Reklama

Zanim nastał 4 czerwca

Zanim nastał 4 czerwca

03.06.2009
Czyta się kilka minut
Kiedy zaczęła się zmiana systemu? Czy Okrągły Stół był tylko retuszem PRL? Jaką rolę odegrała ta część opozycji, która nie chciała rozmów? Co wiemy o ówczesnych działaniach SB? O tym mówią prof. ANDRZEJ FRISZKE i prof. ANDRZEJ CHOJNOWSKI. Rozmawiał Roman Graczyk
4 czerwca 1989 wspomina Mateusz Kaniewski (1972)
R

ROMAN GRACZYK: Zanim nastąpił 4 czerwca 1989 r. - to nieoczekiwane dla obu stron zwycięstwo Solidarności, które wywróciło ustalenia, podpisane dwa miesiące wcześniej przy Okrągłym Stole - musiało dojść właśnie do Okrągłego Stołu i porozumień z kwietnia 1989 r. Czy były one ciągle tylko retuszowaniem PRL-u, czy już początkiem zmiany systemu?

ANDRZEJ CHOJNOWSKI: Porozumienie podpisane 5 kwietnia 1989 r. przez przedstawicieli władzy i tej części opozycji, która zdecydowała się na rozmowy odbiegało zasadniczo od wyobrażeń obu stron i wstępnych ustaleń, jakie poczyniono przed rozpoczęciem obrad 6 lutego.

Dla mnie, jako obserwatora wydarzeń, zaskoczeniem były wówczas trzy rzeczy. Po pierwsze, że władze zgodziły się na legalizację Solidarności łatwiej niż się spodziewaliśmy. Dla strony opozycyjnej był to w tym momencie postulat kluczowy: doprowadzenie do ponownej legalizacji Solidarności, zepchniętej w działalność podziemną po 13 grudnia 1981 r. Kluczowy także dlatego, gdyż legitymizował kształt rzeczywistości, jaka wyłaniała się po Okrągłym Stole.

Dziś nikt chyba nie ma wątpliwości, że przed Okrągłym Stołem władze PRL myślały jedynie o "liftingu" panującego ustroju, w tym co najwyżej o dokooptowaniu do istniejącego systemu części opozycji, tej uznanej za "umiarkowaną". Choć wydaje się, że po stronie rządowej nie było jakiejś długofalowej wizji przekształceń państwa. Rządzący mieli za to pewne ramowe założenia: chcieli utrzymać system i swoje rządy, w warunkach szybko pogarszającej się sytuacji gospodarczej. Mieli świadomość, że mechanizm, który wcześniej działał w PRL-u w takich momentach - kiedy w warunkach kryzysu zmieniała się ekipa rządząca, a system dalej trwał, i to bez reform ekonomicznych - tym razem nic nie da. Kryzys był już zbyt głęboki, a poza tym inaczej niż np. w roku 1970 czy 1980 nie było widać personalnej alternatywy dla ekipy Jaruzelskiego. Władze szukały nowego scenariusza, a klimat zewnętrzny - zmiany w ZSRR - sprzyjał takim poszukiwaniom. Choć, z drugiej strony, mimo kryzysu gospodarczego system PRL wcale nie wydawał się wtedy słaby. Także wspominając osobiście tamten czas nie miałem wrażenia - ani ja, ani ludzie z mojego środowiska - aby władza słabła. Uważaliśmy, że owszem, system będzie gnić, ale proces gnicia trwać może jeszcze długo.

Mówiąc w skrócie: w latach 1988-1989 rządzący PRL-em chcieli, aby system trwał, tyle że nieco "przemalowany"?

CHOJNOWSKI: I w ramach tego "przemalowania" szukali sposobu, który pomógłby im uporać się z kryzysem ekonomicznym tak, by ekipa Jaruzelskiego zachowała władzę. W tych ramach godzili się na legalizację Solidarności. Zarazem chcieli dla siebie gwarancji: miało nią być m.in. utworzenie urzędu prezydenta, posiadającego wielkie kompetencje, i obsadzenie go przez Jaruzelskiego. Miał być nie tylko patronem rzeczywistości po Okrągłym Stole, ale też gwarantem szeroko rozumianego bezpieczeństwa ludzi z "obozu władzy". W trakcie Okrągłego Stołu okazało się, że strona rządowa gotowa jest iść na koncesje, byle tylko strona solidarnościowa zgodziła się na powołanie silnego urzędu prezydenckiego. Później Jaruzelski wprawdzie prezydentem został, ale sytuacja polityczna zmieniła się diametralnie, a i on sam nie miał najwyraźniej woli, aby korzystać z uprawnień w imię obrony systemu.

Rzecz kolejna: wiosną 1989 r. zaskoczeniem było dla mnie rozejście się spraw politycznych i gospodarczych. Polityczny charakter porozumienia Okrągłego Stołu wybiegał poza to, co zakładano, siadając do tych rozmów. Natomiast o wiele trudniejsza okazywała się kwestia ekonomiczna. Owszem, przy Okrągłym Stole dyskutowano o ekonomii, i to emocjonalnie. Ale można odnieść wrażenie, że tak, jak w komunizmie ekonomia podporządkowana była polityce, tak również przy Okrągłym Stole skoncentrowano się na polityce, a ekipa solidarnościowa była słabo przygotowana do dyskusji o ekonomii. Oczywiście, wszyscy wiedzieli, że jest źle. Ale strategii gospodarczej na wyjście z kryzysu nie miała ani jedna, ani druga strona. Co najwyżej poszczególne osoby z obu stron miały jakieś poglądy, mglistą wizję. Planu nie było.

Sprawa trzecia, która mnie wtedy zaskoczyła, to zaplanowany przy Okrągłym Stole kształt parlamentu: z jednej strony wolne wybory do Senatu, a z drugiej kadłubowy Sejm. Kadłubowy, bo tylko w jednej trzeciej wybrany w wolnych wyborach. I wybory prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe, czyli Sejm i Senat, wyłonione w tak mieszany sposób.

Wreszcie zaskoczenie ostatnie: że w trakcie Okrągłego Stołu ujawniły się różnice między ludźmi "obozu władzy". Własną grę, która przybrała kształt radykalizmu pro-robotniczego, prowadzili przedstawiciele rządowych związków zawodowych OPZZ. Postrzegali legalizację Solidarności jako zagrożenie i, szukając sposobu na uwiarygodnienie się, nieoczekiwanie komplikowali szyki i stronie solidarnościowej, i rządowej.

ANDRZEJ FRISZKE: Chcę kontynuować myśl: dlaczego władze PRL zdecydowały się na taki manewr? Bo ja podobnie oceniałem ówczesną kondycję PRL-u: że ten system może gnić i gnić latami i z niewiadomym skutkiem. I nagle władza decyduje się na rozmowy. Pamiętam poczucie niepewności: czy oni naprawdę chcą rozmawiać, czy tylko symulują?

Dlaczego więc zdecydowali się na rozmowy?

FRISZKE: Dwa czynniki były najważniejsze: po pierwsze, gwałtowne załamanie gospodarcze, od 1988 r. coraz ostrzejsze. Ludzie z "obozu władzy" mieli świadomość tej katastrofy i sądzili, że dokooptowanie części opozycji do systemu i przerzucenie na nią odpowiedzialności za reformy gospodarcze uratuje system polityczny, a zarazem będzie można to dobrze "sprzedawać" na Zachodzie podczas rozmów o nowych kredytach. Czynnik drugi to Gorbaczow i odprężenie w relacjach ZSRR-Zachód, co wiązało ręce ekipie Jaruzelskiego: nie mogła już liczyć, że razie czego Sowieci pomogą w kolejnej siłowej rozprawie z opozycją, albo że choćby poprą zaostrzone represje. Pierestrojka w ZSRR zawężała pole manewru rządzących PRL-em w sytuacji, gdy Gorbaczow wchodził w coraz poważniejszy dialog z USA i Europą Zachodnią, w tym z Republiką Federalną. Ekipa Jaruzelskiego nie była wolna od obaw: co może wyniknąć np. z polepszających się relacji "Gorbiego" z Niemcami Zachodnimi?

Przede wszystkim te dwa czynniki sprawiły, że ekipa Jaruzelskiego uznała, iż potrzebny jest skok do przodu. A problemem głównym była dla nich Solidarność: bali się jej ponownej legalizacji, pamiętając o wielomilionowym ruchu z lat 1980-81. Ustąpili dopiero, gdy zrozumieli, że legalizacja Solidarności jest warunkiem rozpoczęcia rozmów Okrągłego Stołu.

Jaki pomysł na reformę ustroju miały władze przy Okrągłym Stole?

FRISZKE: Przede wszystkim, stworzyć silny urząd prezydencki i obsadzić go Jaruzelskim. Na początku rozmów chcieli nawet, aby prezydent miał prawo wydawania dekretów z mocą ustawy, i żeby wybrał go jeszcze stary Sejm, a nie parlament wyłoniony po częściowo wolnych wyborach. W trakcie rozmów ta koncepcja rządzących częściowo się rozsypała, podobnie jak ich pomysł, aby w tych pół-wolnych wyborach stworzyć tylko jedną listę: to znaczy, żeby nie było kilku list - osobna lista PZPR i jej "sojuszników", a osobna Solidarności - ale jedna lista, jak w PRL-u. Na takiej wspólnej liście obok ludzi władzy mieli być ludzie z opozycji. Także ten projekt upadł. Z kolei niejasne było na początku rozmów, jak ma być wybierany Senat.

Podsumowując: władze wyobrażały sobie, że po Okrągłym Stole nastąpi "remont" ustroju PRL i część opozycji zostanie dopuszczona do parlamentu. Ale zmiany systemowe wyobrażali sobie tak, aby ta legalna opozycja nigdy nie mogła wywrócić, zmienić ustroju czy powołać rządu. Miała zawsze być w mniejszości. Przyznawano jej rolę krytyka: legalnego, ale tylko krytyka. I to z ograniczeniami: początkowo władze chciały, by kandydaci Solidarności do parlamentu podpisywali deklaracje o poszanowaniu konstytucji PRL, co by znaczyło, że nie wolno im będzie krytykować dominującej pozycji PZPR, roli ZSRR w polityce zagranicznej itd. Tak to sobie wyobrażano.

Czy jakąś rolę odegrał nacisk radykalnej części opozycji, która nie chciała rozmawiać i odrzucała Okrągły Stół? Kornel Morawiecki, wtedy lider Solidarności Walczącej, tak pisał niedawno w "Rzeczpospolitej": "Stawiam paradoksalną z pozoru tezę: na doprowadzenie do Okrągłego Stołu, jego przebieg i rezultat największy wpływ mieli nie uczestnicy, ale przeciwnicy takiego porozumienia. Oni stworzyli klimat zagrożenia dla wysokich dogadujących się stron, co komunistów skłaniało do większej otwartości i ustępliwości". Morawiecki twierdzi, że tak powstała sytuacja, w której "komuniści musieli szybko decydować się, czy chcą rozmawiać z częścią opozycji, tą częścią, która na rozmaite kompromisy była gotowa, czy ryzykować dalszy wzrost popularności grup walczących o pełną niepodległość i pełną demokrację". Ma rację?

CHOJNOWSKI: To teza ryzykowna. Mamy tu chyba do czynienia z auto-legendą środowiska "nieprzejednanego". Można to zrozumieć, każdy stara się tak budować własną biografię, by eksponować rzeczy dla siebie wygodne. Ale na ile się orientuję w źródłach - dokumentach o Okrągłym Stole czy wspomnieniach - nie ma tam śladów, które pozwoliłyby udowodnić tezę Morawieckiego. Dotyczy to także innych źródeł pisanych - był to już czas, gdy istniała nie tylko oficjalna prasa partyjna, ale także nie-komunistyczna tzw. prasa koncesjonowana, a także rozbudowany nielegalny ruch wydawniczy reprezentujący różne środowiska. Powiedziałbym, że wiosną 1989 r. w nie-komunistycznych mediach, legalnych i podziemnych, trudno było dostrzec jakoś szczególnie mocno tę radykalną opozycję. Ona działała i miała też swoje publikacje, ale nie panowała nad nastrojami i nie wpływała zasadniczo na myślenie większości środowisk opozycyjnych. Jestem sceptyczny wobec tezy, że to nacisk radykalnej opozycji wpłynął na to, że Okrągły Stół zakończył się porozumieniem. To, że Okrągły Stół skończył się porozumieniem wynikało głównie z czegoś, co nazwałbym logiką rozmów: gdy siada się do negocjacji i angażuje się w nie swój autorytet, powstaje dynamika, która skłania do ustępstw.

FRISZKE: W Warszawie radykalna opozycja była słabo obecna. Pamiętam, że jej pisma można było kupić na stoiskach z prasą podziemną np. pod uniwersytetem, które funkcjonowały już zupełnie otwarcie. Ale tonęły one w masie innych publikacji. Było też kilka demonstracji, organizowanych przez młodzież i studentów, podczas których doszło do ostrych starć z milicją; na Krakowskim Przedmieściu poleciały nawet butelki z benzyną. Ale tak radykalne nastroje nie wychodziły poza środowiska młodzieżowe.

Natomiast między lutym a kwietniem 1989 r. dzieje się też coś innego, o czym mówi się mało: mam wrażenie, że to Okrągły Stół, który był częściowo transmitowany przez państwową telewizję, rozhuśtał nastroje w kraju i wywołał oczekiwanie jakiejś zmiany. Bo oto nagle w lutym 1989 r. oficjalna telewizja zaczyna podawać informacje, że ludzie władzy rozmawiają z ludźmi opozycji i jest między nimi jakiś realny spór, którego istnienie jeszcze niedawno ta sama telewizja w ogóle negowała. Wydaje mi się, że właśnie to zaczęło przełamywać społeczny marazm, który panował w latach 80. i był odczuwalny jeszcze jesienią 1988 r.

Z dokumentów widać, że władze bały się wtedy nastrojów radykalnych i wybuchu społecznego, lecz nie z powodów politycznych, także nie z powodu działań radykalnej części opozycji, lecz z powodów ekonomicznych, jako skutek katastrofy gospodarczej. Bały się tego, bo nie miały pomysłu, jak postępować w razie takiego hipotetycznego wybuchu.

Która strona bardziej powinna obawiać się wtedy fiaska Okrągłego Stołu?

FRISZKE: Fiasko byłoby problemem dla obu stron, choć większym dla władz. Nie wyobrażam sobie, aby załamanie się rozmów zakwestionowało pozycję przywódców Solidarności, aby doprowadziło do przewartościowania w obozie opozycji i podważyło autorytet poszczególnych osób. Natomiast dla władz fiasko byłoby ryzykowne. Wewnętrzne badania socjologiczne, prowadzone w PZPR jesienią 1988 r. pokazywały, że zdecydowana większość sekretarzy komitetów wojewódzkich PZPR jest przeciwna rozmowom z Solidarnością. Poczucie siły "betonu" było duże, a jednym z jego narzędzi były oficjalne związki zawodowe OPZZ. Podczas grudniowo-styczniowych narad władz PZPR widać duży opór przed legalizacją Solidarności, głównie ze strony działaczy związanych z OPZZ. Także podczas Okrągłego Stołu uczestniczący w nich działacze OPZZ kilka razy wywoływali kryzys. Strona rządowa musiała brać takie nastroje pod uwagę. Choć miała też swój potężny "bezpiecznik": Jaruzelskiego, którego pozycja w PZPR była bardzo mocna. Jego siła w "obozie władzy" rosła zresztą przez całe lata 80., za sprawą decyzji personalnych, w wyniku których Jaruzelski pozbywał się oponentów z aparatu państwowo-partyjnego. W 1989 r. nie było już liczącego się działacza PZPR, który mógłby zaryzykować otwarte wystąpienie przeciw Jaruzelskiemu. Trudno wyobrazić sobie wtedy alternatywę personalną wobec Jaruzelskiego i jego ekipy. Co miało także konsekwencje w roku 1989: jeśli Jaruzelski coś zaakceptował, było to realizowane.

Tuż przed zakończeniem Okrągłego Stołu Adam Michnik powiedział, że szef OPZZ Alfred Miodowicz to stalinowski beton. Prof. Friszke twierdzi, że Miodowicz był "twarzą" partyjnego "betonu". Ale zaraz na początku obrad to on mówi nieoczekiwanie: zlikwidujmy cenzurę. O co grał Miodowicz?

CHOJNOWSKI: Nie przywiązywałbym wielkiej wagi do tego wystąpienia Miodowicza. Toczyła się wtedy gra, także gra słów. Z faktu, że Miodowicz rzucił nagle hasło zniesienia cenzury nie wynikało, że jest zwolennikiem demokracji.

FRISZKE: Miodowicz budował swoją pozycję, epatował "troską o sytuację ludzi pracy". Dlatego był groźny dla Solidarności. To on pierwszy mówił, że tu siedzą sobie elity i się porozumiewają w sprawie jakichś tam reform, a robotnik cierpi, jest inflacja, podwyżki, Solidarność nie chce bronić człowieka pracy itd. Wydaje mi się, że hasło zniesienia cenzury miało podkreślić jego rzekomy radykalizm. Ciągle mało wiemy, jaka gra toczyła się wtedy po stronie władz. Także dzieje OPZZ w latach 80. nie są zbadane i opisane.

Ciągle niewiele wiemy też o działaniach SB wokół Okrągłego Stołu. W książce "Reglamentowana rewolucja" z 2004 r. Antoni Dudek pisze, że na przełomie roku 1988 i 1989 SB planowała działania wobec opozycji, które zmierzały do tego, by radykalnych opozycjonistów marginalizować, a u tych, którzy są skłonni do rozmów z władzami, wzmacniać przekonanie, iż są one potrzebne. SB sięgnęła też po agenturę. Wiemy więc, że były plany lojalizowania części opozycji i marginalizowania innej jej części. Brak jednak danych, jak te plany były realizowane. Czy możemy dziś coś więcej o tym powiedzieć?

CHOJNOWSKI: Stan badań jest tu skąpy, głównie z powodu skąpości źródeł. Wiele dokumentów SB z tego okresu zniknęło. Za mało wiemy, by pozwolić sobie na jakieś wnioski. Oczywiście, w kontekście tego, co dziś wiemy o roli SB w aparacie władzy, czymś śmiesznym byłoby twierdzenie, iż SB nie miała wtedy znaczenia. Byłbym jednak przeciw generalizowaniu, że jeśli w jakimś gronie, np. w ścisłych władzach Solidarności był konfident SB, a dokumenty sugerują, iż tak było, to SB sterowała tym gremium. Za mało wiemy, by postawić mocne tezy na temat tego, na ile w 1988-1989 r. władze wykorzystały SB do realizowania swej strategii.

W jednym z dokumentów z przełomu 1988-89 r. cele SB, a przez to o cele władz opisane są tak, że należy intensyfikować działania mające "rozwarstwiać przeciwnika", szerzej wykorzystać grupy "konstruktywnej" opozycji i silniej infiltrować grupy "radykalne". Niektórzy ludzie związani wtedy z radykalną opozycją twierdzą, że Okrągły Stół był porozumieniem komuny z tą częścią opozycji, która była najsilniej opanowana przez agenturę.

FRISZKE: Warto by doprecyzować, kogo mieli na myśli autorzy tego dokumentu. Za pojęciem "opozycja konstruktywna" nie kryli się Geremek czy Michnik. Dziś, gdy patrzy się wstecz, istnieje skłonność do utożsamiania z "opozycją konstruktywną" ludzi, którzy usiedli przy Okrągłym Stole. Tymczasem sens tego pojęcia w oczach władz zmieniał się, np. w 1987 r. za opozycję "konstruktywną" uważano niektórych działaczy katolickich, z Geremkiem odmawiano rozmów, a Michnika i Kuronia jeszcze jesienią 1988 r. wykluczano z udziału w negocjacjach jako ekstremistów.

Przytoczę dwa niepublikowane dotąd dokumenty. Pierwszy to referat gen. Majchrowskiego, szefa zwalczającego opozycję Departamentu III MSW, z 19 stycznia 1989 r., analizujący potencjał opozycji. Kluczowy dla odpowiedzi na nasze pytanie akapit brzmi: "Niespotykanym dotąd zjawiskiem w działalności opozycji jest jednomyślność, jaką zaprezentowano wobec inicjatywy Okrągłego Stołu. Niezależnie od różnic, dzielących dotąd nielegalne grupy i struktury, utworzyły one wspólny front i ustaliły swoje priorytetowe cele rozmów przy Okrągłym Stole oraz udzieliły pełnomocnictw Wałęsie do artykulacji ich oczekiwań. Działania te należy jednoznacznie ocenić jako element zneutralizowania inicjatywy władz, odczytanej jako próba podzielenia opozycji poprzez pozyskanie jej konstruktywnej części". Można sądzić, że MSW wyobraża sobie, iż przy okazji Okrągłego Stołu dokona "rozwarstwienia" opozycji, która zacznie walczyć między sobą. Szereg innych dokumentów MSW z tego czasu operuje pojęciami przeciwstawiającymi opozycję związaną ze środowiskiem dawnego KOR-u - opozycji związanej ze środowiskami katolickimi, jako dwa skrzydła, między którymi można coś rozgrywać. Okazało się, że nic nie rozegrano.

Drugi dokument to meldunek o założeniu sprawy operacyjnego rozpracowania kryptonim "Żądło", skierowanej przeciw Komitetowi Obywatelskiemu przy Lechu Wałęsie. Pod koniec tego dokumentu, podpisanego przez słynnego później płk. Lesiaka, a zatwierdzonego przez zastępcę dyrektora departamentu III MSW, wymienione są cele tego rozpracowania. Wymienia się "objęcie szczególną kontrolą operacyjną (z wykorzystaniem wszelkich możliwych środków pracy) członków Komitetu Obywatelskiego"; "uzyskiwanie wyprzedzających materiałów o ich inicjatywach w celu ich neutralizacji"; "doprowadzenie do możliwości wpływania na ich postawy"; "prowadzenie kompleksowych działań profilaktycznych, neutralizujących wrogą działalność Komitetu"; "operacyjne podsycanie konfliktów między członkami Komitetu, rekrutującymi się z różnych środowisk". Wreszcie, co zaskakujące, "dokumentowanie operacyjne i procesowe działalności Komitetu Obywatelskiego". Oczywiście, w jakiejś mierze była to rutyna, wszystkie działania SB mogły mieć przełożenie procesowe. Ale skoro dokument ten powstał 17 stycznia 1989 r., tuż przed rozmowami, dowodzi to, że nie wykluczano i takiego wariantu, jeśli rozmowy skończą się fiaskiem.

Przejrzałem akta sprawy "Żądło", ok. 20 tomów. Nasuwa się wniosek, że sprowadzała się do zbierania informacji: kto i co powiedział podczas jakiej narady itd. Dokumentowano zdarzenia. Nie znalazłem śladów, by prowadzono operację ofensywną. Nie można tego wykluczyć, ale wydaje mi się, że MSW starało się głównie monitorować sytuację. Inna sprawa, że skoro rozwijała się zgodnie z oczekiwaniem ekipy Jaruzelskiego, jaki sens miałyby działania dezintegrujące?

Czy zatem układ zawarty 5 kwietnia 1989 r. był liftingiem PRL-u, czy też nieuchronnie zmierzał do jego końca?

CHOJNOWSKI: Niezależnie od tego, co można powiedzieć o różnych mankamentach tego układu i o pierwotnych intencjach władz, w praktyce był to początek nowej rzeczywistości. Zamysł władz, aby przez Okrągły Stół zrobić tylko "remont" systemu, nie rezygnując z rządzenia, zawalił się 4 czerwca 1989 r. w wyniku wyborów - mimo że nie były w pełni wolne.

Uważam natomiast, że przy Okrągłym Stole niektórzy przedstawiciele strony solidarnościowej popełnili błąd, który stał się potem jednym z zalążków jego "czarnej legendy". Otóż medialnie Okrągły Stół został wygrany przez władze. Dziś wiemy, że pracownicy państwowej telewizji, którzy dokumentowali obrady mieli instrukcje, aby np. fotografować, jak ludzie opozycji piją wódkę z Kiszczakiem czy inne sceny, które by wskazywały na fraternizację. Ze strony władz było to działanie wręcz rutynowe: zebrać materiał, który, odpowiednio użyty, mógłby podważyć autorytet przeciwnika. Strona solidarnościowa nie doceniła tego niebezpieczeństwa. A mogła przewidzieć jakie mogą być skutki. I były, gdy później Kiszczak serwował przy różnych okazjach znane fotografie. Niedocenienie wówczas Kiszczaka ma do dziś fatalne konsekwencje.

Jako historyk mogę sobie wytłumaczyć, skąd to się wzięło. Wcześniej obie strony postrzegały się nawzajem w roli niemal diabłów. Potem usiedli, zaczęli rozmawiać i zadziałał mechanizm psychologiczny, aby wyjść drugiej stronie naprzeciw, także w wymiarze osobistym. I także przez takie gesty jak wypicie z Kiszczakiem kieliszka, gdy on go oferuje. Jednak można było tego uniknąć, a niektórzy uczestnicy Okrągłego Stołu poszli za daleko we fraternizowaniu się z Kiszczakiem i z innymi ludźmi aparatu PRL.

FRISZKE: Niektórzy rzeczywiście może poszli za daleko. Swoją drogą, nie rozumiem, po co później Kiszczak eksponował te zdjęcia i filmy. Bo jeśli chce on uchodzić za jednego z "ojców" demokracji, to przecież zrobił to wbrew sobie. Nie mam tu sensownego wytłumaczenia.

Niemniej fakt przełamania lodów mógł mieć znaczenie psychologiczne, które zaprocentowało po 4 czerwca: po wyborach, w których po raz pierwszy obywatel mógł rzeczywiście wybrać - między Solidarnością a władzą - i które to wybory władza totalnie przegrała, zupełnie się tego nie spodziewając. Nie było nigdzie powiedziane, że oni bez sprzeciwu zaakceptują klęskę. Myślę, że nawiązanie osobistych kontaktów przy Okrągłym Stole nie tylko ułatwiło kwietniowe porozumienie, ale później, po 4 czerwca, osłabiło po stronie władz wolę podważenia wyników wyborów. I ułatwiło zaakceptowanie ich dalszych skutków, włącznie z desygnowaniem w sierpniu Tadeusza Mazowieckiego na premiera.

Prof. ANDRZEJ CHOJNOWSKI (ur. 1945) jest historykiem, kierownikiem Zakładu Historii XX Wieku Instytutu Historycznego UW, członkiem kolegium IPN, członkiem rady Muzeum Historii Polski. W PRL był redaktorem podziemnego wydawnictwa "Krąg". Członek rady programowej rocznika "Polin. A Journal of Polish-Jewish Studies". Autor szeregu książek, m.in. "Koncepcje polityki narodowościowej rządów polskich w latach 1921-1939" i "Piłsudczycy u władzy". Jeden z czterech recenzentów książki "SB a Lech Wałęsa".

Prof. ANDRZEJ FRISZKE (ur. 1956) jest historykiem. Pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN i Collegium Civitas. W 1981 r. redaktor "Tygodnika Solidarność", a od 1982 miesięcznika "Więź". W latach 1999-2006 był członkiem Kolegium IPN. Wydał m.in.: "Opozycja polityczna w PRL 1945-1980", "Oaza na Kopernika. Klub Inteligencji Katolickiej 1956-1989", "Polska. Losy panstwa i narodu 1939-1989", "Przystosowanie i opór. Studia z dziejów PRL", "Niepokorni. Rozmowy o Komitecie Obrony Robotników" (wspólnie z Andrzejem Paczkowskim).

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]