczała też epoka.
K

Koncert na fortepian solo

Kisiel nie był politykiem w tradycyjnym rozumieniu tego słowa.

Miał jednak polityczny pazur i ciągnęło go do polityki. Widać to było jeszcze w czasach II RP, gdy związał się z "Buntem Młodych" i "Polityką", redagowanymi przez Jerzego Giedroycia. Wokół tych pism skupiło się środowisko konserwatywne, prawicowe, ale bez nacjonalistycznego zacięcia. Było w nim wiele wspaniałych indywidualności, jak Adolf i Aleksander Bocheńscy, Ksawery Pruszyński, a z osób, z którymi po wojnie współpracował: Stanisław Stomma i Konstanty Łubieński. Do wpływu tego środowiska (a także socjalistycznej, piłsudczykowskiej tradycji rodzinnej) należałoby dodać lekturę książek Romana Dmowskiego, w którym cenił realizm, a otrzymamy bagaż ideowo-polityczny, z jakim Kisielewski wyszedł z II RP, gdy ta się zawaliła we wrześniu 1939 r.

W latach wojny - co charakterystyczne dla większości głównych postaci "Tygodnika Powszechnego" - nie przejawiał nadmiernej aktywności konspiracyjnej. Powstanie Warszawskie postrzegał jako tragedię, koniec świata, zagładę elit, zniszczenie stolicy, co potem wypominał przywódcom AK. Doświadczenie sierpnia ’44, sprzeciw wobec szafowania krwią nałożyły się na wcześniejszy konserwatyzm i realizm, owocując w PRL-u koncepcjami politycznymi, które wytyczyły ścieżki całego środowiska.

Zamiast polityki

Angażował się publicznie od 1945 r., i to na wielu płaszczyznach. Początkowo podziały między takimi środowiskami jak "Tygodnik Powszechny", "Tygodnik Warszawski" czy PAX nie były wyraźne. Kisiel w każdym z tych ośrodków miał znajomych sprzed wojny. Warto wymienić tu Jana Frankowskiego, który był w orbicie "Buntu Młodych", a potem trafił do "Dziś i jutro", wspomnianego już Aleksandra Bocheńskiego, który też był w PAX-ie, czy Kazimierza Studentowicza z redakcji "Tygodnika Warszawskiego". Ci ludzie należeli do tego samego pokolenia, byli absolwentami tego samego UW, spotykali się na tych samych dyskusjach. Oczywiście Bolesław Piasecki, szef PAX-u, miał swoją hipotekę, wyniesioną z czasów Falangi, i pewni ludzie go unikali, ale to nie znaczy, że nie mogli publikować w wydawanych przez niego pismach.

Kisiel więc w latach 40. utrzymywał kontakty z różnymi środowiskami, ale w sprawach zasadniczych zachowywał się jak trzon grupy "Tygodnika Powszechnego", czyli przejawiał dystans do aktywnej polityki. Tym "TP" różnił się zarówno od "Tygodnika Warszawskiego", jak od "Dziś i jutro": oba te środowiska miały pomysł na aktywną politykę. "Tygodnik Warszawski" chciał robić politykę chadecką, co, jak wiemy, skończyło się katastrofą, bo uwięzieniem redaktorów i likwidacją pisma. Grupa Piaseckiego zaś miała pomysł na wchodzenie w politykę jako sojusznik komunistów, co z kolei kończyło się coraz bardziej kompromitującymi aktami lojalności. Takie były realne alternatywy, a "TP" nie chciał ani jednej, ani drugiej. Koncentrował się więc na dyskusjach o sztuce, literaturze, religii, w co Kisiel ze swoim umiłowaniem muzyki świetnie się wpasowywał.

Jego teksty pisane tuż po wojnie świadczą o politycznych ciągotkach: spór o Powstanie był sporem politycznym, książka "Sprzysiężenie", którą wtedy wydał, też dotykała polityki. Wszystko to było jednak niejako zastępstwem normalnej działalności politycznej.

Neopozytywizm w praktyce

Przełomem był 1956 r., po którym Kisiel wszedł do czynnej polityki. Dziś modne są ideologiczne tezy, wedle których z komunistami można było tylko walczyć albo kolaborować. W takim pojmowaniu przeszłości kryje się założenie, że ceną za każdą próbę działalności musiała być akceptacja komunizmu. Nie ma tymczasem wątpliwości, że Kisiel, także jako poseł na Sejm, komunizm odrzucał.

Nie zrozumiemy jego akcesu do polityki bez świadomości, czym był Październik ‘56.

Rozgrywał się wtedy dramat: radzieckie czołgi najeżdżały Budapeszt, nad Polską też zawisła groźba radzieckiej interwencji, którą Gomułka powstrzymał. A następnie zwolnił z wojska Konstantego Rokossowskiego - symbol moskiewskiej dominacji - i uwolnił kardynała Wyszyńskiego. Do tego obiecał zwrócić "Tygodnik Powszechny", zgodził się na Kluby Inteligencji Katolickiej, więcej: zaprosił katolików do Sejmu. Nic dziwnego, że wiele osób dało mu wtedy kredyt zaufania, sam Prymas w styczniu 1957 r. zachęcał do głosowania w wyborach.

Tak rozpoczęła się ośmioletnia kariera parlamentarna Kisielewskiego. Widać w niej dwa etapy. Pierwszy był realizacją idei neopozytywizmu, której Kisielewski był autorem wespół ze Stanisławem Stommą. Pobrzmiewały w niej echa dawnych koncepcji, pojawiło się bowiem odwołanie do Dmowskiego, który przed I wojną światową mówił, że z braku szans na niepodległość, tylko lojalność wobec Petersburga może pozwolić poszerzać autonomię. W myśl tej logiki katolicy z "Tygodnika Powszechnego" weszli do Sejmu nie po to, by prowadzić ideologiczny spór z komunistami czy negować położenie Polski w obozie socjalistycznym, ale po to, by poszerzać granice wolności. To się odbijało w przemówieniach Kisielewskiego: zwracał uwagę na potrzebę liberalizacji cenzury i budowania autonomii życia kulturalnego, ale także na liberalizowanie przepisów, które mogłyby ożywić drobną wytwórczość, rzemiosło, handel, gastronomię. W jego wystąpieniach na te tematy nie ma nadmiaru dowcipów: są poważne i konkretne. Dopiero w drugiej kadencji, gdy cenzura się nasilała, a partia ostrzej zwalczała prywatnych przedsiębiorców, częściej pokpiwał - stał się Stańczykiem Sejmu.

Własne ścieżki

Neopozytywizm miał swoje granice. Kisielewski nie został posłem na trzecią kadencję. Publicznie jednak dalej występował, i to ostro: jego słowa o dyktaturze ciemniaków wypowiedziane w 1968 r. wpisały go na zawsze do politycznej historii PRL-u. Nie zmieniał swojej oceny położenia Polski - bo też i ona się nie zmieniała aż do końca lat 80., gdy Michaił Gorbaczow dał krajom satelickim zielone światło - ale wspierał opozycję, należał np. do trzyosobowej komisji, która we wrześniu 1977 r. na prośbę Komitetu Obrony Robotników analizowała jego wydatki.

Jednocześnie Kisielewski nie wierzył w to, by robotnicy byli zdolni do zorganizowania się i narzucenia demokratycznych przemian. Gdy pojawiła się Solidarność, był sceptyczny i obawiał się radzieckiej interwencji. Jedyną szansę uniknięcia katastrofy, a zarazem wejścia na drogę pożądanych zmian widział w nawiązaniu przez przywódców Solidarności dialogu z Moskwą. Oddalało go to mentalnie od jego środowiska i od elit Solidarności, a dodatkowo narażało na zarzut braku realizmu, bo Moskwa nie zamierzała rozmawiać z nikim spoza kierownictwa PZPR.

Być może wtedy narastały w nim uprzedzenia, które dały o sobie znać już w okresie przełomu (choć, jak wiemy z lektury "Dzienników", pretensje do własnego środowiska miał stale) i sprawiły, że gdy można było już prowadzić prawdziwą politykę, Kisiel dokonywał wyborów coraz mniej racjonalnych - z akcesem do Unii Polityki Realnej na czele. Choć namawiał do poszukiwania dialogu i kompromisu, sam był skrajnym indywidualistą, co sprawiało, że był też człowiekiem bezkompromisowym. To nie jest dobra cecha dla polityka, który powinien kalkulować i budować frakcje, zyskiwać zwolenników. On nie był politykiem, był po prostu publicystą, pisarzem, mówił we własnym imieniu i nie budował obozu politycznego.

Patrząc więc na polityczne i ideowe wybory Kisielewskiego tuż przed i po 1989 r., można spekulować, czy nie odegrała tu roli jakaś nutka urażenia, jakieś niedogadanie; ale i bez tego można stwierdzić, że wszystkie te cechy, za które go najbardziej ceniono, czyniły go niezdolnym do gry zespołowej. Trudno np. wyobrazić go sobie jako zdyscyplinowanego posła Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, posłusznie wykonującego polecenia Bronisława Geremka. Kisiel bowiem całe życie grał solo, chodził własnymi ścieżkami, a te najwyraźniej nie prowadziły do prawdziwej polityki.

Prof. ANDRZEJ FRISZKE (ur. 1956) jest historykiem, w latach 1999-2006 był członkiem Kolegium IPN. Specjalizuje się w historii PRL-u. Autor takich prac jak: "KOR. Ludzie-działania-idee", "Opozycja polityczna w PRL 1945-1980", "Anatomia buntu. Kuroń, Modzelewski i komandosi", "PRL wobec Kościoła. Akta 1970-1978".

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]